wtorek, 31 marca 2009

"Zielony kapelusz" DJ Bomb, Diverse i zakupy N-K ;)



Kolejny dzień z serii "Śmianie z byle czego" :P wiecie, wyszło słońce, zrobiła się wiosna i podniosła mi się ogólna aktywność organizmu :P
Wybrałam się dzisiaj na poważną misję w poszukiwaniu wiosennego płaszcza. Złaziłam jeden targ i zrezygnowana powlokłam się do drugiego. Po drodze spotkałam Natalkę, która poszukiwała spodni dla siebie i koszulki dla siostrzenicy, więc poszłyśmy razem do Grafiki.Ponarzekałyśmy obydwie na chodzenie po sklepach, ze nigdy nie ma tego, co się nam podoba, że wszystko jest horrendalnie drogie i w ogóle :P ale największym hitem było wejście do Diverse'a :P rozległy się jakieś dźwięki tandetnego dance i Natalka zdegustowana stanęła w wejściu. Powiedziałam do niej: "To wyjdź, a ja się porozglądam" :P a ona w tym czasie wysłuchała tego hitu i zapamiętała frazę "zielony kapelusz". I stąd ten filmik u góry :P normalnie było śmianie do końca dnia :D :D :D


Inne hiciarskie komentarze Natalki:
- o czarno-czerwonej sukience z falbankami: "Nadaje się do Upiora w operze" :P
- o ciuchach z Croppa: "tutaj normalnie widzę wszystkie wieczorynki, Misia Uszatka, komiksy, tylko dymków brakuje" :P

Złaziłyśmy całą galerię i w końcu uznałyśmy, że dzisiaj nic z tego nie wyjdzie. Na pocieszenie kupiłyśmy sobie jednakowe błękitne szaliki, żeby nie było, że nic nie kupiłyśmy. Naprawdę pasują do wszystkiego :)
Później, jak poszłyśmy do muzyka, okazało się, że ona na razie nie potrzebuje spodni, a ja płaszcza, bo coś innego znalazłyśmy ;)
Natalka to moje odkrycie w tym roku. Najlepsze śmianie tylko z nią :D musimy to kiedyś powtórzyć :D w ogóle kochane dziewczyny z muzyka są the best :D
Ciao, ciao, dla mnie to mało :P

PS: Nasłuchałam się pół dnia w niedzielę muzyki programowej, wczoraj nakręcałam się, co to będzie, bo to takie nierozpoznawalne, a dzisiaj się okazało, że sprawdzian słuchowy jest za tydzień :P co za paranoja :P wpadłyśmy z Natalką na pomysł, że może puścić za tydzień "Zielony kapelusz" :P rozpoznamy bes kitu :P

PS2: Jutro na 7:10 idę na praktyki do szkoły. I we czwartek, i w piątek, i w poniedziałek też. Już się do tego palę :P

PS3: Chciałam opisać mój piękny, dzisiejszy sen, ale po dzisiejszym dniu nie pasowałby do charakteru całego posta :P

Nogi mnie bolą. Spaać :P

niedziela, 29 marca 2009

Budzikom śmierć!



Budzikom śmierć
Piasek

No jeszcze nie nikt nie obudzi mnie
właśnie przychodzi najlepszy sen
już jestem w środku genialnie cicho jest
telefon dzwoni a może go zjeść
na dworze zima jak nie to leje deszcz
naciągnę kołdrę tak lepie to wiem
tu żar tropików i o czymś jeszcze śnię
wstań jeśli musisz bo ja chyba nie

Ref.
I do południa budzikom śmierć
a po północy niech dzwoni kto chce
rano trzeba wstać rano to jest
tak gdzieś po pierwszej bo później już nie


Zdobywam skarb i całkiem niezłą... wiesz
byłaby moja a czuję że gdzieś
sąsiad z wiertarą morderczo skrada się
to cisza dzienna jest bo ja jeszcze śpię

i do południa ...

świat lepszy jest piękny jest świat
gdy można spać
śpij oczy zmruż kotki dwa i
i takie tam
i do południa...

***
Sie wstało sie...
Pozwoliłam sobie dzisiaj na błogie lenistwo do godzin południowych, ponieważ jutro o 8 rano podreptam do liceum obserwować lekcje. Wstałam, zaczęłam przymierzać bolerka do sukienki na festiwal, potem zrobiłam sobie jakieś śniadanko, włączyłam kompa... Nie no, coś tu nie gra. Dlaczego na zegarze na kompie jest 13, a wszędzie w domu dopiero 12? Myślę, myślę, sprawdzam na necie, dedukuję... No i się okazało, że zmienili czas :P Nie no, lubię takie niespodzianki. Wprowadzają ciekawą odmianę w codzienną rutynę :P Wprawdzie jeszcze nie mogę dojść do siebie, ale tak do wieczora chyba się pozbieram :P
Ave, kurczaczki.

PS: Pozdrawiam mamę, która czyta mojego bloga. Nie przejmij się za bardzo moją dzisiejszą niesubordynacją :P Zdarza się :P

piątek, 27 marca 2009

No ideals.



While I'm Waiting
John Waller

I'm waiting
I'm waiting on You, Lord
And I am hopeful
I'm waiting on You, Lord
Though it is painful
But patiently, I will wait

I will move ahead, bold and confident
Takeing every step in obedience
While I'm waiting
I will serve You
While I'm waiting
I will worship
While I'm waiting
I will not faint
I'll be running the race
Even while I wait

I'm waiting
I'm waiting on You, Lord
And I am peaceful
I'm waiting on You, Lord
Though it's not easy
But faithfully, I will wait
Yes, I will wait
I will serve You while I'm waiting
I will worship while I'm waiting
I will serve You while I'm waiting
I will worship while I'm waiting
I will serve you while I'm waiting
I will worship while I'm waiting on You, Lord

***

Jeszcze kilka słów o filmie "Fireproof", który oglądałam w Pszczynie. Wywarł na mnie ogromne wrażenie, a nawet o nim szerzej nie wspomniałam. Wstyd.



Caleb Holt żyje według porzekadła starego strażaka: nigdy nie porzucaj twojego partnera. Wewnątrz płonących budynków to jego naturalny instynkt. W stygnącym żarze jego małżeństwa, to jest już całkiem inna historia. Przez dziesięciolecie małżeństwa, Caleb i Catherine Holt oddalili się na tyle, że gotowi są, by dalej żyć bez siebie. Ponieważ już przygotowują się do postępowania rozwodowego, ojciec Caleba prosi swojego syna, by spróbował podjąć eksperyment: Wyzwanie miłosne. Caleb ufający, że "Wyzwanie miłosne" nie ma nic wspólnego z jego "odrodzonymi w wierze" rodzicami, podejmuje próbę. Ale czy może próbować pokochać swoją żonę, podczas gdy odrzuca się możliwość miłości Boga? Czy będzie zdolny ciągle okazywać miłość osobie, która już ma dosyć jego uczucia? Czy też jest to kolejne małżeństwo, które musi "pójść z dymem"?

Przypomniał mi się jeden cytat z filmu o tym, że mężczyzna musi być bohaterem dla swojej żony. Ale czy bohater to ktoś, kto jest idealny, kogo się podziwia w każdej sytuacji i bezkrytycznie naśladuje? Czy raczej nie jest to ktoś, kto jest po prostu szlachetnego charakteru, ktoś, kto zasługuje na szacunek, bo ma odwagę podjąć ryzyko, aby ratować życie? Dlaczego uparcie próbuję znaleźć ideał, zamiast odkryć bohatera?

"Więcej wart jest cierpliwy, niż bohater,
a ten, kto opanowuje siebie samego,
więcej znaczy niż zdobywca miasta."

Przyp.16,32

Czas pomyśleć nad różnymi sprawami, o których tutaj pisałam.

***

PS: Drugi dzień siedzę w domu i choruję. Dzisiaj już nie mówię basem, ale nadal wszystko mam pozatykane i zainfekowane. Trzeba się pozbierać, bo od poniedziałku praktyki w liceum. I do tego klasa mojego brata :P

No heroes.




Ostatnio dochodzę do wniosku, że wszystko na tym świecie jest pogięte. Niby są jakieś zasady, jakieś reguły postępowania, Biblia, dekalog itd., ale i tak każdy interpretuje je po swojemu. Są ludzie bardziej konserwatywni, którzy żyją obwarowani przepisami, mają ustalony swój kodeks postępowania, wolą żyć w samotności, niż integrować się z ludźmi, którzy mają inne, wg nich błędne poglądy. Są ludzie, którzy podchodzą do tego bardziej na luzie, owszem, mają swoje zasady, ale nie próbują narzucać ich innym, pewne bardziej ogólne zasady traktują raczej jako wskazówki, z których mogą skorzystać lub nie. Są też tacy, którzy powtarzają, że chcą słuchać Boga, oddawać Mu cześć, a w codziennym życiu kierują się głównie swoimi zachciankami: zmieniają partnerów jak rękawiczki, chodzą na zakrapiane imprezy itd.
Nie ma kryształowych bohaterów, nie ma ludzi doskonale mądrych, nie ma absolutnych autorytetów, nie ma sprawiedliwego ani jednego. Jest za to masę obłudy, hipokryzji, zakłamania, fałszywej pobożności, liberalizmu, fanatyzmu i co jeszcze popadnie.
Ludzie miotają się jak marionetki, pociągane za różne sznurki, które szatan umocował za ich wystające haczyki w charakterze i kieruje nimi tam, gdzie chce.
Wszyscy powtarzają: najważniejsze to postępować w zgodzie z własnym sumieniem. Ale co jest probierzem, czy to sumienie jest czyste?
Mam straszne zamieszanie w głowie w tym tygodniu. Niby mam poukładane poglądy i zasady, ale dręczy mnie taki dziwny niepokój, że jestem z czymś nie w porządku. Wiecie, ja łatwo daję się zasugerować opiniom. Potem mi to wypominają, że nagle wyskakuję z czymś nowym, co gdzieś przeczytałam, gdzieś od kogoś usłyszałam, nie do końca przemyślałam, jak to przekazać i tylko zrobiłam zamieszanie, a nic się nie zmieniło. A ja strasznie nie lubię połowiczności w żadnym z działań. Albo się z czymś zgadzam, albo nie. Albo robię coś z pełnym zaangażowaniem, albo nie robię tego wcale. Albo jestem w kimś zakochana i zrobię dla niego wszystko, albo nie.
Brzmi prosto, ale czemu to jest takie trudne?

***

Znalazłam poniższy tekst w swoim profilu na n-k. Wysłała mi go koleżanka z muzyka, zupełnie mnie zaskoczyła. Ale tekst daje do myślenia...

.to dziwne, jak proste jest dla ludzi wyrzucić Boga, a potem dziwić się, dlaczego świat zmierza do piekła?.

.to śmieszne, jak bardzo wierzymy w to, co napisane jest w gazetach, a podajemy w wątpliwość to, co mówi Pismo Święte.

.to dziwne, jak bardzo każdy chce iść do nieba pod warunkiem, że nie będzie musiał wierzyć, myśleć, mówić ani też robić czegokolwiek, co mówi Słowo Boże.

.to dziwne, jak ktoś może powiedzieć: "Wierzę w Boga" i nadal iść za szatanem, który tak a propos również wierzy w Boga.

.to dziwne, jak łatwo osądzamy, ale nie chcemy być osądzeni.

.to dziwne, jak możesz wysyłać tysiące "dowcipów" przez e-mail, które rozprzestrzeniają się jak nieokiełznany ogień, ale kiedy wysyłasz przesłania dotyczące Pana Boga, ludzie dwa razy zastanawiają się, czy podzielić się nimi z innymi?.

.to dziwne, jak ktoś może być zapalony dla Chrystusa w sobotę, a przez resztę tygodnia jest niewidzialnym chrześcijaninem?.

.to śmieszne, że kiedy przeczytasz tę wiadomość, nie wyślesz jej do zbyt wielu osób, ponieważ nie jesteś pewny, co pomyślą o Tobie, kiedy im to wyślesz!.

piątek, 20 marca 2009

I'm just a lucky so 'n' so ;)


I'm just a lucky so and so
Duke Ellington & Louis Armstrong

As I walk down the street,
Seems everyone I meet
Gives me a friendly "Hello!";
I guess I'm just a lucky so 'n' so!


The birds in every tree
Are all so neighbourly,
They sing wherever I go;
I guess I'm just a lucky so 'n' so!


If you should ask me the amount
In my bank account,
I'd have to confess that I'm slippin',
But that don't worry me,
Confidentially
I've got a dream that's a pippin!


And when the day is through,
Each night I hurry to
A home where love waits, I know,
Guess I'm just a lucky, just a lucky so 'n' so!

***
Dzisiaj znalazłam akurat tę piosenkę na mojej playliście. Uwielbiam głos Armstronga i jego pogodne piosenki człowieka idącego ulicą. No i to urocze pianino tak perlące się dźwiękami w powietrzu. Jakoś ten tekst do mnie dzisiaj przemówił. Może faktycznie tak czy siak, jestem szczęściarzem ? ;)

Dzisiaj kolejny dzień w biegu. Odpuściłam sobie uczelnię, bo nie wyrobiłabym.
Zdenerwował mnie dzisiaj jeden kierowca autobusu, ale co tam. Interesy prawie załatwione. Natalko, jesteś kochana, że wstałaś dla mnie o 8 rano :) Jeszcze tylko próba "Gdybym była twoja", lekcja śpiewu i:

"Wsiąść do pociągu byle jakiego,
nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
ściskając w ręku kamień zielony,
patrzeć, jak wszystko zostaje w tyle..."

Trzymajcie się wszyscy. Do przeczytania po weekendzie.

czwartek, 19 marca 2009

Związek umysłów


Czytam ostatnio pamiętniki Canettiego "Die Fackel im Ohr" (Pochodnia w uchu). Lektura, ale ciekawsza, niż inne.

Elias Canetti jest pisarzem austriackim, nagrodę Nobla otrzymał w 1981 r. Jak wielu obywateli austriackich pierwszej połowy XX w. miał bogatą historię rodzinną - urodził się w Bułgarii, w rodzinie żydowskiej, która przywędrowała tam z Hiszpanii. Kształcił się również w Anglii i Szwajcarii, pisał w języku niemieckim.

"Pochodnia..." jest utworem autobiograficznym i filozoficznym. Obejmuje lata 1921-31, spędzone głównie w Berlinie i w Wiedniu. Opowiada o duchowym rozwoju Canettiego, spotkaniach, przyjaźniach, miłości. Mówi też o jego intelektualnych fascynacjach - relacjach władzy i społeczeństwa oraz o groźnych zjawiskach 20-lecia obserwowanych z bliska.

Najbardziej zainteresował mnie wątek jego "związku umysłów" z Vezą, opisany niezwykle głęboko. Potem, jak podają biografie, 1934 roku Veza Taubner i Elias Canetti, żyjący od lat w nieformalnym związku, zawierają małżeństwo z rozsądku, co mocno podkreśla Elias w liście do ukochanego, młodszego brata, Georges’a. Właśnie do niego, którego pociągają raczej młodzi chłopcy, Veza poczuje niebawem bliską uwielbienia sympatię. W niej będzie szukać oparcia w trudnym, symbiotycznym związku z Eliasem. Ten element biografii Canettiego jednak mało mnie interesuje. Ludzie są tylko ludźmi i podejmują różne decyzje, nie zawsze odpowiednie.

Znalazłam kilka ciekawych cytatów, które są w pewien sposób analogiczne do pewnych aspektów mojego życia umysłowego.

"Uczyłem się (...) bliskiego obcowania z człowiekiem myślącym, co polegało na tym, że nie tylko słyszy się każde słowo, ale próbuje je zrozumieć i daje temu dowód, odpowiadając precyzyjnie i bez zniekształceń. Szacunek dla ludzi zaczyna się od tego, że nie lekceważy się ich słów. "

"Zdumiewające w tych rozmowach było to, że nie wywieraliśmy na siebie nawzajem żadnego wpływu. Veza pozostawała przy zdobyczach, do których doszła sama. Pewne proponowane przeze mnie rzeczy robiły na niej wrażenie, ale tylko wówczas, gdy odnajdywała je w sobie, przyjmowała za własne. Boje trwały, ale nigdy nie było w nich zwycięzcy. Rozciągały się na całe miesiące, a jak się później okazało, na lata; nigdy jednak nie dochodziło do kapitulacji. Każde z nas oczekiwało zajęcia stanowiska przez partnera, nie uprzedzając go. Gdyby to, co mieliśmy do powiedzenia, zostało wypowiedziane przez złą stronę, zginęłoby w zarodku. Veza starała się właśnie tego uniknąć przez swoją dyskretną dbałość, czułą troskliwość, ale nie matczyną, gdyż byliśmy równymi partnerami. Mimo gwałtowności swoich słów nigdy nie starała się być górą. Ale nigdy by się też nie poddała i nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby dla świętego spokoju albo ze słabości przemilczała swoje zdanie. Może "walka" jest złym słowem dla określenia naszych dyskusji, gdyż wchodziła tu w grę głęboka znajomość partnera, a nie tylko ocena jego błyskotliwości i siły. Veza nie umiałaby mnie zranić w złym zamiarze. Ja z kolei za nic w świecie nie chciałbym jej urazić. A mimo to istniał jakiś przymus wewnętrznej wiarygodności (...)."

"Stopniowo zrozumiałem, że możliwość kontroli, bliskość drogi do mniej, pokusa ulegania każdej takiej zachciance wzmagały moją nieufność i stawały się dla nas niebezpieczne. Trzeba było stworzyć między nami dystans (...) najlepiej byłoby, gdyby między nami leżał cały Wiedeń, tak by każda podróż do niej i od niej dawała mi możliwość poznawania wszystkich ulic, bram, okien, lokali, nieulękłego słuchania jego wszystkich głosów, wydania się im na pastwę, wchłonięcia ich w siebie, a mimo to otwarcia się na wciąż nowe sprawy."

Ciekawe, prawda? Jeszcze nie skończyłam i intryguje mnie to, jak to się rozwinie dalej. Jak znajdę jeszcze jakieś ciekawe fragmenty, to je zamieszczę.

PS: Zaaplikowałam się wczoraj cebulą, czosnkiem, Gripexem i polopiryną. Dzisiaj wstałam lekko otumaniona, z zawrotami głowy, ale głos mam całkiem niezły :) Jutro pójdę na śpiew i zobaczę, jak będzie. Oby pozytywnie...

wtorek, 17 marca 2009

Wo wohnst du? - wyluzowywanie :P



Przypomnial mi się dzisiaj ten kabaret, sluchalam go jeszcze w liceum ;) macie, posluchajcie, poogladajcie i sie pośmiejcie :)

niedziela, 15 marca 2009

Wiosennie :)

Wiosna uderzyła dzisiaj z całą mocą słonecznej energii :)
Wyciągnęło mnie na pole (tak! u nas na południu mówi się "na pole" :P) z aparatem, żeby porobić zdjęcia przyrody, Roni i swoje :P niestety, tym razem nie było Oli, więc moje zdjęcia robił niezawodny samowyzwalacz...


A tutaj przebiśniegi z Wojkówki :)
Btw.zdążyłam się poparzyć pierwszymi pokrzywami, jak leżałam na ziemi, usiłując zrobić makro :P


Ronia i przebiśniegi


I see skies of blue and clouds of white
The bright blessed day, the dark sacred night
And I think to myself, what a wonderful world :)


W parku






Like the desert waiting for the rain,
Like a school kid waiting for the spring,

I'm just sitting here, waiting for you
To come on home and turn me on...


Wisłok

Na koniec: artystycznie.


Nie mam jakichś specjalnych przemyśleń. Ostatnio tak po prostu sobie żyję dniem i jest dobrze. Jak jest słońce, to się pozytywnie ożywiam. Jak pada, to popadam w odrętwienie. Czekam, aż będzie prawdziwa wiosna.

Jutro powrót do miasta... A tak dobrze było w domu, bez myślenia o szkołach, lekturach, sprawdzianach...
Za tydzień jedziemy z bratem na zjazd do Pszczyny... A tak jakoś... Jednodniowy, ale co tam...
No, się zaczyna nowy tydzień. Trzymajcie się.

piątek, 13 marca 2009

13-go. Pogodniej :)

Pray 4 love
Afromental

I was young, she was young,
We were together like the birds in the sky,
Watching stars, catching time,
All in hands haven’t thaught for all the life,
There’s a pain caused by run away,
I never did confess it to world,
And now I would like to have it all around ,
Love back around me,

(x2)
I pray for love,
Every day and every night,
I pray for love,
And I need you by myside

Passing years, running days,
And all I have is memories flowning,
I try to love, try to forget,
I try to hide, nothing works for my loneliness,
Now i wanna pain caused by run away,
And now i want to confess it to world,
Now i would like to have it all around,
Love back around me

I pray for love,
Every day and every night,
I pray for love,
And I need you by myside

***
No, doczekalam się w końcu tekstu piosenki, którą mantrowalam się od wtorku, zanim wczoraj brat nie ściągnąl calego soundtracku.
Dzisiaj piątek trzynastego, ale od rana przywitaly mnie dobre wiadomości: nie pisaliśmy kolokwium ze slówek z poprzedniego semestru i już go nie napiszemy, a także: mamy do końca roku wyklad z literatury z tym samym profesorem i egzamin pewnie też :) nie ma schizofrenika :P No i zrobilo się wiosenie :) slońce, dużo slońca :)


Nie wierzę w piątek trzynastego. Dzisiaj bylo calkiem fajnie :)

Aha, i muszę wyrazić uznanie dla brata: perfekcyjnie posprzątal mieszkanie :) mi sie nigdy nie chce tak dokladnie, bo zazwyczaj nie mam czasu.

No to mamy weekend :) serdeczne życzenia dobrego odpoczynku dla wszystkich.

wtorek, 10 marca 2009

Za siedmioma durami, za siedmioma mollami... - czyli wiosna przyszła ;P


Po wielu latach nauki w szkole muzycznej dochodzę do wniosku, że najbardziej twórczymi muzykami są rytmiczki. Zawsze zazdrościłam im tego, że komponują własne utwory, improwizacje, wariacje różnych utworów i przede wszystkim genialnego ilustrowania muzyki ruchem. Ja mam problemy z koordynacją ruchową i wszystkie te zabawy ruchowe mnie odstraszają.
Byłam dzisiaj na popisie rytmiczek. Śpiewaliśmy z zespołem wokalnym wokalizę na 4 głosy. A potem zostałam na reszcie programu, bo sympatycznie się rozkręcił.

Najciekawsze:

* "Za siedmioma durami, za siedmioma mollami" - bajka dla muzykologów, ilustrowana na 2 fortepianach ( tekst poniżej)

* "Tancerze" - piosenka w rytmie ognistego tanga ze skrzypcami, akordeonem, perkusją i fortepianem, naturalnie :)

* Wariacje na temat "Arii na strunie G" J.S. Bacha - figuracje, tryb mollowy, w rytmie poloneza, walca, ragtime i na koniec mambo z udziałem wszystkich rytmiczek grających na instrumentach perkusyjnych ;)

A teraz obiecana bajka:

Za siedmioma durami, za siedmioma mollami - Baśń dla muzykologów


Za siedmioma durami, za siedmioma mollami, dawno, dawno temu, w prastarym grodzie Hesesie mieszkał król Tryton III ze swą żoną Septymą Wielką. Mieli oni córkę jedynaczkę - śliczną królewnę Dominantę. Była to miła i mądra panienka, nic więc dziwnego, że król Tryton i królowa Septyma bardzo ją kochali i nigdy nie dochodziło między nimi do rodzinnych dysonansów. Dominanta szybko dorastała i pewnego dnia królowa oznajmiła: "Córko, czas już, abyś wyszła za mąż". Nadszedł czas poszukiwania odpowiedniego kandydata. W całym królestwie i w sąsiednich tonacjach ogłoszono, co następuje: "Jego Dyminucja, król Tryton III oznajmia, iż pierwszemu kawalerowi znamienitego rodu, który przybędzie i pozyska względy królewny Dominanty, odda swoją córkę za żonę, a ponadto sto tysięcy bemoli w złocie i pół królestwa w posagu". Zaczęli tedy przybywać kandydaci. Z Francji przyjechał niejaki książę de Moll, zjawił się również pewien akord neapolitański z Włoch, a także hrabia Geses-dur z Niemiec oraz major z królewskiej armii, weteran, zasłużony w pierwszym przewrocie majowym. Niestety, żaden z kawalerów nie uzyskał uznania Dominanty. Książę de Moll cierpiał na dur brzuszny i zawsze przed obiadem musiał zażywać Amoll. Hrabia Geses-dur, choć miał dużo bemoli, był już stary i chorował na przewlekły paralelizm. Major natomiast ciągle był w minorowym nastroju i często spuszczał nos na kwintę. Najgorzej jednak było z akordem neapolitańskim. Był to osobnik podatny na niedobre wpływy i okazało się, że rok temu związał się z jakąś podejrzaną sekstą. Od tego czasu cierpiał na lekkie zboczenie modulacyjne i zaczął przejawiać skłonności homofoniczne. Widząc, że żaden kandydat nie odpowiada Dominancie, królowa Septyma bardzo się zalterowała i popadła w stan głębokiej progresji. W końcu jednak znalazł się pewien młody i przystojny Kasownik, syn skarbnika królewskiego, który zyskawszy sympatię i miłość Dominanty, wkrótce pojął ją za żonę, a przy okazji skasował sto tysięcy bemoli w złocie.

Jako że młodzi często przebywali ze sobą w stosunku kwinty, wkrótce ogłoszono radosną nowinę, iż królewna Dominanta spodziewa się nowego składnika. Wszyscy gorączkowo zaczęli przygotowywać się na to ważne wydarzenie. Dla Dominanty i jej mającego przyjść na świat maleństwa znoszono rozmaite podarunki. Najpopularniejszym prezentem były pampersy i pieluszki tetrachordowe. Nadszedł wreszcie dla Dominanty czas rozwiązania. W obawie, aby nie okazało się zwodnicze, sprowadzono najlepszych lekarzy z całego królestwa. Na szczęście rozwiązanie przebiegło ściśle według przewidywań medyków i na świat przyszła malutka dziewczynka, której nadano imię Subdominanta. Na uroczyste chrzciny zjechały się wszystkie zaprzyjaźnione interwały, akordy tonalne i poboczne, przybyły również cztery dźwięki obce z sąsiednich tonacji, a nawet dwie egzotyczne skale miksolidyjskie, które z królem Trytonem łączyło dalekie pokrewieństwo tercjowe.

Po ceremonii odbyła się uczta. Dominanta przybyła z podwójnym opóźnieniem, gdyż, schodząc schodami ze swej komnaty, odziana w długą, purpurową tonikę, nie zauważyła, że szósty stopień był obniżony i nieszczęśliwie upadła, niszcząc sobie na głowie trwałą modulację. Po chwili jednak wszyscy goście zasiedli w układzie skupionym do okrągłego jak koło kwintowe stołu. Stół uginał się pod ciężarem rozmaitych potraw. Czegóż tam nie było! Alikwoty w zalewie oktawowej, rożki angielskie, kuplety schabowe alterowane, na deser zaś przepyszna akolada mleczna z orzechami. Goście jedli ze smakiem, aż im się uszy trzęsły. Tylko Dominanta nic nie tknęła, ponieważ dbała o pięciolinię. Bardzo pragnęła odzyskać swą dawną, szczupłą figurację.

Uczta już dobiegała końca, gdy nagle za oknami zrobiło się ciemno, a z dziedzińca zamkowego dobiegł do uszu zebranych przeraźliwy chichot. Zajęczały zgryźliwie dysonanse, zabrzmiały ukośnie półtony, wreszcie zadudnił charakterystyczny skok oktawy i przerażeni goście ujrzeli przed sobą chudą, czarną postać. To stara wiedźma Kadencja, dawna wróżka królewska, która nie została zaproszona na ucztę. Kadencja, zawieszona niegdyś w swej funkcji za nadużywanie alikwotu, przybyła teraz, aby się zemścić. Była już stara, ale wciąż jeszcze mocna metrycznie i harmonicznie. "Więc to tak, wstrętne skordatury!" - zawołała chrypliwie. - "Nie zaprosiliście starej Kadencji na chrzciny małej Subdominanty! Niech więc ona zapłaci za waszą niewdzięczność! Rzucę na nią klątwę. Kiedy królewna skończy 18 lat, zamienię ją enharmonicznie w subdominantę drugiego stopnia i wtrącę do nieznanej tonacji docelowej!". Goście zamarli z przerażenia, a królową chwycił atak chromatycznego kaszlu. Pewnie całe zajście skończyłoby się tragicznie, gdyby nie dzielny Kasownik, który jako jedyny nie wystraszył się wiedźmy. Błyskawicznie wykonał skok o dwie oktawy w stronę Kadencji i szybkim ruchem o sekundę odebrał jej wszystkie tercje. Zaskoczona wiedźma, nie mogąc bez tercji określić swojego trybu, straciła w ten sposób całą swoją moc. Obezwładnioną wiedźmę służba zamknęła w lochu na dwa klucze wiolinowe i jeden basowy. Gromkie "Vivace" ozwało się na cześć dzielnego Kasownika, zaś król Tryton odznaczył swego zięcia złotym krzyżykiem za odwagę. Od tej pory już nic nie zakłócało życia królewskiej rodziny i wszyscy żyli długo i szczęśliwie w wielkim konsonansie.

***

PS: Wiosna przyszła i kompletnie mnie dzisiaj rozkojarzyła :P nie lubię takich stanów :P ale trzeba przetrwać :P
PS2: Zasłuchuję się cały dzień w piosence "Pray for love" Afromental z "Kochaj i tańcz". Filip też się tym zaraził. Jednak przeżyłam ten film bardziej, niż się spodziewałam...
Trzymajcie się.

"Kochaj i tańcz"





Poszliśmy wczoraj wieczorem we czwórkę na tegoroczny polski przebój kinowy "Kochaj i tańcz". Ponieważ nie wszyscy mogą być zorientowani o treści filmu, zamieszczam krótkie streszczenie ze strony filmweb:


Kochaj i tańcz” to opowieść potwierdzająca prawdę o tym, że aby odnaleźć prawdziwe szczęście, trzeba zawsze podążać za głosem serca, a taniec potrafi być najpiękniejszym wyrazem miłości. Główna bohaterka tej historii to Hania, poukładana życiowo, początkująca dziennikarka, która odkrywa nagle, że z tańcem łączy ją znacznie więcej, niż mogłoby się jej początkowo wydawać. Na swojej drodze spotyka fanatyka street dance, Wojtka, marzącego o karierze na Broadway’u. To właśnie dzięki niemu dziewczyna zaczyna rozumieć, że dążąc do stabilizacji może przeoczyć coś bardzo ważnego.
W porywającym tańcu wychodzą na jaw wszystkie tajemnice, długo skrywane tęsknoty, może nawet narodzić się miłość…


Słyszałam entuzjastyczne opinie o tym filmie, oglądałam wcześniej trailery, ale idąc na ten film, postanowiłam za bardzo nie przeżywać wątku miłosnego, jak setki par, znajdujących się w kinie, tylko skupić się na elementach technicznych: na muzyce, zdjęciach itd. I nie rozczarowałam się. Pod tym względem film był perfekcyjny. Muzyka była dobrana idealnie do każdej sceny. Zdjęcia, zarówno te nagrywane podczas tańca, a więc szybko przenikające się, jak i te nastrojowe, były dopracowane w każdym szczególe. Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie scena na dworcu z tańczącym clownem, a także końcowa scena z pocałunkiem, kiedy promienie słońca przebijały się między ustami bohaterów.

Film, chociaż to zaledwie 4 dni po premierze, już wywołał sprzeczne opinie: jedni twierdzą, że jest genialny, inni, że totalne dno, jeszcze inni, że dobry, owszem, ale przereklamowany. Ja osobiście przychylam się do tej ostatniej opinii, chociaż analizując film bardziej szczegółowo, mogę stwierdzić, że ma elementy prawdziwego arcydzieła. Myślę, iż udowodnił on, że nasza rodzima produkcja także może być na wysokim poziomie i wcale nie musi powielać hollywoodzkich konwencji.

Na zakończenie umieszczam piosenkę z filmu, która szczególnie mnie urzekła:



Zachęcam do obejrzenia, nawet jeśli nie lubisz komedii romantycznych.
Pozdrawiam serdecznie :)

poniedziałek, 9 marca 2009

"Mów do mnie, Panie..." - po zjeździe w Lublinie


Fot. Piotr Kot


Co tu dużo mówić, w Lublinie było świetnie :) niesamowita atmosfera, fantastyczni ludzie i kapitalne jedzonko :)

The best of Lublin:
Piątek:
*śpiewanie z Konradem pieśni "Dźwięku Adwentu",
*Roma i Misza z Ukrainy,
*komuna i malinki ;P

Sobota:
*nabożeństwo, czyli poruszające doświadczenia i budujące kazanie o modlitwie :)
*moja "zapłakana" pieśń :P
*scenka z telefonami :)))
* Oli pieśń "Na kolanach mych"
* akcja z trolejbusem i misyjną książką roku :)
* pojedynek Tomka Karaudy- wodzireja i Tomka Szambelana- DJa zza baru :P
* warsztaty (na których nie byłam, bo trzeba było nabrać sił na wieczór ;) w tym czasie - wspominanie campu 2008 ;)
* zakończenie sabatu - najpiękniejsza dla mnie część zjazdu :)
* Sola Gratia - Przyjaciela mam i kazanie Tomka ;)
* "Lubow twoja Boże" - czyli chłopcy z Ukrainy :)
* Film "Most" i pieśń "Most" Kanaanu - niesamowite połączenie...
* "Pan Jezus do serca Twojego chce wejść + Wszystko Tobie dziś oddaję" - Konrad na gitarze - ja się rozpływam :)
* Chofesz "Mój Bóg" - nieważne, że były fałsze, ale pasowało do tematu ;)

Sobota - wieczór na wesoło:
* Botanik i jego tajemnicza roślina kupoduwadełka, której nikt nie może zobaczyć :P - brawa dla Sylwka i Maykiego :)
* Feelip - czyli czy Kupicha ma na imię Robert, czy Piotr? :P
* Britney z mocnym wspomaganiem publiczności ;)
* "Powiedz" z Ich troje - Tomek Szambelan jako niezrównany Wiśniewski :))) Amelka i Błażej śpiewali w swojej linii melodycznej ;P
* Tomek Karauda w repertuarze Krzysztofa Krawczyka :)
* Sylw&Mayki - Blues Brothers - Hi di hi di hi di ho ;)))
* "Pojedźmy na Hel" - Sylwek i jego chórek :)
* "Marchewkowe pole" - kompletnie nie wyszło :P
* "W kinie w Lublinie" - góralski taniec Esterki :)
* gry towarzysko-ruchowo-integracyjne pominęłam :P zamiast tego wybrałam towarzystwo ze Zduńskiej Woli, czyli granie i śpiewanie :)
* Lena i Vitek, czyli wodzireje wieczoru :)
* Golibroda - i znowu Tomek Sz. i Błażej zrobili show ;)
* tradycyjne lubelskie zabawy, czyli czekoladowy palec, babcia, dom wariatów, syrenka itp. :P
Tym razem wytrwałam do końca wieczoru :)

Niedziela - Dzień Kobiet:
* nabożeństwo poranne - apel Marka
* część ruchowa - sala gimnastyczna, łyżwy - ja wybrałam film :P bo nie było basenu do wyboru:P

* "Slumdog. Milioner z ulicy" - obiecałam Błażejowi, że umieszczę recenzję, bo inaczej on nie obejrzy ;)

Jamal, mieszkaniec slumsów Bombaju, w wieku 18 lat bierze udział w hinduskiej wersji "Milionerów". Od finałowej wygranej dzieli go ostatnie pytanie, jednak zanim zdąży na nie odpowiedzieć, aresztuje go policja. Funkcjonariusze chcą się dowiedzieć jak chłopak może wiedzieć tak dużo. Jamal opowiada prawdziwą historię dzieciństwa, przemocy i miłości swojego życia. To ulica była jego szkołą. Szkołą przetrwania...

Film zdobył 8 Oscarów, Złoty Glob i 3 nagrody Akademii za piosenki. Dla mnie zrobiony świetnie, za elementy retrospektywne, muzykę, zdjęcia i dokumentalizm. W najbliższym czasie na pewno obejrzę drugi raz, z Olą, żeby przypomnieć sobie różne szczegóły.
Miałam trochę mieszane uczucia z końcówką filmu, gdzie po scenie z pocałunkiem pojawił się taniec bollywooodzki na dworcu, ale stwierdziłam, że było to potrzebne, żeby oddać to, że jest do jednak bollywood, a nie hollywood.
Gorąco polecam.

* dzień czekoladek ;)
* discopolowe akcenty: "Choć klata (prawda;) boli mnie, ja wierzę, że, nie rozstaniemy się, nie żegnając się :P" , "Nowyj God" i indyjskie disco polo :P

* HIT DNIA:
bilety dla mnie i Oli na "Kochaj i tańcz" od Janusza i Filipa - prezent na Dzień Kobiet :)

No, tak to w skrócie wyglądało ;) jeszcze nie mogę się otrząsnąć i wrócić do rzeczywistości...
Pozdrawiam wszystkich wspaniałych ludzi, których spotkałam :)

piątek, 6 marca 2009

Today is this day... :)

Nie ma dla mnie dobra poza Tobą
TGD

Jesteś Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą!

Co tu jest grane? Raz na zawsze to ustalmy.
Tutaj są grane i wyśpiewywane psalmy.
Są Dawidowe, Asafowe i synów Koracha.
My też będziemy wielbić- nie będziemy się wahać.
To wszystko jest w Chrystusie, przez Niego i ku Niemu.
W duchu i w prawdzie oddajmy chwałę Najwyższemu.
I każdy z nas ze swej nadziei się wytłumaczy
Basiu! Powiedz, co to dla Ciebie znaczy!

Jesteś moją obietnicą
Kielichem i codziennym chlebem
Zaskakujesz mnie dobrocią
Najlepsze dary mam od Ciebie
Jesteś stróżem mego losu
Pouczasz nocą moje serce
Służysz Swoją mądrą radą
I nie zachwieję się, bo jesteś

Moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą (nie ma, poza Tobą wszystko to ściema)
Moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą (poza Tobą nie ma)

Jesteś moją obietnicą
Kielichem i codziennym chlebem
Zaskakujesz mnie dobrocią
Najlepsze dary mam od Ciebie
Jesteś stróżem mego losu
Pouczasz nocą moje serce
Służysz Swoją mądrą radą
I nie zachwieję się, bo jesteś

Moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą (nie ma, wszystko wokół to ściema)
Moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą (wiem to na pewno)
Jesteś Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą (wiem, że nigdzie nie ma Panie dobra poza Tobą)
Moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą (Ty jesteś moim Panem, moim Panem)
Jesteś Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą (bo tylko Ty jesteś dobry)
Moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą (tylko Ty jesteś dobry)
Jesteś Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą (jesteś wierny i nigdy się nie spóźniasz)
Moim Panem i nie ma dla mnie dobra poza Tobą, poza Tobą!

Marnością są ziemskie luksusy i wygody, gdy nie ma Ciebie jestem jak ryba bez wody.
I to jest fakt- nie do ukrycia, bo poza Tobą Panie nie ma dla mnie życia.
Ty dajesz mi życie obficie i na wieki!
Twoje słowo cenniejsze niż miliardowe czeki!
Ja ufam Tobie, nie ufam innym bogom.
Inni bogowie wybawić nie mogą!
Wołam do Pana, On odpowie mi na pewno!
BO MÓJ BÓG, TO NIE POZŁACANE DREWNO!!!
Bóg jest dobry, łaskawy, wszechmocny, miłosierny!
ZAWSZE słowu Swemu wierny!!
I naszym szczęściem jest być blisko Boga!
Pan Jezus dla nas, to jest JEDYNA droga!
Wszechmocny Boże dziękuję Tobie za to, że Ty jesteś naszym tatą!!!

Nie ma dla mnie dobra poza Tobą..
Wiem, że nie ma dla mnie dobra poza Tobą..
Nie ma dla mnie dobrz poza Tobą..
Wiem, że nie ma dla mnie dobra poza Tobą..

Nie ma dla mnie dobra poza Tobą..
Nie ma, nie ma dla mnie dobra poza Tobą..
Nie ma dla mnie dobra poza Tobą..
Nie ma, nie ma dla mnie dobra poza Tobą..
Nie ma dla mnie dobra poza Tobą.. (bo tylko Ty jesteś Panem!!)
Nie ma, nie ma dla mnie dobra poza Tobą.. (bo tylko Ty jesteś dobry!!)
Nie ma dla mnie dobra poza Tobą.. (bo tylko Ty się nie zmieniasz nigdy!!)
Wiem, że nie ma dla mnie dobra poza Tobą..
Nie ma dla mnie dobra poza Tobą.. (Ty jesteś dobry!!)
Wiem, że nie ma dla mnie dobra poza Tobą.. (Ty się nie zmieniasz!!)
Nie ma dla mnie dobra poza Tobą.. (nigdy, nigdy, nigdy się nie zmieniasz!!)
Wiem, że nie ma dla mnie dobra poza Tobą..!!

***
Ostatnio się trochę odleczam od neta, więc nie piszę za wiele. Poza tym mam straszne zaległości na zajęciach na uczelni. Mam jakąś niechęć po sesji do czytania i robienia czegokolwiek związanego z nauką. Trzeba się przemóc, chociaż to niełatwe. Trochę już pchnęłam.
Wczoraj było babskie popołudnie :) Natalka wyczarowała na mojej głowie moją tradycyjną fryzurę i obyło się bez fryzjera :)
Botków nie znalazłam. Jak zwykle źle szukam, bo szukam jakiegoś wymyślonego ideału, którego nie ma, zamiast wybrać najlepiej przystosowany optymalny zestaw cech. I to nie dotyczy tylko butów, ludzi też... Ale nie wystarczy tylko być przekonanym, że się znalazło odpowiedniego człowieka, trzeba się zakochać...

Ostatnio relaksuję się podkładami ze strony http://www.musictoprayby.com/ . Wolne improwizacje fortepianowe, przyjemne do słuchania i robienia czegoś w tle. Według zamysłu autora te podkłady mają służyć do modlitwy. Czemu nie.

Strasznie się dzisiaj zawieszam od rana. Nie wyspałam się porządnie, a na weekendzie nie będzie raczej ku temu okazji, bo jedziemy do Lublina :P wczoraj przed zaśnięciem miałam taki ciekawy efekt w mózgu, bo nie mogłam skupić myśli na dłużej, niż sekundę. Zaraz pojawiały się kolejne, a to słowa, a to obrazy, a to dźwięki piosenek. Gdyby dało się to zarejestrować, to musiałoby to ciekawie wyglądać :)

Dobra, to kończę. Czeka mnie dzisiaj jeszcze koło ze słówek z poprzedniego semestru, którego z pewnością nie zaliczę i prowadzenie zajęć. A potem wyjazd do Lublina. Więc trzeba zebrać duuużo siły i mieć oczy szeroko otwarte ;) nie tak, jak podczas szukania butów :P

Pozdrawiam wszystkich was.

poniedziałek, 2 marca 2009

Zacznij od Bacha i Judy Machabeusza, czyli Ola bajki opowiada ;)

Na naszym zespołowym forum zakwitła ostatnio mała dyskusja, co zaśpiewamy na wieczornym koncercie w Lublinie. Kiedy Mayki w końcu autorytatywnie ustalił 3 utwory, wyskoczyły z propozycjami Estera i Żanetka, żeby zaśpiewać "Freedom" i "Baru haszem" (pamiętacie to jeszcze? to była pieśń z początkow naszego zespołu, kiedy jeszcze śpiewaliśmy a capella ;) później już nigdy nie była wykonywana ;)

Ola zaproponowała natomiast coś zupełnie innego... A ponieważ to nasz zespołowy bajkopisarz, wiec musiało być niecodziennie ;) nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności, żeby tego nie wstawić ;) wybacz, że naruszyłam Twoją prośbę o dyskrecję ;P

"Żanetko, czy na pewno tak się to pisze? Trzeba to ustalić, żeby konferansjerzy nie musieli kreślić po swoich programach...

A tak a propos, proponuję, żeby Esterka śpiewała solówkę w tym utworze, bo ona na żydowska urode i będzie idealnie pasować do klimatu. I wiem, że ona czekała na utwór, który będzie zbieżny z kulturą jej przodków, kiedyś mi o tym mówiła. Znalazła na stronie www.bliscy.pl , że jej prapradziadkiem był jakiś Juda Machabeusz i czuje się bardzo związana z kulturą żydowską.
I tu zwracam się z prośbą do Esterki, czy mogłaby zorientować się, jak się pisze tytuł tego utworu. Wiem, że to może być drażliwy temat, to to pieśń Żydów mesjanistycznych, a rodzina Esterki to Żydzi ortodoksyjni. I może powstać niemiła sytuacja, jeżeli będą znali dalszą treść pieśni "Baru haszem".

I chciałam dodać, że z myślą o Esterce tworzę wielkie dzieło - mszę żydowską na Święto Szałasów. Trochę wzoruje się na Bachu, trochę kopiuję, czasami całe takty, na zasadzie "Ctrl+C i Ctrl+V", ale ponieważ on nie żyje, nie sądzę, że ktoś będzie dochodził praw autorskich. Ale proszę was o dyskrecję. Nie chcę żeby ktokolwiek wiedział, że to robię. I jednocześnie mam prośbę - jeżeli ktoś z was dysponuje nutami mszy jakiegoś dobrego (powtórzę - dobrego!) kompozytora, to bardzo proszę o nadesłanie mi ich. Wiem, że większość z was jest po szkołach muzycznych, w takich miejscach nietrudno "załatwić" takie nuty.

Kiedy wszystko będzie gotowe, poproszę Kikę o nagranie głosów, ewentualnie dołączę również nuty. Instrumentaliści niech się nie martwią, wasze partie też nagramy. Co prawda na keyboardzie, może to lipny sprzęt, zwłaszcza jeśli chodzi o partie lutni (tu widzę Marcina) czy trąb (tu oczywiście Ernest będzie miał pole do popisu), ale sądzę, że basso continuo będzie w miarę czytelne (zresztą Dawid sobie z tym poradzi :) ). Trochę niefajnie ma się sprawa z kwartetem smyczkowym (Jonasz, czeka Cię duże wyzwanie), ale postawimy Ci gitarę na stojaku i będziesz grał 2 smyczkami z obu stron i w ten sposób zastąpisz połowę kwartetu. Jeżeli znacie kogoś, kto fajnie gra na wiolonczeli, to dajcie znać. Jeżeli nie, to trudno, mamy na keyboardzie funkcję wiolonczeli i polecimy z playbacku. Przynajmniej będzie równo.

Wokale, was tez czeka dużo pracy, nie ukrywam, ale gra jest warta świeczki, bo całość zapowiada się rewelacyjnie. Po prostu dużo pracy indywidualnej i tu - nie ukrywam - najwięcej czeka Esterkę. Śpiewasz solo Kyrie i Credo. Kyrie jest już w całości, na Credo mam tylko ogólny zarys.

Wiem, że z propozycjami powinnam najpierw zwrócić się do Szanownego Zarządu, z góry przepraszamz że tego nie robię, ale nie mogw pozwolićz żebyście odrzucili takie arcydzieło ( a znajśc podejście Maykiego - pewnie mu się nie spodoba, tym bardziej, że nie znalazłam dla niego żadnej funkcji w instrumentalu i będzie musiał stworzyć jednoosobową sekcję basów - ewentualnie może grac na keyboardzie partie wiolonczeli).
Tutaj odwołuję się do zespołu - jeżeli spodobała wam się koncepcja, napiszcie tylko "Tak jestem za", a jeżeli nie to "Nie, jestem przeciw". Wierzę, że jeżeli większość będzie na tak, Zarząd nie będzie miał nic do dodania i zrobimy to współczesne arcydzieło.

Na koniec odwołuję się do waszego poczucia solidarności z Judą Machabeuszem, prapradziadkiem Esterki. Ku jego pamięci! "

***

PS: Byłam ostatniej nocy na inwentaryzacji w hipermarkecie Leclerc :P wrażenia niezapomniane :P wnukom będę opowiadać to wydarzenie :P jak odespałam marne 4 godziny, nie czułam własnego ciała :P
Wiosna się jakoś zrobiła... Trzeba kupić botki, bo w kozakach już za ciepło ;)