środa, 8 czerwca 2016

U lekarza medycyny pracy


Miesiąc temu, kiedy rekrutowaliśmy dziewczyny do pracy w biurze, wypisywałam im skierowania na badania do lekarza medycyny pracy. Tym razem sama dostałam skierowanie od nowej firmy i wczoraj poszłam na badania do Medicoveru. To miła, elegancka przychodnia, w której na wejściu potwierdzasz w terminalu swoje przybycie, przychodzisz na ustaloną wcześniej godzinę, dostajesz smsowe przypomnienie o wizycie i możliwość odwołania, jeśli nie możesz przyjść. Wszyscy starają się być życzliwi i pomocni, lekarze są sympatyczni i czekają na twoje przyjście. Pewnie to zasługa sektora prywatnego, ale nie zamierzam teraz wchodzić w porównania. Byłam zdenerwowana przez tymi badaniami i to życzliwe podejście mi pomogło. Niby wiem, że to tylko bardzo ogólne badania i nic mi nie wykryją, jeśli sama niczego nie powiem, ale i tak lekkie poddenerwowanie było. 
Ponieważ podejmuję pracę biurową, więc dostałam skierowanie do okulisty. Tam bałam się najbardziej, bo nie jestem przyzwyczajona do noszenia jakichkolwiek okularów, nawet przeciwsłonecznych. Wszystko poszło dobrze, wzrok mam dobry, uff.
U lekarza medycyny pracy zmierzono mnie i zważono na różne sposoby. Waga i wzrost w normie (co do wagi, to nie jestem do końca zadowolona, ale pracujemy nad tym). Ciśnienie mam 110/70, puls serca 72. Jestem zdrowa, silna, sprawna, mam się dobrze i nie ma żadnych przeciwwskazań do podjęcia pracy.  
Kiedy wieczorem zapisywałam wydarzenia dnia w dzienniku i modliłam się przed snem, przyszło mi do głowy, że właściwie za to wszystko powinnam z osobna podziękować. Bo przecież to nie jest takie zwykłe i codzienne, że ktoś żyje 30 lat bez żadnych nałogów, żadnych używek (pani doktor wymieniła wśród nich kawę, Red Bulle, Coca-Colę), żadnych złamań czy chorób przewlekłych, jego parametry są w normie i jest po prostu zdrowy. Moi znajomi mają najróżniejsze problemy i dolegliwości, a mnie to wszystko ominęło. Nie chodzę oczywiście w polu siłowym i omijają mnie wszystkie choroby, ale poza jakimiś kilkoma chorobami zakaźnymi z wczesnego dzieciństwa mogę się uważać za prawdziwego szczęściarza. Jest za co dziękować? No nie da się ukryć. Życie według Bożych zasad to błogosławieństwo, które odczuwa się fizycznie. 
Jesteś zdrowy? Masz za co dziękować? To na co czekasz?

Brak komentarzy: