środa, 29 lipca 2015

Muły, na których jeżdżą aniołowie



"Każdy potrafi być chrześcijaninem w zgromadzeniu, ale tylko prawdziwi chrześcijanie są chrześcijanami w domu." 

Camp, After Camp i czas wracać do domu. Nie planowałam zostawać na After Campie, ale okoliczności w pracy tak się złożyły, że w tym tygodniu miałam wolne i z radością przedłużyłam sobie pobyt w Zatoniu. Jak odzipnę, napiszę relację na stronę, niebawem będzie filmik z parku linowego i dokleję go do posta.
A tymczasem wracam do domu. Pojechałyśmy z Maćkiem do Łodzi, stamtąd pociągiem do Warszawy i na koniec kolejką do Michałowic. Przez całą drogę samochodem słuchaliśmy muzyki, a w pociągu zabrałam się za książkę. Bardzo ciekawa lektura, najnowsza pozycja Clifforda Goldsteina, która jest zbiorem felietonów. Jeśli mam wydawać ostatnią gotówkę na książki, to najlepiej na jakieś wartościowe. 
Będąc na campie miałam czas nieustannie zajęty i nie miałam nawet potrzeby korzystania z internetu. Nie robiłam żadnych zdjęć na Instagrama, nie gadałam z nikim na czacie, a Facebook był absolutnie niepotrzebny, bo wszyscy znajomi, z którymi utrzymywałam kontakt, byli na campie. Teraz wracam do codzienności i znowu czeka na mnie mój pokój, praca i kontakty wirtualne. Z przerażeniem myślę, jak zabiję ten nadmiar czasu. Może zaplanuję sobie oglądanie zaległych wykładów, żeby nie wyjść z trybu campowego? A może wymyślę sobie jakieś inne kreatywne zajęcia? Trzeba być aktywnym!

Brak komentarzy: