czwartek, 30 czerwca 2016

Overtime


Moje biuro takie piękne, aż się nie chce z niego wychodzić...


Zabiegany, zagoniony tydzień... Ale musi być wpis na koniec czerwca. 
Tydzień w pracy przebiega pod hasłem nadgodzin. Wszyscy zostają po 2-3 godziny, żeby nadrobić wyniki. Ja mogłam zostać tylko raz. Nie było to bardziej męczące niż moje zajęcia z uczniami, za to w jednym miejscu, bez przemieszczania. 
Angielskie słowo "overtime" ma kilka znaczeń: nadgodziny i dogrywka w meczu. To drugie jak najbardziej aktualne w kontekście piłkarskich zmagań. W kilku meczach zespoły nie zdobyły przewagi w 90 minutach podstawowego czasu gry i były skazane na morderczą dogrywkę, a potem na horror strzelania karnych. Komentatorzy mówili, że dogrywki nie powinno być, tylko po 90 minutach remisu powinny być od razu karne, wtedy drużyny zupełnie inaczej by grały. W ostatnim meczu Polski z Portugalią też niestety dotarliśmy do karnych. Szkoda, że tym razem nie mieliśmy tyle szczęścia, co w meczu ze Szwajcarią... Niestety umordowani piłkarze nie zawsze byli tak celni, jak chcieli. Nie ma to jednak znaczenia. Chociaż nie przeszliśmy dalej, nasza drużyna to bohaterowie i wszyscy w kraju jesteśmy z nich dumni. 


czwartek, 23 czerwca 2016

Look how far you've come.


Dzisiaj Facebook przypomniał mi pewien ważny fakt - 6 lat temu obroniłam pracę magisterską. Zostałam wtedy poważnym, dorosłym człowiekiem z pierwszym tytułem naukowym i moje życie wypełniło pasmo nieustających sukcesów... Wcale nie ironizuję :) 
Kiedy dzisiaj wracałam do domu, przypomniało mi się również pewne zdjęcie, tym razem sprzed 10 lat. Postanowiłam zrobić podobne i zobaczyć, czy bardzo się zmieniłam. Jak widzicie - fizycznie nie bardzo. Natomiast mentalnie przeszłam daleką drogę. 

Wykształcenie
Jak już wspominałam, obroniłam magistra, potem licencjata, w międzyczasie skończyłam też dwie szkoły muzyczne... Wszystko z zamiłowania i jak na razie nie żałuję, że taką ścieżkę wybrałam. Od trzech lat już nie studiuję i na razie nie chce mi się wracać do zdawania egzaminów, ale wciąż jestem wiecznym studentem i póki żyję, nie przestanę się uczyć.

Języki i komunikacja
Uczyłam się kilku języków: niemieckiego, angielskiego, łaciny, portugalskiego. Obecnie w praktyce używam trzech z nich w pracy i codziennej komunikacji (portugalski jeszcze w postaci pojedynczych zwrotów, ale kiedyś dojdę do odpowiedniego poziomu). Jeszcze kilka lat temu nawet nie przypuszczałam, że będę używać czterech języków naraz, a dzisiaj potrafię w ciągu pół godziny zmieniać język kilkakrotnie. 

Praca
Moje doświadczenie zawodowe nie jest pokaźne, ale nauczyłam się wielu rzeczy... Umiem prowadzić własną działalność, rozliczać podatek, zawierać umowy zlecenie i umowę o pracę, obsługiwać kilka programów do fakturowania, uczyć różnych rzeczy i ciągle przychodzi coś nowego... np. jak wstawać o 5 rano i być przytomnym w pracy ;) 

Relacje
Przeszłam od etapu wymarzonego przyjaciela do prawdziwych przyjaciół. Przeszłam prawdziwą szkołę życia w kilku bliższych relacjach z ludźmi i mogę powiedzieć, że każda z nich była lepsza od poprzedniej, chociaż oczywiście każda wyjątkowa. Stałam się bardziej otwarta i przestałam się bać zupełnie nieznanych ludzi... Zaczęłam się przyjaźnić z obcokrajowcami i wiem, że można się z nimi dogadać, nawet jeśli nie mówimy tym samym językiem. Ciekawe, jak to się rozwinie i kto będzie dalej ;) 

Muzyka
Tutaj chyba mogę zanotować największe sukcesy: zorganizowałam kilka zespołów, nagrałam trochę piosenek. Moje marzenia się spełniły i realizuję się w tej dziedzinie cały czas. 

Pathfinder
Jedna z najlepszych przygód, spełnienie marzeń z dzieciństwa, masę nowych przyjaciół i kolejne osiągnięcia. Jestem szczęśliwa, że mnie to nie ominęło :) 

Dziesięć lat to daleka droga... Warto było nią przejść. Cieszę się z każdego dnia i każdego zakrętu, bo to oznacza osiąganie kolejnego poziomu, a dopinguje cały czas myśl, że następny będzie jeszcze lepszy, bo najlepsze jest ciągle przede mną :) 

środa, 22 czerwca 2016

Samotność czy osamotnienie?



Subskrybuję kanał Sary, która zaczęła nagrywać filmiki motywacyjne (?). Ciężki temat ostatnio poruszyła. Bo jak właściwie rozgraniczyć, kiedy człowiek jest sam, a kiedy rzeczywiście samotny?
Kiedy masz ponad tysiąc znajomych na Facebooku, ale z większością spotykasz się okazjonalnie, z innymi jakoś raz w tygodniu w kościele, a niektórych śledzisz tylko przez internet, to jest to samotność czy po prostu mieszkasz daleko od innych?
Kiedy masz tych wszystkich znajomych, a na co dzień jesteś w bliskim kontakcie z zaledwie trzema osobami, co to oznacza? Jesteś samotnikiem czy introwertykiem, który dozuje kontakty z ludźmi?
Wracasz do domu po pracy około 19 i nigdzie nie wychodzisz, tylko załatwiasz zaległe sprawy albo po prostu sprawdzasz ulubione strony i tak do 22, bo musisz już iść spać - samotność czy życie dorosłego człowieka?
No, ponudziłam. A teraz koniec siedzenia na kompie, bo dochodzi 22 i rano trzeba wstać i rano wcale nie jest po pierwszej, niestety. 


wtorek, 21 czerwca 2016

POLSKA! So proud!



Pierwszy tydzień w nowej pracy był tak zagoniony, że nawet nie było sił, aby cokolwiek napisać... A tu już eliminacje do 1/8 finału przeleciały. Mamy za sobą historyczny moment: wyszliśmy z grupy i awansowaliśmy na drugim miejscu! To pierwsze takie wydarzenie w historii naszej reprezentacji, jeśli chodzi o mistrzostwa Europy. Dawny sceptycyzm i "nic się nie stało" zastąpiły duma i radość. 
A było na co popatrzeć... Obejrzałam wszystkie trzy mecze: z Irlandią, Niemcami i Ukrainą. O przebiegu informowałam Diego, który, chociaż zupełnie nie zainteresowany piłką, z sympatii też kibicował Polsce. Niestety nie pomściliśmy Brazylii w meczu z Niemcami, jak sobie tego życzył, ale i tak jestem dumna z przebiegu tego spotkania. 
Najbliższy mecz ze Szwajcarią w sobotę o 15.00. Tym razem nie obejrzę z wiadomych względów... Ale niech grają chłopaki i niech wygrywają! Mamy drużynę!


Ps. Nawet David Guetta kibicuje Polsce ;) 

niedziela, 19 czerwca 2016

A my na szlaku... - survival Roversów


Po całym tygodniu pracy przy komputerze dobrze jest pojechać na weekend do lasu i porządnie się zmęczyć. Wybraliśmy się z naszymi Roversami do Bolimowskiego Parku Krajobrazowego, w to samo miejsce, gdzie razem z drużyną byliśmy 4 lata temu. Wtedy obozowaliśmy w jednym miejscu, a tym razem nastawiliśmy się na pieszą wędrówkę 25 km, żeby zaliczyć punkt na stopień Wędrowca. 



Trasa opracowuje się na bieżąco. Poruszamy się po ścieżkach leśnych, czasami na przełaj przez las. Lepiej jest jednak orientować się według mapy. Są tam oznaczone numery działek leśnych, które w lesie oznaczone są przez białe słupki. 


Miejsce noclegu też wybieramy na bieżąco, tam, gdzie nam się spodoba i gdzie dojdziemy przed zmrokiem. Wszyscy mają karimaty i śpiwory, tylko ja nie wzięłam karimaty, żeby było lżej, no i przez Diego, bo z mojej opowieści przed wyjazdem zrozumiał, że śpimy tylko w śpiworach, więc nie wyprowadzałam go z błędu. Jest jednak ciepło, nie pada i można spać na ziemi. Jest tylko trochę niewygodnie w plecy i komary gryzą :P 


Cały nasz ekwipunek nosiliśmy ze sobą, co oznaczało dźwiganie ponad 15-kilogramowego plecaka. Najbardziej wysiadały po takim marszu ramiona. Ale jaka to fantastyczna zaprawa - wszystko inne wydaje się potem superlekkie :)



Dacie wiarę? Pokazały się jagody! Pyszne, dojrzałe. Taka chwila postoju i nie można się oderwać od krzaczków!


Jednym z nieplanowanych momentów naszej wyprawy było dotarcie do autostrady A2. Po drugiej stronie znajdował się stary cmentarz z I wojny światowej. A ponieważ nie chciało nam się nakładać drogi i iść do wiaduktu, wybraliśmy alternatywną trasę. Dostępna, całkowicie bezpieczna i intrygująca. Zobaczcie filmik!



Takie tam nad A2




W naszej wędrówce zaliczyliśmy też przeprawę przez rzekę Rawkę po zwalonym pniu. Po przejściu mieliśmy fantastyczną nagrodę: widok na zalew w Joachimowie. Nie można się w nim kąpać, ale przyjemnie było posiedzieć, odpocząć i zaplanować trasę do kolejnego miejsca.


Drugą noc naszego rajdu spędziliśmy w okopach z I wojny światowej. Tak, nie wiem, jak inaczej wytłumaczyć liczne rowy wykopane w lesie, bo na pewno nie jako wyschnięte strumyki.


Najładniejsze miejsce nad Rawką, gdzie czerpaliśmy wodę, myliśmy menażki i kąpaliśmy się. Woda była troszkę chłodniejsza, niż na biwaku, ale miałam już zaprawę i z ochotą się kąpałam. Trzeba być twardym, a nie miętkim!





Ostatni etap naszego wędrowania to droga do stacji Skierniewice Rawka. Większość przebiegała po asfaltowych drogach, co niestety wywołało dwa ogromne pęcherze na moich stopach, ale po drodze napotkaliśmy kolejne piękne krajobrazy. Nie jestem w stanie udostępnić tutaj wszystkiego, więcej zdjęć możecie zobaczyć w tym albumie.
Ach, jak dobrze dotrzeć po tym do domu, wykąpać się w wannie, zjeść posiłek na czystych talerzach i nie dźwigać plecaka... Ale to była dobra zaprawa :) teraz już wiem, jak wygląda życie trapera!

___________________________
Więcej zdjęć na https://goo.gl/photos/815CMBEs5sn1natDA

poniedziałek, 13 czerwca 2016

To twoja armia i życie w ciągłym biegu.



Weekend minął szybko z All4Him i nastał poniedziałek: pierwszy dzień w nowej pracy. Jak widać na załączonym obrazku, pracuję w DSV - duńskiej firmie logistycznej w dziale International Shared Services w dziale Vendor Query Handling, czyli obsługa klienta w języku niemieckim od strony księgowo-finansowej. Dzisiaj miałam same szkolenia i, o dziwo, minęły bardzo szybko. Jutro mam wdrożenie do pracy na stanowisku.
Nie spodziewałam się, że po 6 latach pracy freelancera pójdę do korporacji, ale tak się zdarza. Jest to na pewno nowe doświadczenie i kolejne umiejętności - programy do księgowania, praca z fakturami i inne takie ciekawe rzeczy. Praca na etat zmienia jednak mój tryb życia. Będę inaczej organizować sobie czas. Muszę zacząć wcześniej kłaść się spać, żeby wstawać przytomna przed szóstą i ćwiczyć. Jakoś muszę wygospodarować czas na naukę portugalskiego - droga do pracy autobusem niestety odbywa się na stojąco. Mam nadzieję, że pozostanę sobą, że nie stanę się trybikiem w maszynie. Już wiem, że ten tydzień będzie ciężki - mam jeszcze kilka zajęć do poprowadzenia po pracy. Wytrzymamy, to tylko dwa tygodnie, a potem wakacje i zajęcia się w większości skończą :) 
Poniżej piosenka z tekstem adekwatnym do mojej obecnej sytuacji. Zapraszam też do posłuchania innych moich nagrań na YouTube :)

czwartek, 9 czerwca 2016

Try everything - Shakira cover



Dawno już nie śpiewałam i nie nagrywałam niczego... Dzisiaj mnie wzięło na nagranie coveru Shakiry. Mam nawet zdjęcie z dawnych czasów, kiedy udawałam Shakirę z kręconymi włosami ;)
Zdecydowanie fajna zabawa z tym śpiewaniem :) 

"Najwyższa jakość" Cacao DecoMorreno

Nie mogę pominąć największego hitu internetu z tego tygodnia: Cacao DecoMorreno :D 
Zaczęło się od zapytania, które niejaka pani Elżbieta wysłała do grupy:


Błyskawicznie pojawiły się odpowiedzi na portalach książkowych, recenzujące powieść "Najwyższa jakość" tajemniczego autora Cacao DecoMorreno...



...oraz liczne kontynuacje.



Firma DecoMorreno poszła za ciosem i bezbłędnie wykorzystała niespodziewaną popularność marki. Na swoim fanpage'u na Facebooku ogłosiła konkurs na treść książki "Najwyższa jakość". Konkurs kończy się dzisiaj przed północą, więc możecie jeszcze wykorzystać okazję!



Popatrzcie, jak pięknie w Polsce szerzy się czytelnictwo :)


Życzę wam miłego dnia z ulubioną lekturą :) 

środa, 8 czerwca 2016

U lekarza medycyny pracy


Miesiąc temu, kiedy rekrutowaliśmy dziewczyny do pracy w biurze, wypisywałam im skierowania na badania do lekarza medycyny pracy. Tym razem sama dostałam skierowanie od nowej firmy i wczoraj poszłam na badania do Medicoveru. To miła, elegancka przychodnia, w której na wejściu potwierdzasz w terminalu swoje przybycie, przychodzisz na ustaloną wcześniej godzinę, dostajesz smsowe przypomnienie o wizycie i możliwość odwołania, jeśli nie możesz przyjść. Wszyscy starają się być życzliwi i pomocni, lekarze są sympatyczni i czekają na twoje przyjście. Pewnie to zasługa sektora prywatnego, ale nie zamierzam teraz wchodzić w porównania. Byłam zdenerwowana przez tymi badaniami i to życzliwe podejście mi pomogło. Niby wiem, że to tylko bardzo ogólne badania i nic mi nie wykryją, jeśli sama niczego nie powiem, ale i tak lekkie poddenerwowanie było. 
Ponieważ podejmuję pracę biurową, więc dostałam skierowanie do okulisty. Tam bałam się najbardziej, bo nie jestem przyzwyczajona do noszenia jakichkolwiek okularów, nawet przeciwsłonecznych. Wszystko poszło dobrze, wzrok mam dobry, uff.
U lekarza medycyny pracy zmierzono mnie i zważono na różne sposoby. Waga i wzrost w normie (co do wagi, to nie jestem do końca zadowolona, ale pracujemy nad tym). Ciśnienie mam 110/70, puls serca 72. Jestem zdrowa, silna, sprawna, mam się dobrze i nie ma żadnych przeciwwskazań do podjęcia pracy.  
Kiedy wieczorem zapisywałam wydarzenia dnia w dzienniku i modliłam się przed snem, przyszło mi do głowy, że właściwie za to wszystko powinnam z osobna podziękować. Bo przecież to nie jest takie zwykłe i codzienne, że ktoś żyje 30 lat bez żadnych nałogów, żadnych używek (pani doktor wymieniła wśród nich kawę, Red Bulle, Coca-Colę), żadnych złamań czy chorób przewlekłych, jego parametry są w normie i jest po prostu zdrowy. Moi znajomi mają najróżniejsze problemy i dolegliwości, a mnie to wszystko ominęło. Nie chodzę oczywiście w polu siłowym i omijają mnie wszystkie choroby, ale poza jakimiś kilkoma chorobami zakaźnymi z wczesnego dzieciństwa mogę się uważać za prawdziwego szczęściarza. Jest za co dziękować? No nie da się ukryć. Życie według Bożych zasad to błogosławieństwo, które odczuwa się fizycznie. 
Jesteś zdrowy? Masz za co dziękować? To na co czekasz?

Jak oddałam poszukiwanie pracy w dobre ręce



Wraz z końcem maja skończyły się moje poszukiwania pracy. Wysłałam CV do mnóstwa firm w Warszawie i Berlinie (tam też rozważałam pracę), byłam na kilku rozmowach, odbierałam sporo telefonów. Byłam sprawdzana z umiejętności niemieckiego i angielskiego, pytano mnie o standardowe rzeczy związane z moim doświadczeniem, umiejętnościami, zainteresowaniami. Wszystkie te rozmowy były bardzo sympatyczne i chyba na żadnej się specjalnie nie stresowałam. Mi zależało na znalezieniu pracy dobrej dla mnie, im na znalezieniu dobrego pracownika, więc nasze interesy były wspólne, a rozmowy nastawione na poznanie się wzajemnie i uzgodnienie tych interesów. Ostatecznie to oni mają trudny wybór, żeby z tej masy ludzi wybrać najlepszych, więc ani się zbytnio nie zachwalałam, ani nie nastawiałam na żadne stanowisko. 
W międzyczasie zmieniało się też moje nastawienie do co pracy. Na początku myślałam o znalezieniu pracy na pół etatu, żeby móc kontynuować uczenie. Kiedy jednak w maju dzieciom zaczęły się zielone szkoły i każdego tygodnia przepadało kilka zajęć, pomyślałam, że może to wcale nie jest taka pewna inwestycja i może lepiej pomyśleć o czymś konkretnym. Zaczęłam się orientować, jakie są możliwe stawki, jakie mogę mieć benefity. Po rozważeniu sprawy z uczniami postanowiłam skoncentrować się na pracy na pełen etat z umową o pracę. 
Ponieważ wszystkie oferty były do siebie dosyć podobne i nie wiedziałam, która będzie dla mnie najlepsza, pozostawiłam wybór poza mną. Modliłam się o odpowiedź w sprawie pracy do końca maja i postawiłam jasne kryterium. Za każdym razem wspominałam o swoich przekonaniach religijnych i dyspozycyjności w piątki w miesiącach zimowych, kiedy szabat rozpoczyna się wcześniej (zachody słońca w zimie od listopada są o 16 i wcześniej, to trwa mniej więcej do połowy stycznia). Z tego powodu w kilku miejscach zrezygnowano z mojej kandydatury, bo godziny pracy były dosyć sztywne. W innym namawiano mnie na dalszą rekrutację i pytano, czy to rzeczywiście przemyślałam. Kiedy pod koniec maja posypały się odpowiedzi, w większości odmowne, wiedziałam już, że ta jedna firma, która się na mnie zdecydowała, jest właśnie tą odpowiednią. Nie wiem, czy przeczucia są dobrą rzeczą, ale już od samego początku, kiedy się tam pojawiłam pierwszy raz na rozmowie czułam, że to jest miejsce, gdzie chciałabym pracować. 
Kilkakrotnie już przechodziłam proces rekrutacyjny i właściwie nie mam żadnej recepty na to, jak dobrze wypaść na rozmowie i zdobyć pracę. Istnieje mnóstwo poradników i zaleceń, jak się zachowywać, jak się ubrać, o czym mówić, a o czym nie mówić podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Owszem, są to pomocne porady, ale im więcej ich czytasz, tym bardziej jesteś zdezorientowany. Moją jedyną metodą podczas rozmowy było po prostu bycie autentycznym i jasnym w prezentacji siebie, otwarta i szczera rozmowa, nie kreowanie wizerunku kogoś, kim się nie jest. Możesz ubrać się nie wiadomo jak i umalować jak na ślub kuzynki, możesz zgromadzić mnóstwo referencji i starać się uchodzić za kogoś mądrzejszego, niż jesteś, ale to są tylko ludzkie środki, które albo zadziałają, albo nie. Moje doświadczenie pokazuje mi jedno: jeśli powierzasz znalezienie pracy Bogu, to nie masz się czym martwić. To On wie, gdzie będzie dla ciebie najlepiej, gdzie się rozwiniesz i zdobędziesz to, czego aktualnie potrzebujesz do życia i szczęścia, a także gdzie On cię aktualnie potrzebuje, aby przez ciebie przynosić błogosławieństwo ludziom. Jeśli szukasz pracy z Bogiem, to będziesz szczęśliwy wszędzie; jeśli bez Niego, to jesteś zdany tylko na siebie. 
W tym tygodniu wypełniam dokumenty i załatwiam badania lekarskie. Zaczynam od poniedziałku!

wtorek, 7 czerwca 2016

Euro 2016


Już za kilka dni rozpocznie się Euro 2016... Polacy zagrają pierwszy mecz w niedzielę o 18.00 z Irlandią Północną. Prawdopodobnie będę wtedy w drodze powrotnej z próby w Pszczynie, więc nie będę miała gdzie obejrzeć :( do piłki czy sportu w ogóle mam raczej stosunek neutralny. Nie oglądam nałogowo meczów ani nie kibicuję zapamiętale jakiejś drużynie, ale lubię po prostu, jak coś się dzieje, ludzie się czymś ekscytują, a na ulicach chodzą kibice w biało-czerwonych barwach. To jakaś miła odmiana od codziennej rutyny :) 
Kiedy rozmawiam z Diego o piłce nożnej (football, not a soccer!) czy o sporcie, on jak na Brazylijczyka wykazuje dosyć obojętny stosunek. Owszem, przyznaje, że Brazylijczycy kochają futebol, ale on się tym nie ekscytuje. Niemcy pokonali Brazylię na ostatnich mistrzostwach 7:1 - smutny fakt, mecz na pewno był ustawiony, ale cóż, to nie ta sama drużyna, co kiedyś. Polacy wygrali z Brazylijczykami, trzykrotnymi mistrzami świata w siatkówce - no fajnie, że mają sport, w którym są dobrzy. Krótka piłka - nie ma zagorzałych dyskusji i kłótni o drużyny. No i dobrze, jeszcze by mi konfliktu międzynarodowego brakowało :P 
A w związku z Euro najciekawszą sytuację będzie mieć moja siostra Ola - Polka, mieszkająca w Niemczech z mężem Ukraińcem :P 


A piosenka Euro taka sobie. Nie to, co Waka Waka :P 

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Nowa, piękna WKD



Od kilku dni polowałam na nową wukadkę. Na billboardach w pobliżu stacji pojawiały się obiecujące zdjęcia zapowiadające produkt współpracy WKD ze Szwajcarią, a na starych blaszanych wagonach widniały napisy dziękujące za 50 lat wspólnej jazdy. Oznacza to, że wysłużone kolejki odchodzą do lamusa, a na torach niedługo zaczną śmigać tylko nowoczesne maszyny. 
Dzisiaj z cieniem nadziei oczekiwałam na kolejkę na stacji Raków i kiedy zza zakrętu wyłonił się najnowszy model EN-100, nieoficjalnie nazywany "Transformers", aż się rozjaśniłam w uśmiechu. Weszłam do środka uradowana jak dziecko i zaczęłam zwiedzać wagon. Najnowszy model jest połączeniem układu siedzeń z pierwszego prototypu (kolumny dwójkowe siedzeń) z drugim powszechnie używanym modelem (platformy z podwyższeniem na skrajnych miejscach w wagonie), co daje maksymalne wykorzystanie przestrzeni na siedzenia. Do tego zamontowano siedzenia rozkładane w ściankach koło wejścia, podobnie jak w pociągach Kolei Mazowieckich. Kolorystyka jest stonowana, ciemny granat i bordo zamiast jaskrawego niebieskiego i czerwonego. Poprzez te wszystkie elementy po wejściu masz wrażenie, że wsiadasz do pociągu dalekobieżnego albo przynajmniej podmiejskiego, a nie do tramwaju czy metra. Od razu czujesz chęć, aby rozsiąść się wygodnie i podróżować. 
Nie miałam za wiele czasu, aby przetestować zalety nowego wagonu, ale nawet te kilka minut podróży były jednym z najlepszych momentów dnia. Podobnie cieszyłam się, kiedy wreszcie ruszyło nowe metro. Dobrze jest docenić te niby zwyczajne rzeczy, ale tak ważne w codziennym życiu :) 

"Clashes", "Parsley" - nowe polskie płyty



Niecały miesiąc temu pojawiła się nowa płyta Brodki "Clashes". Jest już w całości na Spotify, więc można śmiało odsłuchać. Oczywiście po Brodce można się spodziewać alternatywy, ale tym razem bardziej przystępnej do słuchania, niż "Granda". Ta pierwsza zszokowała, zelektryzowała i zostawiła na długi czas w oczekiwaniu, co będzie dalej. "Clashes" są dobrą, spodziewaną kontynuacją w dojrzałym wydaniu. Brakuje mi jedynie języka polskiego i tekstów, które były niekiedy grami słownymi. Nowa płyta jest w całości po angielsku i widać, że jest nastawiona na zagranicznych odbiorców. Brodko, życzymy powodzenia w podbijaniu muzycznego świata!



Album poleciła mi Ola. Produkcja przypomina płyty Domowych Melodii - artystka skomponowała i nagrała je sama, sama zapakowała płyty i zajęła się promocją na swojej stronie. Jeśli lubicie pogodne klimaty ukulele i ciepły wokal, ta muzyka jest dla was! Jak dla mnie kolejna polska muzyka, która dzięki angielskim tekstom może sprzedać się za granicą. 

niedziela, 5 czerwca 2016

5 lat jako Pathfinder



Dlaczego jestem Pathfindersem?
Oto 10 000 powodów...

Pięć lat temu pojechałam na pierwszy biwak- bez prostownicy, żelazka i ładowarki do telefonu. W sierpniu 2011 roku spełniłam moje marzenie z dzieciństwa i pojechałam na obóz, gdzie złożyłam przyrzeczenie i zostałam pathfindersem. Tak zaczął się w moim życiu kolejny etap - czas wyzwań i szalonych przygód oraz poznawania niezwykłych ludzi, których łączy pasja dla Boga, przyrody i ludzi.
W tym roku kończę stopnie Pathfinder i stopień instruktorski Master Guide. To zwieńczenie tych pięciu lat, ale z pewnością początek czegoś nowego... Czego? Jeszcze nie wiem. Najlepsze jest ciągle przede mną :)


środa, 1 czerwca 2016

A na Dzień Dziecka zrobię sobie shopping.

Zauważyliście, że w sklepach ostatnio zapanował szał marketingowy? Już od kwietnia nachalne reklamy namawiały do kupna prezentu na Dzień Matki. Nie było wcześniej czegoś takiego. Minęło kilka dni od Dnia Matki i rozpoczęło się szaleństwo z Dniem Dziecka. Skala zjawiska niemal dorównuje tej przed Bożym Narodzeniem. Doprawdy, czy nie można tych dni obchodzić jakoś normalnie, symbolicznie, zaznaczając pamięć i życzliwość, zamiast wydawać kupę kasy na nikomu niepotrzebne prezenty?
Podczas Dnia Matki byłam na biwaku z wyłączonym telefonem, ale Dzień Dziecka spędziłam w Warszawie (tak btw. nasze terminy tych dni są tylko w Polsce, światowy Dzień Matki wypada 10 maja, a Dzień Dziecka w Brazylii jest w październiku). Kiedy pozałatwiałam z rana różne sprawy, poszłam na zajęcia, których ostatecznie nie było, bo dziewczynka, jak większość dzieci w tym tygodniu, wyjechała na zieloną szkołę. Na pocieszenie wybrałam się na zakupy, bo od dawna nie byłam. 

Roller do ćwiczeń i masażu
Aktualnie w Biedronce za 49 zł!

Taką sobie zabawkę na Dzień Dziecka kupiłam. Roller służy do masażu i ćwiczeń, pomaga rozluźnić mięśnie po treningu. Znalazłam po korzystnej cenie w Biedronce. Ola sprawdziła szybko, że na allegro są powyżej 50 zł, więc niewiele myśląc kupiłam. Jak przetestuję, napiszę, jak się sprawuje!
Reszta zakupów to dżinsy, buty i torebki, czyli typowo babskie wyjście. Poszukiwałam nowej torebki-plecaka, bo zaczęłam uznawać tylko plecaki i w Diverse tego dnia była promocja 69 zł za wszystkie torby. Kupiłam czarny. Mieści się w nim swobodnie teczka A4 i masę innych rzeczy. Jestem naprawdę zadowolona!


Cieliste skórzane baleriny made in Brazil :)
Poszukiwałam takich butów!

Buty ze zdjęcia powyżej to zakup dnia. Na mojej liście rzeczy do uzupełnienia od dawna znajdowały się skórzane cieliste baleriny, niestety nigdzie nie widziałam sensownych. Kiedy weszłam do TKMaxx, wypatrzyłam buty nieznanej mi marki Anacapri i okazało się, że są wyprodukowane w Brazylii. To właściwie mi wystarczyło, żeby je kupić. Przejrzałam kilka par, wybrałam te, które mi pasowały i kupiłam. Przy okazji dowiedziałam się, że w Brazylii mają inną numerację (moje 39 to u nich 37). 
Jeszcze w temacie butów z Brazylii: znana marka klapków Havaianas pochodzi właśnie z Brazylii. Natrafiłam na nie kiedyś w ciucholandzie, a dzisiaj znalazłam stoisko w Galerii Mokotów i dowiedziałam się, że buty te są bardzo popularne. 


Podzieliłam się moim odkryciem z Diego, bo przecież to nie jest takie oczywiste znaleźć w Polsce brazylijskie marki i ten stwierdził, że straciłam głowę dla Brazylii zupełnie. Właściwie lubiłam ten kraj od dzieciństwa, ale teraz nie da się tego ukryć. Szkoda, że nie jest tam teraz zbyt bezpiecznie. Ale zanim umrę, muszę ten kraj odwiedzić!