czwartek, 29 grudnia 2011

Ile waży koń trojański?



Lista niezapomnianych przebojów z filmu:



Dzień za dniem pada deszcz
Słońce śpi, nie ma cię
Jest mi bardzo, bardzo źle
Zimny kraj, zimny maj
Koty śpią, miasto śpi
Czarodziejskie śnią się sny



Róża to twoja wierność
Zdrada i wniebowstąpienie
Zadaje cios bezbłędnie
Kiedy narasta znużenie...



Przyszłam na świat po to
Aby spotkać ciebie
Ty jesteś moim słońcem
A ja twoim niebem
Po to jesteś na świecie
By mnie tulić w ramionach
Cuda cuda opowiadać
I z miłości konać

Przyszłam na świat po to
Aby kochać ciebie
Ty jesteś moim słońcem
A ja twoim niebem

Dla ciebie chcę być pierwsza
Dla ciebie zawsze młoda
Dla ciebie piękna
Jak liana giętka
Zielona i zamszowa
To dla naszych oczu
Bo piękność się broni
I dla twoich czułych
Dla twoich czułych
Niecierpliwych dłoni



Runął już ostatni mur między nami
Runął już ostatni mur między nami
Nie mówimy ani słowa
Bo tego się nie da powiedzieć słowami

Nie dzieli nas nic
Nie dzieli nas nic



A narazie fruwają motyle,
tyle tego tamtego też tyle.
A narazie wierzymy w baśnie,
i jaśniej, i jaśniej.
A narazie kołyszą nas noce,
a narazie kołyszą nas dni.
Choć już życia psia mać popołudnie,
jest cudnie, jest cudnie.



Mogłaś moją być
Kryzysową narzeczoną
Razem ze mną pić
To, co nam tu naważono
Mogłaś moją być
Przy zgłuszonym odbiorniku
Aż po blady świt
Słuchać nowin i uderzać w gaz
Nie jeden raz
Nie jeden raz
Nie jeden raz

Mogłaś być już na dnie
A nie byłaś
Nigdy nie dowiesz się
Co straciłaś



Od kuchni gdzie dochodził żur,
szczędząc słów betowi z kanapy,
poszła w świat konkubentka.
Spieszno, spieszno,
dumnie wypietą, lekkim,
lekkim krokiem po szczęście.
Szczeście, lecz nie w duecie.



Nie mogę Ci wiele dać
Nie mogę ci wiele dać
Bo sam niewiele mam
Nie mogę dać wiele Ci
Nie mogę dać wiele Ci
Przykro mi
Nadgryziony wdzięk, pustej szklanki brzęk
Niespełniony sen, itp.
Podzielony świat, myśli warte krat
Zaleczony lęk, weź co chcesz

Wehikuł czasu, to byłby cud...


Czy myśleliście kiedykolwiek o tym, aby przenieść się w czasie do swojej przeszłości? Co zrobilibyście, gdybyście mieli świadomość, jak pewne decyzje mogą wpłynąć na dalsze życie? Ile rzeczy chcielibyście odkręcić, jakie osoby wolelibyście uniknąć, a jakie szukalibyście?
Kontynuując wątek czasu i kończącego się roku, polecam kolejny film.



Ile waży koń trojański? (2008)

Film Juliusza Machulskiego, choć pozornie nie ma żadnego związku ani z koniem, ani z Troją, posiada jednak elementy wspólne z figurą wymienioną w tytule. Podobnie jak okres dający rodowód koniowi trojańskiemu jest odległy od naszych czasów, tak i lata osiemdziesiąte, w których w zbiorowej świadomości hulały absurdy komunizmu, wydają się z naszej perspektywy czasami niemal antycznymi.

Zosia, którą zagrała Ilona Ostrowska, jest tak szczęśliwa ze swoim drugim mężem i córką z pierwszego małżeństwa, że w sylwestrową noc na przełomie 1999 i 2000 roku nieopatrzenie mówi, że żałuje, że nie poznała Kuby kilka lat wcześniej. W wyznaniu ukrywa się również życzenie, że chciałaby być młodsza. Kiedy budzi się następnego ranka, w sukni z czasów studiów, a jej mąż Darek (klasa sama w sobie - Robert Więckiewicz) paraduje w mało gustownych slipach, film przeobraża się w wycieczkę po muzeum PRL-u. Zosia musi się pozbyć wąsatego miłośnika polowań i jak najszybciej poznać swojego przyszłego męża-intelektualistę.

Peerelowskie lata osiemdziesiąte okazały się wciąż niewyczerpanym źródłem komizmu wynikającego z absurdu nie tylko ustroju, ale i mentalności ludzi. Zosia, która wróciła do tych czasów wyposażona w doświadczenie zdobyte już w latach nowej ery, wyróżnia się na tle szarych ludzi żyjących od ograniczenia do ograniczenia, którzy jeszcze wtedy nie mogli mieć świadomości, że i ich czeka wkrótce możliwość życia w warunkach na miarę Europy Zachodniej. Bohaterka wielokrotnie zdradza ludziom ich przyszłość, rzucając to na lewo, to na prawo pewne informacje, które w efekcie mogłyby zmienić ich życie, ale nie to jest ważne. Ważne nie jest także to, że mogłaby się wzbogacić, i to nie tylko na takiej informacji, że "Ikeja będzie w Jankach". Pragmatyczne myślenie rodem z lat komunizmu, by robić interesy na czym się da, w tym filmie udziela się tylko widzowi. Dla bohaterki liczy się tylko miłość, a to, że kocha swojego drugiego męża i córkę, jest zaznaczone już od samego początku. Wycieczka w przeszłość odbywa się więc w tylko jednym celu – odnaleźć Kubę.
I wszystko byłoby tip-top, gdyby reżyser wiedział, jak zakończyć "Konia trojańskiego". Niestety, rozwiązanie galimatiasu z przenoszeniem się w czasie wybrano w najgorszy z możliwych sposobów. W dodatku Machulski wpłynął na fabularną mieliznę i postanowił ratować się szalupą wątpliwej metafory. Możemy mu jednak darować scenariuszowe potknięcia. Nareszcie na polskiej ziemi doczekaliśmy się dobrej komedii romantycznej. Ave Juliuszu!

Recenzja z filmweb.pl

wtorek, 27 grudnia 2011

Czas to pieniądz.



Wraz z upływającymi godzinami starego roku polecam tenże film do refleksji.

Film science fiction w reżyserii Andrew Niccola (“Gattaca – szok przyszłości”, “Pan życia i śmierci”). Świat w niedalekiej przyszłości: aby uniknąć przeludnienia, wprowadzono reglamentację czasu do przeżycia, który stał się najcenniejszym dobrem, jedyną powszechnie akceptowaną walutą wymienialną. Bogaci, których stać, by go kupować, mogą żyć wiecznie, biedni muszą wykazać się inwencją, by go zdobyć… Will Salas należy do tych nieszczęśników, którzy budzą się każdego dnia z zapasem 23 godzin, zdając sobie sprawę, że o ile nie zarobią wystarczająco dużo czasu, nie dożyją do jutra. Pewnego dnia bogaty nieznajomy przekazuje Willowi czas o wartości tysięcy lat i zmęczony życiem popełnia samobójstwo. Will zostaje oskarżony o jego zabicie i ucieka przed policją z piękną zakładniczką. Żyjąc z minuty na minutę, zakochana para wypowiada wojnę istniejącemu systemowi, grożąc jego ostatecznym zniszczeniem… W rolach głównych: Amanda Seyfried (”Mamma Mia!”, ”Listy do Julii”), Olivia Wilde (”Tron: Dziedzictwo”, ”Dla niej wszystko”), Cillian Murphy (”Incepcja”, ”Batman: Początek”) i Justin Timberlake (”Social Network”).

Dlaczego próbujesz mnie zmieniać?



Why try to chang me now
Fiona Apple

I'm sentimental
So I walk in the rain
I've got some habits
Even I can't explain
I go to the corner
And end up in Spain
Why try to change me now

I sit and daydream
I've got daydreams galore
Cigarette ashes
There they go on the floor
I go away weekends
Leave my keys in the door
Why try to change me now

Why can't I be more conventional
People talk
And they stare
So I try
But that can't be
Cuz I can't see
My strange little world
Just go passing me by

Let people wonder
Let 'em laugh
Let 'em frown
You know I'll love you
Till the moon's upside down
Don't you remember
I was always your clown
Why try to change me now

Why can't I be more conventional
People talk
And they stare
So I try
But that can't be
Because I can't see
My strange little world
Just go passing me by

So let people wonder
Let 'em laugh
Let 'em frown
You know I'll love you
Till the moon's upside down
Don't you remember
I was always your clown
Why try to change me
Why would you want to change me
Why try to change me now

***


Podkarpacie przeprasza, że ma tak zarąbistą zimę.

niedziela, 25 grudnia 2011

3:10 do Yumy


A zatem... sweet home Alabama :) siedmiu wspaniałych przy jednym stole, rozmowy o życiu i śmierci, wspomnienia z dzieciństwa, męskie gry (PS), siła i honor, nowy brat :)
Tutaj na południu jest prawdziwa zima. W lesie leży śnieg, zasypane są drogi i choinki, dzisiejszy spacer na punkt widokowy to potwierdził.
A w ramach świątecznego leniuchowania odświeżyliśmy sobie disneyowską klasykę "Króla Lwa" - dla Roni, żeby wiedziała, co się oglądało, zanim była na świecie, a dla starszych widzów "3:10 do Yumy", remake klasycznego westernu.

Jednym z głównych bohaterów filmu jest Dan Evans. Jest kalekim weteranem wojny secesyjnej, który razem z żoną i dwoma synami osiadł w Arizonie. Ma problemy finansowe spowodowane przez suszę, która nastała po zatamowaniu jedynej rzeki płynącej w pobliżu jego gospodarstwa. Do tego dochodzi jeszcze choroba jego syna i związane z nią wydatki. Farmer rozpaczliwie szuka pieniędzy. Udaje się do miasta Bisbee, by sprzedać rodzinne pamiątki. Podczas podróży jest świadkiem napadu cieszącego się złą sławą bandyty Bena Wade’a na konwój. Ben niebawem zostaje schwytany, właśnie w Bisbee. Właściciele konwoju, który on okradł, są gotowi zapłacić ludziom, by ci odstawili Wade'a do pociągu, który zawiezie go do więzienia w Yumie...

Na tle Arizony i jej mieszkańców mamy dwójkę głównych bohaterów - Bena Wade'a (Russell Crowe) i Dana Evansa (Christian Bale). Najsłynniejszy złodziej Dzikiego Zachodu i zwykły farmer. Człowiek powszechnie znany i budzący strach, a po drugiej stronie skromny kaleki były wojskowy, który nie budzi szacunku nawet u własnego syna. Tych dwóch ludzi połączyła wspólna droga. Ich pojedynek psychologiczny był moim zdaniem bardzo dobrze pokazany. Bohaterowie, pomimo że reprezentują inne poglądy i poznali się, stojąc po przeciwnych stronach konfliktu, stają się sobie bliscy. Każdy z nich ma inny cel, ale ten cel łączy się z drugim. Evans, transportując Wade'a do pociągu, chce zarobić pieniądze i zyskać szacunek syna, Williama. Jednak William przez całą drogę podziwia Wade'a, z zaciekawieniem słucha jego historii o zuchwałych napadach. Dla niego to właśnie Ben jest prawdziwym mężczyzną, jakim Danowi będzie się ciężko stać. Evans jednak stara się robić wszystko, by zyskać w oczach syna i gotów jest za wszelką cenę odtransportować bandytę do pociągu. Ta misja, w przeciwieństwie do wojny secesyjnej, na której walczył, robi z niego bohatera. Sam Ben Wade też się zmienia. Pokazuje, że nawet bandyta jest człowiekiem i też ma swój honor, też kieruje się w życiu jakimiś zasadami. Zwierza się Evansowi ze swojej przeszłości, także z przykrego dzieciństwa. Często cytuje Biblię, umie dobrze rysować, jest wrażliwy - jednym słowem, nie pasuje na bandytę. Właśnie te zwierzenia i rozmowy tworzą między nimi pewnego rodzaju przyjaźń.

Aktorzy wywiązali się ze swoich zadań rewelacyjnie. Christian Bale jako zwykły farmer - można było odnieść wrażenie, że naprawdę nim jest. Jego Evans to człowiek małomówny i niepotrafiący sobie poradzić z życiem, ale także człowiek, który ma zacięte spojrzenie i determinację w dążeniu do poprawienia losu swojej rodziny. Russell Crowe - pierwszy raz widziałem go na ekranie jako czarny charakter, ale i tutaj był przekonywujący w tym co robi. Dodatkowym plusem filmu jest Ben Foster - dla niego należą się największe brawa, ponieważ w porównaniu ze swoimi poprzednimi filmami tu zaprezentował się najlepiej. Dawno nie widziałem tak pokazanego bandyty - szaleńca, który jest dobry tylko w jednym - zabijaniu. Cała trójka stanęła w filmie do pojedynku na wysokim poziomie. Zarówno pojedynku aktorskiego, jaki tego na rewolwery.

Film polecam wszystkim, zwłaszcza fanom Crowe'a, fanom westernów (chociaż ci, którzy oglądają więcej westernów ode mnie, mogą surowiej patrzyć na nową "Yumę"), oraz ludziom, którzy lubią zakończenia, gdzie dobro zwycięża, ale nie jest to banalne i pełne zwycięstwo.

Recenzja z filmweb.pl

Rodzina to jest to. Będę się cieszyć tym pobytem jak najdłużej.

czwartek, 22 grudnia 2011

Herbata z imbirem - gorącą polecam.


Dzisiaj zrobimy reklamę Herbapolowi: przedstawiam absolutnie rewelacyjny, doskonały w smaku, pachnący i mocno rozgrzewający syrop imbirowy z cynamonem i goździkami ;) a tak bez zbędnego słodzenia - jest wart swojej ceny. Można wlać odrobinę do herbaty i mieć naprawdę rozgrzewający napój. Można polać nim ryż z jabłkami i aromat jest niepowtarzalny.
Zima nastała, a wraz z nią mrozy. Mój długi płaszcz całkiem nieźle chroni niższe partie ciała, ale na mrozy chyba najlepsza kurtka narciarska. Może złamię swoją potrzebę elegancji i zainwestuję w solidne buty z membraną i kurtkę z prawdziwego zdarzenia (jak dostanę porządną wypłatę, a to może wypaść pod koniec zimy - o ironio!).
Wyjazd na święta do domu stał się wreszcie realny - będę miała pociąg w wigilię wyłącznie dla siebie :P

Ostatnie zajęcia w tym roku - i piosenka na pożegnanie.

wtorek, 20 grudnia 2011

All I want for Christmas is...


Dobry weekend był.
Znowu zachciało się grać, tworzyć, śpiewać. Człowiek naładował się pozytywną energią, śmiał aż do bólu brzucha i płakał ze wzruszenia.
W imieniu zespołu A4H dziękuję pani Basi Malon za kawał dobrej roboty :)

Już niedługo, jeśli gwiazdy ułożą się w korzystnej konstelacji ( :P), wyruszę na dalekie południe, do krainy śniegu, filmów i dobrego jedzenia, gdzie nie docierają autobusy, a pociąg kursuje dwa razy dziennie w okresie 24-26 grudnia. Podróż potrwa ponad dobę, z racji niesprzyjających okoliczności czasowych, a także dlatego, że nie stać mnie na samolot, który pokonuje tę trasę w godzinę. Ale kiedyś opanuję także powietrze, nie ma obaw.

A skoro i mój blog zahaczyła nachalna świąteczna propaganda, zatem All I want for Christmas is...

-nowa bateria do laptopa?
-dysk zewnętrzny?
-współlokatorzy, którzy opłacą czynsz?
-super korepetycje za porządną kasę?
-zrealizować wszystkie szalone inicjatywy podjęte w tym roku typu pathfindersi i inne?
-pojechać do domu do rodziców,bo nie byłam od ponad pół roku?
-wreszcie się wyspać?
-you?

Jak na razie dostałam linijkę na mikołaja. Fajnie, co? ;)

Ich wünsche euch einen guten Rutsch ins Neue Jahr.


PS. Ci panowie (i panie) też się przyłączają do życzeń ;)

niedziela, 11 grudnia 2011

Love will make you unafraid.



Unafraid
Amy Grant

Woke up this morning
with you in our bed
going over and over
everything you said
Who talk you how to speak
the words that you say
I've always wanted to
be talked to that way
Love has made
has made you unafraid

Watching my children
finding their way
thru struggles and triumphs
and heartbreak
I hope the roads they take
Are making them strong
I'll still be on my knees
Long after they're gone
Love has made
Love has made
Love has made
Has made me unafraid

My lovely mother
Is getting on in years
And the way her body's aging
brings her girls to tears
The way she trembles with
each effort she makes
She just says Heaven's
getting closer each day
Love has made
Love has made
Love has made
Has made her unafraid

Love could make
Love can make
Love will make
Make you unafraid...

***

Jak to jest przeżyć 50 lat życia?
Budzić się codziennie obok tego samego mężczyzny, widzieć swoje dzieci, które stają się dorosłe, oglądać własnych rodziców, którzy nabierają zmarszczek i osłabia im się wzrok oraz słuch, ale którzy nadal są pełni życia...
Spoglądać wstecz na te wszystkie problemy, z których człowiek jakoś się wygrzebał i życzyć sobie, żeby nigdy więcej się nie powtórzyły...
Oglądać stare zdjęcia i wspominać szalone czasy, kiedy robiło się trwałą, a dzisiaj szkoda nawet iść do kosmetyczki...
Amy Grant śpiewa: miłość uczyniła mnie nieustraszoną.
Ale czy ja tak potrafię?...

Bywa tak.



Better than a Hallelujah
Amy Grant

God loves a lullaby
In a mothers tears in the dead of night
Better than a Hallelujah sometimes.
God loves a drunkards cry,
The soldiers plea not to let him die
Better than a Hallelujah sometimes.

We pour out our miseries
God just hears a melody
Beautiful the mess we are
The honest cries of breaking hearts
Are better than a Hallelujah

The woman holding on for life,
The dying man giving up the fight
Are better than a Hallelujah sometimes
The tears of shame for what's been done,
The silence when the words won't come
Are better than a Hallelujah sometimes.

We pour out our miseries
God just hears a melody
Beautiful the mess we are
The honest cries of breaking hearts
Are better than a Hallelujah

Better than a church bell ringing,
Better than a choir singing out,singing out.

We pour out our miseries
God just hears a melody
Beautiful the mess we are
The honest cries of breaking hearts
Are better than a Hallelujah

***

Bywa tak, że budzisz się codziennie przez cały tydzień z nadzieją, że dzisiaj będziesz się czuć lepiej, a wita cię tylko nieodłączny ból gardła.
Bywa tak, że znajdziesz mega piosenkę i marzysz o wielkim wykonaniu, a słyszysz tylko pokręcone akordy i własny drżący głos ze zdenerwowania.
Bywa tak, że czekasz cały tydzień na rozmowę z kimś, a potem jesteś tak pochłonięta przez inne rzeczy, że nawet nie masz czasu podejść i zamienić słowa.
Bywa tak, że ze wszystkich sił próbujesz się trzymać, być silna, bo tyle ważnych punktów programu wymaga twojego skupienia, a w środku dnia chowasz się pod kocem i płaczesz przez pół godziny, aż cię oczy pieką.
Bywa tak, że jedziesz do znajomych, a przyjeżdżasz w niewłaściwym momencie i wolałabyś zniknąć, ale nie możesz.
Bywa tak, że wracasz zmęczona i brudna po podróży pociągiem i marzysz o gorącej kąpieli, a okazuje się, że znowu nie ma wody.
I bądź tu optymistą...

sobota, 3 grudnia 2011

Save me from myself



Save me from myself
Christina Aguilera

It's not so easy loving me
It gets so complicated
All the things you gotta be
Everything's changing
But you're the truth
I'm amazed by all your patience
Everything I put you through

And when I'm about to fall
Somehow you're always waiting with
Your open arms to catch me
You're gonna save me from myself
From myself, yes
You're gonna save me from myself

My love is tainted by your touch
Well some guys have shown me aces
But you've got that royal flush
I know it's crazy everyday
Well tomorrow maybe shaky
But you never turn away

Don't ask me why I'm crying
'Cause when I start to crumble
You know how to keep me smiling
You always save me from myself
From myself, myself
You're gonna save me from myself

I know it's hard, it's hard
But you've broken all my walls
You've been my strength, so strong
And don't ask me why I love you

It's obvious you tenderness
Is what I need to make me
A better woman to myself
To myself, myself
You're gonna save me from myself

piątek, 2 grudnia 2011

Iron(ic) Man


Ostatnio obejrzałam... nie no, to już robi się nudne, zamiast bloga powstaje kolejny filmweb. Obiecuję, że to już ostatnia recenzja filmu w tym tygodniu.
A skoro o filmwebie mowa: nie lubię tego, kiedy obejrzę dobry film, a potem natrafię na jakieś szmatławe recenzje, które psują radość oglądania.
Dzisiejszy seans to Iron Man z 2008 roku, kolejny dobry film z Robertem Downey Jr, tym, który grał Sherlocka Holmesa. Można powiedzieć, że powoli staję się koneserem kina akcji... Spodziewałam się jakiejś wymyślonej quasi sci-fi strzelaniny, a jednak obejrzałam z przejęciem ciekawą historię genialnego, acz samotnego człowieka, który nie jest rozumiany przez nikogo, z wyjątkiem równie samotnej asystentki i maszyn. Oczywiście na filmwebie nie napiszą o tym ani słowa, bo najlepiej zjechać reżysera za kolejną nieudaną ekranizację komiksu. Nie dbam o to, nie znam komiksu, a filmową historię kupiłam bez reszty.

Why Iron(ic) Man? Znacie kogoś takiego? Zimnego jak stal, ciętego jak nóż, o miażdżącej sile argumentów, a jednak w środku pozostającego żywym i wrażliwym? Bo ja znam...

środa, 30 listopada 2011

Becoming Jane


Serce: I jak, obejrzałeś tego Dark Knighta?
Rozum: Tak. Średnio... To jest, efekty całkiem niezłe, ale film tchnął taką beznadzieją i jakoś mnie przygnębił. Nie lubię takich filmów...
Serce: No, film nie jest łatwy...
Rozum: A jak tam twój babski wieczór i tandetna "Elisabeth"?:P
Serce: Nie było "Elisabeth".
Rozum: No i dobrze :P
Serce: Był inny film, który wybrały dziewczyny, licząc na romantyczną opowieść z happy endem. Ale niestety się rozczarowały... Ja znałam historię, więc się nie nastawiałam...
Rozum: A o czym był?
Serce: A to sam sobie przeczytaj...

Anglia, schyłek XVIII wieku. Młoda Jane Austen (Anne Hathaway) ma literackie ambicje i wierzy w miłość. Jej rodzice (Julie Walters i James Cromwell) oczekują jednak od niej, żeby wyszła za mąż za kogoś, kto zapewni jej i rodzinie godziwy byt. Kiedy Jane spotyka młodego, pewnego siebie Irlandczyka, Toma Lefroy'a (James McAvoy), jego intelekt i arogancki styl bycia wzbudzają w niej wielką ciekawość, która stopniowo przeradza się w uczucie. Panna Austen wstępuje dopiero na drogę literackiej kariery, a ryzykowny romans ukształtuje całe jej późniejsze życie. Historia najważniejszego związku młodej Jane Austen, późniejszej autorki znanych na całym świecie romantycznych powieści jak "Duma i uprzedzenie" czy "Rozważna i romantyczna".


Oczywiście nie należy "Zakochanej Jane" traktować jako filmu biograficznego. Twórcy bardzo swobodnie traktują biografię pisarki, opierając całą historię na jednym tylko wątku, który rozwijają, tak jak im wyobraźnia dyktuje. Jednak film dość wiarygodnie pokazuje proces stawania się pisarką, a i ogląda się go bardzo przyjemnie.
Rok produkcji: 2007

Rozum: O rany, straszne :P właściwie po co mi to opowiadasz, i tak tego nie obejrzę :P
Serce: A nie wiem. Po prostu zawsze traktowałam Austen osobiście, podobnie jak jej książki. Kobieta dumna, niezależna, która nie może znieść głupoty, ciasnoty umysłowej, nie potrafi wyjść za mąż z rozsądku, z miłości też jej nie wyszło... Dobrze, że w dzisiejszych czasach jest takim łatwiej, dla mnie jest jakaś szansa :P
Rozum: A ty znowu swoje? Co ja ci ciągle powtarzam?
Serce: Że wyjdę za mąż i będę miała siódemkę dzieci, a każdy rok zwlekania to kolejne dziecko więcej. Znam to na pamięć... Ale tym razem się mylisz, Rozum. Ja nie wyjdę za mąż.
Rozum: Jeszcze zobaczymy, kto powie: a nie mówiłem :P
Serce: Ano zobaczymy...

wtorek, 29 listopada 2011

Batman Begins


Rozum: Hej Serce, jak się masz?
Serce: Chora jestem. Nie wiem, jak to dzisiaj będzie z moją aktywnością, bo najchętniej zostałabym w domu.
Rozum: Ale nie możesz, bo musisz iść do pracy?
Serce: No, niestety... zobaczę, jak długo wytrzymam. Być może będę musiała odwołać ostatnie zajęcia.
Rozum: I co będziesz robić?
Serce: Nie wiem, poleżę, poczytam, obejrzę jakiś film...
Rozum: To ściągnij "Batman Begins", zrobimy sobie wirtualny wieczór filmowy ;) o której będziesz?
Serce:Jeszcze nie wiem, dam Ci znać, dobra?
Rozum: No dobra, to jak będziesz gotowa, to zaczniemy.

***
Rozum: Ja już jestem, a ty?
Serce: Ja też.
Rozum: No to startujemy.



***

Rozum: No i jak oceniasz film?
Serce: Eee... strasznie wolno się rozkręcał :P
Rozum: Delikatna jesteś. Kiepski był, akcja przeciętna i przewidywalna, efekty specjalne co najwyżej średnie.
Serce: Nie zniechęcaj się, obejrzyj "The Dark Knight". To zupełnie inny film, chociaż niby kontynuacja.
Rozum: No, może... Ale mnie rozczarował. Spodziewałem się czegoś lepszego.
Serce: A mi się podobały cytaty o strachu. To ostatnio prześladujący mnie leitmotiv...

You traveled the world to understand the criminal mind and conquer your fears. But a criminal is not complicated. And what you really fear isinside yourself. You fear your own power, the drive to do great or terrible things. Now you must journey inwards. You are ready.
[Przemierzyłeś świat, by zrozumieć umysł przestępny i pokonać swoje lęki. Ale przestępca nie jest skomplikowany. A to, czego naprawdę się boisz, znajduje się w tobie. Boisz się swojej własnej mocy. Boisz się swojej złości, tego, co cię popycha do czynienia dobrych lub strasznych rzeczy. Teraz musisz odbyć podróż wewnątrz siebie. Jesteś gotów.]

Rozum: Mi bardziej pokazanie, jak wykorzystanie tej samej teorii może służyć złu, jak i dobru.
Serce: No i jeszcze muzyka Zimmera. Słyszałam motywy z "Gladiatora" i czułam, że to musi być Zimmer.
Rozum: Czułaś... Ech, Serce, ty znowu po swojemu :P
Serce: No co :P chociaż raz byś mnie zrozumiał :P
Rozum: Staram się, Serce. Jestem cierpliwy i wyrozumiały jak mało kto. Ale Ty przechodzisz wszelkie pojęcie.
Serce: Przesadzasz, jak zwykle :P
Rozum: Tak, to ja przesadzam. A Ty jesteś w porządku. Niech tak będzie. Znikam do spania, ja jutro muszę wstać do pracy.
Serce: A ja nie :P dobrej nocy :)

środa, 23 listopada 2011

Biosilk - szampon z jedwabiem


Tym razem reklamuję odkrycie mojej siostry, ale testowane na moich włosach - no i muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z efektu. Włosy gładkie, błyszczące, miękkie, a co najważniejsze - lekkie i łatwe do ułożenia!
Nie wiem, w jakiej promocji ona go kupiła - ja ciągle nie mogę się przełamać, żeby wydać 30 zł na butelkę szamponu. No, chyba, że sobie postanowię, że będę nim myła włosy tylko raz w tygodniu, żeby na dłużej starczyło.
Ażeby rozwiać wasze obawy, iż mój artystyczny blog nie stał się jakimś banalnym poradnikiem mody i urody, zamieszczam coś z zamierzchłej przeszłości, ale mi oczywiście nieznanej.



If I were a boy
Beyonce

-Proximity
-Honesty
-Commitment
-You
-Me
-Us

If I were a boy
Even just for a day
I’d roll outta bed in the morning
And throw on what I wanted then go
Drink beer with the guys
And chase after girls
I’d kick it with who I wated
And I’d never get confronted for it.
Cause they’d stick up for me.

[Chorus]
If I were a boy
I think I could understand
How it feels to love a girl
I swear I’d be a better man.
I’d listen to her
Cause I know how it hurts
When you lose the one you wanted
Cause he’s taken you for granted
And everything you had got destroyed

If I were a boy
I could turn off my phone
Tell evveryone it’s broken
So they’d think that I was sleepin’ alone
I’d put myself first
And make the rules as I go
Cause I know that she’d be faithful
Waitin’ for me to come home (to come home)

[Chorus]
If I were a boy
I think I could understand
How it feels to love a girl
I swear I’d be a better man.
I’d listen to her
Cause I know how it hurts
When you lose the one you wanted
Cause he’s taken you for granted
And everything you had got destroyed

It’s a little too late for you to come back
Say its just a mistake
Think I’d forgive you like that
If you thought I would wait for you
You thought wrong

-You know, when you act like that
I don't think you realize
How it makes me look
or feel
-Act like what?
Why you' re so jealous?
It's not like I'm sleeping with the guy?
-What?
-What?
-I said why are you so jealous?
It's not like I'm sleeping with the girl

[Chorus]
If I were a boy
I think I could understand
How it feels to love a girl
I swear I’d be a better man.
I’d listen to her
Cause I know how it hurts
When you lose the one you wanted
Cause he’s taken you for granted
And everything you had got destroyed

But you’re just a boy
You don’t understand
Yeah you don’t understand
How it feels to love a girl someday
You wish you were a better man
You don’t listen to her
You don’t care how it hurts
Until you lose the one you wanted
Cause you’ve taken her for granted
And everything you have got destroyed
But you’re just a boy

So Elixir


So Elixir, kwintesencja kobiecości

Zmysłowy i subtelny zapach dla kobiet, które pragną przyciągać wszystkie spojrzenia, czuć się atrakcyjnie i niezwykle kobieco...
Zapach promienny i zmysłowy, który pozostawia niezapomniane wrażenie.

Rodziny zapachów: drzewne, kwiatowe i owocowe

Woda perfumowana So Elixir niezwykła kompozycja naturalnych składników: absolut z jaśminu, absolut z bobu tonka, olejki eteryczne z bergamotki, róży damasceńskiej i paczuli, wyciąg z kadzidła.

Plusy produktu: Zapach, któremu trudno się oprzeć. So Elixir.
Zapach otwiera porywająca świeżość bergamotki, która przechodzi w czarującą nutę kwiatową róży i jaśminu. Doskonałym dopełnieniem, podkreślającym kobiecość zapachu, są wibrujące akordy paczuli, bobu tonka oraz kadzidła.

Buteleczkę 15 ml otrzymałam przy zakupie perfum "Moment de Bonheur" jako gadżet do torebki. Nie byłam przekonana na początku do tego zapachu, bo wydawał się mi za mocny, a zwykle używałam owocowych lub kwiatowych, bardzo delikatnych zapachów. Z tego powodu kupiłam różany "Moment de Bonheur". Ale "So Elixir" zaintrygował mnie i rozpyliłam go któregoś dnia, kiedy byłam ubrana w coś ciemnego i eleganckiego. I to było właśnie to - zapach na specjalną okazję. Niezwykle trwały, utrzymujący się niezmiennie przez cały dzień, chociaż to było zaledwie kilka kropel. Naprawdę kobiecy.

Dodatkowe zastosowanie odkryłam podczas naprawiania telefonu: perfumy, jako że zawierają alkohol, świetnie nadają się do czyszczenia klawiatury z resztek kleju. A przy tym telefon pachnie nie rozpuszczalnikiem, lecz jaśminem ;) Radzę sobie, jak zwykle;)

PS. Gdyby ktoś się pytał, co robię w najbliższy weekend, to jestem na Dolnym Śląsku i gram koncerty z All4Him.

piątek, 18 listopada 2011

Nudeln mit Brokkoli

Czasem pyszne przepisy można znaleźć w zupełnie niezwykłym miejscu, takim, jak... książka do niemieckiego ;) prowadziłam ostatnio lekcję z dziećmi i zajmowaliśmy się tekstem o hobby. Tam tłumaczyliśmy przepis na "Nudeln mit Brokkoli", czyli makaron z brokułami w sosie śmietanowym. Zrealizowałam ten przepis dzisiaj w przerwach między pisaniem planu pracy dla pathfindersów ;)


Makaron z brokułami

Składniki:
-makaron (rurki lub inne kształty)
-brokuły, ok. 0,5 kg
-śmietana (1 kubek)
-cebula
-3 ząbki czosnku
-sól, pieprz
-2 łyżki masła lub oleju
-ser żółty (opcjonalnie)


Gotujemy makaron według przepisu na opakowaniu. Osobno gotujemy brokuły w osolonej wodzie (nie za długo, żeby nie były za miękkie). Przygotowujemy sos: smażymy pokrojoną cebulę i czosnek na maśle bądź oleju, do tego dodajemy śmietanę oraz przyprawy.
Mieszamy makaron, brokuły i sos, wykładamy na posmarowaną olejem blachę, posypujemy utartym serem (ja zrobiłam to bez sera, bo staram się go nie używać, ale jeśli ktoś lubi, to śmiało) i zapiekamy w piekarniku przez 30 minut w temperaturze 180 stopni.

Nie mam jeszcze dobrego pomysłu na surówkę do tego, zrobiłam sałatkę z pomidorami, groszkiem, kukurydzą, kapustą pekińską i serem feta, ale jeśli ktoś wie, z czym by to lepiej smakowało, niech mi napisze :)
Ale zapiekanka wyszła przepyszna :)

Listy do M


Serce: Babski wieczór miałyśmy wczoraj, czujecie? Byłyśmy na tym nowym polskim hicie a la "Love actually". Ale wcale nie było takie samo, jak to się inni wymądrzają. Inne. Takie swojskie i ciepłe. I znowu Maciej S. był taki faaajny... Wiem, jestem naiwna, przecież to wymyślona postać. Tylko nie mówcie nic Rozumowi, bo mnie wyśmieje... Poczytajcie sobie o filmie, o tu.Recenzja z Stopklatka.pl Miło facet pisze i nie obraża nikogo. Kultura musi być. I co, zachęceni? :)

Małe zbrodnie małżeńskie


Rozum: Hej, Serce, co robisz?
Serce: Czytam. Eric-Emannuel Schmitt "Małe zbrodnie małżeńskie". Chcesz cytat jako próbę?
Rozum: No dawaj.
Serce: "Kiedy widzicie kobietę i mężczyznę w urzędzie stanu cywilnego, zastanówcie się, które z nich stanie się mordercą."
Rozum: Dobre... Masz coś jeszcze?
Serce: A mam. Tylko to będzie dłuższe.
Rozum: Niech będzie. Zapowiada się nieźle.
Serce: No to masz.

GILLES Może stworzona jesteś do krótkotrwałych związków, takich, które się dopiero zaczynają.
LISA (protestuje) Nie.
GILLES Jest w tobie ktoś, kto nie chce starzeć się razem ze mną. jest w tobie ktoś, kto chce, żebyśmy ze sobą skończyli.
LISA Nie.
GILLES Tak, tak. Wolisz historie, które można kontrolować: nie możesz ścierpieć swobody.
LISA Swobody?
GILLES Tego, że sprawy wymykają ci się z rąk.Że sytuacje cię przerastają. Że uczucia są dla ciebie zbyt silne. Jeśli chce się być pewnym wszystkiego, trzeba się zadowolić krótkimi historiami. Związkami, w których wszystko jest dokładnie wytyczone, które są jasne, przejrzyste, mają początek, środek i koniec, których przebieg znaczą konkretne etapy: pierwszy uśmiech, pierwszy napad szalonego śmiechu, pierwsza noc, pierwsza kłótnia, pierwsze pojednanie, pierwsza nuda, pierwsze nieporozumienie, pierwsze nieudane wakacje, pierwsze rozstanie, drugie, trzecie i w końcu to prawdziwe. Potem wszystko od niwa. Tak samo, tyle że z kim innym. Nazywa się to życiem pełnym przygód, a jest życiem bez przygód, życiem w odcinkach. Nie jest rozsądne długo kochać, kochać bez przerwy to czyste szaleństwo. Rozum nakazuje kochać tak długo, jak jest to przyjemne. Oto miłosny racjonalizm: kochajmy się, dopóki mamy złudzenia, kiedy je stracimy,lepiej się rozstańmy.Gdy tylko ujrzymy przed sobą kogoś rzeczywistego, a nie kogoś, kogo sobie wyobrażamy, rozejdźmy się.
LISA Nie, nie, tego nie chcę.
GILLES Kochać długo, kochać zawsze to wbrew naturze.
LISA Nie.
GILLES Więc żeby uczucie trwało, trzeba zgodzić się na niepewność, wypłynąć na niebezpieczne wody, tam gdzie posuwa się do przodu tylko ten, kto ufa, odpoczywać, unosząc się na zmiennych falach zwątpienia, znużenia,spokoju, ale nigdy nie zbaczać z kursu.
LISA Nigdy się nie zniechęcasz?
GILLES Owszem.
LISA I co wtedy?
GILLES Patrzę na ciebie i myślę: czy mimo moich wątpliwości, podejrzeń, niepokoju, znużenia,chciałbym ją stracić? I zaraz nadchodzi odpowiedź. Zawsze ta sama. A z nią odwaga. Kochać to coś irracjonalnego, to niedzisiejsza fantazja, coś, czego nie da się wytłumaczyć, coś, co nie jest praktyczne, coś, co samo w sobie jest swoim jedynym usprawiedliwieniem.
LISA Gdyby udało mi się mieć do ciebie zaufanie, straciłabym je do siebie. Niełatwo jest mieć zaufanie.
GILLES "Mieć" zaufanie. Nigdy się nie "ma" zaufania. Zaufanie to nie jest coś, co się posiada. To coś, czym się obdarza. "Darzy się" zaufaniem.
LISA Właśnie z tym mam kłopoty.
GILLES Bo stawiasz się w pozycji widza, sędziego. Oczekujesz czegoś od miłości.
LISA Tak.
GILLES Tymczasem to ona czegoś od ciebie oczekuje. Chciałabyś, żeby miłość dowiodła ci, że istnieje. Nie tędy droga. To ty masz dowieść, że istnieje.
LISA W jaki sposób?
GILLES Zaufać.


Serce: Nie wierzę, Rozum, przecież to są twoje słowa. Powtarzasz mi to na każdym kroku.
Rozum: A ty nic sobie z tego nie robisz.
Serce: Nieprawda. Myślę nad tym.
Rozum: Tu nie wystarczy myśleć. Tu trzeba coś zrobić.
Serce: Na razie jestem na etapie uświadamiania sobie problemu. Muszę się zebrać w sobie, żeby coś z tym zrobić.
Rozum: To są wymówki, które niczego nie zmieniają, wiesz o tym. Mają ukryć twój strach przed zmianami i w domyśle mówią: "Daj mi święty spokój, i tak nic z tego nie będzie".
Serce: A właściwie co ja mam ci odpowiedzieć?
Rozum: Nic. Ja nie oczekuję od ciebie odpowiedzi. A przynajmniej nie tej słownej.
Serce: Rozumiem. Kiedy coś się wydarzy, to będzie właśnie ta odpowiedź.
Rozum: Dokładnie. Wiesz, co masz zrobić. Teraz poszukaj w sobie tej odwagi. I zapomnij o swoich wydumanych oczekiwaniach. Przestań snuć rozważania w swoim umyśle. Zadziałaj sercem...
Serce: Boję się, ty wiesz.
Rozum: Chcesz być sama do końca życia? Stać się taka, jak inni? Nie do tego Bóg powołał człowieka...
Serce: A ty?
Rozum: Ja?...

niedziela, 13 listopada 2011

W pustyni i w puszczy


Trudno mi odpowiedzieć na pytanie zadawane przez niektórych, jakie są moje ulubione książki. Przeczytałam ich w swoim życiu tyle, że wielu ulubionych albo tych, które wywarły na mnie wrażenie, po prostu nie pamiętam. Zresztą miałam przerwę w literaturze popularnej na czas liceum i studiów, kiedy to lektury pochłaniały przeważającą ilość wolnego czasu i na pewien okres zablokowały zdolność czytania dla przyjemności. Teraz, kiedy nie muszę już się męczyć z lekturami, nadrabiam to sobie, odwiedzając kolejne biblioteki.
Pomyślałam: "będę ambitna. Przeczytam coś poważnego i dorosłego, w końcu mam 25 lat, co sobie pomyślą te bibliotekarki, jak pójdę do czytelni dla dzieci i młodzieży." Spróbowałam się przedrzeć przez te "poważne" książki i po kilku z nich zaczęłam się zastanawiać, czy to ze mną jest coś nie tak, czy z nimi? Jakoś nie czułam się wystarczająco dorosła do nich i tak dziwnie było czytać te trudne sceny. Dobra, koniec udawania. Poszłam nieśmiało do czytelni młodzieżowej i wypożyczyłam kolejno serię Musierowicz, potem Anię z Zielonego Wzgórza, Pana Samochodzika i ostatnio Sherlocka Holmesa. Ubawiłam się, uśmiałam i spłakałam, przypominając sobie stare, dobre czasy, kiedy przepadałam na długie godziny z książką i nic nie było w stanie mnie od nich oderwać.
Ostatnim moim wybrykiem było wypożyczenie w bibliotece w Michałowicach, gdzie także z racji zamieszkania się zapisałam, ukochanej mojej lektury pt."W pustyni i w puszczy". Ach, co to była za książka... Wstrzymywałam oddech mi prawie tak samo , jak przed 13 laty, kiedy czytałam, jak umierali z braku wody na pustyni, kiedy Staś zabił lwa, a potem Sudańczyków, którzy ich porwali, a jak przypominałam sobie sceny z filmu, kiedy Nel - śliczna blondynka woła raz po raz: "Stasiu, Stasiu", a ten uśmiecha się całym garniturem zębów - serce biło niemal tak samo mocno.


I znowu pomyślałam, że jeśli będę miała kiedyś synka, to nazwę go Staś. Bo to takie piękne, szlachetne imię, a niespotykane zbyt często ostatnio, chyba, że wśród starszego pokolenia.
Ech, marzenia... Toteż i teraz odkładam książkę na półkę - dobrze jest mieć taką piękną odskocznię, ale życie pozostaje życiem.
Dźwignijmy je znów - jutro poniedziałek...

piątek, 11 listopada 2011

Deja vu


Dziwne rzeczy dzieją się ostatnio wokół mnie i aż trudno mi zrozumieć, dlaczego. Ot, chociażby wystarczy wejść na facebooka. Jakiś gość umieszcza co 5 minut cytaty, pytania, ankiety, linki do nie wiadomo czego, komentarze gdzie się da i toczy dyskusje o przecedzaniu komara. Czytam to i podnosi mi się ciśnienie, nieraz nawet mu za to wygarnę, ale potem sobie myślę: zaraz, zaraz, skądś to znam... Ktoś przecież już tak kiedyś robił... O kurczę, to przecież ja, parę lat temu...
Inni ekscytują się jakimś jazzowym kawałkiem, personifikują instrumenty, wchodzą niemal w inną rzeczywistość w swoich komentarzach, a we mnie znowu zapala się światełko: czy ja nie robiłam tego samego? I widzę niemal własną reakcję, kiedy ktoś próbuje im ten świat odebrać: nie wchodź, nie niszcz, to jest moja przestrzeń, moja prywatna radość...
Inni wstawiają tysiące zdjęć z podpisami: ja i moi ziomale, moja ekipa, itd. I znów widzę siebie, robiącą te wszystkie głupie miny do zdjęć i przegięte sesje i aż trudno mi uwierzyć: to i ja kiedyś taka byłam?
Może się starzeję, skoro takie myśli mi do głowy przychodzą...

wtorek, 8 listopada 2011

Że to nie mój dom...



Blessings
Laura Story

We pray for blessings
We pray for peace
Comfort for family, protection while we sleep
We pray for healing, for prosperity
We pray for Your mighty hand to ease our suffering
All the while, You hear each spoken need
Yet love us way too much to give us lesser things

'Cause what if Your blessings come through raindrops
What if Your healing comes through tears
What if a thousand sleepless nights
Are what it takes to know You’re near
What if trials of this life are Your mercies in disguise

We pray for wisdom
Your voice to hear
And we cry in anger when we cannot feel You near
We doubt Your goodness, we doubt Your love
As if every promise from Your Word is not enough
All the while, You hear each desperate plea
And long that we'd have faith to believe

Courtesy of lyricshall.com
'Cause what if Your blessings come through raindrops
What if Your healing comes through tears
What if a thousand sleepless nights
Are what it takes to know You’re near
And what if trials of this life are Your mercies in disguise

When friends betray us
When darkness seems to win
We know that pain reminds this heart
That this is not, this is not our home
It's not our home

'Cause what if Your blessings come through raindrops
What if Your healing comes through tears
And what if a thousand sleepless nights
Are what it takes to know You’re near
What if my greatest disappointments
Or the aching of this life
Is the revealing of a greater thirst this world can’t satisfy
And what if trials of this life
The rain, the storms, the hardest nights
Are Your mercies in disguise

***

Nie, nie wydarzyło się nic złego, może tylko poza tymi tysiącami ludzi, którzy umarli z głodu, zginęli zastrzeleni przez jakichś żołnierzy albo w wypadku samochodowym...
Przecież jest pięknie - na świat przyszło kolejne dziecko moich znajomych, inni z kolei połączyli się w pary (chociaż tak długo i uparcie powtarzali, że to nie dla nich), inni zaczęli nową pracę... A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy, toczy, toczy się świat...
Bo co, jeśli w kropli deszczu z nieba błogosławieństwo kryje się...? Co, gdy życia mego trud, to w przebraniu miłość Twa?...
Dzisiaj jakoś melancholijnie, nie może być tak radośnie codziennie. Przecież huk roboty nie zakrzyczy płaczu duszy od czasu do czasu.
Aa, ktoś wrzucił mądrego linka, w sam raz dla mnie. Może kiedyś do tego dojrzeję.


All`s Well That Ends Well.

czwartek, 3 listopada 2011

Kikster, czyli to już pół wieku... :P

Yves Rocher - Moment de Bonheur

Bądź szczęśliwa i wybierz zapach wyrażający twoje szczęście. Zapach kwiatowo-zielono-różany, promienny i optymistyczny, dzięki któremu poczujesz się kobieca, szczęśliwa i pewna siebie.

Kupiłam te perfumy jako prezent z okazji 25. urodzin - swoich własnych. Tak się złożyło, że przedostatniego dnia października obchodziłam ćwierćwiecze swego bytowania na tej planecie. Dzień to był zaiste radosny i obfitujący w zaskakujące sploty zdarzeń :) pierwsza w życiu zbiórka pathfinder w Podkowie, w której uczestniczyłam jako obserwator, pierwsza gra w baseballa... Kolejne trzy dni były kontynuacją tej radosnej uroczystości, dzięki niefrasobliwości moich przyjaciół,dla których, podobnie jak i dla zakochanych, czas się nie liczy ;)
Po długiej absencji na blogu spieszę donieść, że mam się dobrze poza chwilową niedyspozycją gardła. Od 4 października mieszkam w Michałowicach w niemalże zakopiańskiej scenerii, w pokoju na wieży niczym księżniczka, odziedziczonym w spadku po innej Karolinie, też germanistce, dziwnym trafem ;) i podobnie jak ona prezentuję artystyczne podejście do życia... No, może nie do końca, gdyż w ostatnich dniach postawiłam kolejny krok ku samodzielności, zakładając własną działalność gospodarczą o wdzięcznej nazwie Lektor-K. Teraz jestem sama sobie sterem, żeglarzem i okrętem :) czyli Kiksterem, jak to określił jeden znajomy :P
Poza tym nadal uczę niemieckiego małych i dużych, dodatkowo udzielam lekcji fortepianu od tego roku, prowadzę lekcje biblijne i tradycyjnie jestem na maksa aktywna, bo w tym roku zaczęłam organizować drużynę pathfindersów w Warszawie oraz udzielać się w Radzie Drużynowych jako osoba odpowiedzialna za materiały... Do tego zespół, wyjazdy, szkolenia liderów młodzieży i inne atrakcje :P nie narzekam na brak zajęć :P nawet teraz, leżąc w łóżku, uzupełniam jakieś zaległe dokumenty:P

Na koniec tej dłuuugiej listy dokonań chciałabym dodać, że bardzo, ale to bardzo jestem wdzięczna Bogu, że mi daje siły na to wszystko. Jest intensywnie, ale lubię to i nie wyobrażam sobie żyć mniej aktywnie, wręcz przeciwnie - z każdym rokiem dochodzą kolejne wyzwania :) i dlatego ciągle tak chce mi się żyć :)
Pozdrawiam wszystkich, którym brakowało aktualnych wieści.
Bądźcie zdrowi :)

piątek, 30 września 2011

Wszyscy mają w... nosie, mam i ja.



Boso
Zakopower

Nieużyty frak,
dziurawy płaszcz,
znoszony but.

Zapomniany szal
zaszył się w kąt
niemodny już.

Każda rzecz
o czymś śni
odstawiona.
Jeszcze chce
modna być
zanim cicho skona.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso,
pójdę boso,
pójdę boso,
pójdę boso.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso,
pójdę boso,
pójdę boso,
pójdę boso.

Zagubiony gdzieś
parasol, z nim
czekam na deszcz.

Zegar nie wie jak
bez moich rąk
ma życie wieść.

W wielki stos
piętrzą się
odłożone,
każda chce
żeby ją
wziąć na drugą stronę.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso.

Zamkną za mną drzwi.
Pójdę boso, (boso).
Nie zabiorę nic.
Pójdę boso (boso).

Zamkną za mną drzwi.
Pójdę boso, (boso).
Nie zabiorę nic.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso.

I dopiero gdy
zawoła Bóg
to pożegnam wszystkie te
rzeczy i znów:
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso
pójdę boso.

***

Październik - miesiąc wędrówek i migracji. Bociany i inne ptaki odlatują do ciepłych krajów, studenci przeprowadzają się do mieszkań tudzież akademików; każdy szuka ciepłego kąta przed zimą.
Moi rodzice powrócili do domu w Wojkówce, brat wyjechał do Lublina na swoją nowo wynajętą kwaterę, a ja... też się przeprowadzam. Niedaleko od Warszawy, do Michałowic, ale do większego lokum, niż nasz "apartament" na Tureckiej, zapewne z bandą współlokatorów, o ile znajdzie się komplet. Jak już się w końcu zdecydowałam na to mieszkanie, to tamci się wykruszają...
A na razie tylko taka mała migracja do Poznania z All4Him. Cygańskie życie...
Się miejcie.

środa, 28 września 2011

Hulali po polu i pili kakao.




Najpiękniejsza w klasie
Majka Jeżowska
Śpiewa: Kuba Badach i Mateusz Wiśniewski

Hulali po polu i pili kakao
Hulali po polu i pili kakao

Hulali po polu i pili kakao
Hulali po polu i pili kakao...

Czy pamiętasz jeszcze
tę wycieczkę pierwszą,
tę sprzed lat.
Z placu tuż za szkołą
zabrał was autokar
prosto w maj.

Dłonie miałeś mokre,
w gardle lęk,
nogi z waty
na głosu jej dźwięk
Gdy była tuż tuż
Gdy była tuż tuż
Brakło słów i brakło tchu!

ref.
Najpiękniejsza w klasie
bez dwóch zdań,
na przerwach biłeś o nią
się nie raz.
Jej obraz, choć zamglony,
w sercu masz
i nie zapomnisz...
nie! nie! nie! nie! nie!


Hulali po polu i pili kakao
Hulali po polu i pili kakao

Mlecze tak pachniały,
pola rozkwitały
wokół was.
Trzy dni najwspanialsze
spośród życia twego
przyznaj sam!

Zdjęcia jej robiłeś
pośród bzu
aparatem słynnej
marki "Druh"
Gdy była tuż tuż
Gdy była tuż tuż
Brakło słów i brakło tchu!

ref.
Najpiękniejsza w klasie
bez dwóch zdań,
na przerwach biłeś o nią
się nie raz.
Jej obraz, choć zamglony,
w sercu masz
i nie zapomnisz...
nie! nie! nie! nie! nie!

***

Serce: Hej Rozum, co u Ciebie?
Rozum: A w porządku... Przepraszam, nie mam za bardzo czasu gadać, bo niedługo wychodzę.
Serce: Wychodzisz? To już drugi raz w tym tygodniu. Od kiedy się zrobiłeś taki towarzyski?
Rozum: A co, nie wolno?
Serce: Nie no, ja nic nie mówię... Zastanawiam się tylko, czy ma z tym związek taka jedna wysoka blondynka z długimi, prostymi włosami...
Rozum: Może i ma, a może nie...
Serce: A swoją drogą, od kiedy podobają ci się blondynki? Zawsze powtarzałeś, że preferujesz niskie brunetki w typie Azjatek, a teraz co? Kolejna blondynka? Odwidziało ci się?
Rozum: A co ty tak drążysz? Zazdrosna jesteś, czy co?
Serce: Ja? Zazdrosna o ciebie? Też coś... Za dobrze cię znam. Musiałabym być zdesperowana, żeby się za tobą oglądać.
Rozum: Pfff, po prostu nie doceniasz mojego uroku osobistego :P
Serce: No jasne, jest tak głęboki, że niezwykle trudno go dostrzec. No a tamta dziewczyna nie jest dla ciebie za młoda? Zdaje się, że jeszcze nie skończyła osiemnastki...
Rozum: No to co? Jest inteligentna i ma właściwe podejście do spraw życiowych jak mało kto.
Serce: No dobra... Widzę, że uaktywnił się wobec niej twój instynkt ojcowski. Troszcz się zatem, skoro ci na to pozwala...
Rozum:Nie wiem, do czego zmierzasz, ale nie chce mi się tego dociekać. Muszę się zbierać.
Serce: A juści... Nie zatrzymuję cię dłużej. Leć do swojej wybranki i może chociaż tobie się uda...
Rozum: Wątpisz we mnie?
Serce: Bynajmniej... Przecież widać jak na dłoni, że dziewczyna jest tobą zafascynowana. Jak mawia pewien mało inteligentny cytat: "Podobasz mi się. Nie zepsuj tego."
Rozum: Taa... Łatwo jest doradzać drugiemu, prawda? Dobrego wieczoru, Serce!
Serce: Wzajemnie. Powodzenia!

poniedziałek, 26 września 2011

Dr Holmes


W końcu się udało - w ten weekend obejrzałam "Sherlocka Holmesa" i muszę przyznać, że film mnie totalnie zaskoczył, oczywiście na plus.

Po stu latach od pojawienia się Sherlocka Holmesa mało kto już pamięta, kim on był. W popkulturowej zbiorowej świadomości utrwalił się jego ułagodzony wizerunek: flegmatycznego dżentelmena, dystyngowanego, grającego na skrzypcach, powtarzającego "to elementarne, drogi Watsonie" i z rzadka rzucającego ciętą ripostę. Na szczęście pojawił się Guy Ritchie, który odstawił to stare truchło do mauzoleum, gdzie jego miejsce, i niczym najlepszy z okultystów sięgnął do świata zmarłych i wskrzesił Holmesa takim, jakim go uczynił stwórca, sir Arthur Conan Doyle. I okazało się, że jest to idealny bohater XXI wieku, który doskonale wypełni pustkę pozostawioną po herosach kina nowej przygody z emerytowanym Indianą Jonesem na czele.

Jak u Doyle'a tak i u Ritchiego Holmes jest postacią niezwykle barwną, ekscentryczną i nieprzewidywalną. Wokół niego panuje totalny chaos i nieopisany bałagan, ale właśnie w nim czuje się najlepiej. Jego nieprzeciętny umysł niestety rodzi dystans między nim a światem, czego doskonale jest świadomy. To sprawia, że w jego duszy jest sporo mroku, który rozprasza morfiną (to akurat w filmie zostało ledwie zasugerowane), bijatykami, a przede wszystkim intelektualnymi potyczkami z równymi sobie. W osobie Roberta Downeya Jr. duch Holmesa w końcu odnalazł dom, w którym – mam nadzieję – zamieszka na dłużej. Aktor brawurowo odegrał wszystkie niuanse charakteru słynnego detektywa. Nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek inny mógł go w najbliższym czasie zastąpić.

Złośliwy, niezwykle inteligentny, lubiący nielegalne walki na pięści i używki Holmes oraz racjonalny, ale nie pozbawiony dobrego humoru i odrobiny szaleństwa Watson niepokojąco kojarzą się z bohaterami popularnego serialu "Dr House". To niewątpliwie ciekawe źródło inspiracji, podobnie jak dla twórców House'a źródłem były teksty Arthura Conan Doyle'a o słynnym detektywie. Guy Ritchie skoncentrował się chyba za bardzo na samym czerpaniu, zamiast dorzucić postaciom coś od siebie. Owszem, widzimy całkiem nowy, intrygujący i bardzo różnorodny wizerunek Holmesa, jednak każdy fan serialu o kontrowersyjnym i genialnym lekarzu odniesie wrażenie, że skądś już to zna. Sytuację ratuje Robert Downey Jr, który wprowadza w postać Sherlocka świeżość i kreuje ją na własny sposób. Podobnie Jude Law, który rolę dr Watsona bez wątpienia może zaliczyć do grona zawodowych sukcesów. Nie sposób też pominąć zwracającej uwagę swoją kreacją Rachel McAdams oraz Marka Stronga w roli lorda Darkwooda.

Na brawa zasługuje też szeroko pojęty klimat filmu. Szczególnie muzyka, która wręcz przenosi widza na ulice Londynu z końca XIX wieku. Kompozycje jak zawsze niezawodnego Hansa Zimmera, znanego ze stworzenia genialnej ścieżki dźwiękowej między innymi do "Gladiatora", stanowią element scalający tę produkcję. Ważne jest także dość mroczne, ale nastrojowe światło i imponująco zrealizowane efekty specjalne. Turpistyczny, utrzymany w odcieniach ochry, brązów i szarości obraz Londynu pełnego ponurych hal fabrycznych i mętnych typów intryguje. Wszystko to tworzy pewną całość, niezwykle plastyczne tło dla niezwykle wciągającej i szybko prowadzonej akcji oraz wielokrotnie wspomnianego już aktorstwa, które stanowi fundament całego obrazu.

Ktoś mógłby powiedzieć, że owszem aktorzy zagrali dobrze, za to fabuła jest grubymi nićmi szyta. Ten ktoś jednak powinien sobie odświeżyć historię kina. "Sherlock Holmes" ma klasyczną fabułę kina awanturniczego, wystarczy przypomnieć sobie chociażby "Indianę Jonesa i Świątynię Zagłady". Pomysł z połączeniem wątku ezoterycznego z rozwojem technologicznym jest genialny w swej prostocie i trafia w dziesiątkę, jeśli chodzi o odzwierciedlenie epoki. Należy bowiem pamiętać, że przełom XIX i XX wieku to czas gwałtownego rozwoju okultyzmu, narodziny współczesnego satanizmu, zainteresowania na Zachodzie filozofią Indii i Chin, i to wtedy powstała jedna z najpopularniejszych talii Tarota. Okres ten to również niezwykły czas dla nauki: Tesla, Edison, bracia Lumière, bracia Wright, Curie-Skłodowska, Einstein. I echa tego chaosu odnajdziemy właśnie w "Sherlocku Holmesie".

Jednak jak w kuchni tak i w filmie nie wystarczą składniki najwyższej jakości, by osiągnąć sukces. Potrzebny jest jeszcze mistrz, który połączy je w jedną olśniewającą całość. I takim mistrzem okazał się Guy Ritchie. Ci, którzy znają jego poprzednie filmy jak "Porachunki", "Przekręt", "Rock'N'Rollę", doskonale wiedzą, czego się spodziewać. Mimo że "Sherlock Holmes" to największe komercyjne przedsięwzięcie reżysera, Ritchie pozostał wierny swojemu stylowi. Dzięki temu uzyskaliśmy dynamiczne widowisko, z będącymi już znakiem firmowym Ritchiego scenami ostrego montażu, z uroczymi i barwnymi draniami w rolach głównych okraszonych obfitą dawką ciętego humoru. "Sherlock Holmes" to rozrywka najwyższego sortu. Film po prostu trzeba zobaczyć.

Recenzja z filmweb.pl

środa, 7 września 2011

Adele na serce wyrywne.



Crazy for you
Adele

Found myself today
Singing out your name
You said I'm crazy
If I am
I'm crazy for you

Sometimes
Sitting in the dark
Wishing you were here
Turns me crazy
But it's you
Who makes me
Lose my head

And every time
I'm meant to be
Acting sensible
You drift into my head
And turn me
Into a crumbling fool

Tell me to run
And I'll race
If you want me
To stop I'll freeze
And if you are me
Gonna leave
Just hold me
Closer, baby
And make me
Crazy for you
Crazy for you

Lately with this state
I'm in I can't help
Myself but spin
I wish you'd come over
Send me spinning
Closer to you

My oh, my
How my blood boils
It's sweet taste for you
Strips me down bare
And gets me
Into my favourite mood

I keep on trying
Fighting
These feelings away
But the more I do
The crazier I turn into

Pacing floors
And opening doors
Hoping
You'll walk through
And save me boy
Because I'm too
Crazy for you
Crazy for you

***

Rozum: Serce, ahoj! A co ty się tak nie odzywasz do mnie, hmm? Obraziłaś się, czy co?
Serce: Ee, nieee, tak jakoś wyszło. Nie chciałam ci głowy swoimi sprawami zawracać. Zresztą i tak nic ciekawego się nie działo...
Rozum: Nie musi się przecież dziać, żeby do starego kumpla zagadać, czyż nie? Wyobraź sobie, że się martwiłem o ciebie. Wyjechałaś nie wiadomo gdzie, nie dajesz znaku życia...
Serce: A od kiedy ty się o mnie martwisz? Myślałam, że działam ci na nerwy :P jeszcze parę tygodni temu chciałeś mnie roznieść na szablach :P
Rozum: No no, bez przesady. I świętego by przy tobie poniosło... Ale nudno tu bez ciebie było.
Serce: Ach tak?
Rozum: Tak.
Serce: Mów mi tak jeszcze :P
Rozum: No już, już, nie pochlebiaj sobie. Lepiej opowiedz, co u ciebie.
Serce: Wyjazdy, chorowanie, praca, szkolenia - tak w skrócie ;)
Rozum: Mam rozumieć, że to niebawem rozwiniesz do zdań wielokrotnie złożonych?
Serce: Tym razem nie :P walczę z potrzebą zalewania ciebie potokiem informacji :P żebyś mi nie zarzucał, że się wywnętrzniam :P
Rozum: Nie podpuszczaj mnie...
Serce: Nie, nie powiem ci nic więcej. Muszę okiełznać moją wybujałą wyobraźnię, bo bryka jak młody źrebak. A łudziłam się, że jestem rozsądna...
Rozum: Dobra dobra, Serce, już nic mi nie musisz mówić, czytam w tobie jak w otwartej książce. Kim on jest?
Serce: Oj tam, zaraz on... Nikt konkretny. To wyrywa wciąż do przodu głupie serce...
Rozum: Uwielbiam te twoje mętne tłumaczenia, które i tak niczego nie zakryją przed moim przenikliwym umysłem, ale skoro twierdzisz, że nikt, to nie wnikam. I tak mi sama powiesz niedługo ;P
Serce: Nie, prędzej mi się dziesięć razy odwidzi, jak w ciągu ostatniego miesiąca... Sama za sobą nie nadążam...
Rozum: Boś się na mnie wypięła i nie miał ci kto wyprostować światopoglądu :P Serce, Serce, kiedy ty zrozumiesz, że jesteśmy jednym organizmem? Nie porzuca się rozumu dla nikogo...
Serce: Nie porzuca się rozumu dla nikogo... Kurczę, ty masz rację...
Rozum: I tak jutro nie będziesz o tym pamiętała. Obudzisz się z głową wypełnioną nowymi marzeniami...
Serce: Może i tak, może i nie...
Rozum: Czy ja cię od wczoraj znam? No, idź już spać. Niech ci się rycerz na białym koniu przyśni albo jakiś inny amant w mundurze.
Serce: Pffff :P Dobranoc, Rozum :)

czwartek, 1 września 2011

And so the legend begins.


Rise and rise again until lambs become lions.

Kolejny film z moim ulubionym aktorem - kolejne wielkie przeżycie na miarę Gladiatora.

Zdobywca Nagrody Akademii Russell Crowe i reżyser legendarnego "Gladiatora" Ridley Scott łączą siły w epickiej opowieści o przygodach Robin Hooda. Oto niezwykła historia człowieka, którego losy dały początek nieśmiertelnej legendzie.

Dzielny wojownik Robin zostaje wyjęty spod prawa, gdy wraz z grupą swych wiernych towarzyszy broni opowiada się przeciwko skorumpowanemu królowi Anglii. Zbuntowany bohater udaje się do Nottingham, gdzie poznaje pełną animuszu Lady Marion (nagrodzona przez Akademię Cate Blanchett). Zafascynowany jej osobą zrobi wszystko, by zdobyć serce tej pięknej kobiety i ocalić jej rodzinne ziemie przed zbliżającym się zagrożeniem. W konsekwencji dramatycznych wydarzeń, Robin i jego ludzie zostaną wciągnięci w krwawą wojnę, która zadecyduje o przyszłej chwale Anglii oraz rozsławi legendę szlachetnego banity.

I chociaż zdecydowaną część filmu stanowią zbrojne potyczki, to i tak byłam zachwycona dzielnym rycerzem Robertem i walczącą u jego boku Marion (o tak, dzielna kobieta, trudno o taką!) Też mi się marzy taki rycerz, który mnie uratuje i przy którego boku będę mogła przeżyć przygodę... Taki Boży wojownik, mężczyzna na Jego obraz, dzielny i nieugięty w Jego sprawie. Przecież to nie musi być tylko legenda...

wtorek, 30 sierpnia 2011

Za-czekam.



Za-czekam
Mietek Szcześniak

1.
Nie chcę żyć pełnią życia już
Bo obawiam się, że którejś nocy czy dnia
Minę ciebie
Nie rozmieniam na drobne słów
Cenię sens, mijam czas
Nie przyspieszam, bo wiem
Na najlepsze trzeba poczekać i tak

Wiem, że ty czujesz jak ja, każdy wierzy w to
Że właśnie dziś jego los zacznie wielki lot

Refren:
Całe życie czekam na ciebie kiedyś musisz przyjść
całe życie czekam na ciebie
wiem, że i ty pragniesz tak, jak pragnę ja
upojenia, ciepła dusz i ciał
całe życie czekam

2.
ideałów nie ma, wiem
pogodziłem się z tym, choć spełnienia czas
we mnie woła
wiem, że znasz samotności smak
że nie możesz tak żyć
wiem jak blisko jest dzień
gdy się nam spotkają marzenia i sny

Wiem, że ty czujesz jak ja, każdy wierzy w to
Że właśnie dziś jego los zacznie wielki lot

Całe życie….

Może to ostatni moment, może myślisz sobie, że nie ma mnie na jawie
Takie myśli także miewam i dlatego śpiewam dowiedz w końcu się, że….
Refren:
Całe życie czekam na ciebie kiedyś musisz przyjść
całe życie czekam na ciebie
wiem, że i ty pragniesz tak, jak pragnę ja
upojenia, ciepła dusz i ciał
całe życie czekam
Zaczekam.

***
Brat powrócił z zagranicy i skończył się monopol na komputer... Ale może i dobrze, bo to się robiło nudne siedzieć samej całymi dniami.
Powyższa piosenka przytrafiła się nam podczas poszukiwań jakiegoś wdzięcznego kawałka do zaśpiewania na ślubie i od razu wpadłam mi w ucho. Tekst akurat dla mnie, też czekam całe życie, tylko nie wiem na kogo :P kiedyś myślałam, że wiem i czekałam uparcie, jak bohater spod muru w jednym poście sprzed roku "The wrong way". Przypominam sobie, że pisałam go z myślą o kimś innym, a nie chciałam widzieć, że piszę dokładnie o sobie...
A tak naprawdę to wszystko wydaje się tym bardziej skomplikowane, im więcej się o tym myśli. A nieraz trzeba zostawić to bezproduktywne myślenie i zająć się zupełnie czymś innym, a rozwiązanie przychodzi nieoczekiwanie samo. Właściwie przy moim nadaktywnym trybie życia to nie jest wcale trudne znaleźć sobie twórcze zajęcie, ale o wiele trudniej jest wyłączyć myślenie... Szykuje się pracowity miesiąc. Zaczynam pracę w szkole, jakieś spotkanie liderów młodzieży na horyzoncie w najbliższy weekend, konferencja pastorów i starszych zboru w Podkowie (czyli okazja do handlowania płytami), obóz ewangelizacyjny w Pszczynie i koncerty All4Him na Śląsku, koncert w Poznaniu; a w międzyczasie układanie śpiewnika pathfinder i studiowanie materiałów dla liderów oraz karty zaliczeń na Przyjaciela. Aa, i chyba jakiś zaległy egzaminek w Podkowie...? Już mnie radość na myśl o tym wszystkim ogarnia :P
Pozdrawiam gorąco:
* moją ukochaną rodzinę, ciągle jeszcze rozproszoną po Polsce i nadciągającą stopniowo na farmę;
* wszystkich moich braci i siostry z pathfindersowej rodziny z Bratem Komendantem na czele (znów powrócił do mnie katar i ból gardła i tak jakoś obóz się dzięki temu przypomniał ;)
* moich wiernych towarzyszy z zespołu, którzy zbierają się powoli po wakacjach, żeby znowu prężnie działać z płytami, stronami i koncertami.
Trzymajcie się wszyscy - razem możemy więcej.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Z Biblioteki Szarej Lilijki


Ciągle jeszcze nie mogę uwierzyć w to, że jestem pathfindersem. Może to dla was wydawać się śmieszne, że dorosła osoba tak się ekscytuje bieganiem po lesie z bandą dzieciaków, ale dla mnie to sprawa absolutnie poważna, bo właśnie w taki sposób zrealizowało się jedno z moich wielkich dziecięcych marzeń: o wyjeździe na obóz, zdobywaniu flagi, harcerskich grach i wielkiej przygodzie. Jak pokazały mi ostatnie miesiące, marzenia z dzieciństwa nie muszą być wcale nierealne. Święte słowa naszej kadry: "jeśli uważasz, ze coś jest niemożliwe, to znaczy, że nie rozmawiałeś o tym z Witkiem" w tym przypadku dokładnie to oddają. Oczywiście za tym stoi znacznie więcej osób, które w jakiś sposób na mnie wpłynęły, dorzucając garść informacji czy spostrzeżeń, jednak kluczową postacią w tym wszystkim była charyzmatyczna postać Brata Komendanta - i bynajmniej nie szereg jego odznak na szarfie czy ten zaszczytny tytuł mnie pociągnęły, ale po prostu to, jakim jest człowiekiem i to, w co wierzy i co wyznaje. A ponieważ szanuję i uznaję tę wizję i rodzaj pracy i jest to zgodne z moimi preferencjami i zamiłowaniami, więc się do tego włączam i chcę to rozwijać.
(To tak gwoli oficjalnych wyjaśnień do mojego poprzedniego wariackiego, pełnego enigmatycznych haseł posta.)

Przedstawiam poniżej kilka książek z mojego dzieciństwa, które pochłaniałam, i to wielokrotnie, zaczytując się w przygodach dzielnych harcerzy.


Antek Cwaniak
Aleksander Kamiński

Wiele zmieniło się w naszym kraju i naszej harcerskiej organizacji od chwili, gdy w latach trzydziestych Antoni Cwankiewicz zakładał drużynę zuchów. Dziś mija od tego momentu pół wieku, a Antek wciąż jest młody i wciąż ze wzruszeniem czytamy dzieje jego gromady. Ile w nich uroku i ile wychowawczych przygód! To zasługa wiecznego pióra Kamyka, który zakończył w marcu 1978 roku swoją wielką grę o życie, pozostawiając spuściznę godną pokoleń.

Za punkt wyjścia zabaw i praw zuchowych wybrał Kamyk dzielność. W zdobywaniu przez chłopca i dziewczynkę dzielności jest wciąż niemało do zrobienia. Niech więc dalszym ciągu książka Kamyka służy dobrej zabawie zuchowej, przypominającej dzielność giermków, kolejarzy, listonoszy, górników, marynarzy i flisaków, a przywódcom tych zabaw niech pozwoli dojrzeć cel ich wychowawczy.


Czarne Stopy
Seweryna Szmaglewska

Zgrany zastęp Czarnych Stóp wyrusza na letni obóz harcerski w Góry Świętokrzyskie. Dla zastępowego Maćka Osy i jego gromadki najmłodszych harcerzy, dla Marka, Fobusza, Felka i małego No-Bo to pierwsze samodzielne wakacje.
Pierwsze ognisko, pierwsze podchody, pierwsze nocne alarmy. Trzydzieści dni życia obozowego na zboczu Diabelskiego Kamienia wypełniają wspaniały przygody, zabawne pościgi, ćwiczenia spostrzegawczości, strachy i niespodzianki....
Książka ta, napisana przez Sewerynę Szmaglewską trzydzieści lat temu, bawiła kilka pokoleń czytelników, doczekała się osiemnastu wydań i wersji filmowej, a w roku 1973 ukazał się dalszy ciąg przygód sympatycznych harcerzy w książce zatytułowanej „Nowy ślad Czarnych Stóp”.


Gdzie ten skarb?!
Marta Tomaszewska

Opowieść mówi o trójce przyjaciół: Marku-chłopaku porywczym, Jacku-spokojnym i ugodowym oraz Krzyśku-indywidualiście uważanym za najmądrzejszego. Mieszkają w Warszawie. Prowadzą wojnę z harcerzami, których nazywają „ciapciakami”. Od Marka dowiadują się o wyprawie przeciwników na Spisz, a także o rzekomym skarbie Inków. Towarzysze zaczynają się tym interesować. Postanawiają wyjechać w te okolice, w poszukiwaniu skarbu. Jednak, aby się tam dostać muszą przystąpić do ciapciaków i wziąć udział w akcji Harcerskiej Rady Spiskiej...


Którędy do Eldorado?
Marta Tomaszewska

Sympatyczna i pogodna powieść o perypetiach warszawskiej rodziny, która wyprowadziła się na wieś i tam przeżywają nizwykłe przygody z mieszkańcami, starą kopalnią, młodocianym gangiem i oczywiście harcerzami.


Stawiam na Tolka Banana
Adam Bahdaj

Julek Seratowicz, chłopiec z dobrego domu, nie chce być lalusiem, jakim chce go widzieć matka. Przypadkiem spotyka gang Karioki i jest to spełnienie jego marzeń. Wkrótce grupa spotyka na swej drodze opisywanego w gazetach, tajemniczego Tolka Banana, który przejmuje dowodzenie. Klasyka powieści młodzieżowej, również zekranizowana.

Jeśli tylko macie czas i chęci, zajrzyjcie do tych książek. Są naprawdę warte czytania.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

"Daniel - mission impossible" - Obóz pathfinder


Veni, vidi, returni - przybyłam, zobaczyłam, powróciłam z obozu pathfindersów w Kurnędzy koło Sulejowa :) można by było pisać i pisać i wymieniać wrażenia, ale chyba słów by mi nie starczyło, więc użyję wszechogarniającego określenia: MEEEGA!!! :D niesamowity program, entuzjastyczni uczestnicy, poświęcona kadra i potęga Bożej mocy - to musiało się udać :) brawo dla króla ;)

Z obozowych "kwiatków":

* "Jeżeli uważasz, że coś jest niemożliwe, to znaczy, że nie rozmawiałeś o tym z Witkiem". - mądrości z odpraw kadry ;)

* nowe babilońskie słowo: "ołkej"

* ‎"Ave my!" (This is Sparta)

* szał babigoldów ;)

* harcerskie pląsy pani Marty-pielęgniarki:
A seja bum czik bum x2
a seja bum czikaraka czikaraka czik bum.
O je! Aha! One more time
(Chinki stan, raper stan, balet stan, itp.)

* -Ciociu, kiedy będą te odchody?
- Co będzie?"
- No odchody, ta gra".
(chwila konsternacji zastępowej i błyskotliwa odpowiedź Michała)
- Odchody to będą, jak ci się zachce. :P :P

* Predator - czyli mój aksamitny bas pod koniec obozu, rozwalający powagę apelu :P

* - Ciociu, czy ja jestem podobny do Komorowskiego? :P

* Ahmed odpalaj! - niezapomniana drużyna z 13. miejscem w INO :P

* niezapomniany mecz Color Football, czyli wróżka, kucharz, babcia, Barbie, bobas z pampersem, dziewczynka z misiem, sprzątaczka, sanitariusz, budowlaniec, kontra obozowicze: "Kadra jest najlepsza!"

Obóz to przede wszystkim ludzie, którzy są przy tobie w dobrych i trudnych chwilach:

* dzielny zastęp Izraelitów :) butny, niepokorny, dumny, nie kłaniający się królowi i nie poddający się próbie pokarmu jako jedyny zastęp, zaangażowany na nabożeństwach, ciekawy świata, ruchliwy i zadający tysiąc pytań na minutę :P
* nieodłączny niczym Aaron dla Mojżesza (dubbingujący w jakże trudnych momentach utraty głosu), przykładny ojciec zastępu (od ubierania, tłumaczenia, musztry i wlepiania karnych dżampek bądź przysiadów harcerskich), niezawodny kapitan-pomocnik cioci Kiki zastępowej - Maciek :D ciężko było się rozstać, no i chyba dlatego obóz wydłużył się o jeden dzień... na farmie ;)
* królewskie mamusie - piękne, ciepłe, kochane, wymagające, pełne energii i dobrych pomysłów :)
* zastępowi - rozmowy w toaletach przed poranną odprawą, wyżalanie się i wsparcie, pasja i miłość do dzieci - jesteście moimi wzorami!
* pomocnicy - mega poświęcenie i dojrzałość :)
* New Heaven - worship team, dzięki któremu chór obozowy wystąpił z powerem :)
* ekipa terenowa vel uzurpatorzy, czyli Dobry i Paweł - dwaj dzielni wodzowie :)
* no i oczywiście - KRÓL NEBUKADNESAR! jedyny, najlepszy, najmądrzejszy, najpiękniejszy, najdzielniejszy, najbogatszy i najbardziej utalentowany król :P uwielbiany przez wszystkich, nawet wtedy, gdy nie zawsze był taki super :P

No i... zostałam pathfindersem :) cytując Kubę: Kika, Kika, über alles, über alles harcerzem :D jak to fajnie realizować marzenia z dzieciństwa :)))
Nawet znajomi, którzy widzieli etapy dojrzewania do tej decyzji, jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie przypuszczali, że to się stanie... Zresztą ja sama jeszcze nie mogę w to uwierzyć ;) ale naprzeciw mnie wisi żółta chusta z własnoręcznie zawiązanym węzłem w kwadrat, więc to chyba wydarzyło się naprawdę :)A swoją drogą, co innego mogłaby robić osoba, która od dziecka biegała po lesie, bawiła się w wojsko, zaczytywała się w książkach o harcerzach i wojnie, a ostatecznie skończyła studia nauczycielskie i ma wszelkie uprawnienia do zajmowania się dziećmi? To musiało się tak skończyć :)) a raczej dopiero się zaczyna...

Już mi was wszystkich brakuje...
Następny obóz za rok :)


niedziela, 7 sierpnia 2011

The sound of music



Ponadczasowy klasyk kina familijnego, zdobywca 5 Oscarów.
Film opowiada historię Marii, która opuszcza klasztor i zostaje guwernantką siedmiorga dzieci kapitana von Trappa, autokratycznego wdowca, który wprowadził w swoim domu surowe zasady wykluczające obecność muzyki i radości. Film łączy w sobie zalety kina familijnego i filmu muzycznego.

"The sound of music" - trailer


Jeden z udanych zakupów muzycznych mojego taty (a trzeba mu przyznać, że jak już się zdecyduje na kupno jakiejś płyty, to jest to naprawdę dobre). Film jest piękny, poruszający i doskonale zrobiony muzycznie oraz scenograficznie :) Obejrzałam go dwa razy w ciągu ostatniego weekendu, za pierwszym razem na komputerze (jakość marna, ale i tak płakałam od połowy aż do końca ;), a wczoraj ...na dużym ekranie, wsłuchując się uważniej w teksty piosenek, do których niestety nie zrobili polskich napisów :/ (jak tak można, a my na naszej płycie mamy napisy do wszystkiego :P :P )
Jedynym mankamentem, pomimo oznaczenia, że to film dla całej rodziny, jest brak lektora lub dubbingu. Dzieci nie są w stanie przeczytać napisów (przynajmniej te, które wczoraj były). Może to tylko w tym wydaniu tak nie współgra; jeśli istnieją wersje bardziej przystosowane dla dzieci, niech ktoś da znać.

Poniżej współczesne wykonanie jednej z piosenek "Climb ev'ry mountain" przez Christine Aguilerę - z chórem gospelowym, chórem dziecięcym, orkiestrą i zniewalającym, popisowym wokalem Christiny. Trudno mi się zdecydować, czy wolę wersję tradycyjną, czy oryginał (wszak klasyka mnie powala w każdym wydaniu), ale Aguilera wywołała u mnie porządne ciary, więc coś musi być w tym utworze, skoro tyle osób się za niego bierze...



Polecam musical gorąco, jak tylko wpadnie wam w ręce. Wzruszenia, radość i najwyższe doznania muzyczne gwarantowane.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Alchemik


Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały Wszechświat działa potajemnie, by udało ci się to osiągnąć.

Zerknęłam do tej klasyki literatury i znalazłam dokładnie to, czego się spodziewałam: uniwersalną opowieść, która może być udziałem każdego, kto marzy i dąży do realizacji marzeń.

Alchemik otwiera te drzwi w naszej duszy, o których istnieniu wolelibyśmy zapomnieć. Każe marzyć, podążać własnym powołaniem, podejmować ryzyko, pójść w świat i wrócić wystarczająco śmiałym, by stawić czoła wszelkim przeszkodom. Baśniowa, alegoryczna opowieść o wędrówce andaluzyjskiego pasterza jest tłem do medytacji nad tym, jak ominąć życiowe pułapki, by dotrzeć do samego siebie.

Alchemia Paulo Coelho to tajemna wiedza o prawdzie i jej dwóch obliczach. Autor burzy wszelkie bariery bojaźni, które powstrzymują strumień naszych pragnień. Potrzeba Alchemika i jego światowy rozgłos są oczywiste, albowiem lektura książki przemienia w złoto nawet najbardziej zaśniedziałe sprężyny ludzkich marzeń.


* Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.

* I tylko jedno może unicestwić marzenie - strach przed porażką.

* Bo nie żyję ani w przeszłości, ani w przyszłości. Dla mnie istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej. Jeśli kiedyś uda ci się trwać w teraźniejszości, staniesz się szczęśliwym człowiekiem.

* Jeśli przebywasz ciągle z tymi samymi ludźmi, to stają się oni w końcu częścią twojego życia. A skoro są już częścią twojego życia to chcą je zmieniać, bo ludziom wydaje się, że wiedzą jak powinno wyglądać twoje życie, nikt jednak nie wie jak powinien przeżyć własne...

* Kocham Cię, bo cały wszechświat sprzyjał mi w tym, bym mógł dotrzeć do ciebie.

* Nikomu nie wolno drżeć przed nieznanym, gdyż każdy jest w stanie zdobyć to, czego pragnie i to, czego mu potrzeba.

* [...] bo gdy kochamy, zawsze pragniemy być lepsi, niż jesteśmy.

Polecam tym, którzy nieustannie biegną naprzód - by chwycili marzenia i tym, którzy ustali - by zobaczyli cel.

Dziewczyna szamana


Rozum: Hej, Serce. Co porabiasz?
Serce: Słucham muzyki...
Rozum: A jakiej?
Serce: Justyna Steczkowska w trzypaku.
Rozum: To sobie muzę zafundowałaś... :P nie mów, że oryginalne :P
Serce: A zaskoczę cię i powiem, że tak :P
Rozum: Nie wiedziałem, że jesteś takim fanem Steczkowskiej:P
Serce: Ja? Ee, no skąd...Podobał mi się jeden koncert, jak śpiewała muzykę żydowską, no i może jak śpiewała "Buenos Aires" w "Szansie na sukces", ale żeby zaraz fanem...?
Rozum: No to co ci do głowy strzeliło, żeby jej płyty kupować?
Serce: Nie kupowałam ich... Dostałam w prezencie.
Rozum: Huhu, no to nieźle się ktoś szarpnął... Niech zgadnę: facet? :P
Serce: Błyskotliwy jesteś, Rozum, dzisiaj:P ale to nie tak, jak myślisz. To był rewanż za inną płytę, taki bonus, no...
Rozum: Serce, ty mi oczu nie mydlij. Rewanż, mów mi jeszcze. Przecież, o ile dobrze pamiętam, tamta była pojedyncza.
Serce: A co to ma do rzeczy? Chciał, to kupił...
Rozum: Właśnie: chciał. A ty jak zwykle wolisz udawać, że nic się nie dzieje...:P
Serce: Oj, skończ już się nabijać ze mnie. Myślisz, że jestem w nastroju do żartów?
Rozum: A kiedykolwiek byłaś? :P w tym rzecz. Wszystko traktujesz niebywale serio. Nawet z takiego drobiazgu, jak te płyty, zrobisz aferę...
Serce: Chwileczkę, to ty zacząłeś insynuować... Co mi się tu teraz wykręcasz i zrzucasz winę na mnie?
Rozum: Jaką winę, kobieto? Przecież widzę, jaką masz niewyraźną minę. Słuchasz czegoś, co ci średnio odpowiada, nawet pomimo twojego dosyć oryginalnego gustu muzycznego i próbujesz się mętnie tłumaczyć, że to nic takiego. Mów, jak jest, a mi nie ściemniaj.
Serce: No bo... głupio mi, że ktoś wydał pieniądze na taki prezent, którego wcale nie oczekiwałam... Głupio mi też było nie przyjąć, no bo co będę robić humory. No i z grzeczności przesłuchałam, myśląc, że mi się spodoba, ale mi się nie podoba... Taka... mocno kobieca muzyka, odurzająca jak kadzidło. Nie lubię takiej intensywnie emocjonalnej muzyki. Nie moje klimaty...
Rozum: Ojej, no i czym się przejmujesz? Nie trafił gościu z prezentem i tyle. Odstawisz płyty na półkę i jak cię kiedyś natchnie, to włączysz, a jak nie, to komuś opchniesz i już.
Serce: No niby tak...
Rozum: Eech, ty i ten twój upór, żeby tylko nie przyznać mi racji.
Serce: Ty i te twoje "Ty i te twoje" :P Rozum, gdybym ja nie stawiała na swoim i słuchała cię we wszystkim bezkrytycznie, to byśmy zaszli tak daleko, jak ślepy i chromy. Sam bywasz uparty, i to tak durnie, że aż strach cię wyprowadzać z błędu, żebyś czasem człowieka nie pobił.
Rozum: Wiesz co, Serce? Znalazłabyś sobie faceta, zamiast tracić energię i cenny czas na kłótnie ze mną. Szczerze ci radzę. Miałabyś z kim gadać, wymieniać wrażenia i poglądy oraz inne atrakcje, a tak to robisz się zgryźliwa i cyniczna jak ja.
Serce: Dobra, dobra, Rozum. Jak będę potrzebować twoich cennych rad, to się odezwę, tak? Też byś sobie kogoś znalazł, zamiast zawracać mi głowę swoimi uwagami na mój temat.
Rozum: Ja tam wiem, co mam robić:P ale żeby ciebie nakłonić do tego, to musi cię chyba najpierw ktoś zahipnotyzować :P dziewczyna szamana, hahahahahaha :P
Serce: Idę, Rozum, a tobie radzę odpocząć, dłuższe siedzenie przy kompie nie wpływa pozytywnie na twoją psychikę...
Rozum: Idź, szukać swojego szamana :P

D&G - Light Blue

W ramach poznawania nowych kosmetyków testuję na sobie zapach Dolce&Gabbana "Light Blue" (w nieoryginalnym opakowaniu, bo na takowe mnie nie stać). Poprzednio miałam "Chic" Celine Dion o owocowym, lekko melonowym zapachu i chciałam kontynuować tę nutę (w Rossmanie była mega obniżka na flakonik 15 ml, ale jak tam dotarłam, już wszystko rozkupili:/). Swego czasu długo podobał mi się "Be delicious" DK i ten zapach podobno bardzo mi pasował, ale ogólnie nuty kwiatowo-owocowe są mi przyjazne, więc czemu nie odkrywać czegoś nowego?


Nuty zapachowe

Nuty serca: jabłko, sycylijska cytryna.
Nuty serca: bambus, jaśmin, biała róża.
Baza: ambra, piżmo.

Opis

Zapach Dolce&Gabbana Light Blue przywodzi na myśl głęboki błękit włoskiego nieba, bezkresnego morza oraz beztroską zabawę. Bardzo kobiecy. Cytrusowy, świeży i lekki, jednocześnie głęboki i niebanalny i... uwielbiany. Na lato, na dzień.

Domenico Dolce urodził się w 1958 roku w Polizzi Generosa niedaleko Palermo. Swoją karierę rozpoczynał już w młodych latach, pracując w małym atelier swojego ojca. Stefano Gabbana przyszedł na świat w 1962 roku w Mediolanie. Po ukończeniu studiów na wydziale grafiki zainteresowało go projektowanie mody.

W 1982 roku, po dwóch latach pracy na stanowisku asystenta projektanta, Domoenico i Stefano postanowili założyć własne studio. Pierwszy sukces osiągnęli w 1985 roku, gdy znaleźli się jako jedni z trzech projektantów, którym zaproponowano prezentację swojej kolekcji w ramach promocji młodych talentów w Mediolanie. Dolce&Gabbana, nazwa zwiastująca nową generację, w świecie mody szybko zdobyła popularność.

Ich wspólna ciężka praca została nagrodzona rewelacyjną sprzedażą oraz doskonałą opinią marki. W 1988 roku Dolce&Gabbana podpisali umowę z Onward Kashiyama w celu dystrybucji swoich produktów na rynek japoński. W 1989 roku zaprezentowali kolekcję bielizny oraz kostiumów plażowych a w 1990 roku ukazała się kolekcja dla mężczyzn. Później przyszedł czas na otwarcie serii butików. Pierwszy otwarty został w Mediolanie, kolejne w Hong Kongu, Singapurze, Taipei oraz w Seulu.

Projekty stworzone przez Dolce&Gabbana przeznaczone były dla „prawdziwej kobiety”, która jest zmysłowa, ale i skromna. Inspiracją dla projektantów są śródziemnomorskie barwy i kultura, przeniesione w delikatne koronkowe, jedwabne oraz wełniane materiały. Oferta Dolce&Gabbana została podzielona na dwie podgrupy. Sygnowana logo D&G tańsza, młodzieżowa linia oraz Dolce&Gabbana reprezentująca stroje ekskluzywne.

W 1992 odbyła się premiera pierwszych perfum sygnowanych znakiem Dolce&Gabbana, które zyskały miano najlepszego damskiego zapachu podczas Perfume Academy Prize. W 1994 powstał zapach dla mężczyzn, Dolce&Gabbana pour Homme. W 1999 roku można było zachwycać się nowymi zapachami D&G Feminine dla kobiet oraz D&G Masculine dla mężczyzn, w 2001 roku stworzono bardzo popularny do dziś Dolce&Gabbana Light Blue. W 2003 roku odbyła się kampania reklamowa zapachu Sicily, w której główną modelką byłą słynna aktorka Monica Bellucci.

Dolce&Gabbana stało się jednym z najczęściej odwiedzanych domów mody przez Madonnę. Słynny duet zaprojektował dla niej kostiumy, w których występowała podczas swojej światowej trasy koncertowej. Dolce&Gabbana ubierali podczas tras koncertowych również Kylie Minogue i Whitney Houston.

Dolce&Gabbana nie zapominają też o potrzebujących, w 2001 roku byli sponsorami pokazu mody, z którego dochód przeznaczony był na cele charytatywne dla dzieci. Impreza obyła się w posiadłości Stevena Spielberga w Los Angeles.

W 2004 roku Dolce&Gabbana byli współkkreatorami ekskluzywnej wersji Citroena C3 oraz C3 Pluriel, zdobionego między innymi kryształami Swarovskiego.