środa, 30 września 2015

Heroes of our times




Panowie, zwykle jesteście bardzo zajęci - taki los bohaterów ;) w tej misji ratowania kawałka świata życzę wam więcej czasu na zwyczajne życie :)
Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Chłopaka :)

Poniższą grafikę dedykuję mojemu tacie, który jest najbardziej zapracowanym człowiekiem, jakiego znam, ale to nie zmienia faktu, że kocha swoją rodzinę :)

To, że jestem zajęty, nie oznacza, że cię nie kocham.

niedziela, 27 września 2015

Szalone Dni Muzyki 2015

Minął rok i zapomniałam zupełnie o tym, że rok temu trafiłam na świetny muzyczny festiwal w Warszawie. Kilka dni temu zobaczyłam w autobusie plakaty i wtedy zaskoczyłam: no tak! Ostatni weekend września! Szalone Dni Muzyki! I chociaż zaproszeń na różne wydarzenia było co niemiara, to wybrałam weekend w stolicy.
W sobotę wieczorem wybraliśmy się ze znajomymi na koncert Orkiestry Symfonicznej ZPSM I i II st. z Bielska-Białej. Rok temu posłuchałam ich i zapamiętałam, że reprezentują porządny poziom :) zapamiętałam w tym roku Symfonię pożegnalną Haydna, bo zagrali na koniec słynną piątą część, gdzie muzycy opuszczają salę w trakcie grania :) zawsze chciałam to zobaczyć na żywo :) niezapomnianym momentem był także Koncert fortepianowy Warsa, utwór w stylu brodwayowskim, prawdopodobnie pierwsze wykonanie w Polsce. Takiej dawki muzyki mi było trzeba :)
W niedzielę planowałam zaliczyć kilka bezpłatnych koncertów, ale nagle na facebooku pojawiła się wiadomość, że są jeszcze bilety na koncert finałowy. Namówiłam więc Agatkę i kupiłyśmy bilety na wieczór :)
Przed koncertem finałowym zaliczyłyśmy jeszcze koncert Orkiestry Symfonicznej i Chóru Mieszanego ZSM z Łodzi. Zagrali Koncert fortepianowy a-moll Griega, fragmenty chóralne z opery Eugeniusz Oniegin Czajkowskiego, niezwykłą i nieznaną dla mnie kantatę God in Disguise Larssona oraz słynne Carmina Burana Orffa. Tyle potężnej i pięknej muzyki, która zabrzmiała z całą siłą, jakiej w życiu się nie doświadczy z głośników w domu :)
Koncert finałowy odbył się w głównej sali Teatru Wielkiego. Pierwszy raz byłam tam na koncercie i wrażenie oczywiście było niezwykłe.



Najpierw zagrała grupa Spark - The Classical Band. Mieli cały koncert po południu, a w koncercie finałowym wystąpili ze swoimi najlepszymi numerami. Jeśli ich jeszcze nie słyszeliście, gorąco polecam. Klasyka (i nie tylko) zagrana z ognistą ekspresją i mistrzowską wirtuozerią :)



Reszta wieczoru należała do Sinfonia Varsovia i Lucasa Debargue - pianisty, który zaczarował widownię I Koncertem fortepianowym b-moll Czajkowskiego. Była to najczystsza przyjemność słuchać każdego dźwięku. Perfekcyjnie zagrany koncert :) w czasach szkoły muzycznej niedoceniany przeze mnie, bo musiałam słuchać całej masy koncertów do egzaminu, ale po dzisiejszym wieczorze uznaję, że Czajkowski stworzył coś genialnego :)


Gorąco polecam ten muzyczny festiwal i już sobie rezerwuję ostatni weekend września za rok :)

sobota, 26 września 2015

So proud, so happy :))


Dzisiaj w warszawskim zborze mieliśmy niecodzienny chrzest, ponieważ oprócz jednej kobiety chrzcił się także Andrzej, młody chłopak z warszawskiej drużyny :) postanowił przyjąć chrzest w mundurze. My oczywiście z drużyną też przyszliśmy na nabożeństwo w mundurach. Zastanawiałam się, jak to będzie odebrane, bo z tego, co wiem, chyba nie było w Polsce chrztu pathfindersa w mundurze w kościele (nie liczę obozu, gdzie w tym roku chrzcił się Kamil, bo tam wszyscy, łącznie z pastorem byli w mundurach). Ludzie różnie reagują na mundury w kościele: jedni się cieszą, a inni strasznie się oburzają. Dzisiaj na wejściu usłyszałam komentarz od jednego starszego brata: "a co to, dzień przebierańców?" Było mi bardzo przykro słyszeć coś takiego i zwróciłam mu uwagę. Nie jest łatwo prowadzić tę służbę w Polsce, a takie uwagi tylko zniechęcają.
Dalsza część była plastrem na moje serce. Pastor przedstawiając katechumenów, powiedział o Andrzeju: "Andrzej jest pathfindersem, członkiem harcerstwa adwentystycznego i jest dzisiaj w mundurze, ponieważ jest to dla niego wielki honor. Są z nim jego przyjaciele z drużyny, wszyscy w mundurach, aby podkreślić, że są z nim (wstaliśmy i zaprezentowaliśmy się)". Zaznaczył też, że decyzja Andrzeja to był wynik pracy całej drużyny. Bardzo to podniosło mnie osobiście na duchu. Usłyszeć od pastora takie słowa to było wielkie świadectwo dla tego zboru, jak i sam chrzest. Pokazało to, że ta służba ma sens, że nie tylko fajnie się razem bawimy, ale traktujemy poważnie to, co robimy i przynosi to konkretne rezultaty w postaci decyzji dla Jezusa. Mam nadzieję, że po tej uroczystości ludzie zrozumieją, że noszenie takiego munduru, jak nasz, to zaszczyt i honor :)

piątek, 25 września 2015

Richtung: Museumsinsel Berlin


Ola wyjechała do Berlina, mieszka tam już ponad dwa tygodnie i za tydzień jadę do niej w odwiedziny. W Berlinie po raz pierwszy byłam 7 lat temu, razem z moimi współtowarzyszami studenckiej niedoli i miasto mnie bardzo zachwyciło (link do galerii zdjęć tutaj). Kiedy Ola powiedziała, żebym wybrała, co chcę zobaczyć, po chwili namysłu już wiedziałam: Museumsinsel.
Wyspa Muzeów w Berlinie to kompleks muzeów światowej sławy. Znajduje się tam Muzeum Pergamońskie i egipskie, w tym pierwszym można zobaczyć słynny babiloński ołtarz i bramę Isztar, a w drugim popiersie słynnej egipskiej królowej Nefretete. Kiedy byliśmy w Berlinie na owej wycieczce, oczywiście razem z kilkoma dziewczynami miałyśmy w planach wyprawę do Museumsinsel, ale jadąc autobusem do celu zagadałyśmy się i przegapiłyśmy przystanek, gdzie miałyśmy wysiąść. Oczywiście było już za późno, żeby pójść do muzeum, więc byłyśmy złe i niepocieszone. Zawsze tak jest, że coś się przegapi i obiecałam sobie wtedy, że wrócę do Berlina i zobaczę muzeum. Czekałam na to siedem lat, ale to chyba taka już moja tradycja :P
Na stronie internetowej jest informacja, że bilet do kompleksu pięciu muzeów kosztuje 18 EUR. Jak na obiekty światowej sławy uważam, że jest to niedrogo. Mam nadzieję, że uda się nam je zwiedzić w niedzielę przed południem, bo o 14 mam już powrotny autobus. Do Berlina jadę autokarem Ecolines, który ma bardzo przyzwoite ceny biletów i dobry czas podróży, a kupując wczoraj trafiłam na świetną okazję, bo na bilety kupowane na październik akurat w dniach 24-25 września można było złapać sporą promocję :) ja kupiłam bilety w obie strony za 80 zł :) tak to można podróżować :) 
W tym roku przekraczam granicę już piąty raz :) ale się rozkręciłam ;)

czwartek, 17 września 2015

O introwertykach.


Ostatnio zagadnęła do mnie Ola S, która niedawno przeprowadziła się do Warszawy i jedną z wypowiedzianych myśli było: "Chętnie wybiorę się gdzieś, żeby tylko nie siedzieć w mieszkaniu". Odpowiedziałam jej wtedy: "Ja mam odwrotnie - po pracy cieszę się, kiedy mogę zostać sama w domu i odpocząć od ludzi." Kiedy to napisałam, uświadomiłam sobie, że rzeczywiście tak jest. Po całym dniu spędzonym wśród ludzi muszę się zregenerować w samotności. Często długo nie mogę zasnąć, bo analizuję wszystko, co powiedziałam lub powiedzieli inni. Najlepiej się koncentruję na zrobieniu czegoś, kiedy mogę siedzieć w domu i mruczeć do siebie, porządkując na głos myśli. Jednym słowem - jestem introwertykiem. Co to oznacza? Sami zobaczcie. 
Z obrazków, które możecie znaleźć w oryginalnym artykule (link poniżej) wybrałam te, które najbardziej mnie dotyczą.




Introwertyk to nie tylko wiecznie zamyślony typ, który nie potrafi cieszyć się z bycia z ludźmi. Są zalety takiej osobowości:



A co lubią introwertycy? Poniższy wykres pewnie można by jakoś poprzestawiać w zależności od osoby, ale zasadniczo odpoczynek jest jedną z najważniejszych. 


Pytanie, które słyszę niemal na każdym kroku... Dlatego nigdy nie zdecyduję się na pracę za ladą lub w bezpośrednim kontakcie z klientem :P





Nie mam takich pieniędzy, więc cierpię w milczeniu :P


O tak, książka, telefon czy inne urządzenie to świetna czapka-niewidka. Ale staram się nie zagłuszać słuchawkami, ponieważ chcę słyszeć. czy ktoś nie potrzebuje pomocy. 



Podstawa dobrego samopoczucia i wysokiego poziomu towarzyskości i użyteczności społecznej.


Nienawidzę telefonów... Zwłaszcza od obcych ludzi. Najchętniej pisałabym dłuugie maile i liczyła, że ten ktoś je przeczyta, a potem zapomni i będę miała święty spokój.


Jak wyżej pisałam, nie potrafię się dobrze koncentrować podczas rozmów przez telefon. Kiedy ktoś ode mnie czegoś potrzebuje i dzwoni do mnie, zawsze proszę potem o wiadomość pisemną.


Kiedyś jako dziecko pewnie więcej miałam wymyślonych przyjaciół, niż tych rzeczywistych, teraz jest z tym trochę lepiej, chociaż i tak ich grono jest bardzo wąskie. Wolę spędzać czas z ludźmi, którzy mają coś konkretnego do powiedzenia lub zrobienia, niż gadać o wszystkim i o niczym.






A jak to jest u was? Jesteś ekstrawertykiem czy introwertykiem? Masz może znajomych, którzy pasują do tych wykresów? Na ile można "rozkręcić" takie osoby, a na ile lepiej zostawić je takie, jakie są? 

________________________________________

środa, 16 września 2015

Kobieta (nie)zależna

Mam do końca tygodnia wolne od biura, nie muszę wstawać rano, więc mogę wieczorem posiedzieć dłużej i coś obejrzeć... A jak to się kończy w praktyce? O siódmej rano budzą mnie wyjące dzieci moich sąsiadów, które potrafią tak koncertować przez godzinę. Uparcie tkwię w półśnie. O ósmej trzydzieści poddaję się i wstaję. Razem z Dominiką w kuchni wymownie przewracamy oczami. Kwadrans później wszyscy pozostali wychodzą z domu i zalega grobowa cisza. Uuuch! Po raz kolejny postanawiam nie mieć dzieci, a potem sobie przypominam, że nie wszystkie dzieci takie są i odwołuję postanowienie. Ale jak już będą, to ja już zrobię porządek... Nie ma takiego wycia! Dziękuję, dobranoc.

I Bóg stworzył kobietę (1956)

Kontrowersyjny film z lat 50. z Brigitte Bardot w roli głównej. Juliete to młoda, atrakcyjna dziewczyna, której każdy jej ruch jest obliczony na wywoływanie zachwytu mężczyzn, ale, jak twierdzi, nikt nie może jej ujarzmić. Z pozoru niezależna, faktycznie jednak uwikłana w rozgrywki finansowe pomiędzy bogatym właścicielem jachtu a rodzinnym interesem braci ze stoczni. Krąży wokół niej trzech mężczyzn, jednak żaden nie jest jej prawdziwym wybrankiem serca, przez co dziewczyna czuje się wiecznie nieszczęśliwa, nawet u boku wiernego i kochającego męża. Kobieta-motyl, żyjąca chwilą: "Przyszłość wymyślono tylko po to, żeby zepsuć teraźniejszość." 


Z dala od zgiełku (2015)

Współczesna adaptacja filmowa powieści Thomasa Hardy'ego. Batsheba także jest kobietą niezależną, ale jej podejście do życia i pracy jest inne. Jest zaradna, potrafi pracować fizycznie, nie boi się kierować ludźmi pracującymi na farmie, którą odziedziczyła w spadku. Podobnie jak Juliete też twierdzi, że jest zbyt nieposkromiona dla mężczyzn, ale odkrywa, że to nie do końca prawda. Jako kobieta tęskni za uczuciem i romansem, angażuje się w związek z niewłaściwym człowiekiem, ostatecznie jednak znajduje szczęście i spełnienie u boku zrównoważonego i poświęconego mężczyzny.

I co się okazuje? Nie istnieje coś takiego, jak absolutna niezależność. Feministyczne zapędy, by kobiety rządziły światem bez pomocy mężczyzny są skazane na porażkę. Człowiek może i potrafi w wielu dziedzinach radzić sobie w pojedynkę, ale sam nie jest kompletny i zawsze czegoś mu brakuje.
I Bóg stworzył... mężczyznę i kobietę...

wtorek, 15 września 2015

Momento




Rodzaj nieba
Kawałek morza
Ręka która bolała
Powolny dzień
Wyśmienita niedziela
Ręcznik na podłodze
Zmęczona droga
Ślad samolotu
Samotny cień
Niespokojne światło
Objazd drogowy
Głos poety
Pusta butelka
Zagaszona popielniczka
Hotel na rogu
Zbudzony sen
Tajemne pożegnanie
Zamykana kawiarnia
Zawiadomienie na drzwiach
Kartka w powietrzu
Otwarty plac
Zgubiona ulica
Czarująca noc
Na całe życie

(Refren)
Prosisz mnie o chwilę
Łapiesz się słów
Ukrywasz się w czasie
Ponieważ czas posiada skrzydła
Zabierasz do miasta
Spuszczasz mi włosy
Gubisz się ze mną
Ponieważ świat jest chwilą / x 2

Nie posiadająca końca droga
Dyskretne ogłoszenie
Zamknięty zakręt
Opustoszały wiersz
Odległe miasto
Mokre ubranie
Boski deszcz
Życzenie w potrzebie
Zapomniana noc
Jakakolwiek plaża
Ukryte westchnięcie
Na skórze kobiety
Tajemne spotkanie
Zakotwiczona wydma
Dwa rozebrane ciała
Obejmujące się w niczym
Spadająca gwiazda
Oddalające się spojrzenie
Ukryty płacz
Kiedy nie wystarcza jeden pocałunek
Otwarty semafor
Pożegnanie na zawsze
Rana która boli
Nie na zewnątrz, wewnątrz


***
Umieszczam jeszcze raz osobno, bo zasłuchuję się od wczoraj. Polecam znaleźć w lepszej wersji dźwięku, bo filmik z YT jest w słabej jakości. 
Słucham sobie tego europejskiego portugalskiego, gdzie prawie cały czas mówi się "sz" zamiast "s" i koncówki "de" i "te" nie wymawia się jak w portugalskim brazylijskim "ci" i "dzi" i sama już nie wiem, która wersja mi się bardziej podoba :) europejska jest bardziej szeleszcząca i podobna do francuskiego, brazylijska jest bardziej miękka i śpiewna, bliżej jej w brzmieniu do hiszpańskiego. 
Dziwne mam rozkminy, bo jeszcze nie wiem nawet, czy kiedykolwiek będę miała okazję w tym języku rozmawiać i czy mi się nie odwidzi, jak to było z francuskim ;) i dziwne, że zamiast rozpływać się nad klimatem piosenki, ja się rozwodzę nad fonetyką... Postanowiłam twardo stąpać po ziemi? Czyżby?... 

Pack den Tiger in den Tank!

Kiedy zajmuję się tłumaczeniem różnych zleconych tekstów, moim podstawowym narzędziem jest... internet. To tu znajduję wyjaśnienie wielu enigmatycznych haseł, które funkcjonują w codziennym użyciu, a pochodzą często z nieznanych mi filmów czy reklam. Tak odkryłam znaczenie hasła: "Pack den Tiger in den Tank!"




Kampania sieci paliwowej Esso "Wlej tygrysa do zbiornika" realizowana od 1959 roku to klasyczny, ale i pomysłowy przykład spotów reklamowych z lat 50tych i 60tych, które często wykorzystywały animowane postacie. Film w wersji niemieckiej.



Poniżej wersja telewizyjna, bardziej poważna.



Fraza "Tygrysa do baku" pojawia się także w piosence "Marianna" zespołu Kult. Autorem tekstu jest Stanisław Staszewski, ojciec Kazika Staszewskiego. Tekst jest z głębszym podtekstem politycznym, ale momentami niecenzuralny, ostrzegam!




Lubicie stare reklamy? Jakie pamiętacie ze swojego dzieciństwa?

poniedziałek, 14 września 2015

Eu ouço música brasileira.

Kika w Warszawie cały czas mieszka
jest pathfindersem, jak jej koleżka.
Uczy się pilnie przez całe ranki 
ze swojej portugalskiej czytanki. 
Kiedy do pracy mknie autobusem, 
w książce bez przerwy smaruje tuszem.
A gdy wieczorem do domu wraca, 
szpera po necie, ot, taka praca ;)

Nie da się uczyć języka bez słuchania. Żeby uprzyjemnić sobie słuchanie, postanowiłam wyszukać znane i ładne piosenki brazylijskie (chcę się nauczyć portugalskiego brazylijskiego, więc szukam z tamtego regionu).

Zaczynam od najstarszych i znanych na całym świecie.







Kiedy włączałam utwory jeden po drugim, byłam rozczarowana, że wszystkie są rozrywkowo-taneczne. Nie było żadnego jazzu, tylko tańce, hulanka, swawola z wszechobecnym akordeonem... A jednak jest coś dla mnie :)



Wchodzę w muzykę współczesną. Latynoskie klimaty są nieodłączne, ale muzyka jest po prostu ładna.



A tutaj niezwykłe zjawisko: hip-hop po portugalsku :) i jak wdzięcznie brzmi ;)



Odpuściłam sobie Michela Telo, ale przed wami kolejny producent hitów z kładącym na kolana głosem, najbardziej znany wam pewnie z "Balada (tche tcherere tche tche)". 



Najładniejsze zostawiłam na koniec. Spokojnie, klimatycznie i nowoczesne. Wprawdzie to Portugalczyk, a nie Brazylijczyk i ten portugalski europejski jest bardziej szorstki, ale posłucham więcej, bo jest w tym coś, co trafia w mój gust :)



Znacie ładne piosenki po portugalsku? Możecie coś polecić?

piątek, 11 września 2015

Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch


Ta nazwa to nie żart: to miejscowość w północno-zachodniej Walii na wyspie Anglesey. Nazwa miejscowości (58 liter) jest najdłuższą zarejestrowaną nazwą administracyjną w Wielkiej Brytanii, najdłuższą istniejącą nazwą miejscowości i trzecią najdłuższą nazwą geograficzną na świecie. W tłumaczeniu z walijskiego oznacza: Kościół Świętej Marii nad stawem wśród białych leszczyn niedaleko wodnego wiru pod Czerwoną pieczarą przy kościele św. Tysilia. Dla ułatwienia nazwa często skracana jest do Llanfairpwll lub Llanfair P. G., co jednak wystarczy, by jednoznacznie odróżnić ją od wielu walijskich miejscowości nazwanych Llanfair. Nazwa powstała w XIX w. i z założenia miała być atrakcją turystyczną na popularnej linii kolejowej London Euston – HolyheadMiejscowość, ze względu na swoją nazwę, jest częstym celem wycieczek turystycznych. Zwiedzający zatrzymują się na stacji kolejowej, by zrobić zdjęcie na tle tabliczki z nazwą oraz odwiedzają centrum handlowe, gdzie można "podstemplować" paszport bądź pocztówkę pamiątkową pieczątką z pełną nazwą miejscowości.
Z nazwą miasta związany jest popularny w Walii dowcip:
– Halo! Tu Informacja Kolejowa. Czym mogę służyć?
– Dzień dobry. Chciałbym zasięgnąć informacji na temat pociągu relacji Londyn Euston – Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch...
– Przepraszam, czy mógłby Pan przeliterować?
– Proszę uprzejmie: E-U-S-T-O-N.

Biedni prezenterzy telewizyjni... Ale, jak widać, ten pan świetnie daje sobie radę :)



Pracownicy kolei na wyspie Anglesey często proszą o prawidłową wymowę nazwy miejscowości, co jest warunkiem zakupu biletu na pociąg ;) Prawidłowa wymowa (transkrypcja na polski) jest mniej więcej następująca: Chlanwair puchlgłyn gochl gogerych łyrn drobuchl chlanty siljo go go goch.
Pomocna też może być ta piosenka :)



Próbujcie i podzielcie się swoimi wrażeniami w komentarzach :)

niedziela, 6 września 2015

Do trzech razy sztuka :)) PTNS Łódź



Trzecie podejście do sklepu "Pan Tu Nie Stał" w Łodzi zakończone sukcesem. Dojechałam przed zamknięciem, weszłam do środka, obejrzałam każdy kąt i zakupiłam koszulkę "Jantar" oraz breloczek do kluczy :) asortyment w Łodzi jest królewski. Jakżeby inaczej, skoro to sklep macierzysty. No i klimat Offu jest tak zniewalający, że nie da się go nigdzie indziej otrzymać. 




Zapraszam do Łodzi, nie tylko na zakupy :) 

czwartek, 3 września 2015

Polimaty



Długo traktowałam YouTube jako kanał czysto rozrywkowy, na którym nie można znaleźć niczego pożytecznego czy wartościowego (oczywiście nie licząc kanałów moich znajomych z religijnymi filmikami). Od dzisiaj zmieniam zdanie. Brawa dla tego pana!


wtorek, 1 września 2015

Tytus, Romek i A'tomek


To nie Thursday, ale zrobię mały throwback*.
Wczoraj w Biedronce na zakupach będąc, nabyłam drogą kupna cztery zeszyty komiksów o przygodach Tytusa, Romka i A'tomka. Cieszyłam się jak dziecko, widząc znane mi od małego komiksy. Brakowało zeszytu II, który muszę dokupić i poszukuję dalszych zeszytów. Nie musi być w komplecie, kupię pojedynczo :)
Mama przymierza się do zakupienia serii Asteriksa. Ależ to będzie czytanie :)
Z okazji 1 września zaobserwowałam wszędzie żałobników w czarno-białych strojach. Serdecznie współczuję chodzić do szkoły w taki upał. Mamy niniejszym koniec wakacji, ale nie koniec lata... Pijcie dużo wody i uzupełniajcie elektrolity, żeby nie słabnąć, jak ja.


______________________________________
* throwback Thursday - zwyczaj zamieszczania zdjęć z przeszłości w czwartki. Nie pytajcie mnie, dlaczego czwartek, ja też nie mam pojęcia.