wtorek, 27 maja 2008

Bo wszystkie dzieci nasze są :P


Kikusia - 2 latka :)

Z okazji nadchodzącego dnia dziecka nasze szalone chofeszowe dziewczyny wpadły na pomysł, że wszyscy wstawiają sobie zdjęcia z dzieciństwa jako avatary i robimy konkurs na najbardziej odjazdowe zdjątko :) główna nagroda: buziak od Maykiego :* jest o co walczyć ;)

Ostatnio omawiamy na zajęciach z literatury tekst Thomasa Manna "Der Tod in Venedig" ('Śmierć w Wenecji'). Jeśli kogoś interesuje streszczenie, można je znaleźć tutaj:
http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Amier%C4%87_w_Wenecji
W każdym razie głównym bohaterem jest Gustaw von Aschenbach, 50-letni dziadek, który wyjeżdża na wczasy do Wenecji i zakochuje się w kilkunastoletnim polskim chłopczyku Tadziu
:P
Ale ponieważ w mieście grasuje cholera, nasz bohater umiera, żeby było bardziej dramatycznie
:P i dobrze, jednego zboczeńca mniej :P

A dzisiaj oglądałyśmy ekranizacje tego dzieła, recenzję można również przeczytać tutaj:
http://www.filmweb.pl/f34397/%C5%9Amier%C4%87+w+Wenecji,(1971)
(Szczerze? Nie polecam, nudne jak flaki z olejem, dzisiaj takie filmy robi się przede wszystkim 2 razy krótsze :P)
Przed tym wydarzeniem, a konkretnie na ćwiczeniach, nasza wykładowczyni powiedziała: "Tylko się nie napatrzcie, bo się jeszcze przerzucicie na małe dziewczynki"
:P (same baby wtedy były:P)
A ja na to: "Przecież nie mamy jeszcze 50 lat"
:P Wiem, to było głupie :P

Więc nasz dzisiejszy hit z uczelni to piosenka Majki Jeżowskiej "Wszystkie dzieci nasze są" - ze specjalną dedykacją dla Tadzia ;)
A wiecie co? Dowiedziałam się, że ta piosenka uchodzi jako nieoficjalny przebój pedofili :P czyż nie? Tyle, bo zaraz mi powiecie: Kika, ty zwyrodnialcu :P co ta uczelnia z tobą zrobiła :P
Przesyłam więc piosenkę -
tak a propos nadchodzącego Dnia Dziecka, naszych fotek i Thomasa Manna (który, nawiasem mówiąc, w tej lekturze zawarł wątek autobiograficzny :P zainteresowanych bliżej tą kwestią odsyłam do Pamiętników autora :P )

Viel Spass beim H
ören ;)

♫ Wszystkie dzieci nasze są ♫
Majka Jeżowska

Ach, co za smutas leje łzy

lalki w płacz, misiek zły
o, już się śmieje, nosek mu drży,
deszczyk był a teraz wyschły łzy.
Niebo rozjaśnia się samo
mały uśmiech, jak tęcza,
już dobrze, mamo!

Wszystkie dzieci nasze są:
Kasia, Michael, Małgosia, John,
na serca dnie mają swój dom,
uchyl im serce jak drzwi.
Wszystkie dzieci nasze są:
Borys, Wojtek, Marysia, Tom,
niech małe sny spełnią się dziś,
wyśpiewaj marzenia, a świat
będzie nasz!

Choć nie rozumiem mowy twej
czytam lęk, czytam śmiech.
Nuty nie kłamią, zbuduj z nich klucz,
otwórz nim nieśmiałość naszych słów.
Ważny jest serca alfabet,
ciepły uśmiech, jak słownik,
jesteśmy razem!

Wszystkie dzieci nasze są:
Kasia, Michael, Małgosia, John,
na serca dnie mają swój dom,
uchyl im serce jak drzwi.

Nie jesteś sam,
nasza piosenka ciągnie za rękaw,
podaj mi dłoń i z nami stań
nie ma dziś granic nasz dom

Wszystkie dzieci nasze są:
Kasia, Michael, Małgosia, John,
na serca dnie mają swój dom,
uchyl im serce jak drzwi.
Wszystkie dzieci nasze są:
Borys, Wojtek, Marysia, Tom,
niech małe sny spełnią się dziś,
wyśpiewaj marzenia, a świat
będzie nasz!

Będzie nasz,
wyśpiewaj marzenia, a świat
będzie nasz
wyśpiewaj marzenia, a świat
będzie nasz

niedziela, 25 maja 2008

Black Angel


Widzę, że zmiany na blogu wywołały lekkie ożywienie wśród odwiedzających :)
Przyznam, że ten komentarz mnie rozwalił (domyślam się, że napisał go jakiś facet):
Gratulacje, może to pierwszy mały kroczek do zmiany... stanu cywilnego ;)
Niestety, muszę tego kogoś rozczarować, na takie radykalne zmiany się nie zanosi, a tym bardziej tylko z tego tytułu, ze zmieniłam kolorki na blogu czy wstawiłam kilka serduszek.
A to, że w końcu poczułam się taką typową kobietą, też nie jest żadnym zaproszeniem do zawarcia ze mną bliższych znajomości. Nadal w środku pozostałam dumną, niezależną Statue of Liberty.
Zastanawiam się, co właściwie tak pasjonuje facetów, jeśli chodzi o kobiety. Kobieta to jedno z najbardziej niezdecydowanych stworzeń, jakie nosi ziemia. Nawet jeśli twierdzi, że wie, czego chce, to i tak nie wie. Ma humory i nastroje zmienne tak skrajnie, że sama za nimi nie nadąża, niezależnie czy jest w trakcie PMS, czy w normalnym dniu miesiąca. Poza tym jest uzależniona od swojego faceta: od okazywania przez niego zainteresowania i troski. A równocześnie potrafi narzekać na niego godzinami.
Ostrzegam: aniołów w naszym gatunku nie ma. A nawet jeśli, to życie zmusza do zdjęcia skrzydeł, żeby wykonywać prozaiczne obowiązki. W kuchni skrzydła się nie zmieszczą.
A zresztą anioły z doczepianymi skrzydłami to żadne anioły.
Trudno. C'est la vie.

sobota, 24 maja 2008

Hardcorowa wyprawa rowerowa ;)

Wpadłam dzisiaj na hardcorowy pomysł, żeby wybrać się gdzieś w dal na rowerach. Hardcorowy, bo nie jeździłam tak konkretnie od ładnych paru lat :P no i nie ćwiczę od roku, tak się jakoś rozleniwiłam... A tu machnęliśmy 33 km w 3 h :) Filip wpadł na pomysł, że skoro mamy 3 godziny do zmroku, to jedziemy najpierw 1,5 h tak daleko, ile damy rady, a potem wracamy inną drogą. I tak zrobiliśmy.
Nasze wspaniałe maszyny :)

Mieszkamy w pięknych, wyżynnych terenach Pogórza Strzyżowsko-Dynowskiego, w pobliżu Czarnorzecko -Strzyżowskiego Parku Krajobrazowego, więc trasa była przepiękna. Może nie wtedy, gdy trzeba było się wspinać z rowerami pod ostrzejsze wzniesienia, ale zjazd bez hamulców w pełnym pędzie z góry wynagradzał wszystko :)
Moje sprytne rodzeństwo pobrało sobie sprawniejsze rowerki, a mi pozostawili mojego 11-letniego grata Wigry 3, z małymi kółkami i trzeszczącymi piastami, tłumacząc się tym, że tylko ja wiem, jak się na nim jeździ, żeby się nie zabić :P

I tak:
Ola na hamerykańskim rowerze ;P


Filip na bryce z 2 poręcznymi koszykami :)
A Kika na Zeberce ;) albo okapi, jak kto woli ;)
Podczas krótkich przerw na zaczerpnięcie oddechu robiliśmy zdjęcia. Bo było co fotografować: zabytkowe kościoły, stare szyby naftowe... Okolica niezwykła :)

Prawie jak Tadż Mahal ;)
komentarz Oli
Ziemia ropą płynąca...
Łukasiewicz, lampa naftowa i te sprawy ;)


Prawie jak Klondike ;)
Z niezwykłych rzeczy to na pewno fotki niezwykłych pojazdów :) jak choćby ręcznie robiony trójkołowiec z silnikiem, obsługiwany przez tego dzielnego młodego człowieka :)

Prawie jak quad ;)

Albo ten niezwykły motor z przyczepką , oryginalny pojazd kapitana Klossa jeszcze z czasów II wojny światowej ;)
Ostatnie kilometry były najdłuższymi w moim życiu, bo jechaliśmy po równym. Jednak wolę górki. Te kilometry bez deptania pedałów, kiedy wiatr gwiżdże w uszach i rozwiewa włosy, kiedy na zakrętach prawie ocierasz się o nadjeżdżające z naprzeciwka samochody i prawie wcale nie dajesz po hamulcach... To jest coś :)
Będę jednak płacić ostrym bólem wszystkiego za tę przyjemność. Ale warto było :)

piątek, 23 maja 2008

Jeszcze jedna zmiana



Znowu zmiana tytułu i layouta przy okazji.
A tak mi spontanicznie przyszło do głowy, że jaki tam ze mnie Mind. Mind to jest Rozum. W stu procentach. W końcu facet i w ogóle. A ja jestem Heart. Kobieta w stu procentach. Takie tętniące życiem, czasami rozpalone, naiwne i łatwowierne Serce.
Jestem po to, żeby czuć. Oczywiście zdarza mi się również i myśleć, i to całkiem intensywnie. Przecież muszę sobie jakoś radzić w starciach z Rozumem. Ale w czuciu biję go na głowę.

Właściwie to dopiero niedawno odkryłam, że jestem Sercem. Wcześniej myślałam, że jestem Rozumem: chłodna, logiczna, opanowana i perfekcyjna. Nawet udawało mi się taką być i odstraszać innych. Kika - męska logika, Kordian, dumna Statue of Liberty i inne przydomki. Ale wcale nie jestem chłodna, tylko skryta. Bynajmniej nie logiczna, bo intuicyjna. Opanowana przeważnie. Perfekcyjna też przeważnie, chociaż coraz częściej pozwalam sobie na małe zaniedbania.
Dobrze jest tak uwolnić się od dźwigania pancerza dumy i niezależności. Dobrze jest poczuć się sobą. I chyba w końcu taką siebie polubiłam. Bo ktoś polubił mnie... Za serce...

Długi weekend :P grrrrrr :////


Proszę mnie denerwować w tych dniach i nie używać przy mnie tego wyświechtanego, obieganego hasła "długi weekend". Bo pogryzę :P
O tym, że nie mamy w piątek godzin rektorskich, dowiedziałam się we środę. I jak łatwo można się domyślić, nie byłam tą nowiną zachwycona. Postanowiłam zatem weekendowo spędzić czwartek: wstałam o 11, nie uczyłam się, tylko robiłam różne ciekawe rzeczy... ;) Ale o godzinie 23 stanęłam przez perspektywą piątkowego wstawania o 4.30 na zajęcia... Rozum, wolny od zajęć, jak miażdżąca większość szczęśliwców w tym kraju, z satysfakcją napisał: no cóż, nie wszyscy mogą jutro spać do woli :P nawet mnie namawiał, żebym zrobiła sobie wolne, ale to nie wchodziło w grę - obecności się przydadzą... Więc ponarzekałam na niesprawiedliwość losu i dałam się w końcu przekonać, że powinnam iść spać...
Po krótkiej i słabo przespanej nocy powlokłam się na przystanek, by przekonać się, że w dzisiejszym dniu autobusy nie kursują normalnie... I czekałam pół godziny, aż przyjedzie jakiś prywaciarz i zabierze mnie do Rzeszowa :P spóźniłam się odrobinę na zajęcia, ale byłam na wszystkich dwóch w tym dniu plus okienko między nimi :P my, dziewczyny z III roku, byłyśmy jedynymi osobami, które dzisiaj przybyły na uczelnię :P nie licząc niedobitków z I roku, których po godzinie wypuścili :P
A dookoła szał "weekendu": biblioteki czynne do 15, urzędy czynne do 15 lub pozamykane, wolno snujący się ludzie i ogólna atmosfera wolnego :P szłyśmy wściekłe z Anką na przystanek i powtarzałyśmy sobie: głupi długi weekend :P kto w ogóle wymyślił taki idiotyzm?
Po powrocie do domu i zjedzeniu obiadu zabrałam się za naukę na koło ze Szwajcarii. Ale po przeczytaniu partii materialu zawiesilo mnie, więc się polożylam i spalam ze 2 godziny. Niewiele to dalo, i tak jestem nieprzytomna...

Dlatego mam ostatnio alergię na slowo "dlugi weekend" :P nie podchodzić, nie wspólczuć, nie szydzić :// Bo nie odpowiadam za siebie :P

niedziela, 18 maja 2008

Rodzinnie i autentycznie, czyli zjazd CFM w Krakowie :)

Zjazd w Krakowie zapamiętam jako zjazd rodzinny. Pojechaliśmy całą rodziną samochodem (co się na zdarza raz na parę lat ;), byliśmy zakwaterowani całą rodziną w pokoju gościnnym, a właściwie małym mieszkaniu :) śpiewaliśmy rodzinnie pieśni na nabożeństwie, a tata był głównym mówcą i miał kazanie o autentyczności :) ponadto spotkaliśmy się z naszą rodziną z Krakowa na nabożeństwie, a w niedzielę rodzinnie zwiedzaliśmy miasto :)


Księżniczka na ziarnku grochu ;)

Zjazd rozpoczęty. Konferansjerzy: Michał vel Pastor i Lidka :)"Proszę się przywitać z osobami siedzącymi obok i przedstawić według następującego wzoru: nazywam się Michał, urodziłem się 6 kwietnia 1991 roku, posiadam szeroki wachlarz zainteresowań" ;)

Początkowo nie mogłam się wkręcić. Nie wyspałam się, zresztą jak niemal wszyscy z rodziny. Śniło mi się, że gadałam z Rozumem na gg, jak zwykle coś robiąc, przed kimś uciekając... W końcu powiedział: wiesz, gadamy już prawie 12 godzin, jest już 6 rano :P i w tym momencie zadzwonił budzik i była faktycznie szósta...
Na nabożeństwie śpiewaliśmy jeszcze 2 pieśni, nie byłam pewna, jak to wyjdzie, bo Ola była chora. Po przerwie obiadowej musiałam się zdrzemnąć na godzinę, żeby móc normalnie funkcjonować i żeby pobyć trochę w ciszy.
A potem był konkurs z Księgi Izajasza. Denerwowałam się, bo nie czułam się zbyt dobrze przygotowana. Wprawdzie przeczytałam księgę, zrobiłam notatki z każdego rozdziału, znałam na pamięć sporo wersetów, ale wiedziałam, że nie znam zbyt wielu szczegółów... Ale wygrałam :)
I kiedy opadły emocje po konkursie, poczułam się wolna i mogłam obserwować świetny spektakl krakowskiej młodzieży :)

*"Letnia woda uśmierzy wszelkie Twoje lęki!" - Michał jako Pastor był w tej roli absolutnie autentyczny :)
*Główna para - Asia i Marcin, czyli "Pójdziemy tylko na kazanie :P"
*Boguś noszący krzesła :)
i wielu innych :)

Po oficjalnym zakończeniu zjazdu poszliśmy z grupą młodzieży z Krakowa i okolic na wycieczkę po mieście :) wreszcie była okazja pogadać z zabieganymi organizatorami ;)

Cel: Kazimierz.
Niezapomniane wrażenia z Kazimierza. Jakby zatrzymał się czas w tej części miasta. Egzotyka- stare żydowskie szyldy, synagogi, świeczniki siedmioramienne i wąskie, kręte uliczki. Wszystko w zapadajacym zmierzchu. Obudził się we mnie zmysł włóczęgostwa - uliczki Starego Miasta wieczorami mają swoj urok :) w moim mieście, tj. Rzeszowie, gdzie studiuję, wieczorami na ulicach też jest pięknie :) najbardziej lubię jednak chodzić po nich sama - jest wtedy tak spokojnie ... i romantycznie ;)

Charakterystyczne knajpki na Kazimierzu. Ponoć najlepsze w Krakowie.

Especially for You ;)

Nie mogę nie wspomnieć o śpiewaniu, idąc ulicami :) ludzie pozytywnie zakręceni, pozdrawiam gorąco :) ten wieczór długo pozostanie mi w pamięci :)

*

W niedzielę nasza prywatna rodzinna wycieczka po Krakowie :) rodzice poszli z Ronią do ZOO (żeby miała zdjęcia i wspomnienia, jak my ;), a my zostaliśmy na rynku i czekaliśmy na nich. Z tego miejsca: czaderski show breakdance :)


Słynne krakowskie mimy
W tle dwaj akordeoniści grają melodię rodem z filmu grozy...
Mała sesja rodzinna :)



Zdjęcie rodzinnetrochę nam nie wyszło ;)
Reasumując: Kraków rządzi w każdym calu :) jestem dumna z tego, że się tam urodziłam :)
Przyjeżdżam obowiązkowo na zjazd za rok :)

środa, 14 maja 2008

Rozumek vs Serce

Fragment książki Janusza L. Wiśniewskiego "S@motność w sieci". Od Rozumu. Stąd się wzięło to przezwisko, którym go podpisuję na blogu. Nie czytałam calej książki, ale ten fragment jest po prostu... Prawie jak nasze rozmowy ;) pomijając tematykę...
A swoją drogą, Rozum i Serce żyją w jednym organizmie i są sobie nawzajem potrzebne... Co więcej, organizm nie może funkcjonować zarówno bez jednego, jak i drugiego...


Ty go chyba jeszcze nie znasz, prawda? Pozwól, że Ci przedstawię. Pan dr M. Rozumek. Mój własny. „M" to od Mądry.
On nie zwraca się do mnie inaczej niż „Serce". Zupełnie ignoruje moje imię. Przyzwyczaiłam się już. Dla niego jestem „Serce". To nie jest chyba obraźliwe, prawda?
Trudno z nim dyskutować. On po prostu mało czuje. Pić też zaczął dopiero, gdy go zdenerwowałam. Zrobiłam sobie w pamięci notatki z tego, co mi mówił. Głównie dla Ciebie. Ty lubisz takie dyskusje.
Rozumek: Serce! Ty pijesz?!
Serce: Ja? Nie, skądże. To tylko whisky.
Rozum: Lubię takie odpowiedzi, Serce. Bardzo lubię. Chcesz o tym porozmawiać?
Serce: Dlaczego on mi to wszystko tak szczegółowo opisał? Mógł przecież wiedzieć, że będzie mi przykro.
Rozumek: A ty Serce co? Gazet nie czytasz? Odkąd zakładasz, że mężczyźni wiedzą, co powoduje smutek kobiet? Chciał po prostu dzielić to z kimś. Kleisz się do niego od kilku miesięcy, to pomyślał, że co mu tam.
Serce: Ty, Rozum, nie myśl, że jak jesteś wyżej, to wszystko lepiej widzisz i wszystko Ci wolno! A poza tym się nie „kleję" do niego, jak ty to nazywasz. Po prostu spędzamy razem więcej czasu. Lubimy z sobą rozmawiać.
Rozumek: Akurat! „Lubimy z sobą rozmawiać". Ty mnie, Serce, nie rozśmieszaj. Ja mam ze śmiechem problemy. Nie pasujemy do siebie, bo odbiera mi powagę.
Rozmawiać? Akurat. Przecież ty mogłabyś przy nim milczeć. To jest nawet ostatnio twoje marzenie. Spędzić przy nim cały dzień i milczeć. Słów od niego masz dosyć.
Serce: Tak. Ale to nic złego. Po prostu chciałabym zobaczyć, jak to jest, gdy nie rozmawiamy ze sobą. Czy też może być tak dobrze. To dla ogólnej wiedzy. Ty lubisz wiedzę, prawda?
Rozumek: Tobie nie ma być dobrze z nim. Tobie ma być dobrze z twoim mężem. Z nim przecież ostatnio też cały czas milczysz. Powinno ci wystarczyć.
Serce: No tak. Mogłam się tego spodziewać. Wciągniesz w to mojego męża. On jest dla mnie bardzo ważny i ty o tym wiesz. Teraz nawet lepiej niż ja. Spędza z tobą więcej czasu niż ze mną.
Rozumek: Tak przypuszczałem. Twój mąż jest tutaj ze mną cały czas. Nawet w nocy. Nie, żeby chciał. Po prostu go tutaj wysłałaś. Musi ci być pusto tam u ciebie?
Serce: Czasami. Najczęściej, gdy wracam z pracy.
Rozumek: No tak. Wyłączysz komputer i jest ci pusto. Co takiego jest w tym facecie z Niemiec? Jako Rozum przyznaję, że jest mądry. Nawet bardzo. Ale mądrych mężczyzn jest mnóstwo. Co on ma takiego w sobie?
Serce: Ty, Rozum, tego nie pojmiesz. Może gdybyś się napił, byłoby ci łatwiej. Ile kostek lodu? Jeszcze nie teraz? To się zdecyduj, Rozum. Bo może zabraknąć.
To, co zdarza mi się z nim, jest mistyczne. Ty zatrzymałeś się w rozwoju na racjonalizmie. Racjonalizm wie o mistycyzmie tylko tyle, że jest absolutnie nieracjonalny.
Rozum, sprawdź u siebie w aktach, czy ja się nie mylę. Czy ratio znaczy „część całości"? Jestem prawie pewna, że to znaczy dokładnie to.
Ja przeskoczyłam tę wczesną fazę. Racjonalizm jest częściowy, jest (Rozum, sprawdziłeś?) zimny i nieprzytulny. Jak opuszczone igloo. Żyjącemu cały czas w igloo trudno zrozumieć, jak to jest na miękkim dywanie przy kominku w listopadzie, gdy za oknem pada. Przy Jakubie często jest tak jak przy kominku w listopadzie. W pewnym momencie jest ci tak dobrze, że zapominasz, że się zapominasz. U mnie jest jeszcze gorzej. Ja zapominam się wcale nie przez zapomnienie. Poza tym jest mi tak ciepło od tego płomienia, że najchętniej poleciłabym ciału, aby się rozebrało. Od tego można się uzależnić. Zastanawiałam się tyle razy, dlaczego tak jest. l wiesz, Rozum, co? Wyszło mi, że ja dla niego jestem cały czas najważniejsza. Przy nim jestem absolutnie jedyna. Takiego uczucia nie dał mi nikt od bardzo dawna.
Rozumek: Nie ma nic bardziej przykrego jak kominek w pustym pokoju nazajutrz. Masz tylko popiół do wyniesienia. Często nie ma już nikogo, aby to zrobił za ciebie. Pomyślałaś, Serce, o tym? W igloo jest zawsze tak samo. Nudno? Zimno? Może, ale nie ma popiołu. Do popiołu potrzebne są płomienie.
Serce: Nie pomyślałam. Bo ja nie myślę. Ja czuję. To ty wyłącznie myślisz, biedaku.
Rozum: Ty się, Serce, nie wywyższaj. Myślisz, że jak mnie zracjonalizujesz, to wyjdzie na to, że ty to wzniosłość i wyższe stadium rozwoju, a ja to Biskupin? Ty się, Serce, mylisz. My jesteśmy oboje, dokładnie tak, w trakcie reakcji chemicznej. Tak jest, Serce! My jesteśmy tylko chemią. Twoja reakcja jest po prostu tylko inna. Ja to neurony, dendryty, podwzgórze, śródmózgowie i ciało migdałowe. Ty to głównie neuroprzekaźniki: fenyloetyloamina, dopamina i katecholamina. Obojętnie, jak to się nazywa. Nas można będzie kiedyś zarejestrować w jakimś banku danych reakcji chemicznych. Zobaczysz.
Twoja reakcja się skończy znacznie prędzej niż moja. Moja potrwa do końca. Ty masz za duże ciepło reakcji. Za dużo potrzebujesz i za dużo pobierasz. Tego nie wytrzyma długo nawet piec hutniczy. Wypalisz się. Poza tym ty dokładasz do jednego tylko pieca. Ty, Serce, uważaj, bo ten drugi ci gaśnie. Ale jeszcze się żarzy. Jeszcze nie jest za późno. Ciągle jeszcze możesz rozdmuchać tam płomienie.
Serce: Rozum, ty nawet mówisz rozumnie. Ale ty się nie znasz. Są takie rzeczy, których ty nigdy nie pojmiesz.
Rozumek: Dobra, dobra. Ja wiem, Serce. Ja wiem, o co ci chodzi. Chodzi ci o miłość. Ale pamiętaj o jednym: ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej. Więc ty się nie nastawiaj na wieczność. Ty, Serce, nie jesteś czasoprzestrzeń.
Serce: Mówisz tak, bo nienawidzisz miłości. Wiem, że tak jest. Nawet cię rozumiem. Bo gdy ona przychodzi, wyłączają cię. Oboje cię wyłączają. Przenoszą cię do piwnicy jak narty po zimie, która minęła. Masz tam przeczekać do następnego sezonu. Nie potrzebują cię teraz. Przeszkadzasz im. Zrozum to. Ty jesteś przecież Rozum, więc łatwo ci coś zrozumieć.
Po co im ty? Oni nie mają czasu na ciebie. Myślą o sobie bez przerwy. Zachwycają się wszystkim w sobie. Nawet swoimi wadami. Rozum dla nich to obawa przed odmową, to drążące pytanie, dlaczego akurat on lub ona. Oni nie chcą takich pytań, l dlatego cię wyłączają. Pogódź się z tym.
Rozumek: Nie mogę. Tylko ty, Serce, czujesz to, że nie mogę. Dobijam się czasami do nich z tej piwnicy. Ale mnie nie słyszą. Bo oni są wtedy głusi na wszystko.
Poza tym, to skąd ty to wszystko wiesz, Serce? Możesz mi teraz nalać. Rozczuliłaś mnie tą piwnicą. Muszę się napić. Trzy kostki lodu. Czysta whisky. Bez red bulla, l nalej od razu do połowy.
Serce: To rozumiem. Dobra ta whisky, prawda? Ja, jeśli mogę, piję tylko jacka danielsa. Chcesz, Rozum, jeszcze jedną szklaneczkę? To były trzy kostki, prawda?
Rozum, zrobisz coś dla mnie? To bardzo ważne. Nigdy ci tego nie zapomnę. Zrobisz? Mógłbyś mi wyłączyć na jakiś czas Sumienie? Dokucza mi. Strasznie mi dokucza.
Rozumek: Słuchaj, Serce. Nie rób mi tego. Proszę cię. Nie załatwiaj ze mną nic przy wódce. Bądź bezinteresowna, Serce. To, że pijemy razem i że ty się trochę racjonalizujesz, a ja trochę rozczulam, nie upoważnia cię, abyś załatwiała ze mną interesy. Miej Honor, Serce.
Poza tym Sumienia nie da się wyłączyć. Ja też tego nie potrafię. Parę razy próbowałem, bo i mnie dokucza czasami. Ale się nie da. Można je tylko na jakiś czas zagłuszyć. Najlepiej żyć z nim w zgodzie. Nawet pogadać z nim nie można. Poza tym trudno je napotkać. Siedzi ciągle gdzieś w Podświadomości. Najchętniej wyłazi w nocy. Wtedy ja już śpię i się regeneruję, a ty, Serce, masz ładny sinusoidalny rytm.
Serce: Ja nic z tobą przy wódce nie załatwiam. To miałeś, Rozum, zrobić dla mnie z dobrego serca. Masz rację, Rozum. Z Sumieniem nie da się negocjować.
Rozumek: Słuchaj, Serce. Jak już tutaj tak sobie w cztery oczy rozmawiamy, to powiedz mi, Serce, o co ci tak naprawdę chodzi.
Dlaczego to robisz? Ja to przecież wszystko widzę. Odkąd znasz tego Jakuba, przyśpieszasz, zwalniasz, tłuczesz się jak oszalałe, zalewasz mnie dopaminą, zatrzymujesz się, potykasz i kołaczesz. Budzisz mnie w nocy albo w ogóle nie dajesz mi spać. Tak jak dzisiaj na przykład. Dlaczego to robisz, Serce? Dla przeżyć i wspomnień?
Boisz się, że kiedyś będziesz biło nad urodzinowym tortem tragicznie pełnym świeczek i pomyślisz, że twój czas minął, a ty nic nie przeżyłaś? Żadnej prawdziwej arytmii, żadnej romantycznej długotrwałej tachykardii albo chociaż migotania przedsionków? Tego się lękasz, Serce? A może ograniczenie się do bicia tylko dla jednego mężczyzny budzi w tobie lęk przed zmarnowaną szansą?
Poza tym wyłącz już tę Geppert. Ile razy można słuchać tych samych smutków. „A gdy się zbudzę, westchnę cóż, to wszystko było chyba zamiast". Nawet ja już to znam na pamięć, l nie płacz więcej, Serce, bo gdy to widzę, to tracę Rozsądek.
Serce: Bo widzisz, Rozum, ten Jakub jest tak daleko, ma tak mało szans, aby konkurować z kimkolwiek, kto mógłby mnie przyśpieszyć, będąc tutaj na wyciągnięcie ręki, a i tak tylko przy nim biję tak naprawdę. Na początku martwiłam się tym, jak jakąś wadą nabytą. Tym bardziej że Sumienie nieustannie straszyło, że to okropnie niebezpieczne, że prowadzi do zawału i że prędzej czy później jakieś EKG to wykaże. Nawet się z nim zgadzałam na początku. Myślałam, że to przejdzie, że ty, Rozum, razem z Rozsądkiem pomożecie mi z tym sobie jakoś poradzić, że to tylko taka chwilowa nieregularność w reakcji na chłód, pustkę i obojętność dokoła. Ale teraz chcę, aby ta „nieregularność" trwała. Bardzo chcę.
Ale ty, Rozum, tego nigdy nie zrozumiesz. Nalać ci jeszcze jednego? Musisz wypić bez lodu. Roztopił się. Zupełnie. Tak jak ja.
Rozumek: Nalej, Serce. Nalej.

Jakubku! To nie jest zapis całej dyskusji. Reszta była już po piątej szklance i wolę ją przemilczeć. Głównie ze względu na moją reputację.

***

piątek, 9 maja 2008

To my, Genies z I grupy :)

Wreszcie mam fotki najfajniejszych dziewczyn na roku :) niech świat ujrzy te szlachetne oblicza, błyszczące geniuszem, objawionym w postaci szeregu piątek z ostatniego koła u PCV ;P
Tylko tutaj nieoficjalna galeria z wycieczki do Niemiec ;)

Berlin! Berlin! Wir fahren nach Berlin!
Justynka, Wiola, Iza i Ewa


Kontrola :P Grzeczne jesteście? Nie rozrabiacie? ;P
Nie dziwne :P
Niezapomniane hity:
- wypadek na torach i 20 minut opóźnienia :/
- ludzie-krety :P
-odgłosy wiewiórek ;)
-spotkanie z wybuchową toaletą :P zawał serca gwarantowany :P
-facet w głośniku usiłujący czytać po niemiecku :"Kurz erreichen wir..." :P
-gra w skojarzenia, czyli popis elokwencji ;)
-pan Kawa i Herbata :)
-...i wiele, wiele innych :)

***

Powrót... równie rozrywkowy :)

Na dworcu w Cottbus, w oczekiwaniu na przesiadkę.
Nudziłyśmy się... to Justynka robiła nam francuzy :)


Hurra, mam sieć! Mam gg! No to szalejemy :)))

Kika po przekroczeniu granicy :)



Nie ruszać, nie zagadywać, nie przeszkadzać!
Ugryzę! :P



"Ona nie ma... ona nie ma... ona nie ma wacka" :P
i inne hity z płyty ;)
Aga, Justynka, Honorka, Ola, ja i Iza robiąca zdjęcie :)
nasza jedyna w swoim rodzaju ekipa z przedziału :)


Ja chcę jeszcze raz :))))
To co, następnym razem do Wiednia? ;)
Byłoby suuuuper :)

czwartek, 8 maja 2008


Złote gody
Wisława Szymborska

Musieli kiedyś być odmienni,
ogień i woda, różnić się gwałtownie,
obrabowywać i obdarowywać
w pożądaniu, napaści na niepodobieństwo.
Objęci, przywłaszczali się i wywłaszczali
tak długo,
aż w ramionach zostało powietrze
przeźroczyste po odlocie błyskawic.

Pewnego dnia odpowiedź padła przed pytaniem.
Którejś nocy odgadli wyraz swoich oczu
po rodzaju milczenia, w ciemności.

Spełza płeć, tleją tajemnicze,
w podobieństwie spotykają się różnice
jak w bieli wszystkie kolory.

Kto z nich jest podwojony, a kogo tu brak?
Kto się uśmiecha dwoma uśmiechami?
Czyj głos rozbrzmiewa na dwa głosy?
W czyim potakiwaniu kiwają głowami?
Czyim gestem podnoszą łyżeczki do ust?
Kto z kogo tutaj skórę zdarł?
Kto tutaj żyje, a kto zmarł
wplątany w linie czyjej dłoni?

Pomału z zapatrzenia rosną się bliźnięta.
Zażyłość jest najdoskonalszą z matek
nie wyróżnia żadnego z dwojga swoich dziatek,
które jest które, ledwie że pamięta.

W dniu złotych godów, w uroczystym dniu
jednakowo ujrzany gołąb siadł na oknie.

poniedziałek, 5 maja 2008

Galeria z Niemiec :)


Ja i Leipzig.


No, w końcu się udało: znalazłam parę godzin, przejrzałam te kilka GB zdjęć, wybrałam najciekawsze, obrobiłam, przesłałam do galerii i opisałam :)
A teraz możecie oglądać i zazdrościć ;)

http://picasaweb.google.com/kikah86/BerlinLeipzig817Kwietnia2008

A przy okazji zapraszam do galerii obok, gdzie znajdują się moje artystyczne fotki :)
W razie czego link po prawej stronie bloga :)