Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2017

Szakszuka w Shuk

Drugi kwartał roku zbliżył się do końca, a to oznacza integrację z kolegami z pracy. Długo nie mogliśmy się zebrać do wyjścia, w końcu razem z dziewczynami prześledziłyśmy restauracje na Trip Advisorze na Ochocie i wysłałyśmy propozycje. Ze wszystkich proponowanych udało się zarezerwować stolik w Shuk Mezze & Bar i bardzo się ucieszyłam, bo na tej najbardziej mi zależało. Restauracja oferuje kuchnię śródziemnomorską bliskowschodnią. Jest wegetariańska z opcjami dla wegan. Nie było to jednak przeszkodą dla moich kolegów. Zamówili dla siebie wegetariańskie dania, jak pide, zapiekany ser z warzywami i szakszukę.  Szakszuka to rodzaj jajecznicy z warzywami. Można robić ją na różne sposoby, używając rozmaitych dodatków. Ja wybrałam szakszukę z kozim serem i oliwkami, do tego był hummus na talerzyku i chlebek pita. Było obłędne w smaku, podawane prosto z patelni. Każdy był pełny po swojej porcji, a niektórzy nawet nie dawali rady ;P 

Sam wystrój restauracji jest klimatyczny. Na półkach …

Veni, vidi,vici - biwak chorągwi wschodniej 2017

Środa
Dotarłam do Nadliwia autobusem. W Warszawie trudno było znaleźć przystanek, bo autobus nie jechał bezpośrednio spod Dworca Wileńskiego, tylko naprzeciwko cerkwi. Pomimo korków dojechałam na miejsce i rozbiłam się przed zmrokiem. Pogoda była piękna, spokój i cisza nad Liwcem. 


Rozważania biblijne dotyczyły Bożej zbroi z Efezjan 6 i były prowadzone przez Wielkiego Adamusa. Przyznam, że nigdy wcześniej nie słyszałam tak ciekawego komentarza do zbroi i dowiedziałam się wielu praktycznych rzeczy, a także poruszały głębokie duchowe prawdy.
Z nadmiaru wrażeń i chłodu nocnego nie mogłam w pierwszą noc zasnąć do drugiej. Whatsapp jednak był aktywny. Nie było też problemów z naładowaniem telefonu w kuchni zuchów. Prawie jak w domu ;)




Czwartek
Z rozkazu cesarza Markusa Micykusa podbijaliśmy prowincję Jadowa. Jak poprzedniego roku zorganizowaliśmy festyn dla mieszkańców. Rozstawiliśmy wystawę Expo, harcerze przygotowali gry zręcznościowe. Była też nowa interaktywna wystawa "Odpal rzeczy…

Veni, vidi, vici. Biwak i Reisefieber

Plecak spakowany, materac, śpiwór i namiot też, po pracy jadę na biwak do Nadliwia. Już od wczoraj ogarnia mnie Reisefieber. Nie znalazłam wygodnego transportu samochodem, bo wszyscy znajomi jadą wcześniej i pozostał mi tylko transport Darbusem z Dworca Wileńskiego http://www.dar-bus.com.pl/images/stories/rozklady/odjazdy-wawa.pdf Nie jest źle, od przystanku w Pustych Łąkach do ośrodka jest jakieś 2 km, więc można dojść. Udało mi się tak spakować, że mam rozłożone ciężary równomiernie i nie będę obciążona. Przewóz tego komunikacją miejską jest bardziej skomplikowany, bo w tłoku zajmuje dużo miejsca i wszyscy usiłują mi pomóc w ogarnięciu tego majdanu.  Chociaż nastawiam się na odpoczynek od cywilizacji i planuję wyłączyć telefon i sprawdzać tylko raz dziennie, czy ktoś mnie potrzebuje, pomyslałam, że warto się zabezpieczyć. Planowałam kupno power banku, ale koleżanka miała niepotrzebny i mi dała. Wystarczy na jedno ładowanie w trakcie biwaku. 

Pomimo tego, że jadę w to samo miejsce, …

Nie ma o czym mowić.

Obserwuję postęp narzędzi techniki i raz po raz zastanawiam się nad ich funkcjonalnością. Oto nowa funkcja Instagrama, ściągnięta ze Snapchata, czyli zamienianie ludzi w zwierzęta. Cóż, uważam, że to zwyczajnie głupie, a moje zdjęcie jest jedynie protestem przeciwko tym śmiesznym procederom. Na co komu zwierzakowe uszy?  W ogóle kultura mediów społecznościowych staje się coraz bardziej obrazkowa. Jeśli nie opatrzysz swojego wpisu na Facebooku zdjęciem, nie będzie zauważony. Snapchat czy relacja na Instagramie pozwala dzielić się krótkimi momentami dnia i dodawać komentarze, ale jak sfotografować myśli? Opinie i wnioski stają się nieważne, więc ludzie uważają, że skoro nie mają co w internecie pokazać, to ich życie jest szare i nudne.  Ja też ulegam czasami temu przekonaniu, że chyba nie mam o czym mówić lub pisać. Życie stało się serią zadań do zrobienia, a wpisy na bloga funkcjonują jako fotoreportaże, które przekazują najważniejsze informacje: żyję, działam, coś się dzieje ciekaweg…

Śpiewajmy Panu - nagrania w Pszczynie

Dawno nie byłam na nagraniach w Pszczynie, bo nie pasowały mi terminy. Pomimo choroby w tygodniu zmobilizowałam się i gardło zaczęło współpracować. Jadę! Śpiewałyśmy na zmianę: ja, Judyta i Marta. Dzięki temu był czas na odpoczynek gardła i pogaduszki w reżyserce :) bo przecież dobrze się spotkać z przyjaciółmi z zespołu.
Szprycha :D 
W sobotę wieczorem plan był prosty: przygotowaliśmy jedzenie i oglądaliśmy mecz Polska : Rumunia. Lewandowski wbił 3 bramki, Rumuni jedną. Fantastyczny wieczór :)

W niedzielę po nagraniach wybraliśmy się na obiad do Warowni. To urokliwe miejsce w formie średniowiecznego zamku. Jest muzyka z epoki, wystrój sali i nawet toalety przypomina czasy rycerskie :) jedzenie też było obfite i smaczne. Biesiadowaliśmy godnie :)



I piosenka, która w takim miejscu nie mogła wyjść z głowy.

Dobrze jest spędzać czas przyjemnie i pożytecznie :)

Kolorowe lato, lato kolorowe.

Kremy przyszły tego samego dnia. W pierwszej przesyłce oprócz zamówienia dostałam jeszcze miłe gratisy: szampon, mleczko do ciała i serum do twarzy. Wszystko naturalne, bardzo intensywnie ziołowe i do tego ręcznie napisana karteczka :) 






Krem do twarzy był niewielki, a pudełko niemal ogromne. Też ma wygodny aplikator.


I piosenka, którą uczyła mnie koleżanka jeszcze w Przemyślu. Niech już zacznie się prawdziwe lato!

Z filtrem na słońce - przegląd kremów przeciwsłonecznych

Pogoda w czerwcu jest bardzo w kratkę: jednego dnia grzeje niemiłosiernie, następnego mamy burze i deszcz, a temperatura spada o prawie 10 stopni. Nie wiadomo, jak się ubierać na takie zmiany i tak oto po niedzielnym spacerze w parku podczas deszczu dopadło mnie czające się w tajnych zakamarkach przeziębienie. Zachrypłam na kilka dni i zwolniono mnie z odbierania telefonów. Więcej innej pracy też specjalnie nie było przez długi weekend w Niemczech, Austrii, Danii i gdzieś tam jeszcze (Zielone Świątki), więc tak sobie odpoczywałam w pracy, chorując. Przeglądając facebookowe wpisy natrafiłam na artykuł o filtrach przeciwsłonecznych dla dzieci. Już niedługo czekają mnie wakacyjne wyjazdy, w tym Hiszpania w sierpniu, więc stoję przed palącą potrzebą zakupu kremu z filtrem. Ten artykuł otworzył mi oczy na nieznane niebezpieczeństwa ukryte w składach kremów, zwane filtrami przenikającymi.  O szkodliwości tychże możecie przeczytać tutaj.
Poniżej lista filtrów przenikających i niestabilnych.