Przejdź do głównej zawartości

I nawet kiedy będę sam, nie zmienię się.

Weekend zaczyna się w czwartek po południu, kiedy kończę ostatnie zajęcia i idę na zakupy. Niestety wczoraj nie miałam zupełnie głowy do kupowania, chociaż znalazłam fantastyczne skórzane botki z Lasockiego za 126 zł (po 30% obniżce z kartą stałego klienta). Katar tak otumanił mi mózg, że musiałam usiąść chwilę spokojnie na ławce i przekalkulować, że w tym momencie są ważniejsze wydatki, niż buty. Skończyło się zatem na herbacie z "Five o'clock" o nazwie "Wigilijny wieczór" - bardzo smaczna owocowa mieszanka z nutą pomarańczy. A wieczorem obejrzałam "Gnomeo i Julia". Zabawnie zanimowali krasnale ogrodowe ;)
Dzisiaj obudziłam się z zatkanym na amen nosem i wyschniętym gardłem. Katar osiągnął swoje apogeum. Jak dobrze, że piątki są wolne, bo zupełnie nie miałam siły ruszać się gdziekolwiek  z domu. Ogarnęłam mieszkanie i resztę dnia spędziłam z chusteczkami, czytając po raz kolejny bloga od początku. Jakoś lubię wracać do tamtych szalonych studenckich czasów, czytać o sesjach, egzaminach, szkole muzycznej i przypominać sobie miejsca, w których byłam oraz ludzi, z którymi przeżywałam różne zwariowane wypady. Czasami chciałabym znaleźć się na chwilę w tamtym czasie i miejscu, bo jak tak sobie każdego dnia chodzę do pracy, to wszystko wydaje mi się straszliwie nudne. Nawet zakupy, kiedy mam wreszcie wystarczającą ilość pieniędzy, żeby kupić to, co chcę, nie mają już takiego klimatu, jak w czasach mieszkania w Rzeszowie w pobliżu jedynej galerii Grafiki... Blog też już nie jest ten sam. Zrobił się taki babsko-blogerski, z niezliczonymi przepisami, opisami kosmetyków i ciuchów. Kiedyś byłoby to w moim przypadku nie do pomyślenia, albowiem z zasady gardziłam modą i mizdrzeniem się. Teraz myślę: a właściwie czemu nie? Teraz to jest moja codzienność, jak kiedyś literatura, ćwiczenia z PNJN i setki zdjęć. Dlaczego mam wymyślać na siłę poetyckie teksty, skoro żyję prozą życia? Poza tym mam już 27 lat, a nie 20, więc to do czegoś zobowiązuje :P 
Ostatnio przyszła mi do głowy jednak pewna konkluzja: kiedy się jest nauczycielem albo pracuje z dziećmi, człowiek nigdy nie będzie dorosły. Ot, choćby za tydzień zaczynają się ferie świąteczne, tak, ferie, nie żaden urlop. W której innej pracy dostałabym półtora tygodnia wolnego tylko dlatego, że są święta? Cieszę się z tego na równi z dziećmi. I co z tego, że kupujesz całe bilety i płacisz składki ubezpieczenia. W pracy uczysz dzieci piosenek o sankach i bałwankach, a po skończonym dniu przesłuchujesz piosenki z "High School Musical", bo uczennica cię poprosiła o to. Ale kiedy się głębiej nad tym zastanowię, to lubię moją pracę właśnie za to, że dzięki niej nigdy nie stanę się nudnym dorosłym :)
Kilka zdjęć na dowód, że właściwie niewiele się zmieniłam :P


"Silny bądź! Musicie być jak szalona rzeka,
jak tajfun, który obali mur,
a równocześnie tak tajemniczy,
jak księżyc, co wygląda tu zza chmur!"

... moro drugą skórą 


 Black&white
wierna niezmiennie :)



Swing down :P
Jak sobie przypomnę spotkanie grupy terenowej w Łodzi... :P

Bo wszystkie dzieci...
Baloniki są fajne w każdym wieku ;)

Kazali mi się zacząć czesać,
ja mówię: no, no, no.


I mlecyk - ostatni w sezonie... 



"Life is a journey
It can take you anywhere you choose to go
As long as you’re learning
You’ll find all you’ll ever need to know"

Kolejki wąskotorowe są the best :D



Statue of Liberty 
Bo to się nie zmienia :P


Co się martwisz, co się smucisz,
ze wsi jesteś, na wieś wrócisz ;)


Bo chcę iść coraz dalej, coraz głośniej śpiewać!...


Catch me, if you can ;)


I nawet kiedy będę sam, nie zmienię się, to nie mój świat.







Komentarze