Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2013

2013 - podsumowanie

Rok się kończy, moi kochani, czas na podsumowanie najciekawszych wydarzeń. Muszę przyznać, że tempo ani trochę nie zwolniło :)
Styczeń Smartphone. Przełom w moim systemie wartości: zdecydowałam się na telefon dotykowy, kupiony za własnoręcznie zarobione pieniądze, po trzech miesiącach poszukiwań odpowiedniego modelu. 
Luty Zimowisko w Lidzbarku. Zaawansowane w przygotowaniach wydarzenie drużyny, podczas którego mieliśmy porządną szkołę charakterów, ale też dużo dobrej zabawy w bardzo klimatycznych miejscach Lidzbarka: nieczynnych torach, na górze i pod wieżą ciśnień :) niezapomniany Hans Kloss-Aleks w niemieckim mundurze i z nienaganną niemczyzną :)
Marzec Weekendowa kariera Kikomendanta. Niezapomniany zjazd w Gdańsku, podczas którego pełniłam obowiązki komendanta i przekrzykiwałam nadmorskie fale. Podróż z połową chorągwi pociągiem przez Malbork - bezcenne :)
Kwiecień Makowa Panienka ;) Mój pierwszy osobisty komputer, za osobiście zarobione pieniądze, śliczny srebrny MacBook. 
Maj Nie święci …

Bajkowka homemade

Tak jak obiecywałam, tak zrobiłam. Przepis na pierniczki znalazłam na Moje Wypieki. Wyszły fajne, a dekorowanie lukrem i czekoladą okazało się świetną zabawą :) razem z Olą, mamą i Ronią zrobiłyśmy marchewkową zupę-krem, babkę ziemniaczaną i ponad setkę pierniczków. Jesteśmy zmachane, bo w środku dnia wybrałyśmy się jeszcze na spacer nad rzekę, ale dzień był radosny :)

Trzeba zająć się przygotowywaniem zabaw na sylwestra i poszukiwaniem transportu do Pszczyny na weekend... Niedługo posiedzimy w domu...

Blabla podróż do Wojkówki

Przebój, który cały dzień tłukł mi się po głowie. Nachalna świąteczna propaganda :P

Uff, nareszcie wolne... Długi rok pracy już za nami. Razem z Olą zaplanowałyśmy podróż do domu z blablacar. Ola jeździła już kilka razy, ja jechałam po raz pierwszy. Subskrypcję na trasę z Warszawy do Krosna miałam ustawioną od pół miesiąca, ale dopiero przez weekendem trafił się dogodny przejazd z niejakim Grzegorzem. Umówiliśmy się na poniedziałek o 15, a wcześniej wybrałyśmy się z Olą na zakupy na halę na Bakalarskiej - słynne miejsce, gdzie można kupić ciuchy i buty za śmieszne pieniądze. Do wesela Dawida i Judyty został tydzień, ja potrzebowałam butów, a Ola bolerka. Kiedy dojechałyśmy tam i weszłyśmy w te rzędy stoisk, oszołomiły nas ilości ubrań. Zaraz znalazłyśmy sobie fajne spodnie dresowe, Ola spódniczkę, kardigan, a ja dopiero na którymś z kolei stoisku wypatrzyłam ładniutkie kremowe lakierowane szpilki. Nie miałyśmy za wiele czasu - trzeba było szybko się zbierać, bo nasz kierowca chciał wy…

Bo byłam grzeczna ;)

Dzisiaj był ostatni dzień zajęć z moimi małymi uczniami. Wypełniłam rozliczenie, wystawiłam rachunek i poszłam uszczęśliwiona do domu o godzinie 16, zaaferowana perspektywą wolnego popołudnia. Zaraz po powrocie do domu pochłonęło mnie robienie sklepiku z naszywkami, wstawianie obrazków i tak siedząc spokojnie i słuchając muzyki na Spotify (płyta Love actually by The Royal Philharmonic Orchestra) odpłynęłam zupełnie. Tę błogą sielankę przerwał telefon od mamy moich uczniów z Michałowic, Gabrysi i Adasia, którzy mieli dzisiaj mieć domowy koncert. Ajajaj, ale wtopa. A miałam zapisane w kalendarzu... szybko się pozbierałam i popędziłam na rowerze. W domu była już babcia i sąsiadka na herbatce, dzieci chodziły na rzęsach, ale szybko się ogarnęły i zagrały. Gabrysia zaskoczyła mnie zupełnie, grając ze skupieniem i powoli, czego na lekcjach nie mogłam się jej doprosić. Adam zagrał w tempie ćwiczeniowym, więc nie powalił, ale Sonatina w jego wykonaniu była tak świadomie zagrana, z interpreta…

Miał być ślub

Najdziwniejsze przygody można czasem przeżyć we śnie. Dzisiaj przyśnił mi się mój własny ślub. Był to dziwny sen, bo dzielił się na dwie części. Zazwyczaj jak się przebudzę, a sen nie ma jeszcze zakończenia, bardzo rzadko zdarza się, że gdy zasnę ponownie, to przyśni się to samo, a tym razem tak się stało.  Zaczęło się od tego, że zobaczyłam kościół. Był nieduży, położony na lekko opadającym wzgórzu, pod lasem, prowadziła do niego kamienna nierówna ścieżka. Pobiegłam tam, żeby zobaczyć, jak wygląda w środku. Nie był to jeszcze dzień ślubu, tylko przygotowania, a ja nie wiedzieć czemu miałam już na sobie suknię i bose stopy, zupełnie jak ta dziewczyna z fotografii. Kościół wyglądał jak zwykła sala, z ławami, krzesłami, z tyłu siedział akustyk za wielką konsolą, a z przodu znajdowali się księża prawosławni (naprawdę nie wiem, dlaczego akurat prawosławni, bo środek wyglądał na typowy kościół protestancki) i kilkoro ludzi się w środku kręciło. Dostrzegłam gdzieś moją mamę, która poinform…

Make my wish come true.

Ulubiona piosenka z mojej ulubionej świątecznej komedii romantycznej z parą ulubionych bohaterów za kulisami ;) no i co z tego, że ograna i komercyjna. Myślę, że jest wołaniem wielu typowych Bridget Jones, spędzających samotne zimowe wieczory z pudełkiem lodów i filmami o wielkiej miłości. A, i na miejscu wokalistki też bym wybrała chłopca z perkusją ;)  Macie jakieś życzenia na nowy rok? Moich jest kilka: *nowy telefon (bo stary przekazuję Oli) i sensowny abonament *nowi, fajni uczniowie
*śniegowce na nadchodzące mrozy *praca na wakacje *wyjazd na camporee do Holandii *pokój na świecie, cytując Sandrę Bullock w "Miss Agent" :P
*you ;*

Dobra wiadomość na najbliższe dni jest następująca: jeszcze tylko 5 dni i... ferie! Jedziemy z Olą do Wojkówki, będziemy grać w gry, oglądać filmy, piec pierniczki i muffinki i byczyć się :) brzmi fantastycznie, prawda? Dobrze mieć swój prywatny koniec świata :) 

Ciesz się z komendanta, jakiego masz...

Masz ci, od niedzieli minęło już 3 dni, a ja nie napisałam, co z tym komendantem...


Uroczyście informujemy, że Zarząd Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego wybrał na nowego komendanta Związku Harcerstwa Adwentystycznego Pathfinder Dh. Mariusza Adamczyka.

Nowemu komendantowi życzymy Bożych błogosławieństw 

Rada drużynowych Siedlce - galeria

Rada drużynowych w Siedlcach dawno już przeszła do historii, ale zdjęcia dotarły dzisiaj, więc dzielę się naszymi pięknymi uwiecznieniami mundurów :)
Komendanci, drużynowi, zastępowi, instruktorzy i siedleckie zuchy :)

Zawsze młodzi i piękni :)


Pokój katechetyczny zainspirował nas do niezwykłej sesji zdjęciowej, tematycznie powiązanej z aktualnymi wtedy wydarzeniami (spalenie tęczy na Placu Zbawiciela w Warszawie przez demonstrantów w Dniu Niepodległości). Ale dla nas tęcza ma swój pierwotny, biblijny wymiar, czyli znak obietnicy :)




 Ps. 1 Dzisiaj wstrzymujemy oddech, bo ma być decyzja w sprawie nowego komendanta... czekamy niecierpliwie ;)
Ps. 2 Przed półgodziną wprowadziła się Lidka do naszego mieszkania. Trochę to trwało, ale wreszcie się udało ;)

I nawet kiedy będę sam, nie zmienię się.

Weekend zaczyna się w czwartek po południu, kiedy kończę ostatnie zajęcia i idę na zakupy. Niestety wczoraj nie miałam zupełnie głowy do kupowania, chociaż znalazłam fantastyczne skórzane botki z Lasockiego za 126 zł (po 30% obniżce z kartą stałego klienta). Katar tak otumanił mi mózg, że musiałam usiąść chwilę spokojnie na ławce i przekalkulować, że w tym momencie są ważniejsze wydatki, niż buty. Skończyło się zatem na herbacie z "Five o'clock" o nazwie "Wigilijny wieczór" - bardzo smaczna owocowa mieszanka z nutą pomarańczy. A wieczorem obejrzałam "Gnomeo i Julia". Zabawnie zanimowali krasnale ogrodowe ;) Dzisiaj obudziłam się z zatkanym na amen nosem i wyschniętym gardłem. Katar osiągnął swoje apogeum. Jak dobrze, że piątki są wolne, bo zupełnie nie miałam siły ruszać się gdziekolwiek  z domu. Ogarnęłam mieszkanie i resztę dnia spędziłam z chusteczkami, czytając po raz kolejny bloga od początku. Jakoś lubię wracać do tamtych szalonych studenckich …

I can go the distance.

Go the distance
Michael Bolton

I have often dreamed, of a far off place
Where a hero's welcome, would be waiting for me
Where the crowds will cheer, when they see my face
And a voice keeps saying, this is where I'm meant to be

I'll be there someday, I can go the distance
I will find my way, if I can be strong
I know ev'ry mile, will be worth my while
When I go the distance, I'll be right where I belong

Down an unknown road, to embrace my fate
Though that road may wander, it will lead me to you
And a thousand years, would be worth the wait
It might take a lifetime, but somehow I'll see it through

And I won't look back, I can go the distance
And I'll stay on track, no, I won't accept defeat
It's an uphill slope, but I won't lose hope
Till I go the distance, and my journey is complete

But to look beyond the glory is the hardest part
For a hero's strength is measured by his heart

Like a shooting star, I will go the distance
I will search the …

Olejek arganowy z Rossmanna

Kilka tygodni temu byłam u fryzjerki, mojej sąsiadki Leny, żeby wyrównać włosy, bo ponad półtorej roku nic z nimi nie zrobiłam. Lena dokonała cudu, skracając zniszczone końcówki, ale nie naruszając niemal nic z długości, co mnie bardzo ucieszyło, bo cały czas je zapuszczam. Po obcięciu natarła mi włosy olejkiem arganowym, polecając go jako doskonały kosmetyk na puszące się włosy, niesforne końcówki i dla ochrony przed niszczeniem. Mam maskę do włosów Kallos Argan, ale to nie jest jednak to samo (poza tym zbliża się zima, będę musiała wrócić do Kallos Latte, bo włosy znów zaczynają się wysuszać i elektryzować).  Będąc w Rossmannie odkryłam nową linię do włosów na bazie olejku arganowego. Taka mała buteleczka o pojemności 20 ml kosztuje niecałe 9 zł. Jest bardzo wydajna, wystarczy kropelka w zagłębieniu dłoni, aby pokryć końcówki i jeżeli ktoś chce, to większą powierzchnię włosów. Spodobał mi się o wiele bardziej niż jedwab, którego w buteleczce o podobnej cenie jest jednak mniej. Pona…

Czas Relaksu, relaksu to czas.

Już na początku tego roku rozglądałam się za śniegowcami, ale ceny są zatrważające. Obiecuję sobie, że kiedyś zaoszczędzę i sobie takie buty kupię.  Przeglądając moje listy blogów znalazłam posta u Sztywniary, która reklamowała Relaksy. Nie znam tego reliktu PRL, bo jeszcze wtedy nie żyłam, ale wyszperałam więcej informacji tutaj i okazało się, że buty wracają w odświeżonym, udoskonalonym stylu i kosztują... 399 zł. Kupę kasy, ale są skórzane, ocieplane owczą wełną no i made in Poland. Nie deklaruję się, ale chyba się wybiorę do Reduty i sobie przymierzę, żeby się upewnić, jak wyglądają na żywo.  Tydzień po weekendzie zaczął się od dłuuugiego odsypiania, które kontynuuję i dzisiaj. Jak dobrze mieć pracę po południu ;)

Szklana pogoda

Mam do zakomunikowania ważną wiadomość na koniec dnia: mamy śnieg. Śpiewałyśmy sobie dzisiaj o nim z Kasią tak beztrosko na lekcji, a tymczasem spadł i nie ma żartów! Ale dużo poważniejsza pogoda szykuje się jutro: zapowiadają huragany i nad morzem do 8 stopni w skali Beauforta. Prawie jak w tej znanej piosence Krzysztofa Klenczona, którą przesłuchałam dzisiaj w całości pierwszy raz w życiu. Będzie trochę groźnie jutro, zostaję sama w domu, ale może nie będzie źle :) przecież jestem odważną kobietą, pathfindersem, niestraszne mi wichury :P

Sylwestrowy Suchar w Stolycy - Reaktywacja

Szykuje się reaktywacja Sylwestrowego Suchara w Stolycy, więc już zamieszczam oficjalne zdjęcie wydarzenia i piosenkę przewodnią. Hit nienajnowszy, ale w temacie :) aż mi się przypomniała kompania karna na obozie i Seba, który wyśpiewał to kapitalnie :)



Nie mogę uwierzyć, że już rok się kończy. Dzisiaj zadzwoniła pani z obsługi klienta w Play i zorientowałam się, że w styczniu kończy mi się umowa na telefon :) trzeba pomyśleć, co z tym fantem zrobić i jak się ustawić na następny rok.

Zakochanie a adrenalina

"Peeta i ja bardzo się zżyliśmy. Ciągle zdarzają się momenty kiedy chwyta się krzesła i trzyma dopóki przebłyski jego zmodyfikowanej pamięci nie miną. Ja budzę się z koszmarów o zmiechach i zabitych dzieciach. Ale jego dłonie są przy mnie, by mnie pocieszyć. I ostatecznie jego usta również. W nocy poczułam to jeszcze raz, ten głód, który zawładnął mną na plaży, wiedziałam, że zdarzyłoby się to i tak. Tym, czego potrzebuję do przetrwania nie jest ogień Gale’a, podsycany złością i nienawiścią. Mam mnóstwo ognia w sobie. Ja potrzebuję mniszka (mlecza) w wiosnę. Ta jasna żółć, która przywodzi na myśl odrodzenie zamiast zniszczenia. Obietnicę, że życie może trwać dalej bez względu jakie ponosimy straty. Że może znowu być dobrze. I tylko Peeta może mi to zapewnić.  Więc zaraz po tym, jak zapytał:  - Kochasz mnie. Prawda czy fałsz?  Odpowiadam mu:  - Prawda."  Susanne Collins Igrzyska śmierci. Kosogłos
Jak można zobaczyć, dobrnęłam do końca trylogii. Wybaczcie, jeśli nie lubicie c…

Igrzyska śmierci

Dawno już z Olą planowałyśmy wybrać się na premierę drugiej części trylogii "Igrzysk śmierci". Dokonałyśmy tego w ostatni wtorek, razem z Ulą, idąc na ostatni seans o 20.30, po pracy. Oczywiście oznaczało to powrót kolejką po północy, ale co tam, raz na jakiś czas dobrze jest pójść do kina na dobrze zrobiony film :) Zakończenie filmu w nieoczekiwanym momencie skłoniło mnie, żeby poznać zakończenie szybciej, niż wyprodukują ostatnią część, więc znalazłam książkę Susanne Collins, na podstawie której powstał film i zabrałam się za czytanie. Wczoraj pochłonęłam pierwszą część, czytając do drugiej w nocy, dzisiaj drugą, a trzecią chyba zostawię sobie na jutro, bo czuję, że organizm domaga się snu :P
Ps. Dzisiaj była u mnie Lidka, żeby obejrzeć pokój. Wprowadza się w tym tygodniu, już wzięła klucze. Ps. 2. Babka cytrynowa Dr Oetkera jest pycha. Miałam opory, czy ciasto z proszku będzie zdatne do jedzenia, ale po dodaniu jajek, mleka i margaryny nie było już tylko z torebki, więc …