Przejdź do głównej zawartości

Z filtrem na słońce - przegląd kremów przeciwsłonecznych

Pogoda w czerwcu jest bardzo w kratkę: jednego dnia grzeje niemiłosiernie, następnego mamy burze i deszcz, a temperatura spada o prawie 10 stopni. Nie wiadomo, jak się ubierać na takie zmiany i tak oto po niedzielnym spacerze w parku podczas deszczu dopadło mnie czające się w tajnych zakamarkach przeziębienie. Zachrypłam na kilka dni i zwolniono mnie z odbierania telefonów. Więcej innej pracy też specjalnie nie było przez długi weekend w Niemczech, Austrii, Danii i gdzieś tam jeszcze (Zielone Świątki), więc tak sobie odpoczywałam w pracy, chorując.
Przeglądając facebookowe wpisy natrafiłam na artykuł o filtrach przeciwsłonecznych dla dzieci. Już niedługo czekają mnie wakacyjne wyjazdy, w tym Hiszpania w sierpniu, więc stoję przed palącą potrzebą zakupu kremu z filtrem. Ten artykuł otworzył mi oczy na nieznane niebezpieczeństwa ukryte w składach kremów, zwane filtrami przenikającymi.  O szkodliwości tychże możecie przeczytać tutaj. 

Poniżej lista filtrów przenikających i niestabilnych.

Więcej informacji o kremach i mitach z nimi związanych w tym artykule.

Wybrałam się najpierw do drogerii w Galerii Mokotów w poszukiwaniu kremów bez tych strasznych substancji, ale we wszystkich możliwych znalazłam łącznie tylko dwa z bezpiecznym składem:



Fajne, duże opakowanie 150 ml, ale musiałabym przelewać do mniejszego, żeby zabrać do samolotu. Niestety w wersji z filtrem 30 już pojawiały się filtry przenikające.


To właściwie krem brązujący do opalania, opakowanie 50 ml. Nie znalazłam większego w sklepie. Cenowo wychodzi podobnie jak inne kremy w internecie, więc wstrzymałam się z kupnem i szukałam dalej. 

W Rossmanie przejrzałam składy wszystkich kremów do opalania i w każdym były filtry przenikające. Jak żyć? Pozostało mi jedynie poszukać kremu przez internet. 
Moja siostra nie stosuje kremów z filtrem i uważa je ogólnie za szkodliwe, więc kiedy podzieliłam się z nią artykułem, nawet nie mrugnęła. Przyznała jednak, że na Hiszpanię warto się zabezpieczyć od słońca i doradzała mi w zakupie najbardziej ekonomicznego opakowania. Kliknęłam na przegląd kremów z 2017 i dokonałam żmudnej analizy. Nie patrzyłam już na skład, bo to miałam za sobą, ale na ilość kremu w opakowaniu w stosunku do ceny. I tak wybrałam dwa produkty: 



Krem do twarzy Mustela jest wprawdzie dla dzieci, ale to nie przeszkadza. Jest w niewielkim opakowaniu 40 ml, ma wysoki filtr 50, więc powinien ochronić nos przed spaleniem. 
Do ciała wzięłam krem z filtrem 30, opakowanie 100 ml, żeby weszło do bagażu podręcznego.
Czekam niecierpliwie na przesyłkę i urlop na słońcu :) 

Komentarze