wtorek, 27 marca 2012

Perswazje


Obejrzałam... Zamierzam przeczytać. Też chciałabym wiedzieć, czego chcę i mieć swoje zdanie, tak aby nikt nie mógł mnie odwieść od tego, co uznam za słuszne.
"Machnij ręką na siebie. Zacznij działać teraz, gdy jesteś neurotyczny, niedoskonały, wiecznie zwlekający, leniwy, niezdrowy czy jakiejkolwiek innej niecelnej etykiety w odniesieniu do siebie używasz. Idź naprzód i bądź najlepszą niedoskonałą osoba, jaką możesz być i zabierz się za rzeczy, jakich chcesz dokonać, zanim umrzesz."
- Shōma Morita

Samurajowie i inni bohaterowie




Rozum: Obejrzałem właśnie "Ostatniego samuraja", którego mi polecałaś. Ciekawy film. Może nie jakaś super produkcja, ale interesujące przesłanie.
Serce: No i była twoja ulubiona skośnooka panna ;)
Rozum: A daj spokój, Japonka kiepska i non stop rozmemłana:P ni to się uśmiecha, ni to płacze... Blee. Wolę swoją srebrną japonkę :P
Serce: A co do tamtej Japonki z filmu, tam było wspomniane, ze to jest naród, który nie pokazuje swoich prawdziwych uczuć i kryje żal, nienawiść za maską uśmiechu. Ja nie widziałam u niej rozmemłania, raczej probe ukrycia żalu po zabitym mężu.
Rozum: Ee, bzdura. Nawet potem, jak była już zakochana, to było dokładnie to samo. Uśmiechać się też nie potrafiła.
Serce:  No właśnie dlatego, bo była przyzwyczajona do ukrywania uczuć. Mnie denerwowało, że była taka zmienna.
Rozum: Jaka zmienna? Nie była zmienna.
Serce: Jak można się zakochać w człowieku, który zabił twojego  męża? Nie rozumiem tego, no ale różne ludzie mają upodobania...
Rozum: Po pierwsze: w kulturze patriarchalnej kobiety lecą na samca alfa. Facet, który zabił męża, był potencjalnie lepszy, wyższy w hierarchii, większa szansa na silne, zdrowe potomstwo. Po drugie: nie czarujmy się, ludzie spędzający ze sobą sporo czasu pod jednym dachem... bardzo często tak kończą. Hormony, krew nie woda, dochodzi samotność, dodaj potrzebę ojca dla dzieci i masz odpowiedź.
Serce: Noo, może... Ja obejrzałam "The life of David Gale". Mocny film. Jak już obejrzałam prawie do końca i wszystko się wyjaśniło, to pojawiła się ostatnia scena i wszystko mi się zamazało.
Rozum: Hehe, to raczej kobiety są fankami dramatów, nie faceci :P
Serce: Ale to jest raczej film kryminalny, a nie typowy dramat. Liczyłam, ze Ty obejrzysz i wyjaśnisz mi, o co chodziło w zakończeniu :P ale chyba poproszę kolegę, który już to oglądał. Dawno mną tak film nie wstrząsnął.
Rozum: Tobą ostatnio co chwilę coś wstrząsa :P a to film, a to sms, a to jeszcze co innego:P
Serce: To nie był sms, tylko rozmowa telefoniczna. Od tamtego czasu jest spokój.
Rozum: Nie odbiegaj od tematu. Mówimy o tym, że co chwilę coś tobą wstrząsa i to jest fakt.
Serce: Ee, niby wiem, ze to nie jest na serio, że musiał coś wypić, żeby wypalić z takim tekstem, niby wiem, że film jest wymyślony, a i tak mnie to rusza.
Rozum: Bo Twoje emocje są niewłaściwie ukierunkowane, nieuporządkowane i chaotyczne. Ukierunkowujesz je na codzienne bzdurne sytuacje, jesteś emocjonalna i wypalasz się, a potem nie umiesz się zdobyć na prawdziwe uczucie do kogoś,  a powinno być zupełnie na odwrót. Sorki, że mówię o tym tak wprost, ale póki sobie tego nie uświadomisz i nie zaczniesz robić czegoś w kierunku zmiany tego, będzie tylko gorzej pod tym względem.
Serce: Ja to wiem, wczoraj, jak szłam z pracy, uświadomiłam sobie, że właściwie co krok coś sobie wyobrażam, widzę człowieka w kolejce i wymyślam o nim historie.
Rozum: To nie do końca to samo. Wyobraźnia to jedno, a emocje, to drugie, choć się ze sobą łączą, to fakt.
Serce: A najgorsze jest to, że jak myślisz, że się z czymś uporałeś, bo nie myślisz o tym przez kilka dni, to wtedy wraca ze zdwojoną siłą.
Rozum: No tak bywa, ale liczy się kierunek, w którym się idzie, a potknięcia pokazują nam słabe punkty konstrukcji, którą tworzymy i trzeba je poprawiać.
Serce: "Fantazje muszą być nierealne. Bo w chwili, w sekundzie, w której  zdobędziecie to czego chcecie, nie będziecie już tego więcej pragnęli.  Aby kontynuować egzystencję, pożądanie musi mieć swoje przedmioty  nieosiągalne. To nie wy tego chcecie, to fantazja tego chce. Więc  pożądanie wspiera szalone fantazje. To właśnie Pascal miał na myśli jak  mówił, że jesteśmy tylko prawdziwe szczęśliwi, podczas snów na jawie o  przyszłym szczęściu. Albo jak mówimy, że myśliwy jest słodszy niż  ofiara. Ale uważajcie czego sobie życzycie. Nie dlatego że możecie tego  nie dostać. Ale dlatego, że jesteście skazani na niechcenie tego jak już  dostaniecie. Więc Lecon naucza, że życie według waszych pragnień nigdy  nie uczyni was szczęśliwymi. Być naprawdę ludzkim, to starać się żyć,  według idei i ideałów. A nie mierzyć swoje życie poprzez to co się  osiągnęło, w porównaniu z pożądaniami. Ale chodzi tu o te krótkie chwile  prawości, współczucia, racjonalizmu. Nawet samo poświęcenie. Bo  ostatecznie, jedyną miarą znaczenia naszego własnego życia, jest  docenianie żyć innych ludzi."
Rozum: Bzdury. Nie karm się takimi rzeczami. Próbujesz do swojego światopoglądu dokładać ludzkie nauki, to bez sensu. Nie rób sobie jeszcze większego mętliku.
Serce: Cytat umieściłam, bo mnie zainteresował, niekoniecznie się z nim całkowicie zgadzam, uważam, że fragment jest prawdziwy.
Rozum: Ja nie mówię nic, że go umieściłaś, tylko pytam: po co coś takiego w ogóle czytać? To nie odpowiada na Twoje pytania. Nie w sposób, w jaki odpowiada Bóg; więc może lepiej nie czytać, zwłaszcza w tematach, z którymi masz problem.
Serce: Muszę wychodzić do pracy... Papa.
Rozum: Miłego dnia.


środa, 21 marca 2012

Dirty Dancing 1 & 2



Dirty Dancing - I wanna dance with somebody who loves me (Whitney Houston)

aah!.......yeah!......wooo!.......hey yeah!.....
aah!.....ooh yeah!....ah ha!.....yeah!......I want to dance

Clock strikes upon the hour and the sun begins to fade
still enough time to figure out, how to chase my blues away
I've done alright up 'til now
It's the light of day that shows me how
and when the night falls.....the loneliness calls

Oh....I wanna dance with somebody, I wanna feel the heat with somebody
yeah......I wanna dance with somebody, with somebody who loves me
Oh....I wanna dance with somebody, I wanna feel the heat with somebody
yeah......I wanna dance with somebody,.....with somebody who loves me


I've been in love and lost my senses, spinnin' through the town
sooner or later the fever ends and I wind up feelin' down
I need a man who'll take a chance on a love that burns hot enough to last
so when the night falls, my lonely heart calls

Oh....I wanna dance with somebody...
(Somebody who, somebody who).....somebody who loves me.....yeah
(somebody who, somebody who).....to hold me in his arms.....oh

I need a man who'll take a chance on a love that burns hot enough to last
so when the night falls, my lonely heart calls

Oh....I wanna dance with somebody...

***
Kolejny hit z ubiegłego stulecia obejrzany przeze mnie w zacisznym domowym kinie. Legendy rozwiane. Bohaterowie zatańczyli, kochali się i całowali, ale poza butną miną Patricka i nerwowym chichotem Jennifer film mnie nie porwał. Co innego druga część, którą, jak się okazało pod koniec, oglądałam jeszcze w liceum, bez polskich napisów i bez zakończenia. Bardziej subtelna historia dla nastolatków. Diego szczuplutki i z łagodną buzią, bez buntu na twarzy ;)



Muszę jednak przyznać, że tego typu taniec rozbudza zmysły bardzo gwałtownie, nawet jak się tylko ogląda. Dlatego myślę, że powinno to być zarezerwowane dla par małżeńskich, w innym przypadku prowadzi do wypaczeń. Osobiście nie tańczę, próbowałam nieudolnie na którymś weselu, ale nie jest to chyba dla mnie.

Wiosna się dzisiaj podobno zaczęła, wiecie? Za oknem chmury, wiatr i deszcz. Ale trzeba wierzyć, że to się kiedyś skończy ;)

niedziela, 18 marca 2012

Danzig.

Misja nad morzem zakończona powodzeniem :) koncert udany, morze odwiedzone kilkakrotnie, jod zaaplikowany :) zrealizowałam także swój śmiały plan wycieczki do Gdańska i razem z Olą, Kamą i Madzią zanurzyłyśmy się w uliczki Starego Miasta.

 Bulwary nad Motławą

 W tle Muzeum Morskie


 Gdańskie rzygacze z nowoczesnym wspomaganiem ;)




Katedra Mariacka

Tyle jest jeszcze pięknych miejsc, których nie odwiedziłam... Kiedy stałyśmy na dworcu, naprzeciwko przyjechał właśnie najpierw pociąg do Berlina (ach, dobre studenckie czasy) i do Amsterdamu. Korciło, żeby wsiąść :) ale jeszcze będę podróżować :) 

czwartek, 15 marca 2012

Pojedźmy na Heeeeel!


Pojedźmy na Hel
Sexbomba

Jestem kosmitą z planety Ziemia
Mieszkam w kartonie na dworcu w podziemiach
Jak każdy człowiek mam w życiu swój cel
Tak bardzo chciałbym pojechać na Hel

 ***

Nie do wiary - ta piosenka istnieje naprawdę! A myślałam kilka lat temu, że Sylwek nas wkręca... Przypomniał się któryś zjazd w Lublinie i karaoke... tak! to było 3 lata temu, wtedy, jak Witek z ekipą śpiewali "Lubow twoja, Boże". Och, to były piękne czasy, a teraz Witek wyjeżdża i nawet nie zdążę się z nim pożegnać, buuuu :((( 
No, ale najważniejszą informacją, którą chciałam dzisiaj przekazać, jest to, że jutro jedziemy nad morze :D gramy koncert w Gdyni. Czeka nas ośmiogodzinna podróż w jedną stronę (a niektórzy jadą 12 h z południa), przejedziemy przez Malbork i Gdańsk - aajj, to mój pierwszy raz :) jestem podjarana jak dawno nie byłam ;)
Mój entuzjazm studzi jedynie fakt, że już drugi weekend wypadł, jak nie ma wody w mieszkaniu. Trudno, umyję się w morzu :P
A dla ciekawych podsyłam mapę połączeń PKP - studiowałam ją dzisiaj przez pół godziny. Tak fajnie by było kiedyś mieć taki specjalny bilet i móc objechać te wszystkie trasy :)


A na Hel trzeba też kiedyś pojechać ;)

środa, 14 marca 2012

O co cho?

 My name is Kika and I am second.
fot. Dawid Nowakowski

 I po 7. diecezjalnym zjeździe w Lublinie... Nie opuściłam ani jednego, rok w rok przyjeżdżałam busami, samochodami lub pociągami. Po raz kolejny zaśpiewaliśmy na na nabożeństwie przed kazaniem, po raz trzeci znaleźliśmy się w auli szkoły muzycznej, gdzie uczęszczał Daniel, po raz drugi jako wykonawcy koncertu... W tym roku mogę zamieścić pamiątkowe, profesjonalne zdjęcie, wykonane przez fotografa polskiej ekipy I am second, Dawida Nowakowskiego.
Siedem lat to bardzo długo. Podobno charakter człowieka zmienia się co siedem lat, a już na pewno jego upodobania. A co faktycznie się u mnie zmieniło przez te siedem lat?

Siedem lat temu...
* dobiegł końca siedmioletni okres zakochania w chłopaku, który słuchał metalu i innych dziwnych kawałków;
* z drugiej jednak strony miałam naukowe zapędy: wolałam zostać w domu i uczyć się do matury z niemieckiego, niż pojechać na festiwal do Częstochowy;
* nienawidziłam obowiązków domowych, sprzątanie i zmywanie było najgorszą karą;
* nie dbałam o modne ciuchy, pojęcie "kosmetyki" zamykały się w toniku do twarzy i dezodorancie;
* miałam sztywniackie hasła typu: "prawo jest prawem", "biznes jest biznes", "nie jem między posiłkami" i ksywę "siostra Ortodox" oraz natrętny zwyczaj układania wszystkiego według swoich poglądów;
* pisałam listy tradycyjne do jednego chłopaka i wysyłałam je pocztą, czekając niecierpliwie na odpowiedź;
* wierzyłam, że jeśli się chce z kimś być na poważnie, to trzeba go dobrze poznać...

Dzisiaj...
* tamten chłopak ma już dawno żonę, ale długie włosy nosi nadal. Znaczy jak mi się podobał, to ich nie miał, ale i tak fuuuuj :P
* wolę jechać na zjazd niż uczyć (się) niemieckiego :P
* niektórzy twierdzą, że mam fioła na punkcie sprzątania i powinnam poddać się terapii dla pracoholików;
* na występie jestem umalowana za wszystkie czasy niemalowania w życiu, dlatego na co dzień nie preferuję makijażu. Odrobina pudru matującego i tusz do rzęs wystarczają w zupełności.
*  mój nieogar zdumiewa mnie samą, a poglądy i teorie tak, jak w tym cytacie:
"Zanim się ożeniłem miałem sześć teorii na temat wychowania dzieci; teraz mam sześcioro dzieci i żadnej teorii."
John Wilmont
* zamiast listów odbieram telefony od tego samego chłopaka, wysłuchuję jego pokręconych historii o kolejnych dziewczynach i myślę: o co cho?
* wierzę, że żeby kogoś dobrze poznać, trzeba z nim być...


Za rok stuknie inne magiczne 7 lat i wtedy może znowu mi się coś zmieni? Może wreszcie przestanę szukać księcia w żabie?


I piosenka sprzed 7 lat, kiedy jeszcze youtube nie było tak popularne. Przyznam, że kiedy go po latach obejrzałam, rozczarowałam się...




My shadow's only one that walks beside me
My shallow heart's the only thing that's beating
Sometimes I wish someone out there will find me
Till then I walk alone
Tekst po siedmiu latach wciąż aktualny. Nadal lubię chodzić sama ulicami...

środa, 7 marca 2012

Posłuchajcie, oto bajka...


Psst, to ja, Serce. Mówię szeptem, bo Rozum już zasnął. Opowiem wam bajkę o dorosłej małej dziewczynce, która bawi się we wróżkę spełniającą dobre życzenia. Rozsypane szklane kulki na chodniku, ziarna fasoli przesypujące się przez palce, kot i obrazy ze zwierzętami - oto magiczny świat marzycielskiej Amelie Poulain.
Czy choć raz nie marzyliście będąc dzieckiem zamknięci przez rodziców w pustym pokoju o tym by wcielić się w kogoś wyjątkowego?
Takie marzenia miała mała Amelia przetrzymywana i izolowana w domu przez nadopiekuńczych rodziców, którzy w obawie o jej zdrowie pozbawili ją zabaw z rówieśnikami oraz nauki pobieranej w szkolnych murach. Mała dziewczynka wychowywana w "czterech ścianach" pragnie jak najszybciej dorosnąć i usamodzielnić się, ale nawet kiedy osiąga pełnoletność pozostaje w niej dziecięca ciekawość, skłonność do złośliwych żartów płatanych złym sąsiadom i marzenia.
Postać Amelii łączy w sobie Czerwonego Kapturka z Alicją w krainie czarów, ubiera się na czerwono, biega w zbyt wielkich butach i nosi krótka grzywkę. Wszystko to sprawia, że wciąż wygląda jak dziecko. Pragnie być dobrym elfem który tak jak Matka Teresa z Kalkuty i księżna Diana niesie ludzkości dobro, ciepło i ukojenie smutków. Gdy przypadkowo w łazience swojego przytulnego mieszkanka na Monmartre znajduje skrzyneczkę z dziecięcymi skarbami poprzedniego właściciela postanawia odnaleźć i uszczęśliwić niegdyś małego chłopca, a dziś dziadka wręczając mu znalezisko.
 W bajce jest też tajemniczy młodzieniec, który kolekcjonuje zdjęcia tajemniczego jegomościa. Też marzy jak Amelia i jest nieśmiały i samotny. I co, czujecie już ten feeling? ;)
Eech, rozmarzyłam się jak zwykle. Jutro Rozum mi znowu nagada, że oglądam jakieś babskie filmy, żyję w wyobraźni i nie mam kontaktu z rzeczywistością. Ostatnio jest monotematyczny w tej kwestii. Niczego nie rozumie, a mówi o sobie, że jest taki mądry.
Śpijcie dobrze, moi kochani. Ta piosenka jest specjalnie dla was na kolorowe sny.