Przejdź do głównej zawartości

Extraordinary ordinary life.

Dzisiaj relacja z babskiego wypadu z Olą. Miałyśmy wybrać się trzy tygodnie temu, w jej urodziny, do kina na "Czas na miłość", ale była wtedy do późna w pracy, potem coś jej wypadło i dopiero teraz się udało. Właściwie moglibyście spytać, czemu nie poszłyśmy w inny dzień. No cóż, wtorki z fb, a obecnie ftorki z Lordem za 13 zł pasują najbardziej :) każda z nas pracuje, więc nie jest łatwo wykroić trochę czasu wieczorem, żeby zrobić coś fajnego i jeszcze rano być przytomnym. Dzień był tak zakręcony, że nawet nie miałam kiedy zjeść obiadu. Ale tuż przed kinem odkryłam w Złotych Tarasach North Fish i ich miseczkę z dodatkami, która okazała się bardziej sycąca niż cokolwiek innego :) pieczone ziemniaczki z sosem tzatziki, szpinak i fasolka szparagowa - pycha :) to nic, że rano na śniadanie zrobiłam warzywa na patelnię, bo Ula rozmrażała lodówkę. Warzywa są najlepsze na świecie :)
Film był rewelacyjny. Żadnego tkliwego pseudoromantyzmu, ale piękne zwyczajne życie, okraszone odrobiną niezwyczajności. Naprawdę pozytywny, jakich mało.
A z szarej codzienności - zrobiłam niezłe koło, jadąc do Piastowa po naszywki przez Michałowice, w dodatku od Malich idąc na piechotę. Dla niewtajemniczonych: Piastów to jedna stacja pociągiem za Warszawą, ale myślałam że mam coś do załatwienia w miejscowości na trasie WKD, więc wyszło takie koło. Mówi się, że kto nie ma w głowie, ten ma w nogach. Cóż, dzisiaj wypadło na nogi - od samego myślenia się nie wytrenują :P i właściwie to zwyczajne życie może być naprawdę fajne, jeśli się tak je postrzega :)

Komentarze