Przejdź do głównej zawartości

A my na szlaku... - survival Roversów


Po całym tygodniu pracy przy komputerze dobrze jest pojechać na weekend do lasu i porządnie się zmęczyć. Wybraliśmy się z naszymi Roversami do Bolimowskiego Parku Krajobrazowego, w to samo miejsce, gdzie razem z drużyną byliśmy 4 lata temu. Wtedy obozowaliśmy w jednym miejscu, a tym razem nastawiliśmy się na pieszą wędrówkę 25 km, żeby zaliczyć punkt na stopień Wędrowca. 



Trasa opracowuje się na bieżąco. Poruszamy się po ścieżkach leśnych, czasami na przełaj przez las. Lepiej jest jednak orientować się według mapy. Są tam oznaczone numery działek leśnych, które w lesie oznaczone są przez białe słupki. 


Miejsce noclegu też wybieramy na bieżąco, tam, gdzie nam się spodoba i gdzie dojdziemy przed zmrokiem. Wszyscy mają karimaty i śpiwory, tylko ja nie wzięłam karimaty, żeby było lżej, no i przez Diego, bo z mojej opowieści przed wyjazdem zrozumiał, że śpimy tylko w śpiworach, więc nie wyprowadzałam go z błędu. Jest jednak ciepło, nie pada i można spać na ziemi. Jest tylko trochę niewygodnie w plecy i komary gryzą :P 


Cały nasz ekwipunek nosiliśmy ze sobą, co oznaczało dźwiganie ponad 15-kilogramowego plecaka. Najbardziej wysiadały po takim marszu ramiona. Ale jaka to fantastyczna zaprawa - wszystko inne wydaje się potem superlekkie :)



Dacie wiarę? Pokazały się jagody! Pyszne, dojrzałe. Taka chwila postoju i nie można się oderwać od krzaczków!


Jednym z nieplanowanych momentów naszej wyprawy było dotarcie do autostrady A2. Po drugiej stronie znajdował się stary cmentarz z I wojny światowej. A ponieważ nie chciało nam się nakładać drogi i iść do wiaduktu, wybraliśmy alternatywną trasę. Dostępna, całkowicie bezpieczna i intrygująca. Zobaczcie filmik!



Takie tam nad A2




W naszej wędrówce zaliczyliśmy też przeprawę przez rzekę Rawkę po zwalonym pniu. Po przejściu mieliśmy fantastyczną nagrodę: widok na zalew w Joachimowie. Nie można się w nim kąpać, ale przyjemnie było posiedzieć, odpocząć i zaplanować trasę do kolejnego miejsca.


Drugą noc naszego rajdu spędziliśmy w okopach z I wojny światowej. Tak, nie wiem, jak inaczej wytłumaczyć liczne rowy wykopane w lesie, bo na pewno nie jako wyschnięte strumyki.


Najładniejsze miejsce nad Rawką, gdzie czerpaliśmy wodę, myliśmy menażki i kąpaliśmy się. Woda była troszkę chłodniejsza, niż na biwaku, ale miałam już zaprawę i z ochotą się kąpałam. Trzeba być twardym, a nie miętkim!





Ostatni etap naszego wędrowania to droga do stacji Skierniewice Rawka. Większość przebiegała po asfaltowych drogach, co niestety wywołało dwa ogromne pęcherze na moich stopach, ale po drodze napotkaliśmy kolejne piękne krajobrazy. Nie jestem w stanie udostępnić tutaj wszystkiego, więcej zdjęć możecie zobaczyć w tym albumie.
Ach, jak dobrze dotrzeć po tym do domu, wykąpać się w wannie, zjeść posiłek na czystych talerzach i nie dźwigać plecaka... Ale to była dobra zaprawa :) teraz już wiem, jak wygląda życie trapera!

___________________________
Więcej zdjęć na https://goo.gl/photos/815CMBEs5sn1natDA

Komentarze