niedziela, 31 lipca 2016

Patrz wyżej - camp 2016

Obowiązkowy punkt wakacji - camp. Od 2005 roku nie opuściłam żadnego. Trudno sobie wyobrazić lato bez przyjazdu do Zatonia. Co roku przyjeżdżam z podobnymi oczekiwaniami, ale za każdym razem jest trochę zaskoczenia. Jak było w 2016 roku?



Tym razem nowością był PreCamp, czyli luźniejszy camp przed właściwym campem (relacja tutaj, zdjęcia tutaj). Trochę padało i pogoda była melancholijna, ale tylko pierwszego dnia. Potem było już tylko słonecznie.

Zwycięski mem. Nagrodę oddałam drugiemu uczestnikowi.

Na PreCampie bawiliśmy się w Sławogrodzie - replice średniowiecznego grodu słowiańskiego.




W tym roku podjęłam się niełatwego zadania muzycznego i przez to niemal na wszystkich zdjęciach z campu siedzę przy pianinie na scenie. Młody zespół campowy z energią śpiewał i grał, a ludzie śpiewali z zaangażowaniem. To właśnie i wszystkie podziękowania, jakie spłynęły od ludzi są najlepszą nagrodą za ten wysiłek.




Niestety dzień przed wyjazdem dopadła mnie paskudna choroba i przemęczyłam się tak przez półtorej tygodnia, kaszląc, kichając i chrypiąc. Kładłam się wcześnie spać i starałam się odpoczywać, kiedy czas na to pozwalał. Ale brałam udział w programie i grałam, bo w tym choroba nie przeszkadzała. Odpuściłam sobie tylko speed chat, bo nie byłam w stanie mówić i niestety, nie zaśpiewałam na naszym premierowym koncercie z All4Him :((( 

5 minut przed premierą. 
Tym razem słuchałam koncertu zawinięta w koc. Wielka radość i przyjemność słuchania :) 

Mówcy byli fantastyczni. Udało mi się ich poznać osobiście (ach, życie wokół sceny).
Sam Gungaloo z Anglii - inicjator Sobotniej Sofy, energiczny młody facet, który zmienił moje patrzenie na znane biblijne fragmenty. Za każdym razem miałam efekt "aha". Oprócz tego był naszym towarzyszem podróży do Zatonia, stołował się na śniadaniu w naszym domku i można z nim było tak normalnie pogadać na życiowe tematy. 


Lee i Marji Venden - przyjaciele Jezusa, którzy zarażali innych swoją pasją. Niezwykle pogodni ludzie, życzliwi dla każdego. Pastor Lee wysłuchał życzliwie moich dylematów związanych z trzecim programem, dziękował nam za śpiew przed wykładami, a jego żona Marji dopytywała się o moje zdrowie. Dobrze było och oboje poznać i razem z nimi siadać codziennie u stóp Jezusa.


Znajomi i przyjaciele - bez tego camp nie byłby campem. Niestety lata mijają, moi znajomi tworzą rodziny, są zapracowani i trzymają się coraz bardziej w swoim gronie, ale zbieram i doceniam wszystkie te pojedyncze momenty, kiedy mogliśmy pogadać chociaż chwilę, przejść się na spacer do lasu z psami, usiąść w kawiarence i zjeść tosty czy nawet zasiąść wokół stołu z komputerami, ale rozmawiając i pracując. Może już jestem za duża na włóczenie się z przyjaciółkami po campie i robienie milionów zdjęć; czasami jednak brakuje mi tych beztroskich momentów, które wypełniały poprzednie campy. 






 Sentymentalne podpisy na campowych ławkach z czasów, kiedy nie było Facebooka...

W tym roku na campie wypadła moja 11. rocznica chrztu :) tego samego dnia chrzcili się inni młodzi przyjaciele. Znowu razem z pathfindersami włożyliśmy mundury i świętowaliśmy niezwykłą uroczystość. 










Paweł :) so proud!

Co jeszcze? Robiłam bardziej szczegółowe zapiski w moim dzienniku, ale chyba niekoniecznie chcę się nimi dzielić :) niech te wspomnienia pozostaną dla mnie.



_____________________________________
Więcej zdjęć na https://www.facebook.com/campzatonie/
Tym razem młode pokolenie przejęło relacjonowanie z campu. Polecam stronę http://mlodzi.adwent.pl/category/camp-2016/ gdzie przeczytacie sprawozdania z poszczególnych dni campu.

piątek, 15 lipca 2016

Pokemon - stop or go?


Pierwsze kroki Pokemonów

Jeśli jesteście pokoleniem urodzonym w latach 80' lub początku lat '90, pamiętacie japońską kreskówkę typu anime o Pokemonach. 
Głównym bohaterem serialu jest Ash Ketchum, który wyrusza w podróż, aby zdobyć tytuł Mistrza Pokémon. W trakcie podróży spotka nowych przyjaciół (Misty, Brock, Tracey, May, Max, Dawn, Iris, Cilan, Clemont, Bonnie, Serena), przysporzy sobie wrogów (Zespół R, Zespół G, Zespół Magma, Zespół Aqua i Zespół Plasma), stoczy wiele pojedynków z lokalnymi mistrzami Pokémonów, aby zdobyć odznaki, które pozwolą dostać mu się do finałów i ważniejszych turniejów. Pierwszym Pokémonem Asha jest Pikachu, którego dostaje od profesora Oaka. Od profesora dostał także Pokédex (urządzenie, w którym skatalogowana jest cała zebrana przez profesora Oaka wiedza o Pokémonach). Pokémony, łapane przez trenerów, są najczęściej przechowywane w Pokéballach (choć istnieją również inne Balle). Ich właściciele mają obowiązek opiekować się nimi. Każdy Pokémon należy do jednego z osiemnastu typów, zna ataki, które stosuje podczas bitwy między trenerami Pokémonów, ma własne statystyki (atak, obrona, szybkość, specjalny atak, specjalna obrona) itp.
Jak to z każdą nowością bywa, zdania były tutaj podzielone: dla jednych oglądanie bajek o Pokemonach było najważniejszym wydarzeniem dnia, dla innych szczytem obciachu. Zbieranie żetonów Tazo z Pokemonami, dostępnymi w paczkach chipsów, było jednym z hobby dzieciaków, po żetonach ze Star Wars czy Space Jam



Wizerunek Pokemona - dziwacznego, wojowniczego stwora został szybko uznany jako rodzaj obelgi dla osób zafascynowanych gromadzeniem jak największej ilości znajomych na popularnych komunikatorach (kim są Pokemony-ludzie? Zobacz tutaj). Znane było powiedzonko, które miało być szczytem pogardy: "Daj mi swoje zdjęcie, bo zbieram Pokemony".

Naprzód, Pokemony 

Wydawało się, że zainteresowanie Pokemonami zanikło, gdy pokolenie na nich wychowane dorosło (tak, ja się też do niego zaliczam). Jednak w latach '10 XXI wieku Pokemony powróciły w nowej odsłonie jako aplikacja na telefon Pokemon go. 

Pokemon GO Stworzona przez studio Niantic we współpracy z The Pokemon Company mobilna gra RPG, wykorzystująca technologię rzeczywistości rozszerzonej (ang. Augmented Reality). Aplikacja wykorzystuje kamery smartfonów i tabletów do rejestrowania otaczającej nas rzeczywistości, a następnie nakłada na ten obraz dodatkowe, trójwymiarowe elementy. W wykreowanym w ten sposób świecie szukamy kolejnych Pokemonów, podążając za wytycznymi systemu GPS. Pozostałe elementy rozgrywki nie odbiegają od większości produkcji z tej serii. Zabawa koncentruje się więc na odnajdywaniu i łapaniu kieszonkowych potworów, a następnie trenowaniu ich i wystawianiu do walki przeciwko innym graczom z całego świata. Aplikacja Pokemon GO współpracuje także ze specjalnie stworzonym, sprzedawanym oddzielnie gadżetem w formie opaski na rękę, pozwalającym na dostęp do dodatkowych funkcji w grze, gdy nie mamy akurat pod ręką urządzenia mobilnego. Opaska wibruje i świeci się zawsze, gdy w pobliżu nas znajduje się Pokemon. [źródło]

Więcej niż gra

O grze, która opanowała niemal cały świat, mówi się jak o fenomenie, który zmienił styl życia ludzi. Chociaż nadal ludzie są "przyklejeni" do swoich smartfonów, to jednak z punktu widzenia społecznego czy medycznego gra wydaje się mieć przewagę plusów. Zwiększyła się aktywność fizyczna: w tym artykule czytamy, że dla złapania, a następnie wyhodowania Pokemona ludzie pokonują kilometry, wychodząc z domu i wędrując po okolicy piechotą lub rowerem. Dzięki grze można porozmawiać na ulicy z zupełnie obcymi ludźmi, którzy też wyruszyli właśnie na poszukiwanie stworów. Gra posiada też walory kulturoznawcze: fani Pokemonów trafiają do różnych instytucji i miejsc publicznych, bo przecież Pokemony mogą być wszędzie, a managerowie tychże instytucji już się głowią, jak wykorzystać fenomen aplikacji do zwabienia klientów. 


Powariowali...?

Masowe poruszenie ludzi wbrew ustalonemu trybowi życia musiało wywołać również zakłócenia porządku publicznego. Nikt jeszcze na szczęście nie zginął, łapiąc Pokemona (historia o nastolatku, który spadł z mostu, polując na rzadki okaz stwora po przebadaniu sprawy okazała się żartem), ale drobne wypadki się zdarzają, takie jak upadek z deskorolki czy skręcenie kostki podczas używania aplikacji (artykuł).  Nieprzyjemna sytuacja spotkała jedną dziewczynę, która spacerując nad rzeką natrafiła na zwłoki topielca. Niektóre miejsca są narażone na częstsze wizyty przez grających, którzy poszukują miejsca walk Pokemonów czy platform z artefaktami do gry. Oczywiście możliwe są zagrożenia wynikające z udawania się w podejrzane miejsca i pojawiły się już przypadki napadów rabunkowych na graczy, zwabionych hasłem "rzadki Pokemon". Jak się to rozwinie i czy rzeczywiście gra okaże się niebezpieczna, jeszcze się przekonamy. Bardziej zastanawiające są niebezpieczeństwa technologiczne (artykuł). Aplikacja uzyskuje dostęp do danych na koncie Google, przez co jesteśmy "śledzeni" i bardziej narażeni na atak hakerów.


Bajkowe stwory - bardziej niebezpieczne, niż się to wydaje

Czas na najtrudniejszą część artykułu... Jako osoba wierząca nie mogę pominąć pytania: jak z punktu widzenia chrześcijanina wytłumaczyć to, że gra może być naprawdę niebezpieczna? Pomijając problemy z dostępem do danych, losowymi wypadkami, wyłudzeniami itp. czy sama idea Pokemonów jest groźna? 
W pewnym felietonie autor jednym zdaniem zwraca uwagę na to, że gra miesza świat rzeczywisty z wirtualnym. Nie jest to nic nowego w naszych czasach, gdzie wszystko się załatwia za pomocą technologii. Ta myśl jest jednak dużo głębsza. 
Odwołując się do samej fabuły: Pokemony to fikcyjna historia, wykorzystująca elementy magii, koncentrująca się na walce o zdobycie jak największej ilości baśniowych stworów, aby móc zwyciężać pojedynki. Fikcja uważana jest w naszym świecie za pozytywne zjawisko, używana w kontrolowany sposób może rozwijać abstrakcyjne myślenie i wyobraźnię. Patrząc jednak szerzej powoduje ona raczej zaburzenia w ocenianiu rzeczywistości. Znane historie ludzi, którzy oglądając filmy o superbohaterach zdecydowali się skoczyć z balkonu czy zaburzenia psychiczne u ludzi, wyobrażających sobie, że są sławnymi ludźmi pokazują raczej negatywne strony "zanurzenia" w fikcji.
Już ponad sto lat temu chrześcijańska pisarka Ellen White wypowiedziała się na temat wymyślonych historii bardzo bezpośrednio:
"W wychowaniu dzieci i młodzieży używa się bardzo wiele zmyślonych opowiadań, mitów, fikcyjnych historyjek. Książki o takim charakterze używane są w szkołach i znajdują się w wielu domach. Jak mogą chrześcijańscy rodzice pozwolić, aby ich dzieci używały książek tak przepełnionych fałszem? Gdy dzieci pytają o znaczenie tych historii, tak różniących się od nauki rodziców, pada odpowiedź, że są one nieprawdziwe; ale to nie usuwa złych rezultatów zajmowania się nimi. Idee przedstawiane w tych książkach mylą dzieci. Przyswajają sobie one niewłaściwy pogląd na życie i zaczynają pielęgnować w sobie nierealne pragnienia..." 
Kolejną poważną kwestią jest chęć posiadania nadludzkiej mocy, bo po to się w bajce zbiera wszystkie Pokemony. To bardzo popularny motyw wielu filmów i gier. Ludzie chcą przekraczać granice swoich możliwości i wierzą, że kiedy wykorzystają 100 % potencjału swojego umysłu, będą tacy, jak Bóg. Biblia wspomina pierwszą istotę, która poddała się takiemu myśleniu: 

"Jakże to spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na ziemię, ty, który podbijałeś narody? Ty, który mówiłeś w swym sercu: Wstąpię na niebiosa; powyżej gwiazd Bożych postawię mój tron. Zasiądę na Górze Obrad, na krańcach północy. Wstąpię na szczyty obłoków, podobny będę do Najwyższego."
Iz 14, 12-14 
Lucyfer, czy też Jaśniejący lub Syn Jutrzenki, chciał posiąść moc i władzę, jaką ma Bóg, zupełnie nie rozumiejąc idei charakteru Boga. Doprowadziło go to do buntu przeciwko Bogu, za co został zrzucony na ziemię (Ez 28, 17). Teraz ludzie na jego podobieństwo też dążą do zdobycia mocy i władzy, która uczyni ich bogami, ale nie rozumieją, że sięgając po to wchodzą na niebezpieczny teren. Szatan jako potężna duchowa istota nadal dysponuje mocą i to do niego trafiają ludzie pragnący władzy i potęgi dla osiągnięcia własnych korzyści.

A co z magią i czarami, którymi nasycona jest bajka o Pokemonach (ale i nie tylko ta)? Jeżeli zakładamy istnienie dwóch mocy: Bożej i szatańskiej, to za każdym zjawiskiem nadprzyrodzonym musi stać jedna z tych mocy. Już z tego założenia jest to przeciwne ideom, które są prezentowane w Biblii. W każdym przypadku określa ona magię i czary jako grzech i było to tępione przez wszystkich wierzących w czasach biblijnych. Bóg zakazywał zajmować się jakąkolwiek magią i czarami oraz wszystkim, co z tym związane. Dlaczego? Ponieważ wie, że to nie pochodzi od Niego, więc to znaczy, że pochodzi od szatana (logiczne - Bóg nie zakazywałby interesować się czymś, co jest związane z Nim samym). 
"Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem, jak czary, a krnąbrność, jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom."
1 Sm 15,23 
"Jawne zaś są uczynki ciała, mianowicie: wszeteczeństwo, nieczystość, rozpusta, bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo, zabójstwa, pijaństwo, obżarstwo i tym podobne; o tych zapowiadam wam, jak już przedtem zapowiedziałem, że ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego nie odziedziczą. "
Ga 5,19-21
Wszystko to, co w jakikolwiek sposób nawiązuje do czarów, magii (czy to dobrej czy złej), nawiązuje do mocy zakazanej przez Boga. Jeżeli coś pokazuje magię jako dobrą, to pokazuje, że moc Szatana jest dobra i przyzwyczaja ludzi do takiego myślenia, podczas kiedy Bóg mówi: "to jest złe". Dlatego niewinne pokazywanie magii jest tym gorsze, bo zarzuca Bogu kłamstwo.

Biorąc pod uwagę te właśnie wypowiedzi postawię założenie, że wszelkie bajki, filmy, książki, gry, ideologie, religie, filozofie i techniki psychofizyczne koncentrujące się na zdobyciu mocy i przekraczaniu granic, wykorzystujące czary, magię itp. są ideologią zaszczepioną przez samego szatana. Pokemony w postaci kreskówki czy gry zaliczają się więc do takiej kategorii.

O co ten cały raban

Artykuł ten jest podsumowaniem dyskusji, która ostatnio rozpętała się pod moim wpisem na Facebooku, ale nie chcę was nim nawracać ani zmywać wam głowy. Polecam stwierdzenie do przemyślenia: "wszystko mi wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne". Macie wolną wolę i możecie grać w co chcecie, oglądać, co chcecie, jeść i pić, co chcecie i wierzyć, w co chcecie. Możecie przejmować się wszystkim przesadnie i mówić: "wszystko jest złe, nie będę robić niczego i innym też zabronię", jak i: "a co złego jest w tym czy w tamtym, skoro mi się podoba?" Sami oceńcie, czy to są słuszne postawy. 
Co ja z tym robię? Dystansuję się od tego, a mój dystans polega na tym, że odcinam się od wszystkiego (w miarę możliwości), co jest dla mnie szkodliwe i wyrażam to otwarcie, aby zwrócić uwagę innych. Jeśli jesteś osobą wierzącą, polecam rozważyć powyższe argumenty, a nuż "naiwna gra" jest wstępem do dużo poważniejszego problemu. Jeśli jesteś niewierzący, miło, że przeczytałeś aż do tego momentu. Niech ten blog będzie miejscem życzliwym dla wszystkich.

Karolina Harasim

czwartek, 14 lipca 2016

Przyjdź jak deszcz - premiera


Już za tydzień, w pierwszą sobotę na campie zagramy nasz nowy program. Serdecznie zapraszam!

poniedziałek, 11 lipca 2016

Finał Euro 2016. Footbal unfair


Oglądaliście finały mistrzostw Europy wczoraj? I jak się wam podoba wynik? 
Prawie założyłam się z Diego, że wygra Francja. On trzymał za Portugalię, chociaż tak naprawdę żadna drużyna nie była jego ulubioną. Najpierw kibicował Polsce, potem Islandii i Walii, ale niestety wszystkie odpadły, więc potem było mu już to obojętne. Ja chciałam, żeby wygrali Francuzi, bo byli lepsi, pokonali mistrzów świata w półfinale. Ten młody Griezman był tak uroczy, że życzyłam mu co najmniej 3 bramek w tym finale, a Christiano działa mi na nerwy. Kiedy jednak został wyeliminowany z gry, zrobiło mi się go autentycznie żal. Wszystko wyglądało na to, że po takiej stracie ta drużyna się już nie podniesie. Przed piorunującymi strzałami Francuzów skutecznie bronił Portugalię Rrrui Patricio, jak wymawiali nasi polscy komentatorzy. Wytłumaczyłam menino, żeby lepiej nie czytał tego imienia po portugalsku przez "ch" i co po polsku oznacza to brzydkie słowo na "ch". Przekleństwa w obcym języku to zawsze intrygujący temat :P 
Kiedy zaczęła się dogrywka, byłam już tak zmęczona, że powiedziałam do Diego: "jest mi wszystko jedno, kto wygra, niech ktoś wreszcie strzeli bramkę." Nie minęło wiele czasu i bramkę strzelili... Portugalczycy. Menino miał rację. 
Pozostaje tylko pytanie...


Chyba Kohelet ma na to najmądrzejszą odpowiedź:

"I ponownie stwierdziłem pod słońcem, że nie najszybszym przypada nagroda i nie najdzielniejszym zwycięstwo, również nie najmędrsi zdobywają chleb, a najroztropniejsi bogactwo, ani najuczeńsi uznanie, lecz że odpowiedni czas i przypadek stanowią o powodzeniu ich wszystkich."
Koh 9,11 

Futebol jest nieprzewidywalny i niesprawiedliwy. Nie wygrywają lepsi, tylko ci, którzy mają więcej szczęścia. Portugalczycy mieli to szczęście przez całe mistrzostwa. A niech mają i choć raz wygrają. Na pocieszenie możemy sobie jako Polacy mówić: przegraliśmy dopiero z mistrzami Europy :P
Ale i tak jesteśmy mistrzami. W olimpiadzie lekkoatletycznej wygraliśmy w klasyfikacji medalowej!



niedziela, 10 lipca 2016

Rewers - krajowy obóz letni Pathfinder 2016

Ronia - przyszły Master Guide

Dzisiaj kończy się krajowy obóz Pathfinder w Zarzęcinie nad Zalewem Sulejowskim. Chciałabym napisać, co się tam działo, ale tym razem nie byłam... Niestety od roku nie mam już wakacji i okres letni wypełnia praca. Cieszę się, że chociaż na campie będę mogła też coś porobić z pathfindersami. 
Kiedy przeglądałam wczoraj albumy z obozu i patrzyłam na te wszystkie mi znane twarze, żałowałam, że nie zaplanowałam choćby wyjazdu na weekend, przecież to tak niedaleko. Za każdym razem to niezwykłe patrzeć na te rosnące z roku na rok dzieci. Jeszcze pięć lat temu były w moim zastępie, a teraz są zastępowymi... Czuję radość i dumę jednocześnie, gdy widzę tę młodą reprezentację naszego kościoła. Cieszę się na widok Roni w mundurze i chuście z Brazylii. Jak tylko zobaczyłam to zdjęcie przy maszcie z flagami, to było to dla mnie najlepsze zdjęcie z całego albumu.


Jeszcze tylko tydzień pracy i... URLOP!!! 

piątek, 8 lipca 2016

A ja NATO jak na lato.



Dzisiejszy dzień będziemy w pracy dobrze pamiętać... Kilka dni temu zapowiedziano nam próbny alarm przeciwpożarowy. Ciekawe, że złożyło się to z rozpoczęciem szczytu NATO w Warszawie... Więcej informacji tutaj
Dzisiaj około godziny dziesiątej w budynku zawyła syrena. Ze spokojem wylogowaliśmy się, pozamykaliśmy okna na naszym piętrze i udaliśmy się do wyznaczonego wyjścia ewakuacyjnego, a następnie do klatki schodowej. Na zewnątrz zgromadził się tłum ludzi, zaskoczonych słońcem i tlenem w środku dnia. Chociaż polecenie brzmiało: zostawiamy wszystkie rzeczy i wychodzimy, ludzie i tak pozabierali torebki i papierosy, bo przecież taka przerwa jest najlepsza po to, aby zapalić. Oczywiście po wszystkim powróciliśmy zgodnie do budynku cali i zdrowi. 
Niby nic takiego, niby tylko ćwiczenia, ale kiedy usłyszałam alarm, włączył się we mnie impuls: "oho, będzie się działo". Wolałabym nie doświadczyć tego podczas prawdziwego zagrożenia, ale często zastanawiam się nad tym, jak się sprawdzę w naprawdę trudnej sytuacji. Chciałabym być spokojna i opanowana, żeby pomóc innym opanować panikę i lęk. 

czwartek, 7 lipca 2016

Fix you.




Fix you
Coldplay

When you try your best but you don't succeed 
When you get what you want but not what you need 
When you feel so tired but you can't sleep 
Stuck in reverse 

When the tears come streaming down your face 
When you lose something you can't replace 
When you love someone but it goes to waste 
Could it be worse? 

Lights will guide you home 
And ignite your bones 
And I will try to fix you 

High up above or down below 
When you' re too in love to let it go 
But if you never try you'll never know 
Just what you're worth 

Lights will guide you home 
And ignite your bones 
And I will try to fix you 

Tears stream down your face 
When you lose something you cannot replace 
Tears stream down your face and I 

Tears stream down your face 
I promise you I will learn from my mistakes 
Tears stream down your face and I 

Lights will guide you home 
And ignite your bones 
And I will try to fix you

***

Pojechałam nad staw po pracy, bo szalenie potrzebowałam przewietrzyć umysł. Godzina jazdy rowerem i zaczyna się dobrze układać. Potrzebowałam sobie przypomnieć, że jedyne, co muszę, to oddychać. Cała reszta jest moją osobistą chęcią i decyzją.
Nie muszę wracać po pracy zaraz do domu i rzucać się do gotowania obiadu na jutro. Mogę jednego dnia zrobić coś super ekstra, a kolejnego po prostu ugotować mrożone pierogi i git. Nie umrę z braku substancji odżywczych. I tak moja dieta nabrała takiej regularności, że czuję, że chudnę pomimo tego, że siedzę 8 godzin za biurkiem. A jak dodam do tego regularne treningi i zacznę korzystać z mojej fantastycznej karty Multisportu, to już w ogóle będzie ze mnie żyleta.
Nie muszę zgadzać się na wszystko i pomagać wszystkim, tylko dlatego, że coś potrafię i nie mogą znaleźć nikogo innego. Jeśli nie jestem do czegoś przekonana, nie muszę tego robić. Mogę zawsze powiedzieć "nie, poszukajcie kogoś innego". Obrażą się, powiedzą, że jestem dziwna? Trudno. I bez tego mam co robić. Całego świata nie uszczęśliwię.
Nie muszę czekać, aż ktoś się do mnie pierwszy odezwie i zainteresuje. Sama mogę zapytać, jak już się przemogę. Dzisiaj wreszcie zagadnęłam jakoś normalnie do dziewczyn z pracy: skąd są, co studiują. Trochę późno, ale wszystkie takie zarobione i nie było kiedy. Jestem najstarsza z mojej niemieckiej ekipy, co było sporym zaskoczeniem dla nich, bo z wyglądu myślały, że jestem studentką. Robi się fajnie, czuję, jakbym znowu była w mojej studenckiej grupie, łączy nas wspólna niedola i zmagania z niemieckim. 
Nie muszę narzekać, płakać, czekać, tęsknić, marzyć o nierzeczywistym. Mogę żyć dzisiaj, tu, teraz, cieszyć się całym tym zawirowaniem, które mnie otacza i dzielić się nim tylko z ludźmi, których rzeczywiście i szczerze obchodzę. Może jest ich niewielu, ale są od zawsze. Inni przychodzą i odchodzą.
Od tygodnia chodzi mi ta piosenka po głowie i dzisiaj doczytałam słowa. Kurczę, ale utrafił.

niedziela, 3 lipca 2016

"Przyjdź jak deszcz" - próba w Gdańsku



I znów wpis na szybko...
W weekend pojechaliśmy z All4Him do Gdańska, żeby wreszcie Tomek nie miał daleko na próbę :) zrobiliśmy nasz nowy program w całości. W sobotę wieczorem zaprosiliśmy znajomych na próbę generalną, żeby wypowiedzieli swoje uwagi. Jest jeszcze trochę roboty przed występem, ale program jest zamknięty. Dominika zaśpiewała fantastyczne solo altem :) 


Znowu był radosny czas integracji przy przygotowywaniu posiłku, dużo jedzenia, dobrych ciast... I mało spania :P nad morze też nie zdążyłam pójść. Trudno, trzeba zaplanować kiedy indziej plażowanie. 
Zapraszam na camp, 23 lipca o 21.00 będzie premiera naszego programu "Przyjdź jak deszcz"!