czwartek, 29 grudnia 2011

Ile waży koń trojański?



Lista niezapomnianych przebojów z filmu:



Dzień za dniem pada deszcz
Słońce śpi, nie ma cię
Jest mi bardzo, bardzo źle
Zimny kraj, zimny maj
Koty śpią, miasto śpi
Czarodziejskie śnią się sny



Róża to twoja wierność
Zdrada i wniebowstąpienie
Zadaje cios bezbłędnie
Kiedy narasta znużenie...



Przyszłam na świat po to
Aby spotkać ciebie
Ty jesteś moim słońcem
A ja twoim niebem
Po to jesteś na świecie
By mnie tulić w ramionach
Cuda cuda opowiadać
I z miłości konać

Przyszłam na świat po to
Aby kochać ciebie
Ty jesteś moim słońcem
A ja twoim niebem

Dla ciebie chcę być pierwsza
Dla ciebie zawsze młoda
Dla ciebie piękna
Jak liana giętka
Zielona i zamszowa
To dla naszych oczu
Bo piękność się broni
I dla twoich czułych
Dla twoich czułych
Niecierpliwych dłoni



Runął już ostatni mur między nami
Runął już ostatni mur między nami
Nie mówimy ani słowa
Bo tego się nie da powiedzieć słowami

Nie dzieli nas nic
Nie dzieli nas nic



A narazie fruwają motyle,
tyle tego tamtego też tyle.
A narazie wierzymy w baśnie,
i jaśniej, i jaśniej.
A narazie kołyszą nas noce,
a narazie kołyszą nas dni.
Choć już życia psia mać popołudnie,
jest cudnie, jest cudnie.



Mogłaś moją być
Kryzysową narzeczoną
Razem ze mną pić
To, co nam tu naważono
Mogłaś moją być
Przy zgłuszonym odbiorniku
Aż po blady świt
Słuchać nowin i uderzać w gaz
Nie jeden raz
Nie jeden raz
Nie jeden raz

Mogłaś być już na dnie
A nie byłaś
Nigdy nie dowiesz się
Co straciłaś



Od kuchni gdzie dochodził żur,
szczędząc słów betowi z kanapy,
poszła w świat konkubentka.
Spieszno, spieszno,
dumnie wypietą, lekkim,
lekkim krokiem po szczęście.
Szczeście, lecz nie w duecie.



Nie mogę Ci wiele dać
Nie mogę ci wiele dać
Bo sam niewiele mam
Nie mogę dać wiele Ci
Nie mogę dać wiele Ci
Przykro mi
Nadgryziony wdzięk, pustej szklanki brzęk
Niespełniony sen, itp.
Podzielony świat, myśli warte krat
Zaleczony lęk, weź co chcesz

Wehikuł czasu, to byłby cud...


Czy myśleliście kiedykolwiek o tym, aby przenieść się w czasie do swojej przeszłości? Co zrobilibyście, gdybyście mieli świadomość, jak pewne decyzje mogą wpłynąć na dalsze życie? Ile rzeczy chcielibyście odkręcić, jakie osoby wolelibyście uniknąć, a jakie szukalibyście?
Kontynuując wątek czasu i kończącego się roku, polecam kolejny film.



Ile waży koń trojański? (2008)

Film Juliusza Machulskiego, choć pozornie nie ma żadnego związku ani z koniem, ani z Troją, posiada jednak elementy wspólne z figurą wymienioną w tytule. Podobnie jak okres dający rodowód koniowi trojańskiemu jest odległy od naszych czasów, tak i lata osiemdziesiąte, w których w zbiorowej świadomości hulały absurdy komunizmu, wydają się z naszej perspektywy czasami niemal antycznymi.

Zosia, którą zagrała Ilona Ostrowska, jest tak szczęśliwa ze swoim drugim mężem i córką z pierwszego małżeństwa, że w sylwestrową noc na przełomie 1999 i 2000 roku nieopatrzenie mówi, że żałuje, że nie poznała Kuby kilka lat wcześniej. W wyznaniu ukrywa się również życzenie, że chciałaby być młodsza. Kiedy budzi się następnego ranka, w sukni z czasów studiów, a jej mąż Darek (klasa sama w sobie - Robert Więckiewicz) paraduje w mało gustownych slipach, film przeobraża się w wycieczkę po muzeum PRL-u. Zosia musi się pozbyć wąsatego miłośnika polowań i jak najszybciej poznać swojego przyszłego męża-intelektualistę.

Peerelowskie lata osiemdziesiąte okazały się wciąż niewyczerpanym źródłem komizmu wynikającego z absurdu nie tylko ustroju, ale i mentalności ludzi. Zosia, która wróciła do tych czasów wyposażona w doświadczenie zdobyte już w latach nowej ery, wyróżnia się na tle szarych ludzi żyjących od ograniczenia do ograniczenia, którzy jeszcze wtedy nie mogli mieć świadomości, że i ich czeka wkrótce możliwość życia w warunkach na miarę Europy Zachodniej. Bohaterka wielokrotnie zdradza ludziom ich przyszłość, rzucając to na lewo, to na prawo pewne informacje, które w efekcie mogłyby zmienić ich życie, ale nie to jest ważne. Ważne nie jest także to, że mogłaby się wzbogacić, i to nie tylko na takiej informacji, że "Ikeja będzie w Jankach". Pragmatyczne myślenie rodem z lat komunizmu, by robić interesy na czym się da, w tym filmie udziela się tylko widzowi. Dla bohaterki liczy się tylko miłość, a to, że kocha swojego drugiego męża i córkę, jest zaznaczone już od samego początku. Wycieczka w przeszłość odbywa się więc w tylko jednym celu – odnaleźć Kubę.
I wszystko byłoby tip-top, gdyby reżyser wiedział, jak zakończyć "Konia trojańskiego". Niestety, rozwiązanie galimatiasu z przenoszeniem się w czasie wybrano w najgorszy z możliwych sposobów. W dodatku Machulski wpłynął na fabularną mieliznę i postanowił ratować się szalupą wątpliwej metafory. Możemy mu jednak darować scenariuszowe potknięcia. Nareszcie na polskiej ziemi doczekaliśmy się dobrej komedii romantycznej. Ave Juliuszu!

Recenzja z filmweb.pl

wtorek, 27 grudnia 2011

Czas to pieniądz.



Wraz z upływającymi godzinami starego roku polecam tenże film do refleksji.

Film science fiction w reżyserii Andrew Niccola (“Gattaca – szok przyszłości”, “Pan życia i śmierci”). Świat w niedalekiej przyszłości: aby uniknąć przeludnienia, wprowadzono reglamentację czasu do przeżycia, który stał się najcenniejszym dobrem, jedyną powszechnie akceptowaną walutą wymienialną. Bogaci, których stać, by go kupować, mogą żyć wiecznie, biedni muszą wykazać się inwencją, by go zdobyć… Will Salas należy do tych nieszczęśników, którzy budzą się każdego dnia z zapasem 23 godzin, zdając sobie sprawę, że o ile nie zarobią wystarczająco dużo czasu, nie dożyją do jutra. Pewnego dnia bogaty nieznajomy przekazuje Willowi czas o wartości tysięcy lat i zmęczony życiem popełnia samobójstwo. Will zostaje oskarżony o jego zabicie i ucieka przed policją z piękną zakładniczką. Żyjąc z minuty na minutę, zakochana para wypowiada wojnę istniejącemu systemowi, grożąc jego ostatecznym zniszczeniem… W rolach głównych: Amanda Seyfried (”Mamma Mia!”, ”Listy do Julii”), Olivia Wilde (”Tron: Dziedzictwo”, ”Dla niej wszystko”), Cillian Murphy (”Incepcja”, ”Batman: Początek”) i Justin Timberlake (”Social Network”).

Dlaczego próbujesz mnie zmieniać?



Why try to chang me now
Fiona Apple

I'm sentimental
So I walk in the rain
I've got some habits
Even I can't explain
I go to the corner
And end up in Spain
Why try to change me now

I sit and daydream
I've got daydreams galore
Cigarette ashes
There they go on the floor
I go away weekends
Leave my keys in the door
Why try to change me now

Why can't I be more conventional
People talk
And they stare
So I try
But that can't be
Cuz I can't see
My strange little world
Just go passing me by

Let people wonder
Let 'em laugh
Let 'em frown
You know I'll love you
Till the moon's upside down
Don't you remember
I was always your clown
Why try to change me now

Why can't I be more conventional
People talk
And they stare
So I try
But that can't be
Because I can't see
My strange little world
Just go passing me by

So let people wonder
Let 'em laugh
Let 'em frown
You know I'll love you
Till the moon's upside down
Don't you remember
I was always your clown
Why try to change me
Why would you want to change me
Why try to change me now

***


Podkarpacie przeprasza, że ma tak zarąbistą zimę.

niedziela, 25 grudnia 2011

3:10 do Yumy


A zatem... sweet home Alabama :) siedmiu wspaniałych przy jednym stole, rozmowy o życiu i śmierci, wspomnienia z dzieciństwa, męskie gry (PS), siła i honor, nowy brat :)
Tutaj na południu jest prawdziwa zima. W lesie leży śnieg, zasypane są drogi i choinki, dzisiejszy spacer na punkt widokowy to potwierdził.
A w ramach świątecznego leniuchowania odświeżyliśmy sobie disneyowską klasykę "Króla Lwa" - dla Roni, żeby wiedziała, co się oglądało, zanim była na świecie, a dla starszych widzów "3:10 do Yumy", remake klasycznego westernu.

Jednym z głównych bohaterów filmu jest Dan Evans. Jest kalekim weteranem wojny secesyjnej, który razem z żoną i dwoma synami osiadł w Arizonie. Ma problemy finansowe spowodowane przez suszę, która nastała po zatamowaniu jedynej rzeki płynącej w pobliżu jego gospodarstwa. Do tego dochodzi jeszcze choroba jego syna i związane z nią wydatki. Farmer rozpaczliwie szuka pieniędzy. Udaje się do miasta Bisbee, by sprzedać rodzinne pamiątki. Podczas podróży jest świadkiem napadu cieszącego się złą sławą bandyty Bena Wade’a na konwój. Ben niebawem zostaje schwytany, właśnie w Bisbee. Właściciele konwoju, który on okradł, są gotowi zapłacić ludziom, by ci odstawili Wade'a do pociągu, który zawiezie go do więzienia w Yumie...

Na tle Arizony i jej mieszkańców mamy dwójkę głównych bohaterów - Bena Wade'a (Russell Crowe) i Dana Evansa (Christian Bale). Najsłynniejszy złodziej Dzikiego Zachodu i zwykły farmer. Człowiek powszechnie znany i budzący strach, a po drugiej stronie skromny kaleki były wojskowy, który nie budzi szacunku nawet u własnego syna. Tych dwóch ludzi połączyła wspólna droga. Ich pojedynek psychologiczny był moim zdaniem bardzo dobrze pokazany. Bohaterowie, pomimo że reprezentują inne poglądy i poznali się, stojąc po przeciwnych stronach konfliktu, stają się sobie bliscy. Każdy z nich ma inny cel, ale ten cel łączy się z drugim. Evans, transportując Wade'a do pociągu, chce zarobić pieniądze i zyskać szacunek syna, Williama. Jednak William przez całą drogę podziwia Wade'a, z zaciekawieniem słucha jego historii o zuchwałych napadach. Dla niego to właśnie Ben jest prawdziwym mężczyzną, jakim Danowi będzie się ciężko stać. Evans jednak stara się robić wszystko, by zyskać w oczach syna i gotów jest za wszelką cenę odtransportować bandytę do pociągu. Ta misja, w przeciwieństwie do wojny secesyjnej, na której walczył, robi z niego bohatera. Sam Ben Wade też się zmienia. Pokazuje, że nawet bandyta jest człowiekiem i też ma swój honor, też kieruje się w życiu jakimiś zasadami. Zwierza się Evansowi ze swojej przeszłości, także z przykrego dzieciństwa. Często cytuje Biblię, umie dobrze rysować, jest wrażliwy - jednym słowem, nie pasuje na bandytę. Właśnie te zwierzenia i rozmowy tworzą między nimi pewnego rodzaju przyjaźń.

Aktorzy wywiązali się ze swoich zadań rewelacyjnie. Christian Bale jako zwykły farmer - można było odnieść wrażenie, że naprawdę nim jest. Jego Evans to człowiek małomówny i niepotrafiący sobie poradzić z życiem, ale także człowiek, który ma zacięte spojrzenie i determinację w dążeniu do poprawienia losu swojej rodziny. Russell Crowe - pierwszy raz widziałem go na ekranie jako czarny charakter, ale i tutaj był przekonywujący w tym co robi. Dodatkowym plusem filmu jest Ben Foster - dla niego należą się największe brawa, ponieważ w porównaniu ze swoimi poprzednimi filmami tu zaprezentował się najlepiej. Dawno nie widziałem tak pokazanego bandyty - szaleńca, który jest dobry tylko w jednym - zabijaniu. Cała trójka stanęła w filmie do pojedynku na wysokim poziomie. Zarówno pojedynku aktorskiego, jaki tego na rewolwery.

Film polecam wszystkim, zwłaszcza fanom Crowe'a, fanom westernów (chociaż ci, którzy oglądają więcej westernów ode mnie, mogą surowiej patrzyć na nową "Yumę"), oraz ludziom, którzy lubią zakończenia, gdzie dobro zwycięża, ale nie jest to banalne i pełne zwycięstwo.

Recenzja z filmweb.pl

Rodzina to jest to. Będę się cieszyć tym pobytem jak najdłużej.

czwartek, 22 grudnia 2011

Herbata z imbirem - gorącą polecam.


Dzisiaj zrobimy reklamę Herbapolowi: przedstawiam absolutnie rewelacyjny, doskonały w smaku, pachnący i mocno rozgrzewający syrop imbirowy z cynamonem i goździkami ;) a tak bez zbędnego słodzenia - jest wart swojej ceny. Można wlać odrobinę do herbaty i mieć naprawdę rozgrzewający napój. Można polać nim ryż z jabłkami i aromat jest niepowtarzalny.
Zima nastała, a wraz z nią mrozy. Mój długi płaszcz całkiem nieźle chroni niższe partie ciała, ale na mrozy chyba najlepsza kurtka narciarska. Może złamię swoją potrzebę elegancji i zainwestuję w solidne buty z membraną i kurtkę z prawdziwego zdarzenia (jak dostanę porządną wypłatę, a to może wypaść pod koniec zimy - o ironio!).
Wyjazd na święta do domu stał się wreszcie realny - będę miała pociąg w wigilię wyłącznie dla siebie :P

Ostatnie zajęcia w tym roku - i piosenka na pożegnanie.

wtorek, 20 grudnia 2011

All I want for Christmas is...


Dobry weekend był.
Znowu zachciało się grać, tworzyć, śpiewać. Człowiek naładował się pozytywną energią, śmiał aż do bólu brzucha i płakał ze wzruszenia.
W imieniu zespołu A4H dziękuję pani Basi Malon za kawał dobrej roboty :)

Już niedługo, jeśli gwiazdy ułożą się w korzystnej konstelacji ( :P), wyruszę na dalekie południe, do krainy śniegu, filmów i dobrego jedzenia, gdzie nie docierają autobusy, a pociąg kursuje dwa razy dziennie w okresie 24-26 grudnia. Podróż potrwa ponad dobę, z racji niesprzyjających okoliczności czasowych, a także dlatego, że nie stać mnie na samolot, który pokonuje tę trasę w godzinę. Ale kiedyś opanuję także powietrze, nie ma obaw.

A skoro i mój blog zahaczyła nachalna świąteczna propaganda, zatem All I want for Christmas is...

-nowa bateria do laptopa?
-dysk zewnętrzny?
-współlokatorzy, którzy opłacą czynsz?
-super korepetycje za porządną kasę?
-zrealizować wszystkie szalone inicjatywy podjęte w tym roku typu pathfindersi i inne?
-pojechać do domu do rodziców,bo nie byłam od ponad pół roku?
-wreszcie się wyspać?
-you?

Jak na razie dostałam linijkę na mikołaja. Fajnie, co? ;)

Ich wünsche euch einen guten Rutsch ins Neue Jahr.


PS. Ci panowie (i panie) też się przyłączają do życzeń ;)

niedziela, 11 grudnia 2011

Love will make you unafraid.



Unafraid
Amy Grant

Woke up this morning
with you in our bed
going over and over
everything you said
Who talk you how to speak
the words that you say
I've always wanted to
be talked to that way
Love has made
has made you unafraid

Watching my children
finding their way
thru struggles and triumphs
and heartbreak
I hope the roads they take
Are making them strong
I'll still be on my knees
Long after they're gone
Love has made
Love has made
Love has made
Has made me unafraid

My lovely mother
Is getting on in years
And the way her body's aging
brings her girls to tears
The way she trembles with
each effort she makes
She just says Heaven's
getting closer each day
Love has made
Love has made
Love has made
Has made her unafraid

Love could make
Love can make
Love will make
Make you unafraid...

***

Jak to jest przeżyć 50 lat życia?
Budzić się codziennie obok tego samego mężczyzny, widzieć swoje dzieci, które stają się dorosłe, oglądać własnych rodziców, którzy nabierają zmarszczek i osłabia im się wzrok oraz słuch, ale którzy nadal są pełni życia...
Spoglądać wstecz na te wszystkie problemy, z których człowiek jakoś się wygrzebał i życzyć sobie, żeby nigdy więcej się nie powtórzyły...
Oglądać stare zdjęcia i wspominać szalone czasy, kiedy robiło się trwałą, a dzisiaj szkoda nawet iść do kosmetyczki...
Amy Grant śpiewa: miłość uczyniła mnie nieustraszoną.
Ale czy ja tak potrafię?...

Bywa tak.



Better than a Hallelujah
Amy Grant

God loves a lullaby
In a mothers tears in the dead of night
Better than a Hallelujah sometimes.
God loves a drunkards cry,
The soldiers plea not to let him die
Better than a Hallelujah sometimes.

We pour out our miseries
God just hears a melody
Beautiful the mess we are
The honest cries of breaking hearts
Are better than a Hallelujah

The woman holding on for life,
The dying man giving up the fight
Are better than a Hallelujah sometimes
The tears of shame for what's been done,
The silence when the words won't come
Are better than a Hallelujah sometimes.

We pour out our miseries
God just hears a melody
Beautiful the mess we are
The honest cries of breaking hearts
Are better than a Hallelujah

Better than a church bell ringing,
Better than a choir singing out,singing out.

We pour out our miseries
God just hears a melody
Beautiful the mess we are
The honest cries of breaking hearts
Are better than a Hallelujah

***

Bywa tak, że budzisz się codziennie przez cały tydzień z nadzieją, że dzisiaj będziesz się czuć lepiej, a wita cię tylko nieodłączny ból gardła.
Bywa tak, że znajdziesz mega piosenkę i marzysz o wielkim wykonaniu, a słyszysz tylko pokręcone akordy i własny drżący głos ze zdenerwowania.
Bywa tak, że czekasz cały tydzień na rozmowę z kimś, a potem jesteś tak pochłonięta przez inne rzeczy, że nawet nie masz czasu podejść i zamienić słowa.
Bywa tak, że ze wszystkich sił próbujesz się trzymać, być silna, bo tyle ważnych punktów programu wymaga twojego skupienia, a w środku dnia chowasz się pod kocem i płaczesz przez pół godziny, aż cię oczy pieką.
Bywa tak, że jedziesz do znajomych, a przyjeżdżasz w niewłaściwym momencie i wolałabyś zniknąć, ale nie możesz.
Bywa tak, że wracasz zmęczona i brudna po podróży pociągiem i marzysz o gorącej kąpieli, a okazuje się, że znowu nie ma wody.
I bądź tu optymistą...

sobota, 3 grudnia 2011

Save me from myself



Save me from myself
Christina Aguilera

It's not so easy loving me
It gets so complicated
All the things you gotta be
Everything's changing
But you're the truth
I'm amazed by all your patience
Everything I put you through

And when I'm about to fall
Somehow you're always waiting with
Your open arms to catch me
You're gonna save me from myself
From myself, yes
You're gonna save me from myself

My love is tainted by your touch
Well some guys have shown me aces
But you've got that royal flush
I know it's crazy everyday
Well tomorrow maybe shaky
But you never turn away

Don't ask me why I'm crying
'Cause when I start to crumble
You know how to keep me smiling
You always save me from myself
From myself, myself
You're gonna save me from myself

I know it's hard, it's hard
But you've broken all my walls
You've been my strength, so strong
And don't ask me why I love you

It's obvious you tenderness
Is what I need to make me
A better woman to myself
To myself, myself
You're gonna save me from myself

piątek, 2 grudnia 2011

Iron(ic) Man


Ostatnio obejrzałam... nie no, to już robi się nudne, zamiast bloga powstaje kolejny filmweb. Obiecuję, że to już ostatnia recenzja filmu w tym tygodniu.
A skoro o filmwebie mowa: nie lubię tego, kiedy obejrzę dobry film, a potem natrafię na jakieś szmatławe recenzje, które psują radość oglądania.
Dzisiejszy seans to Iron Man z 2008 roku, kolejny dobry film z Robertem Downey Jr, tym, który grał Sherlocka Holmesa. Można powiedzieć, że powoli staję się koneserem kina akcji... Spodziewałam się jakiejś wymyślonej quasi sci-fi strzelaniny, a jednak obejrzałam z przejęciem ciekawą historię genialnego, acz samotnego człowieka, który nie jest rozumiany przez nikogo, z wyjątkiem równie samotnej asystentki i maszyn. Oczywiście na filmwebie nie napiszą o tym ani słowa, bo najlepiej zjechać reżysera za kolejną nieudaną ekranizację komiksu. Nie dbam o to, nie znam komiksu, a filmową historię kupiłam bez reszty.

Why Iron(ic) Man? Znacie kogoś takiego? Zimnego jak stal, ciętego jak nóż, o miażdżącej sile argumentów, a jednak w środku pozostającego żywym i wrażliwym? Bo ja znam...