poniedziałek, 11 kwietnia 2016

"Jesteś cudem". Jak polubić swoje zwykłe, szare życie



Czy znacie książki Reginy Brett? Już o nich tutaj pisałam. Po przeczytaniu "Bóg nigdy nie mruga" chciałam sięgnąć po kolejną część "Jesteś cudem". Jak to mam w zwyczaju, nosiłam się z kupnem tej książki kilka miesięcy. Za każdym razem, kiedy wchodziłam do księgarni i brałam ją do ręki, przychodziła myśl: "Innym razem, teraz masz inne wydatki". W końcu jednak znalazłam egzemplarz o 5 zł taniej, niż w Empiku i kupiłam. 
Ubiegły tydzień był wypełniony pracą, spałam niewiele, weekend był zajęty przez próbę All4Him - to wszystko tworzy permanentne zmęczenie i zniechęcenie. Podróżując do pracy czytałam kolejne rozdziały książki, które pomagały mi popatrzeć na świat z innej perspektywy. 
"Moja dusza ma zły zwyczaj wyolbrzymiać myśli, które wcale nie są dobre ani pobożne. Zbyt często skupiam moje wewnętrzne szkło powiększające na niemiłej uwadze jakiegoś nieznajomego, która natychmiast wydaje się jeszcze bardziej nieprzyjemna. Czasem kieruję lupę w przeszłość, na nauczyciela, który wyśmiewał się ze mnie w trzeciej klasie podstawówki, albo na przyjaciół, którzy zawiedli mnie w liceum, a wtedy rany się pogłębiają. Kiedy indziej odwracam szkło w stronę przyszłości, a nieskończony strumień lęku, niepokoju i zmartwień wzbiera i zamienia się w rwącą rzekę, która unosi mnie ze sobą." 
"Jesteś cudem", s. 42 
Powyższy cytat bardzo trafnie opisuje moje myślenie. Będąc introwertykiem, koncentruję uwagę na swoim wnętrzu, analizując dokładnie wszystko, co się wokół mnie wydarzyło i najczęściej skupiam się na negatywach. Nawet jeśli dzień był wypełniony pożytecznymi zadaniami, radosnymi momentami i drobnymi sukcesami, to i tak na koniec dnia z uporem patrzę na wszystkie wpadki, nieprzemyślane słowa, niezręczne sytuacje i rozczarowania. To jasne, że po takim samobiczowaniu mam ochotę krzyczeć, płakać, czasem nawet przeklinać (zanim otworzycie oczy ze zdumienia: "Co? Kika przeklina?", wyjaśniam, że najcięższe przekleństwa, jakie odważam się wypowiadać w myślach, to: "a niech to jasny szlag"). Macie takie chwile?
"Co by się stało, gdyby twoja dusza naprawdę wielbiła Boga? Gdybyś we wszystkich widział dobro, we wszystkich widział Boga (...)?
Co by było, gdybyś skierował swoją lupę na to, co dobre we wszystkich tych aspektach twojego życia, które wydają się martwe: w małżeństwie, z którego chcesz się wyplątać; w pracy, która cię nudzi; w rodzinie, która cię frustruje; w osobie, którą widzisz w lustrze?"
To jasne, że naiwnym, pozytywnym myśleniem nie zmienimy świata ani swojego życia. Są dni, kiedy wmawianie sobie szczęścia jest zwyczajnym mydleniem oczu. Ale koncentrowanie się na przygnębieniu, wadach i niepowodzeniach to kolejna skrajność. 
W rozdziale "Każdego dnia przychodź na nowo na świat" jest wspomniana pięcioletnia Jessica, znana z filmiku na YouTube, która skanduje do lustra afirmacje. 



"Cały mój dom jest świetny! Mogę robić wszystko, co dobre! Lubię moją szkołę! Lubię mojego tatę! Lubię moich kuzynów! Lubię moje ciotki! Lubię moją mamę! Lubię moje siostry! Lubię moje włosy! Lubię moją fryzurę! Lubię moją piżamę! Lubię moje rzeczy! Lubię mój pokój! Lubię cały mój dom! Cały mój dom jest świetny! Mogę robić wszystko, co dobre. Tak, tak, tak, tak. Mogę robić wszystko, co dobre, lepiej niż wszyscy inni!"

A może warto każdego dnia wypowiadać sobie kilka takich haseł do lustra? Może łatwiej będzie wieść swoje zwyczajne, szare życie, kiedy się je choć trochę polubi? Może to skieruje nasze szkło powiększające na błogosławieństwa, które otrzymujemy?

Zacznę od dzisiaj. 

Lubię moją rodzinę. Lubię moją mamę i tatę. Lubię moje siostry. Lubię mojego brata. Lubię moją bratową i mojego szwagra. Lubię moje babcie, ciocie, wujków i kuzynów. Lubię moich znajomych i przyjaciół. Lubię moich sąsiadów. Lubię moje zespoły, wszystkie, jakie mam. Lubię moją drużynę. Lubię mój zbór. Lubię moją grupę młodzieży. 
Lubię moją pracę. Lubię mojego szefa. Lubię moją dyrektorkę. Lubię rodziców moich uczniów. Lubię moich uczniów. 
Lubię moje mieszkanie. Lubię mój pokój. Lubię moje łóżko. Lubię moje ubrania. Lubię moje książki. Lubię moje jedzenie. Lubię moje urządzenia kuchenne. Lubię moje instrumenty, mój telefon i komputer. Lubię moje kursy językowe w telefonie. Lubię moje zajęcia dodatkowe. 
Lubię moje włosy. Lubię mój kolor oczu. Lubię moją twarz. Lubię mój uśmiech. Lubię moje łydki. Lubię mój brzuch. Lubię moje ciało.
Całe moje życie jest świetne. Mogę robić wszystko, co dobre, lepiej niż wszyscy inni!

1 komentarz:

Troszeczkę Szczęścia pisze...

Piękny wpis!
Tak często zapominamy o błogosławieństwach, skupiając się jedynie na problemach dnia codziennego oraz wyolbrzymianiu (w moim przypadku). Bardzo potrzebny był mi ten wpis. Dziękuję!:)