czwartek, 30 kwietnia 2009

Kaja gra Czajkowskiego.




Pogoda ducha
Hanna Banaszak

Rano wstajesz zły
Wszystko z ciebie kpi
Nie chce ci się nic
Zwłaszcza żyć
Wiec biedny jesteś
Bo nie wiesz nawet
Ze masz prawdziwy skarb
Skarb w postaci mnie!

Kto rozjaśnia ci wszystkie szare dni
Kto nadzieje ma aż do dna
No kto rozśmiesza gdy nie do śmiechu ci
Wszystko to na siebie biorę ja!

Bo mnie na uśmiech zawsze stać
Nie lubię życia brać
Zbyt serio, serio zbyt
Bo ja na przekór wszystkim tym
Co zasmucają świat, uśmiecham się przez łzy!

Nie rozmieniaj mnie
Na humory złe
Gdy dopadnie spin
Nie top w szkle, o nie
Dobry dla mnie bądź
Kochaj, szanuj, chroń
Ja przy życiu cię
Trzymam bądź co bądź!

Niebo pełne chmur
Malkontentów chór
Przekonuje że gorzej jest niż źle
Nim uwierzysz w to
Nim się wtopisz w tło
Szybko na ratunek wzywaj mnie
A ja - pogoda ducha twa
Natychmiast zjawiam się
Gdy czuje że ci źle
A ja - jak wierny anioł stróż
Pocieszam cię co dnia
Beze mnie ani rusz

Bo mnie na uśmiech zawsze stać
Nie lubię życia brać Zbyt serio, serio zbyt
Bo ja - pogoda ducha twa
Gdy potrzebujesz mnie
Po prostu zjawiam się!

To mnie wymyślił dobry Bóg
Byś przez to życie złe
Z nadzieją przebrnąć mógł
To ja na przekór wszystkim tym
Co zasmucają świat, uśmiecham się przez łzy!

***
Dzisiaj musiałam wstawić tę piosenkę. Nie wyspałam się wprawdzie, ale wszystko układało się zadziwiająco dobrze :) dzisiaj miałam humor na zakupy, wszystko mi się podobało i kupiłam sobie wiosenną kurteczkę w New Yorker za jedyne... 49 zł :D właściwie to przy kasie się okazało, że tyle kosztuje, na metce widniało 99,95 zł i tyle byłam gotowa zapłacić, bo przymierzyłam już z 6 płaszczyków i nie mogłam się zdecydować. Jest to dla mnie tym bardziej niezwykłe, bo modliłam się przed wyjściem z domu, żebym mogła znaleźć ładną i niedrogą kurtkę. Jeśli Bóg interesuje się takimi drobiazgami, to co dopiero innymi sprawami, które Mu powierzymy :D

*
Wieczór upłynął koncertowo w filharmonii. Dwa dni temu kupiłam wejściówkę na koncert dyplomantów i dzisiaj czekałam na to cały dzień. Nie ubrałam się jakoś specjalnie wystrzałowo. Grzeczna bluzeczka w kwiatuszki, bordowe bolerko, moje ciemne dżinsy i białe buciki. No i oczywiście nowa szara kurteczka i błękitny szal. Patrzyłam na tych ludzi w eleganckich bluzkach i garniturach... Gdyby oni widzieli, jak przychodzili ubrani ludzie do opery w Berlinie...
Zajęłam miejsce obok pary: starszy pan z panią, zapewne Francuzką, bo co jakiś czas prowadzili konwersację po francusku. Usłyszałam od nich wiele interesujących komentarzy o wykonawcach i było widać, że naprawdę się na tym znają i to przeżywają.
Przedstawię pokrótce wrażenia z koncertu, przynajmniej te, które udało mi się zanotować w nieodłącznym dzienniku pokładowym ;)

1) Mateusz Leszczak - skrzypce
F. Mendelssohn-Bartholdy Koncert skrzypcowy e-moll cz.I

W ogóle najpierw to zachwyciłam się tym, że zobaczyłam i usłyszałam orkiestrę symfoniczną na żywo :) a potem, że Mendelssohn wyszedł z nagrania i zabrzmiał na scenie :) a resztą jakoś nie bardzo się zachwycałam, bo chłopak się trochę mylił i fragmentami grał nieczysto. Ale poradził sobie i tak zakończył swój występ.

2) Grzegorz Wołczański - klarnet
W.A. Mozart Koncert klarnetowy A-dur cz.I

Tym razem zaczęłam zapisywać skład orkiestry (ach, to skrzywienie z historii muzyki :P) i na tym się skończyło moje zainteresowanie utworem. Jakoś Mozart do mnie nie przemawia.

3) Barbara Bajor - fortepian
F. Mendelssohn-Bartholdy Koncert fortepianowy g-moll cz.I

Właściwie to przyszłam na ten koncert dla niej. Pamiętałam ją jako roztrzepaną, szaloną dziewczynę, która wyznała mi, że nie potrafi improwizować, jak niektórzy, tylko grać to, co ma zapisane w nutach. Pamiętałam, że jeździła na międzynarodowe konkursy, że była niezwykle utalentowana, perfekcyjna w grze i doskonale muzykalna. Na scenie zobaczyłam... smukłą gwiazdę w długiej, oszałamiającej sukni, pięknej, wysoko upiętej fryzurze, która zagrała jak prawdziwa artystka i tylko utwór nie pozwolił jej roznieść fortepianu. Ale pozostały jej maniery podczas gry ;) kiwanie głową, balet nad klawiaturą i przeżywanie każdego dźwięku. Rosyjska szkoła gry... Pozostawiła po sobie podziw, uznanie i wrażenie niezwykłej elegancji. Prawdziwa perła.

4) Wioletta Fluda - fortepian
E. Grieg Koncert fortepianowy a-moll cz. I

Wiola wyszła w grzecznej sukience i białej bluzeczce. Po gwiazdorskim występie Basi wypadła jak wzorowa uczennica szkoły muzycznej: klasycznie, doskonale technicznie, muzykalnie i bez żadnych zastrzeżeń. A do tego w porywającym utworze, ukazującym jej możliwości. Ale jakoś ten fortepian ginął przy tej orkiestrze... I chyba mam tutaj przykład, czym si różni artysta od rzemieślnika...

PRZERWA
Spotkanie w kawiarence z panią Tajchman, nauczycielką historii muzyki z naszej szkoły, przy kremówce, herbatce (pani) i Tymbarku (ja;). Musiałam znaleźć kogoś kompetentnego, żeby podzielić się wrażeniami z pierwszej części. I zyskałam towarzysza na drugą część :)

5) Elwira Utracka-Mazur - fortepian
Fr. Chopin Scherzo h-moll

"Duża kobieta", jak ją określiła pani Tajchman :P
Wiecie, co sądzę o Chopinie. I że nie mogę gościa słuchać. Ale tym razem dotarła do mnie prawda. Chopin nie tworzył muzyki z treścią. On tworzył muzykę silnie emocjonalną. Trudno doszukiwać się u niego tematów i historii, wszystko to jest "piorunowanie na fortepianie". Takie muzyczne wyładowanie uczuć i emocji. I w tym jest genialny.
Zastanawiałyśmy się z panią, dlaczego nikt z licealistów nie bierze się za koncerty Chopina. Pisał je w wieku 18 lat, więc nie powinni narzekać, że nie dojrzeli jeszcze do tego. Ale jakoś nie słyszałam nikogo z moich znajomych, żeby to grał. A szkoda.

6) Miłosz Dymon - fortepian
S. Rachmaninow Koncert fortepianowy c-moll cz.I

Początek od razu mnie porwał - narastanie dynamiki. Poczuło się klimat utworu i charakter wykonawcy. Niestety, dyrygent popełnił poważny błąd - zagłuszył solistę orkiestrą i fortepian z trudem się przebijał. A poziom był naprawdę wysoki i Miłosz zdobył zasłużone długie owacje. Doceniono go. Tak powinno być.

7) Kamil Gumiela - saksofon altowy
A. Głazunow Koncert Es-dur na saksofon i orkiestrę smyczkową

Kamil jako jedyny grał z nut. Ale to nie przeszkodziło mu zagrać fenomenalnie. Sam dyrygent bił mu brawo :)
Pierwszy raz słyszałam saksofon w klasyce. I tak jakoś brzmiał mi dziwnie: jak przemieszanie barw klarnetu, oboju i basów puzonu :P jednak wolę saksofon w rozrywce.

8) Mateusz Chmiel - klarnet
C.M. Weber Koncert klarnetowy f-moll cz.III

Nie pamiętam kompletnie utworu, tylko zapamiętałam, że tańczył z tym klarnetem ;) aż mi się przypomniał Mayki, który chodzi w trakcie gry :P

Najlepsze przychodzi na końcu :D

9) KAJA NOWAK - skrzypce
P. Czajkowski Koncert skrzypcowy D-dur cz. I

Tę dziewczynę musiałam napisać wielkimi literami. Bo była naprawdę WIELKA. A nie zapowiadała się. Weszła skromna dziewczyna z grzywką, w białej, prostej sukni w stylu greckim, z białymi ramionami. Stała i mięła na początku sukienkę w rękach, aż uniosła ją na 5 cm. A potem zaczęła grać. I przyszło objawienie. Utwór był perfekcyjny - orkiestra akompaniowała idealnie, Kaja grała idealnie. Ale ponad tym wszystkim unosił się gęsty obłok prawdziwego geniuszu. Dziewczyna grała jak natchniona. Cała stała się muzyką, skrzypcami, strunami, smyczkiem, duszą i nutami. Doskonałe zjednoczenie człowieka z instrumentem. A solo skrzypiec bez orkiestry było najbardziej magicznym momentem koncertu. Utwór jest niesamowicie długi i rozbudowany, wymaga silnej kondycji i muzykalności. I to wszystko stworzyło fantastyczny finał koncertu.
Ludzie nie wytrzymali. Z ostatnim machnięciem batuty dyrygenta rozległa się prawdziwa burza oklasków, owacja na stojąco, kilka wyjść. A Kaja tylko się śmiała z radości, bo nie mogła w to uwierzyć, że wzbudziła takie gorące zainteresowanie.
To jest młodość, to jest pasja, to jest siła muzyki.

Wyszłam z filharmonii, unosząc się 2 centymetry nad ziemią. Ciągle jeszcze brzmi mi w uszach orkiestra i nic innego mnie nie satysfakcjonuje. Jestem wypełniona po brzegi.

*
Jutro zaczyna się weekend majowy. Wyjeżdżam do domu.
Trzymajcie się.

środa, 29 kwietnia 2009

I walk alone



Dzień zaczyna się niezamierzenie wcześnie. Najpierw całą minutę o 6.00 dzwoni budzik u Janusza. Słyszę go przez ścianę, jak jednostajnie brzmi i wdziera się brutalnie w świadomość. W końcu milknie. Ale nie na długo. Budzi się Ola. Jak zwykle wykonuje tysiące mniej lub bardziej hałaśliwych czynności. Zakopuję się w kołdrę, żeby zdobyć jeszcze pół godziny snu. Znowu się nie udało. Trudno, to wstaję. Btw. chyba zainwestuję w końcu w stopery. Przecież to jakieś nienormalne, żeby budzić się od cudzego budzika.
Rano zdołałam stłuc słoik z dżemem. Niech żyje zgrabność.

Biegiem do szkoły na praktyki. W tym tygodniu już nie prowadzę. Pani Soja zdecydowała, że zaliczy mi te pozostałe 15 godzin i sama poprowadzi, bo musi klasyfikować i wystawiać oceny. No i poszalała. Zrobiła w I klasie kartkówkę z form czasowników w Perfekcie. Nie zorientowała się, że zaczęła im dyktować czasowniki z książki do II klasy. Dziewczyny spanikowane, nawet nie zauważyły i nie zaprotestowały. Pooddawały puste kartki. Do końca lekcji nerwowa atmosfera, dwie dziewczyny zaczęły płakać. Udzieliło mi się to jakoś, te nerwy. Wyszłam po godzinie i szybko poszłam na uczelnię.

Wysiedziałam na 2 zajęciach, ale byłam mało przytomna. Nie umiałam się wysłowić po niemiecku i w ogóle byłam mało komunikatywna. Chciałam coś opowiedzieć, wyrazić własne zdanie, a jakoś nie umiałam znaleźć odpowiednich wyrażeń. Jak się przemawia w tygodniu po niemiecku na poziomie liceum, to tak jest - człowiek się uwstecznia. Żeby jeszcze liceum. W gimnazjum lepiej mówili.

Poszłam drukować moje sprawozdania z praktyk. Panna z ksero z miną wyrażającą najwyższe znudzenie otwierała po kolei każdy z kilkudziestu plików i drukowała po jednej stronie. Niezłą jej dałam szkołę cierpliwości.

Za dwa tygodnie czeka nas absolutny przebój niemieckiej literatury: "Blechtrommel" (Blaszany bębenek) Guntera Grassa. Tylko 700 stron. Łaskawie kobieta zgodziła się na wybrane rozdziały. I tak czytam po polsku. Nie ma głupich, żebym męczyła się z niemczyzną.

Godzinne okienko. Przychodzę do mieszkania głodna i zła. No i niestety nie ma nic do jedzenia. Brat zakuwa do matury, nawet się nie oderwie, żeby wstawić ziemniaki. Zrobiłam scenę gniewu, Janusz potulnie poszedł kupić ryż. Wymarzyłam sobie ryż z jabłkami i cynamonem. Ugotowałam ryż i pozostawiłam to na głowie chłopaków, żeby wymieszali wszystko i wstawili do piekarnika. I biegiem do muzyka.
Na kształceniu słuchu klasyfikacja i dyktando pamięciowe. No oczywiście, że 5, jakżeby inaczej. Przynajmniej to mi wychodzi. Skończyliśmy 15 min wcześniej. Pędem na ćwiczenia z tłumaczenia.
Były zaplanowane 2 godziny, ale nasz fantastyczny wykładowca sobie o tym zapomniał i była tylko jedna. Nie zapomniał natomiast mnie przywitać zawołaniem w jego stylu: "A czemu pani taka smutna?" Pomyłka, nie smutna, tylko zła. Właściwie nie umiem wyjaśnić, dlaczego, ale tak jakoś. Dalej poszło już tradycyjnym tempem. Nawet nie doszło do mojego fragmentu, który miałam na dzisiaj przygotowany. A tak się męczyłam pół niedzieli nad wyrażeniami rzeczownikowo-przymiotnikowymi i sformułowaniami prawnymi typu: "Zakazuje się nadawania reklam zachęcających niepełnoletnich do wywierania presji na rodziców lub inne osoby w celu skłonienia ich do zakupu reklamowanych produktów lub usług." Z polskiego na niemiecki, oczywiście. Okazuje się, że Niemcy nie komplikują sobie tak życia, tylko załatwiają takie rzeczy konstrukcjami bezokolicznikowymi z "zu". Tacy uparcie poukładani, kompletnie bez fantazji, ale jednak czasem się to przydaje. Zdarzyło mi się znowu błysnąć jakimś słówkiem, wypowiedzianym we właściwym momencie i zostałam nazwana "tłumaczeniowym Jamesem Bondem" :P No, to moja pozycja na ćwiczeniach u dr. D.J.Majkowskiego jest już ustalona. To lubię :P

O godz. 17 jestem już kompletnie zużyta, a tu jeszcze czeka mnie zaliczanie w muzyku z form o 19. Przyszłam napalona na ten ryż z jabłkami, ale chłopaki zjedli ryż wcześniej i już go nie zapiekli. Moje wkurzenie sięgnęło szczytu. Nawet budyń czekoladowy na pocieszenie nie pomógł. Enough.
Kładę się na łóżku ze słuchawkami na uszach. Trzeba się porządnie zresetować, bo już ludzie ze mną nie wytrzymują. Mam 2 godziny. Co na mnie najlepiej działa? Leżenie nieruchomo i jazz. Serce zaczyna bić coraz wolniej i spływa ze mnie zmęczenie i złość. Nikogo nie chcę widzieć ani słyszeć, ani do nikogo nie mam ochoty się odzywać.
Na koniec tej muzycznej sesji terapeutycznej włącza się Duffy "Mercy", potem szalony rock'n'roll i czuję, jak wstępują we mnie siły. Dziarskim krokiem, wciąż ze słuchawkami na uszach podążam jeszcze do muzyka, zaliczam sprawdzian z kompozytorów i tytułów i wychodzę.

Wiosenne wieczory w Alei Lubomirskich pachną kwitnącymi kasztanami. Oszałamiający zapach. Chciałabym mieć takie perfumy.
Jakoś się nie chce wracać od razu do mieszkania. W słuchawkach sączy się kojący smooth jazz, wieczór jest ciepły i chciałoby się jeszcze tak iść i iść ulicami, aż człowiek się tak porządnie zmęczy. Więc idę. Wybieram najbardziej okrężną drogę, żeby czuć jeszcze kasztany i zapach skoszonej trawy. Katie Melua i Eva Cassidy zgodnie śpiewają, że świat jest cudowny. Z pewną rezerwą tego słucham, jednak muszę się z tym zgodzić. Zresztą nieważne, co śpiewają. Ważne, że wnoszą równowagę. Patrzę to przed siebie, to na czubki moich białych butów, to na twarze ludzi, których mijam, wbijam ręce w kieszenie i jest mi dobrze iść tak samej. Późno jest już trochę, to niezbyt bezpieczne ulice, ale jest jeszcze dość jasno. Jakoś wszystko mi jedno. Powoli odzywają się nogi, że czas wracać. Tego mi było trzeba.

Wieczorem już jestem zupełnie spokojna. Siedzę na gadu na niewidoku, w sumie nie mam potrzeby przed nikim się ukrywać, bo znając życie, i tak nikt nie zagada, ale tak jakoś jeszcze mam potrzebę bycia samej. Just po prostu.

Jutro się raczej nie wyśpię. Ale powinnam być bardziej towarzyska. Tak przypuszczam.
Więc do jutra.

wtorek, 28 kwietnia 2009

Just enjoy the show :)

Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem "Koncertu na szeroką skalę" w Filharmonii, w którym brali udział uczniowie i nauczyciele z naszej szkoły muzycznej.
Od rana już biegałam w pogoni za różnymi sprawami. Głównym punktem południowym była wizyta w salonie fryzjerskim w okolicach Rynku, czyli Natalka - mistrz nożyc, wyczarowująca na mojej głowie szałową grzywkę i całą cieniowaną resztę :) ale tym razem zabiegom poddał się także brat - wyszedł zachwycony dziełem Natalki :)
Później biegiem do mieszkania, prasowanie, ubieranie i do szkoły, na śpiew. Spóźniłam się na próbę generalną w filharmonii - to ostatnio moja domena, żeby wszędzie się spóźniać :P na szczęście nie było z tego powodu żadnych represji. Lubię mojego muzyka.
Koncert zaczął się o godz.18. Chór chłopięco-męski zaintonował "Już się zmierzcha", do którego układ choreograficzny wykonały rytmiczki w błyszczących, przejrzystych tunikach z kapturami.
Potem nasz chór wykonał 2 psalmy Gomułki: "Nieście chwałę mocarze" i "Kleszczmy rękoma". jak wyszło: nie mnie oceniać ;) wiem, jak było na próbach :P
Nie jest moim celem opisywanie całego programu koncertu, przedstawię tylko te utwory, które mnie najbardziej zainteresowały:
* "Preludium chorałowe h-moll" J.S Bacha - w niecodziennym wykonaniu kwintetu akordeonowego - te grzmiące basy...
* "Badineria" J.S. Bacha - nasz chór na "tapata" ;) brakowało w tym muzyki i bardziej kłapane, ale daliśmy radę ;)
* "Aria na strunie G" J.S. Bacha - kwintet saksofonowy i ten cudowny saksofon sopranowy... :)
* magiczny kwartet smyczkowy M.Ravela :)
* "Czardasz" - ach, ten Miłosz - czarodziej skrzypiec :) i boski akordeon Pawła Sławińskiego :)

Niestety minęły mnie występy perkusistów, bo w tym czasie poszłam się przebrać z chóralnej bluzki (uch, jak to okropnie wygląda:/ ) i jak najprędzej przedostałam się na widownię filharmonii. Zdążyłam na rytmiczki w układzie do "Fuga y misterio" A. Piazolli (jak zwykle ogień i energia, uwielbiam te kobiety :) i kwintety dęciaków (ależ nierówno grali :/ ).

Zwieńczeniem koncertu był absolutnie fenomenalny występ orkiestry symfonicznej w 2 żywiołowych utworach: "Taniec słowiański" A. Dworaka i "Mała suita" W. Lutosławskiego. W części "Piosenka" brzmiały cudownie jazzowe akcenty dętych :) oczywiście były niekończące się oklaski i bis :) Gabrysiu, pozdrawiam Cię, prześliczna wiolonczelistko :) wiedziałam, że pójdziecie jak burza :)

Króciutkich fragmentów części suity możecie posłuchać tutaj:
http://www.chesternovello.com/DesktopModulesCustom/Soundclips/SoundclipPlayer.aspx?workId=7703&Soundclip=NAX80-3.wma&title=Witold%20Lutoslawski

Łaa, ależ był dzień :P a na koniec chciałam pozdrowić moje kochane dziewczyny z klasy wokalnej. Tak mi was dzisiaj brakowało, tylko Renia była... Taka się czułam samotna w tym chórze i na sali... Jesteście najfajniejsze w muzyku :)

sobota, 25 kwietnia 2009

Oto dzień, który Pan uczynił, weselmy się i radujmy się w nim :D




"Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy; niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego."

Łuk 10,41.42

Podzielę się z wami myślami z wczorajszego wieczoru i dzisiejszego dnia, żebyście nie myśleli po tym poście z czwartku, że złapałam jakieś poważne załamanie. Już jeden znajomy mówił, że przez mojego bloga ludzie więcej się modlą, jak czytają o mnie takie wiadomości :P
Po ciężkim piątkowym dniu, w którym próbowałam robić różne rzeczy i jakoś nic nie chciało mi wyjść tak, jak trzeba, położyłam się zmęczona i zaczęłam myśleć. I wtedy przyszedł mi do głowy ten tekst z Ewangelii Łukasza 10,41, ale tak, że aż go usłyszałam: Kiko, troszczysz się i kłopoczesz o tyle rzeczy, a potrzeba tylko jednego: siedzieć u stóp Jezusa... I to mnie po prostu rozwaliło. Zaczęłam płakać i się modlić, bo zrozumiałam, że zagubiłam się w tym całym pędzie, w tym moim myśleniu, poszukiwaniu uczucia i akceptacji i straciłam z oczu Tego, który jest najważniejszy.
Pogadałam z Rozumem, tak jakoś szczególnie, nie musiałam wiele wyjaśniać, nie zadawał pytań. Wszystko zrozumiał, co przeżywałam i polecił mi posłuchanie wykładu 4 Roberta Griffina. I tego mi było trzeba. Znalazłam tam świetne myśli o Marii Magdalenie, która zawsze siedziała u stóp Jezusa, a potem dostała przywilej ogłoszenia jako pierwsza dobrej nowiny o tym, że Jezus żyje. A na końcu była historia o zepsutym jajku. I znowu odebrałam to jako słowa skierowane do mnie. Nieraz jesteśmy tak zabiegani, tak zajęci swoimi sprawami, że nie zdążamy z ważnymi rzeczami i bezwiednie połykamy truciznę z zepsutego jajka, która zatruwa nasz organizm: nasze myśli, uczucia i zdrowie. Potem czujemy się źle, płaczemy i wymiotujemy naszym grzesznym życiem, bo się okazuje, że coś po drodze zgubiliśmy. A potem ta trucizna nie pozwala nam głosić dobrej nowiny. Jedynym lekarstwem jest siedzieć u stóp Jezusa. Tylko wtedy możemy być zdrowi, czyści i być Jego ambasadorami wśród ludzi.
Nie mogłam tego zostawić tylko dla siebie. Wysłałam życzenia smsem dla znajomych. I dostałam linka do pełnego kompletu wykładów Griffina :)
Możecie zajrzeć i obejrzeć :)
http://www.odkrycia.org/search/?s=griffin

Dzisiaj znalazłam kolejny tekst, z Mar.6,30-32, w którym Jezus polecił uczniom udać się na osobność i odpocząć, a to nie był sabat. A skoro Jezus tak polecił uczniom, którzy robili dobre rzeczy, to dlatego, ze wiedział, ze nawet najlepsza praca, jeśli jest wykonywana bez odpoczynku, jest mało efektywna. Postanowiłam wziąć to sobie do serca :)

A po południu wybraliśmy się z bratem i kolegą na dłuuugi spacer na górę Matysówkę :) żeby dojść do góry, trzeba było jednak te parę kilometrów zrobić :P a potem się wspiąć. Ale się kumpel śmiał ze mnie i z brata, jak my ledwo wchodziliśmy :P mówił: tego się nie spodziewałem, ze ja was będę na górkach przeganiał :P 14 lat mieszkania na górze i ledwo się drapaliśmy :P no ale warto było. Taka fantastyczna panorama miasta była, tyle słońca, przyrody... Tego mi było trzeba :) tak to bym siedziała w mieszkaniu i się nudziła. Kolega wziął aparat, zrobiliśmy parę zdjęć, naśmialiśmy się, nagadaliśmy i było przefajnie :)machnęliśmy w sumie ponad 15 km :P normalnie nogi mi odpadają :P jutro nie będę mogła się ruszyć, ale co tam :P

"Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały."
Jan 10,10

Życzę wam takiego życia - w pełni.
Pozdrawiam słonecznie :D

piątek, 24 kwietnia 2009

Uciszeniem jesteś i pokojem mym.



"Życie w Jezusie jest życiem spokoju. Może w nim nie być jakichś niezwykłych uniesień, ale powinno charakteryzować się trwałym zaufaniem pełnym pokoju. Twoja nadzieja nie spoczywa w tobie samym, ale w Chrystusie. Twoja niemoc jest zjednoczona z Jego siłą, twoja niewiedza z Jego mądrością, a twoja słabość z Jego niewzruszoną potęgą. A zatem nie powinieneś koncentrować się na sobie i pozwalać, aby twoje myśli skupiały się na tobie. Spoglądaj raczej na Jezusa. Niech twoje myśli skupiają się na Jego miłości, na pięknie i doskonałości Jego charakteru."
Droga do Chrystusa, s.58

Najważniejszy jest dobry początek dnia, prawda? Dzisiaj rano obudziłam się, pomodliłam, otwarłam lekcje i znalazłam ten cytat. Po prostu mnie powalił. Człowiek się budzi nabuzowany różnymi myślami i natrafia na takie słowa, niczym cios w twarz. A potem sobie uświadamia: patrz, jak daleko odszedłeś...
Przypomniał mi się czas w Warszawie, kiedy czytałam "Drogę do Chrystusa" i taki jeden dzień, kiedy miałam absolutny spokój, chociaż wcale nie było łatwo. Nieraz, jak to sobie przypomnę, to tęsknię za tym dniem, choćby dzisiaj...

"Jeżeli się nawrócicie i zachowacie spokój, będziecie zbawieni, w ciszy i zaufaniu będzie wasza moc..."
Iz 30,15

Znam ten tekst na pamięć, mam wypisany na wewnętrznej kartce Biblii, ale na ile o nim pamiętam?

Czas zmierzyć się z codziennością.
Pozdrawiam.

poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Wiosenna wycieczka. Spacerowo po bulwarach i okolicach

Wczoraj wybrałyśmy się z Olą na wiosenną wycieczkę po rzeszowskich bulwarach nadrzecznych, bo zatęskniło się nam za lasem i zdjęciami :)

Tutaj pełna galeria:
http://picasaweb.google.com/kikah86/WiosennaWycieczkaSpacerowoPoBulwarachIOkolicach#

A poniżej najfajniejsze fotki :)

Przyłapana :P



Stairways to heaven ;)




Przyczajony tygrys...



...ukryty smok :P



I'm the king of the world!



Ola na wycieczce



"Lepiej jest dwom niż jednemu..." ;)



Krzycz: wiosna!



Wołaj: słońce!



Hande hoch! (Hands up! - wersja dla anglojęzycznych :P)


Dwie drogi...



Pogodniej :)



Black or white?



PS: "Rytmika - śpiewanie ciałem." Dzisiejszy pokaz dyplomów rytmiczek był jak zwykle niesamowity i pełen ekspresji. Najbardziej rozłożyła mnie choreografia do muzyki z filmu "Osada" - ściany z zasłony, niespokojny taniec, autentyczna groza wyrażona ruchem. A w "Duecie miłosnym" z elementami tańca góralskiego aż tętnił rytm :) aż przyjemnie było popatrzeć na końcu na tę armię rytmiczek z naszego wydziału, zgrzanych, spłakanych, ale dumnych z siebie :)

PS2: Męczą mnie te praktyki, muszę odsypiać godzinę w dzień wstawanie o 5.45. I trochę męczy mi się krtań od mówienia. Ale trzeba to jakoś przetrwać... Jeszcze 30 godzin...
A jutro nie muszę wcześnie wstawać :P sasasa :P

Pozdrawiam tym razem Tomka Sz., który mi w Częstochowie powiedział, że zaglądał na mojego bloga ;) zapraszam częściej ;)

czwartek, 16 kwietnia 2009

Totally Buble.



Feeling good
Michael Buble

Birds flying high
You know how I feel
Sun in the sky
You know how I feel
Breeze driftin' on by
You know how I feel
It's a new dawn
It's a new day
It's a new life
For me
And I'm feeling good

Fish in the sea
You know how I feel
River running free
You know how I feel
Blossom on a tree
You know how I feel
It's a new dawn
It's a new day
It's a new life
For me
And I'm feeling good

Dragonfly out in the sun you know what I mean, don't you know
Butterflies all havin' fun you know what I mean
Sleep in peace when day is done
That's what I mean
And this old world is a new world
And a bold world
For me

Stars when you shine
You know how I feel
Scent of the pine
You know how I feel
Oh freedom is mine
And I know how I feel
It's a new dawn
It's a new day
It's a new life
For me

And I'm feeling good

***
Lubię liceum mojego brata, gdzie mam praktyki, ale nie zawsze. Dzisiaj jestem po trudnym dniu w szkole. Wkurzyłam się na jedną pannę, łaskę mi robi, ze na lekcje przychodzi 15 min po dzwonku i się wykłóca, ze mam jej wpisać spóźnienie :P i na koniec z tekstem: "to ja wychodzę, co będę siedzieć, jak mam nieobecność, a jak pani nie umie mi wpisać spóźnienia, to niech się pani zastanowi, czy będzie pani umiała kiedyś uczyć w szkole" :/// szczyt bezczelności, nawet nie umie grzecznie się usprawiedliwić za spóźnienie, a mi będzie mówić, czy się nadaje do uczenia? Ale nie dam sobą sterować przez jakąś małolatę. O, takiego.
Najbardziej lubię klasę IId, chłopców siatkarzy, z moim ulubionym Kubusiem, podobnym do Ballacka (ach, ta moja słabość :P) To nic, że nie umie niemieckiego i Perfekt tłumaczyłam mu łopatologicznie. Tak był tym zafascynowany, że po lekcji mi podziękował. A dzisiaj mało nie wyszedł z siebie, tak wszystko wiedział :D ja bym go... uch :P
Dzisiaj nie było pani i poczuli, że mogą mi trochę wejść na głowę, więc było lekkie rozprężenie :P ale jakoś sobie poradziłam z nimi. Fajni są, to mogą czasem sobie poluzować. Pozwalam.

*
Ale o Michaelu Buble chciałam powiedzieć, że urzekł mnie jego głos i styl muzyki. Do posłuchania polecam:
-Home
-You and I
-Crazy little thing called love

***

Wiosna jest piękna. Za oknem rozkwieca się jabłoń i błękitnieje niebo, ale zimno. Dobrze byłoby coś zmienić w sobie... Rozjaśnić w sobie słońce... Rozgrzać serce...
Eeeeech...

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Young Power, czyli po festiwalu w Częstochowie...

31. festiwal Hosanna przeszedł do historii...
Działo się dużo, oj dużo ;)

Czwartek

Częstochowa City





*Długa, z przesiadkami, podróż pociągiem. Upał, syf i przesiadki :P
*Ola odbierająca telefon od Maykiego: "Halo, tu agencja towarzyska..." :P
* Mamy w zespole nowego perkusistę, Mańka. Na festiwal przyjechał z żoną i córeczką Emi, która zawojowała nasz zespół i jakimś tajemniczym sposobem sprawiła, że przez 2 dni kładliśmy się grzecznie spać przed północą, "żeby nie budzić dziecka" ;)
* Sylwka przygody z dziadkiem parkingowym ;)



* będę jeździł do Bydgoszczy xD - kultowe teksty z "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?"
* Polewka z moich wstawek w "Jesteś dobry" - Reksio czy inna bajka?
* kołysanki Maykiego i Sylwka

Piątek

- Erni o 6 rano dopompowujący materac ;)
- niezbyt przyjemne, ale cały dzień byłam zatruta i nie mogłam nic jeść, tylko kleik ryżowy z malinami. Ledwo chodziłam, ledwo mówiłam i co chwilę ktoś podchodził i pytał, jak się czuję :) jakie przyjemne zainteresowanie :)


Żani i rzeźba kobiety idealnej ;)





- "wielka tajemnica życia" Filipa xD


Sometimes I wish I were angel,
sometimes I wish I were you...





Sobota



* sobotnie nabożeństwo w połowie za kulisami przy oknie, w połowie na sali, z doborową ekipą z Pszczyny :D
* zabiegane popołudnie i próba, na którą nie zdążyłam :/
* koncert Classic, na którym nie byłam, tylko słyszałam z korytarza,



Chofesh




* koncert Young Power : ciekawa scenka młodzieży z Poznania, trochę nietypowa piosenka D3, świetny występ Plessing, ulubieni nasi chłopcy z Ukrainy, Chofesz z mocnym uderzeniem i nasi fantastyczni prowadzący, czyli Mayki i jego małżonka Grażyna vel Genowefa ;P
* koncert Z pokładu Łodzi: pełny profesjonalizm, muzykalność, siła głosów, spojny program i głęboka duchowość przekazu. Trio Karaudów: zbyt piękne, by wyrazić to słowami :)
*ramię mamy podczas pieśni "Przyjaciela mam" i chusteczka zapachowa do ocierania łez. Ważny moment wieczoru.
* finał znanego i lubianego zespołu ze stolicy: Ronia okazała się największym fanem na sali :P

Sobota wieczór


*McDonald, czyli ulubiona jadłodajnia ADS po festiwalu :P tym razem złamałam moją tradycję niejedzenia niczego z McDonalda i kupiłam sobie sałatkę i McFlurry :P
* Żani nieoficjalne spotkanie z ViFi ;P
* groźna przygoda Sylwka z czterema dresami...
* Niewiarygodna" opowieść Mariusza o babci w sklepie:D "I do dziś mam tutaj taką dziurę..."

Niedziela

The Royal Family


* sesja The Royal Family

Filip kopiący się w czoło - przyszły król Naszej Klasy :P





* zbieranie się do wyjazdu :P "co wy tu jeszcze robiliście? mieliście już pojechać" :P
* powrót przez Skałę, zamek w Pieskowej Skale i Maczuga Herkulesa

Odsypianie w domu... Bo z rodzicami się fajnie jeździ na takie zjazdy :D
Powrót do rzeczywistości znowu trudny...
Dzisiaj wieczorem znowu do miasta. Do praktyk, zajęć z muzyku, zajęć na uczelni. Nie chce mi się...
Trzymajcie się. Wiosna przyszła, damy radę :)
Pozdrawiam wszystkich, których spotkałam w Cz, a nie zdążyłam porozmawiać.

środa, 8 kwietnia 2009



The Show
Lenka

I'm just a little bit caught in the middle
Life is a maze and love is a riddle
I don't know where to go I can't do it alone I've tried
And I don't know why

Slow it down
Make it stop
Or else my heart is going to pop
'Cause it's too much
Yeah, it's a lot
To be something I'm not

I'm a fool
Out of love
'Cause I just can't get enough

I'm just a little bit caught in the middle
Life is a maze and love is a riddle
I don't know where to go I can't do it alone I've tried
And I don't know why

I'm just a little girl lost in the moment
I'm so scared but I don't show it
I can't figure it out
It's bringing me down I know
I've got to let it go
And just enjoy the show

The sun is hot
In the sky
Just like a giant spotlight
The people follow the sign
And synchronize in time
It's a joke
Nobody knows
They've got a ticket to that show
Yeah

I'm just a little bit caught in the middle
Life is a maze and love is a riddle
I dont know where to go I can't do it alone I've tried
And I don't know why

I'm just a little girl lost in the moment
I'm so scared but I don't show it
I can't figure it out
It's bringing me down I know
I've got to let it go
And just enjoy the show

Just enjoy the show

I'm just a little bit caught in the middle
Life is a maze and love is a riddle
I dont know where to go I can't do it alone I've tried
And I don't know why

I'm just a little girl lost in the moment
I'm so scared but I don't show it
I can't figure it out
It's bringing me down I know
I've got to let it go
And just enjoy the show

dum de dum
dudum de dum

Just enjoy the show

dum de dum
dudum de dum

Just enjoy the show

I want my money back
I want my money back
I want my money back
Just enjoy the show

I want my money back
I want my money back
I want my money back
Just enjoy the show

Krzycz: wiosna, wołaj: słońce!



Przez cud życia daj się unieść cudownością światła.

Przypatrz się skowronkowi - śpiewa wysoko na nieboskłonie.

Wiesz dlaczego? On nie musi płacić żadnej dzierżawy.

Patrz w niebo i nuć. Dla ciebie też słońce świeci za darmo.



Otwórz się na życie! Żyj!

Przestań zaprzątać sobie głowę gonitwą za pieniądzem,

by jeszcze więcej i więcej posiadać.

Pozbądź się rzeczy, które są ci niepotrzebne.

Uwolnij swoje serce z nici zagmatwań

i tysiąca niedorzecznych pożądań.



Otwórz się ku życiu! Żyj!

Radość wtedy przepełni ci serce i wróci chęć do życia.

Słońce zaświeci, a ty zaczniesz tańczyć.

A kiedy będzie padał deszcz, możesz pogwizdywać.

Odczujesz, że zostaliśmy stworzeni dla radości.


Phil Bosmans

***

Zaniedbałam się z pisaniem, co? Wszystko przez praktyki. Nie ma czasu na spokojne przemyślenia i artystyczne wrażenia. Ale jak na razie chłonę wiosnę, kiedy tylko mogę. Choćby przechodząc ze szkoły do szkoły, albo włócząc się po targach w poszukiwaniu stroju na Częstochowę. No bo już jutro wyjeżdżamy do Częstochowy :P cztery dni bez normalnego jedzenia, normalnej łazienki i normalnego łóżka :P za to z nienormalnymi ludźmi :P i dużo, dużo muzyki :P
Bądźcie zdrowi i pełni miłości. Tylko to w dzisiejszym świecie ma jakieś znaczenie, żeby jakoś przetrwać.
Do zobaczenia na festiwalu albo w sieci - jak wrócę.

piątek, 3 kwietnia 2009

Nielimitowana edycja mnie.

Zdjęcie wstawię kiedy indziej.

Mam mało czasu, więc napiszę krótko: wyjeżdżam na weekend na próbę instrumentalną Chofeszu do Pszczyny. Wracam w niedzielę wieczorem.
Pozdrawiam Wiosnę - fajnie, że jesteś :)