czwartek, 27 listopada 2008

Dziwna...?


Wyrównaj do środka♫ Gdy wszystko się zdarzy ♫
Grzegorz Turnau

Gdy wszystko się zdarzy co stać się nie może
i wszystko się świetniej niż w książkach ułoży
najgłupszy bakałarz w tym ujrzy znak
a my w wir w krąg wokoło o tak
że można z niczego coś stworzyć

to coś jest jednością bez celów i przyczyn
kwiat powie to lepiej niż książka przemilczy
jednością tak dawną że nową już
a my wszerz w dal wokoło i wzdłuż
jest wszystkim czymkolwiek i niczym

więc kocham cię
kochasz mnie

chwyć mnie za rękę

jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte

a w głębi tych wyżyn co chylą się w nas

ktoś znaczy nas pięknem jak piętnem

coś w nas świeci jaśniej niż słońca i zorze
coś w nas znaczy więcej niż książka rzec może
coś w nas jest wspanialsze niż pojąć się da
a my w krzyk w skok żyjemy o tak
w nas jedność przez jedność się mnoży

więc kocham cię
kochasz mnie

chwyć mnie za rękę

jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
a w głębi tych wyżyn co chylą się w nas

a my w śpiew w tan wokoło przez czas

ktoś znaczy nas pięknem jak piętnem


więc kocham cię kochasz mnie
chwyć mnie za rękę
jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
coś w nas jest wspanialsze niż pojąć się da
kocham cię kochasz mnie
chwyć mnie za rękę
jest w książkach coś szczelniej niż książka zamknięte
coś w nas jest wspanialsze niż pojąć się da
a nigdy jest zawsze
nigdy jest zawsze

a nigdy jest zawsze od teraz

***

Posłuchajcie sobie koniecznie. To jedna z tych piosenek z ukrytą energią. A jednak jazz. Bo to jest właśnie muzyka, która najlepiej mnie wyraża. Słuchałam już dzisiaj tego chyba z 10 razy. To zdecydowanie dzień Turnaua.

Usłyszałam dzisiaj o sobie, że lubię komplikować sobie życie. Uwielbiam wszelkie udziwnienia typu wymyślanie niezwyklych nazw dla zwykłych rzeczy albo szukam skomplikowanej harmonii.
Nie wiedzieć czemu zrobiło mi się przykro. Poczułam się, jakbym była dziwna i nie do zaakceptowania.
A przecież to ja właśnie. Dla siebie wcale nie jestem skomplikowana. Skomplikowane jest tylko dla ludzi z zewnątrz. Dla mnie to wlaśnie jest porządek, kiedy każde miejsce ma swoja nazwę, a każda tonacja swój kolor i nastrój. Nabrałam sympatii do sąsiadów z Wojkówki, którzy nazwali swój dom Uroczyskiem, a sąsiad gra na akordeonie w Fis-durze, bo jego pierwszy akordeon mial tylko czarne klawisze. Bo ja też lubię Fis-dur... Mój utwór cykliczny, który ciągle tworzę z natchnienia chwili, zaczyna się w Fis-dur i właśnie taki jest, jak ta tonacja: tęskny i fioletowy...
Jak to mówi Rozum o moim podejściu: "Dlaczego coś ma być proste, skoro może być skomplikowane?"
Bo tak jest ciekawiej :)
I już.

środa, 26 listopada 2008

Tak mi dobrze, tak mojo, aż rechoce się serce.


♫ Bohema
Wilki

Od tego trzeba zacząć rzecz
Lecę bo zgubiłem się
Niewiele pamiętam
Tarariruriraj
Czuję w sobie chuć i wiatr
Dobrze jest bawimy się
Myślom nie ma końca
Śnieg, zawierucha w nas

Lecę, bo chcę
Lecę, bo życie jest złe
Czy są pieniądze czy nie
Lecę, bo wolność to zew
Lecę, bo wciąż kocham ciebie
Kocham cię

Bohema ostro bawi się
Płyną noce przemijają dnie
Niewiele pamiętam
Upadam byle gdzie
Boisz się, więc będzie tak
Słabe życie słaba śmierć
Wszystko w twoich rękach
Obudź się

Lecę, bo chcę
Lecę, bo życie jest złe
Czy są pieniądze czy nie

Lecę, bo wolność to zew

Lecę, bo wciąż kocham ciebie

kocham cię

***
Poczułam dzisiaj w sobie coś z wilka. Stan trudny do wytłumaczenia, ale jeśli kiedykolwiek przeczytacie "Wilka stepowego" Hessego, to zrozumiecie. Szłam ulicami pod wiatr i było mi szalenie dobrze, tak iść przed siebie. Gdyby nie moje niezbyt wygodne buty na obcasie, szłabym tak długo. Mróz, śnieg i zimna, uwięziona w sobie satysfakcja. Hu-hu!
A tak btw, uwielbiam chodzić ulicami nocą. Czuję wtedy, że należą tylko do mnie. Nie ma pędzących dokądś ludzi, w powietrzu wiszą tylko świetlne kręgi latarni i mgła zasłania wszelkie ostrości. Jak na obrazie "Chochoły" Wyspiańskiego. Niezapomniane wrażenia z parku w Pszczynie miesiąc temu.

Wiem, że kiedyś na blogu to było. Ale tak mi dzisiaj to pasuje.
Tak mi się wściekle chce żyć...

But w butonierce
Bruno Jasieński

Zmarnowałem podeszwy w całodziennych spieszeniach,
Teraz jestem słoneczny, siebie pewny i rad.
Idę młody, genialny, trzymam ręce w kieszeniach,
Stawiam kroki milowe, zamaszyste, jak świat.

Nie zatrzymam się nigdzie na rozstajach, na wiorstach,
Bo mnie niesie coś wiecznie, motorycznie i przed.
Mijam strachy na wróble w eleganckich windhorstach,
Wszystkim kłaniam się grzecznie i poprawiam im pled.

(...)

Przeleciało gdzieś auto w białych kłębach benzyny,
Zafurkotał na wietrze trzepocący się szal.
Pojechała mi bajka poza góry doliny
nic jakoś mi nie żal, a powinno być żal...

Tak mi dobrze, tak mojo, aż rechoce się serce.
Same nogi mnie niosą gdzieś - i po co mi, gdzie?
Idę młody, genialny, niosę BUT W BUTONIERCE,
Tym co za mną nie zdążą echopowiem: - Adieu! -

poniedziałek, 24 listopada 2008

As long as there is Love, we will stand!... - po koncercie Chofesh&Daniel Klluska

I po koncercie... Było sporo przeszkód i wiele niesamowitych doświadczeń, jak te sprzed tygodnia:

"Wczorajszy wieczór... Dzwoni do mnie wujek Andrzej Sieja... Jest problem... Duży problem... Okazuje się, że mimo wcześniejszych ustaleń z dyrektorem WOKU, mimo iż od tygodnia wiszą plakaty reklamujące nasz koncert, mimo że wszyscy włożyliśmy w jego organizację tyle sił - koncert się nie odbędzie...
Szatan jest bardzo cwany (bo nie wierzę że to był przypadek). Nie wystąpimy we Wrześni bo 22 listopada o godzinie 19 koncert zagra... Doda. Nic nie da się zrobić, dyrektor nie chce iść na żadne ustępstwa (bo zapewne dostanie niemałe pieniądze). Gdy to wszystko usłyszałem byłem zszokowany, zdruzgotany, załamany - podobnie jak wujek Andrzej. Pomyślałem o tym, dlaczego ktoś tak bardzo chce nam uniemożliwić występ we Wrześni?, dlaczego na każdym kroku wszystko jest przeciwko nam...? Teraz już znam odpowiedź na te pytania, ale po kolei...

Co mogliśmy zrobić - padłem na kolana i w krótkiej gorącej modlitwie poprosiłem Boga o cud. Nie czekałem długo na odpowiedź... Po godzinie dzwoni wujek Andrzej - może coś da się zrobić. Nie wiem dokładnie co i jak się stało, ale Doda nie występuje w WOKU, tylko w innym miejscu - sala jest nasza... ale bez akustyków - oni będą nagłaśniać Dodę... Cóż nam po sali bez akustyków? Koncert nadal stoi pod ogromnym znakiem zapytania... Ale cuda chodzą parami. Do pomocy w modlitwach i nie tylko, włączają się Żaneta i Karina. Za pół godziny kolejny telefon... Jest akustyk - profesjonalista, który nagłośni nas... za darmo... Nadal jednak, mnóstwo znaków zapytania. Zasnąłem jednak z wiarą, że Bóg do końca doprowadzi tą sprawę...

Dziś wieczorem otrzymałem wiadomość od Żanety - wszystko jest na najlepszej drodze, mamy akustyków którzy na tygodniu przed koncertem zapoznają się ze sprzętem we Wrześni. Mamy sale - Doda jej nam nie zabrała :) Będziemy mieli normalną próbę, zaraz po nabożeństwie... W sobotę o 17.00 zagramy koncert, ale nie będzie to zwykły koncert....

Będzie to koncert o który szatan toczy niesamowitą walkę, ale nie bójcie się nie toczy jej z nami, ale z samym Bogiem. A jeśli szatanowi tak bardzo zależy mu na tym, aby nasz koncert się nie odbył - to coś jest na rzeczy. To znaczy, że ten koncert może być niezwykłym wydarzeniem, nie tylko dla nas, ale przede wszystkim dla mieszkańców Wrześni, którzy usłyszą o naszym największym Przyjacielu - Bogu. O Jego wielkości, o Jego sile... o jego cudach!

Kochani proszę was o codzienną wieczorną modlitwę w intencji tego koncertu. Postarajcie się również przyjechać do Poznania z jak największą motywacją i jak najlepszy nastawieniem. Są jeszcze 4 dni - przygotujmy się jak najlepiej potrafimy, ćwiczcie głosy, teksty, aranżacje - zróbmy wszystko co w naszej mocy, a będzie dobrze.

Ktoś kiedyś powiedział, że sukces do 1% talentu i 99% pracy... Nasza misja to 1% nas i 99% Boga... Jednak musimy wykonać ten 1%... "
Mayki
A także doświadczenia osób z sali: chłopak, który jest ateistą, nie chciał mieć nic wspólnego z religią, uwielbieniem Boga, wzbraniał się przed klaskaniem, słuchaniem, wyczuwał atmosferę ludzi miłujących Boga i siebie nawzajem... W trakcie koncertu rozpłakał się i poddał się... Klaskał, uczestniczył w śpiewie, przeżywał...
Pan Roman Lipigórski, fotograf, który był na naszym koncercie już drugi raz. Kiedy robił zdjęcia, próbował wczuć się i zrozumieć naszą wiarę, chciał uchwycić nasze wyrażanie uwielbienia dla Boga.
Przed koncertem myślałam sobie, że jeśli na sali będzie chociaż jedna osoba, która przez nasz koncert poczuje Boga osobiście, to warto było to robić. A to były 2 osoby, a może było ich więcej...
Każdy z nas przeżywał ten koncert inaczej. Ja tym razem może mało emocjonalnie, bez tremy, skupiona bardziej na odpowiednim wykonaniu, gestach i ruchu scenicznym, ale ze świadomością, że naszym zadaniem jest przybliżać ludziom Boga.
Pojawiły się już pierwsze galerie ze zdjęciami. Te poniżej pochodzą z galerii Agnieszki Kluski i Maykiego.
Więcej zdjęć z koncertu w galerii Agnieszki:
http://picasaweb.google.com/aginia.kluska/WrzeNiaChofeshDanielKluska#
Oraz Marty:
http://picasaweb.google.pl/martka.km/WrzeNia2008?pli=1#

Czekam na galerię od pana Romana. Tam to będą zdjęcia :)
A teraz oglądajcie sobie :)














sobota, 15 listopada 2008

Wierzyć - to znaczy chodzić po wodzie...



♫ Waterwalker ♫
TGD

Był pewien człowiek
Co zbudował wielką łódź
Bo tak bardzo wierzył w to, co mówi mu Bóg
Że nastąpi potop straszny w sile swej
I nie będzie miejsca ani czasu
By zmienić światopogląd

Był pewien człowiek, który z Bogiem żył
Sto lat miał gdy urodził się syn
Przeszedł do historii
Jako symbol wiary nieugiętej

Ref.: Wierzyć to znaczy
Chodzić po wodzie
Chodzić za Jezusem
Kiedy lepiej jest lub kiedy gorzej
Wierzyć to znaczy
Spoglądać w niebo
Kochać bliźniego
Umieć żyć z nim na co dzień.

2. Słuchaj przyjacielu dobrej rady mej
Możesz przeżyć życie które może mieć sens
Jezus jest mym Panem - lepszym jutrem mym
Jemu zaufałem - nie żałuję tego wcale...

Ref.: Wierzyć to znaczy
Chodzić po wodzie
Chodzić za Jezusem
Kiedy lepiej jest lub kiedy gorzej
Wierzyć to znaczy
Spoglądać w niebo
Kochać bliźniego
Umieć żyć z nim na co dzień.

***

Historia, która dzisiaj mnie szczególnie zastanowiła i która zachęciła mnie do głębszego studiowania, jest historią przejścia Izraelitów przez Morze Czerwone. Dzisiaj trafiłam na nią 2 razy: rano, podczas porannego studium Ducha Proroctwa i podczas słuchania kazania. Dlatego postanowiłam się jej lepiej przyjrzeć.

Można ją przeczytać w 14 rozdziale II Księgi Mojżeszowej. Ale właściwie ta historia zaczyna się już wcześniej, bo w rozdziale 13. Właśnie w wersetach 17-22 tegoż rozdziału znajduje się wprowadzenie do tej manifestacji Bożej mocy, która została opisana w rozdziale 14.
Plan Boży został dokładnie wyjaśniony. Bóg prowadził naród droga okrężną przez pustynię ku Morzu Czerwonemu, omijając ziemię Filistynów. Przewidział, że naród nie będzie jeszcze gotowy do walki i może zawrócić do Egiptu. Ponadto wprowadził symbol stałej swojej obecności w postaci słupa obłoku w dzień i słupa ognia w nocy, „żeby mogli iść dniem i nocą.” (w. 21).

Ellen White pisze w I tomie „Ze skarbnicy świadectw” :

„Bóg w swej Opatrzności przywiódł dzieci Izraela na górę warowną – przed nimi Morze Czerwone – ażeby ich wyswobodzić i na zawsze uwolnić od nieprzyjaciół. Mógł uratować ich w inny sposób, ale wybrał tę drogę, by wypróbować ich wiarę i wzmocnić zaufanie, jakie byli Mu winni.”

I teraz, z początkiem rozdziału 14, rozpoczyna się właściwa akcja. Pan nastraja faraona i Egipcjan, żeby wykonali Jego plan.

„Wtedy Ja uczynię jak głaz serce faraona i sprawię, że ruszy on w pościg (za wami). A wówczas Ja z całą moją potęgą przeciwstawię się siłom faraona i będą zmuszeni Egipcjanie uznać, że Ja jestem Jahwe. I tak Izraelici uczynili.” (w.4, BWP)

Egipcjanie zaczęli ścigać Izraelitów, aż ci znaleźli się nad brzegiem Morza Czerwonego, w pułapce bez wyjścia. Ale jak się okazało, to nie morze było najtrudniejszą przeszkodą, ani nawet Egipcjanie. Największą przeszkodą stał się strach i narzekanie. I omal nie zablokowało to Bożego ratunku dla Izraela.

W tym miejscu chciałabym się zatrzymać, zanim dojdę do finału historii. Jak myślisz, co by się stało, gdyby naród izraelski pozostał w swoim strachu, nadal stałby nad morzem i narzekał na Mojżesza, że przywiódłby ich na pewną śmierć? Tak. Nic by się nie wydarzyło. Egipcjanie dopędziliby ich i zabili co do jednego. Nie byłoby żadnej manifestacji, żadnego rozdzielenia morza. Po co, skoro woleli umrzeć. Przecież Bóg nie zmusiłby ich do przejścia przez rozdzielone morze.
Ratunek pojawił się, gdy Izraelici okazali wiarę i posłuszeństwo Bogu. Najpierw Bóg w cudowny sposób oddzielił ich obłokiem od Egipcjan, a potem przygotował dla nich drogę przez morze.

„Gdyby zawrócili, kiedy Mojżesz nakazał iść naprzód, gdyby nie ciągnęli w kierunku Morza Czerwonego, Bóg nigdy by nie utorował im drogi. Wędrując prosto ku wodzie wykazali wiarę w Słowo Boże głoszone przez Mojżesza. Robili wszystko, co leżało w ich mocy, a potem Wszechpotężny Izraela wykonał Swoją część pracy: rozdzielił wody, żeby stworzyć przejście dla nich.”

***
Tak, zrozumiałam to. Największą przeszkodą dla Boga nie są okoliczności, ale my sami. Kiedy nie chcemy Mu wierzyć, a raczej wolimy się bać i narzekać, Bóg nie może wykonać swojego planu.

„Głos Pański, nakazujący Jego wiernym iść naprzód, często do ostateczności poddaje próbie ich wiarę. Jeżeli z posłuszeństwem Bogu zwlekali tak długo, czekając aż wszystkie niepewności i ciernie zostaną z ich świadomości usunięte i nie będzie już więcej ryzyka, pomyłki czy porażki, to nigdy nie pójdą naprzód. Ten kto myśli, że dla niego nie jest możliwe zaufać woli Bożej i nie zawierzyć Jego obietnicom, zanim wszystko co przed nim leży nie stanie się jasne i wyrównane, nigdy nie złoży swego życia w ręce Boga. Wiara – to nie pewność wiedzy: wiara jest „podstawą tego, czego dopiero oczekujemy, jest silnym dowodem na to, czego nie widzimy.” (Hebr.11, 1).” (s.316)

I jeszcze jeden cytat uzupełniający z I tomu „Ze skarbnicy świadectw”:

„Są czasy, w których życie chrześcijanina wydaje się pełne niebezpieczeństwa, obowiązki zaś jego trudne do wypełnienia. Wyobraźnia rysuje obraz nadciągającej zagłady, niewolę lub śmierć widzi za sobą, a jednak głos Boży, słyszany ponad wszystkie głosy zniechęcenia, wyraźnie mówi: „Idź naprzód!” Powinniśmy usłuchać tego rozkazu bez względu na to, jak się wydarzenia układają. Nawet i wtedy, kiedy nie jesteśmy w stanie przeniknąć ciemności, mamy iść za Nim, choćbyśmy czuli chłód fal pod stopami.” (s.315)

*
Znalazłam dzisiaj na kazaniu jeszcze jedną wspaniałą obietnicę:

„Jeśli we mnie trwać będziecie i słowa moje w was trwać będą,
proście o cokolwiek byście chcieli, stanie się wam.” (Jan 15, 7).

To niesamowite. Wszystko, o co poprosimy, jest dostępne dla nas, jeśli trwamy w Nim, a On w nas.
*
Ale zastanowił mnie jeden tekst, który pokazała mi Ola, z 14 rozdziału Księgi Ezechiela, w którym Bóg zapowiada karę dla tych, którzy przychodzą do Niego po radę, a oddają się bałwochwalstwu. Czy czasem ze mną nie jest tak, że przychodzę pytać Pana o radę, a tkwię w jakiejś rzeczy, która jest bałwochwalstwem, czy coś nie jest dla mnie ważniejsze od Boga? Co jeszcze muszę w sobie oczyścić, żeby stanąć przed Nim i prosić o Jego wyrocznię?
*
Może właśnie teraz, tak jak Izrael, stoję przed wodami Morza Czerwonego. Czy mam na tyle odwagi, by blokować Boga moim strachem i sama się ratować? Może teraz jest czas utopić strach w wodach i iść naprzód w nieznane ...