wtorek, 26 kwietnia 2011

W trawie puszczy ;)




Every move I make (Waves of mercy)
Hillsong Kids

Na na nanana na na,
Na na nanana na na /x 2

Every move I make, I make in You
You make me move, Jesus
Every breath I take I breathe in You
Every step I take, I take in You
You are my way, Jesus
Every breath I take, I breathe in You

Waves of mercy
Waves of grace
Everywhere I look
I see Your face
Your love has captured me
O my God, this love
How can it be?

Na na nanana na na,
Na na nanana na na /x 2

***

Pisałam wcześniej, że wyjeżdżam do lasu? Otóż wczoraj właśnie powróciłam. Odwiedziłam Puszczę Kampinoską wraz z pathfindersami. Rozłożyliśmy nasze namioty i przez 3 dni hasaliśmy wesoło po leśnych ostępach.
Nie wiem, czy udało mi się poskromić dzika, bo nadal wyskakiwał w najróżniejszych momentach, ale na pewno nie upolowałam niedźwiedzia, chociaż starałam się być apetyczna. Trudno, może nie był głodny :P ale bez wątpienia dziki i silny. Taki niedźwiedź to ja rozumiem ;) tylko może ja za bardzo oswojona i bojaźliwa dla niego jestem...
W lesie usłyszałam ptaka o 3.30, jak rozpoczynał dzień. W ogóle ptaki śpiewały cały czas tuż nad głową. Wdychałam las pełną piersią na zapas. Siedziałam i słuchałam, co w trawie puszczy. Chwytałam krople deszczu we włosy i prześlizgiwałam się między gałęziami.
Już tęsknię za lasem. Całe moje dzieciństwo bawiłam się w lesie, wracałam ze szkoły przez las. A teraz mam jedynie Łazienki 5 minut od domu i Lasek Kabacki na końcu stacji metra. I jak sobie wyjadę do rodziców albo do innej puszczy.
Czasem chciałabym być znowu dzieckiem i jeździć na rowerze gdzie popadnie, łazić po drzewach, przekomarzać się z dawnymi kumplami, nie dbać o ubrania i żyć najprościej jak się da. Dorośli komplikują sobie życie na wszelkie możliwe sposoby.
Miałam w ten weekend płynąć tratwą jak Huck Finn. Taki survival ze znajomymi. Ale chyba nie wyjdzie. Pojadę na farmę i odwiedzę rodziców. Też fajnie.
Kończąc moje wynurzenia chciałabym oznajmić, że jestem obolała i czuję każdy mięsień. Ale czuję że żyję.
Pozdrawia Kika, która pragnie znów być dzika.
I wolna jak ptak.

czwartek, 21 kwietnia 2011

It's a beautiful day!! :D




Naprawdę piękny dzień
Lady Pank

Piękny dzień, naprawdę piękny dzień
Niemal jak z bajek Disney'a
W taki dzień, każdy jest pewny, że
Cały świat do niego się śmieje

A ona przy kompie tkwi
W zamkniętym pokoju
Przez okno przesącza się
Ledwie wątła światła nić
Wysyła do świata list
Że pragnie spokoju
I winny tu nie jest nikt
Tak po prostu musi być

Piękny dzień, naprawdę piękny dzień
Wiosna tuż, pachnie w krąg majem
Chyba ktoś zawołał imię jej
Może tak tylko się zdaje

A ona od dawna już
Nikogo nie słyszy
I na nic tu szkoła, dom
Nie przyjmuje żadnych słów
Powoli za krokiem krok
Pogrąża się w ciszę
Nad cały ten świata zgiełk woli swą krainę snów

Na półce pluszaków rząd
I miś na dywanie
Bezradnie się patrzą na
znikający w oknie cień
I nikt nie zrozumie jej
I tak już zostanie
Jak nagle urwany film
W ten naprawdę piękny dzień

***

Coraz bardziej zakochuję się w Łazienkach. Zimą nawet nie miałam ochoty tam wchodzić, żeby nie być rozczarowaną. Ale wiosna tak przyjemnie musnęła park i znowu jest pięknie, tak, jak pamiętałam, ze było w lecie. A nawet jeszcze piękniej, bo świeżo.
Ostatnio wychodzę z książką na którąś ławkę i łapię promienie słońca, żeby móc funkcjonować. Jestem uzależniona od słońca. Jak go nie ma dłuższy czas, robię się nerwowa, zrzędliwa i nieprzyjemna. A tak wygrzewam się w słońcu jak kot i radośnie mruczę, uśmiechając się do ludzi. Słońce (oczywiście nie za mocne) powinno świecić cały rok, żeby wszystko z człowiekiem było jak należy.
Dzisiaj było tak pięknie, że zbojkotowałam komputer i gadu w telefonie i rozłożyłam się właśnie w słońcu z książką. I tak nie było do kogo pisać. Te święta... Wszyscy gdzieś wyjeżdżają. Nawet ja wyjeżdżam: do lasu, "poskromić dzika i zapolować na niedźwiedzia". Miło by było wrócić z takim misiem do przytulania, co? ;)
I dzisiaj stwierdzam z radością: mam fajnych przyjaciół. I tych blisko, którzy odwiedzają cię z przepysznym indyjskim daniem i są tacy kochani i uczynni, i tych daleko, którzy sprawiają ci miły prezent przed końcem miesiąca...

Pozdrawiam tych wszystkich, którzy sprawili, że to był naprawdę piękny dzień :)
Niech jutrzejszy także taki będzie 4U2 ;)

środa, 20 kwietnia 2011

UMAtko...


"Dlaczego zawsze trzeba o czymś rozmawiać, żeby nie było głupio?"
Mia Wallace z Pulp fiction

Uma na moim blogu po raz drugi. Tym razem w mojej interpretacji. Nadwyrężyłam sobie plecy od wyginania się do tego zdjęcia, a siostra dostawała białej gorączki, jak przekręcałam rękę nie tak, jak trzeba, ale zdjęcie jest. Z fryzurą i o.
Wkurzyłam się ostatnio. Na wszystko i wszystkich.

"Czy naprawdę wartość kobiety mierzy się tylko facetem, z którym jest?"

Nigdy w życiu

Albo odwrotnie: czy jeśli mądry, inteligentny i wrażliwy facet ogląda się za mniej inteligentną, rozchichotaną i chętną panną, to co można powiedzieć o jego wartości w tym momencie? Zdesperowany? Może poczekać aż zmądrzeje? A może niech się buja?...


"Z pustego to i Salomon nie naleje. Możesz dostać tylko to, co on ma! Jak miał, to ma. Jak ma, to daje.. A jeśli nigdy nie miał? Czy mój Eksio miał to, czego ja od niego chciałam? Tak niewiele przecież – żeby mnie kochał do końca życia. A tak w ogóle? Jeśli dana kobieta chce nagle czułości? Ni stąd, ni zowąd? Troskliwości? A nie daj Boże, bliskości, intymności? A skąd taki ktoś może wiedzieć, co to znaczy? Tak nagle? Bez uprzedzenia? Bez wypowiedzenia tamtej umowy, w której nic nie było o takich fanaberiach? Wszystko zrozumiałam.(...) Więc czułości mogę oczekiwać od mężczyzny czułego. Seksu od takiego, który seks z nami lubi. Rozmowy od rozmownego. Przyjaźni od przyjaznego, a nie od takiego, co to jeszcze stosunków z mamusią nie uregulował, mimo że czterdziestka na karku. Szacunku od takiego, co kobiety szanuje. Pieniędzy od bogatego, i tak dalej..."

Nigdy w życiu



"Czyżby zapomniała, że oni wszyscy są tacy sami? Inny... W życiu nie widziałam innego mężczyzny. To znaczy różnią się, oczywiście zewnętrznie – i też tylko trochę – od... na przykład od prezydenta. I to też niektórzy.(...) Ustrzeż mnie, Panie, od mężczyzny, o którym pomyślę, że jest inny."

Nigdy w życiu

Wiosna idzie, laski kwitną, zaczyna się sezon łowiecki...
Nie dam się temu zbiorowemu szaleństwu. Bujajcie się wszyscy.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Nigdy w życiu!


Oto Uma Thurman z "Pulp fiction". Oto moja aktualna fryzura (bez czarnej farby, pozostałam przy blond). Podobno ta fryzura podkreśla charakter i mówi: "WIEM, CZEGO CHCĘ". Podobno... Czy ja wiem?
Wiosna przyszła za to zdecydowanie. Po deszczach drzewa wypuściły pąki, a powietrze wypełnia upojny zapach kwitnących czereśni/wiśni. Trawa zieleni się aż miło, a słońce ściąga do Łazienek, kiedy można. Ostatnio ściągnęło mnie w sobotę...
Weekend znowu upłynął pracowicie, tym razem na zajęciach w Podkowie, gdzie napisałam 5 testów i wygłosiłam kazanie na zaliczenie... Ciągle nie mogę uwierzyć, jak to się stało, że temu podołałam na takie oceny, ale widocznie Bóg błogosławi w studiach teologicznych...

Czytam ostatnio "Nigdy w życiu" Grocholi i bawię się przy tym przednio. Kobieta ma fantastyczny styl pisania: ze swadą i humorem pisze o sprawach życia codziennego. Ostatni cytat, jaki mnie rozwalił, jest następujący (w całości brzmi znacznie lepiej, ale nie miałam za bardzo jak go umieścić):

I okazało się, że obrazki z przeszłości nas, kobiety, ścigają. Bajeczki, jakimi byłyśmy karmione. Dziewczynka pochyla się nad żabą i całuje ją w pyszczysko? I wszystko jest lepiej? To wieczne marzenie i iluzja spowodowały wyraźny podział. [...] iluzją oczywiście nie jest młoda dziewczyna nachylająca się wdzięcznie nad ropuchem. Iluzją jest dalszy ciąg. Całowanie żaby ma nam, kobietom, uświadomić, że warto. Warto szukać żab (czy innych straszydeł), bo jeśli będziemy wytrwałe, w końcu z jakiejś żaby wyskoczy królewicz.

I co my na to? Bujaj się, nigdy w życiu.
Adieu.

czwartek, 14 kwietnia 2011

Modlitwa o miłość prawdziwą




Pray 4 love
Afromental

I was young, she was young,
We were together like the birds in the sky,
Watching stars, catching time,
All in hands haven’t thaught for all the life,
There’s a pain caused by run away,
I never did confess it to world,
And now I would like to have it all around ,
Love back around me,

(x2)
I pray for love,
Every day and every night,
I pray for love,
And I need you by myside

Passing years, running days,
And all I have is memories flowning,
I try to love, try to forget it,
I try to hide, nothing works for my loneliness,
Now i wanna pain caused by run away,
And now i want to confess it to world,
Now i would like to have it all around,
Love back around me

I pray for love every day' n night
Cause I' m a believer,
If you were the answer,
I would never decive you,
I don't wanna be trusting
But I come asking,
I' m asked cause I think it's fantastic:
If you be my girl and I'll be your man
Will you see the preciuos is courteously sin
I'm a humanic, fanatic, loveaddict, creative, static,
On my knees in the attic,
But on the stop I must have it.

I pray for love,
Every day and every night,
I pray for love,
And I need you by myside.
I pray for love- every day'n every night.

***

Pamiętny przebój sprzed dwóch lat, kiedy do kin wszedł film "Kochaj i tańcz" - i zaczął się szał na taneczne produkcje w telewizji. Nasz współlokator wraz z moim bratem zrobili mi i siostrze niespodziankę na dzień kobiet i zaprosili nas do kina... Nie chcecie wiedzieć, jaką fazę na soundtrack z tego filmu miał Filip:P chociaż znając Filipa i tak wiecie: "Pray 4 love" leciało z obydwóch pokojów (bo i z mojego także) w stereo :P a potem minęło, jak każda nowość... Umknęły wspomnienia i uczucia, które z tą piosenką się samoistnie wiązały... Jak pisał Janusz L. Wiśniewski, ze wszystkich rzeczy wiecznych miłość trwa najkrócej...
Ale nie do końca. Dziś, chociaż nie mam tych uczuć, co wtedy, również podpisuję się pod tą piosenką. Bo człowiek, nawet jeśli ma poukładane i szczęśliwe życie, nie może żyć tylko dla siebie. Żeby prawidłowo się rozwijał i kształtował, potrzebuje się docierać w relacji z drugim człowiekiem i oduczać się egoizmu, poświęcając czas i uczucia dla kogoś innego.
I pray for love - taką prawdziwą, przemieniającą, oczyszczającą i odświeżającą jak woda, która płynie nieprzerwanie i stale się odnawia. Nie można być wieczną Statue of liberty (no, z przerwami :P) i wzdychać jak Nora Jones w piosence Turn me on "Like the desert waiting for the rain..."

Ależ się rozmarzyłam, a to wszak nie walentynki. Aha, i żeby nie było, że mam kogoś na oku. Normalnie jest, bez szaleństw. Studia, praca, wyjazdy i koncerty. Ot, życie.
No to żyjemy. Still.
Ależ mi się multijęzyczna mieszanka zrobiła.
Bajo.

środa, 13 kwietnia 2011

King's speech


Wczorajszy wieczór (po zakupowych szaleństwach) należał do kina angielskiego i osławionego filmu "Jak zostać królem" - bo lepiej późno, niż wcale.

Tutaj rzec MUSZĘ, inaczej się uduszę, że polskie tłumaczenie oryginalnego tytułu "King's speech" zupełnie, ale to zupełnie nie oddaje idei filmu. No bo czego się spodziewaliście po tytule "Jak zostać królem"? Założę się, że jakiegoś genialnego sposobu na sukces - a tu historia walki z jąkaniem się i zabawne metody wymawiania trudnych słów. Gdzie tu sukces? A właśnie, że jest - tylko nie spektakularny i medialny (poniekąd), ale taki osobisty.

Oto film, po którym po pierwszych scenach zgodnie z siostrą uznałyśmy: "Musi go zobaczyć mój tata" (fascynat poprawnej wymowy) - który inspiruje do walki ze swoimi słabościami (coś o tym wiem, żyjąc z wadą krtani i śpiewając) i pokazuje postać z wyższych sfer z bliska jako kogoś ze zwykłymi ludzkimi problemami.
Abstrahując od całego mojego wywodu na temat polskiego tytułu - chwyta i przyciąga do kina. Dowód? Ja i siostra na seansie w Cinema City Bemowo (ach, ten powrót nocnymi autobusami w strugach deszczu i zwalającego z nóg wiatru).
O czym było i jak było? Przeczytajcie. Poniżej recenzja z Filmweb.

W jednej ze scen król Jerzy V (Gambon) powiada do syna, Alberta (Firth): To diabelskie urządzenie wszystko zmieni. Dawniej król musiał jedynie wyglądać dobrze w mundurze i trzymać się prosto w siodle. Dziś wchodzimy ludziom do domów i spoufalamy się z nimi. Nasza rodzina została sprowadzona do najpodlejszej profesji świata. Zostaliśmy aktorami!

Wspomnianym przez monarchę szatańskim wynalazkiem jest, oczywiście, radio. Jego pojawienie się w domach Brytyjczyków zwiastuje nadejście epoki medialnej, która przemieni władcę z pomazańca bożego i pasterza narodu w celebrytę. A celebryta nie ma prawa popełniać błędów. Musi być charyzmatyczny, pewny siebie i perfekcyjny pod każdym względem. Jeśli okaże słabość, poddani mogą pomyśleć, że nie zasługuje na koronę.

Albert nigdy nie chciał zasiąść na tronie. Już od dzieciństwa wpajano mu, że nie dorównuje starszemu bratu, Edwardowi (Pearce), z łatwością zdobywającemu sympatię otoczenia. Bohater był brzydkim kaczątkiem, które w dodatku cierpiało na pewną paskudną przypadłość: jąkanie się. Gdy jednak Edward zrzeknie się władzy, aby móc wziąć ślub z amerykańską rozwódką, Albert będzie musiał zostać królem i pokonać swoje ograniczenia. Pomoże mu w tym pewien ekscentryczny logopeda Lionel Logue (Rush).

Scenariusz pióra Davida Seidlera mógłby równie dobrze stanowić podstawę przedstawienia teatralnego. Choć "Jak zostać królem" jest dramatem kostiumowym, na ekranie brakuje charakterystycznych dla tego gatunku rozmachu realizacyjnego oraz barokowego przepychu. Twórcy skupiają się głównie na relacjach łączących Alberta i Logue'a. Jeden jest cholerykiem, który nie jąka się tylko wtedy, gdy przeklina. Drugi to niespełniony aktor kpiący na całego z dworskiej etykiety. Logue mówi do żony: Ten gość mógłby być kimś wspaniałym, ale opiera mi się. W odpowiedzi słyszy: Może nie chce być wspaniały? Może ty tego chcesz? Nietrudno odnieść wrażenie, że walcząc z kalectwem króla, Logue próbuje zrekompensować własne niepowodzenia zawodowe. Skoro nie mógł zostać wielkim aktorem, to sprawi, że kto inny będzie wybitnym monarchą.

Gdyby "Jak zostać królem" wystawiano na scenie, widz nie miałby szans, aby w pełni rozkoszować się grą Colina Firtha. Kiedy Albert próbuje wygłosić przemówienie do narodu, sama jego twarz staje się polem niesamowitego spektaklu. Znajdująca się blisko bohatera kamera rejestruje ruch każdego mięśnia, każdy grymas i zmarszczkę. Czy przerażonemu królowi uda się powiedzieć wszystko bez zająknięcia? Czy przebrnie przez trudne do wymówienia słowa? Czy okaże się wiarygodny dla poddanych? Napięcie, jakie udało się Firthowi stworzyć na ekranie, godne jest Oscara.

Prócz doskonałego aktorstwa, film Toma Hoopera oferuje widzom stylową (choć nieco staroświecką) realizację, dowcipne dialogi oraz budujące przesłanie. Propozycja nie do pogardzenia.

Gorąco polecam.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Zaszyta w Zasłonach na 3 dni :P


Kolejnym miejscem na mapie, zasiedlonym przez rodzinę H, jest miejscowość Budy Zasłona, siedziba Fundacji Źródła Życia. Istny koniec świata, podobnie jak Zatonie. Rodzice wraz z Ronią przenieśli się tutaj w marcu, porzucając Willę z Bazin w Wojkówce (też koniec świata:P) i zamieniając ją na małe mieszkanko, ale pomimo tego metrażu są zadowoleni i czują, że rozpoczęli kolejny nowy etap w życiu. Ronia jest niezaprzeczalnie szczęśliwa: ma całą gromadę dzieci do zabawy i całe dnie spędza na zewnątrz, do czego w Wojkówce nie sposób było ją namówić :)
W ten weekend odwiedziłam farmę w Budach po raz pierwszy w życiu. Rodzice pozostawili mi Ronię pod opiekę i wyjechali na południe. Osiadłam więc na farmie na 3 dni. Dojazd z Warszawy (40 km) w piątek rano zajął mi 2,5 godziny: najpierw pół godziny w korkach do dworca, potem Kolejami Mazowieckimi ze Śródmieścia do Żyrardowa jakąś godzinę z hakiem, następnie busem do Mszczonowa ponad kwadrans i stamtąd nie ma już komunikacji publicznej, więc odbiera mnie mama samochodem. Taki zminiaturyzowany dojazd do Wojkówki: te same środki transportu, tylko 5 razy krócej. Ale cisza i spokój kosztują...
Trudno skrystalizować sobie trwałe poglądy po zaledwie dwóch dniach pobytu, ale przyznaję, że to miejsce ogarnęło mnie sobą do reszty. To nic, że pogoda paskudna, że jak nie wieje, to leje i dwa razy brakowało przez to prądu (przypomniały się stare, dobre zaborowskie czasy, kiedy spędzało się wieczory przy świecach). Ale jest atmosfera, bo są ludzie, którzy ją tworzą. Poczułam to w piątek wieczorem, kiedy za drzwiami mieszkania w pomieszczeniu zborowym rozpoczynaliśmy szabat, kiedy wysiadł prąd i Ania przyniosła mi świece; w sobotę na nabożeństwie i po nabożeństwie podczas wspólnego obiadu i spaceru po lesie; dzisiaj rano, kiedy usłyszałam odgłosy krzątających się za oknem ludzi w ogrodzie: na traktorze, z grabiami, robiących pomost na stawie, wyrywających drzewa z korzeniami. To ludzie tworzą to miejsce i tak o nie wspólnie dbają...
Poranny spacer ugruntował mnie w przekonaniu, że moje miejsce na ziemi jest na wsi. Wychowałam się na wsi, przeżyłam tam całe moje szczęśliwe dzieciństwo, bawiąc się i pracując na polu, a teraz od 4 lat wyrwano mnie z wioski i wtłoczono do miasta jak roślinę bez korzeni, żeby rosła na kamiennym bruku. Nie wiem, co ja tam w ogóle robię... Praca, wygodny dojazd? Ale co z tego, kiedy człowiek traci duszę i brakuje mu powietrza?
Obiecuję sobie, że jeśli będę miała własną rodzinę, to zamieszkamy w domu na wsi. Może na jakimś adwentowym osiedlu, jak tu na farmie albo koło Poznania. Może moje rodzeństwo się zjednoczy i osiedlimy się koło siebie. Ale nie w betonowej klatce...

Jutro powrót do Warszawy. Bleeee...

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Nie lubię poniedziałku.



Sen
Edyta Bartosiewicz

To jest mój sen ten sen przeraża mnie
W pokoju bez ścian zamykam się
Nie ma nic nie ma mnie niby bezpiecznie
Ale wcale nie jest dobrze w moim śnie

To jest mój sen ten sen zawstydza mnie
Zachłanna i zła wciąż więcej chcę
Nie ma nic nie ma mnie niby cudownie
Ale wcale nie jest dobrze w moim śnie

Budzi mnie wiatr - wiatr niesie strach
Budzi mnie deszcz - deszcz tuli mnie
Budzi mnie blask gorących dni
Budzi mnie krzyk - czy wciąż się śni?

Nie ma nic nie ma mnie niby bezpiecznie
Ale wcale nie jest dobrze w moim... śnie

Budzi mnie wiatr - wiatr niesie strach
Budzi mnie deszcz - deszcz tuli mnie
Budzi mnie blask gorących dni
Budzi mnie krzyk - czy wciąż się śni?

***

Dwa obrazy, które dzisiaj zdemotywowały mnie do reszty:

Pierwszy...

...i drugi.

Reszta już bez zdjęć:
-od trzech dni ból brzucha, mdłości i brak apetytu na cokolwiek;
-deszcz i powrót z pracy bez parasola;
-stres z każdego możliwego powodu przez cały ubiegły tydzień;
-nieujarzmione włosy;
-emocjonalno-komunikacyjna posucha.

Poza tym wszystko świetnie. Nagraliśmy płytę, gramy kolejne koncerty, żyję, mam co jeść i jak zwykle co i z kim robić. Tylko dlaczego mnie to dzisiaj wcale nie cieszy?