Translate

Gdyby...


Nie wiem, jak wam, ale mi refleksje o życiu często przychodzą po obejrzeniu jakiegoś filmu lub przeczytaniu książki. Mój tata zwykł mawiać: "Film trzeba przeżyć, a nie od razu przełączać na kolejny". Nigdy nie urywał w momencie pojawiania się końcowych napisów, pozostawiał zawsze muzykę w tle albo delikatnie wyciszał. Uśmiechaliśmy się ukradkiem z jego patetyzmu, ale jednak miał w tym rację. Często w tych ostatnich momentach filmu pojawiały się naprawdę głębokie myśli.
Kilka dni temu obejrzałam w końcu hit kinowy z ubiegłego roku: "Kod nieśmiertelności". Nie wstrząsnął mną, jak innymi, nie wywarł na mnie zbyt wielkiego wrażenia, ale pozostały jednak pewne refleksje, zgodnie z maksymą taty: "Film trzeba przeżyć". Zastanawiałam się, co o życiu może mi opowiedzieć fikcyjna historia o powrotach do przeszłości, aby zapobiec katastrofie pociągu, albo, jak niektórzy ten film określają, metoda "Jak poderwać laskę w 8 minut?" Minęło kilka dni... i zrozumiałam.
Rozmawiałam z jednym młodym człowiekiem na fb i, jak to zwykle bywa, kiedy rozmawia się z kimś wirtualnie, a nie na żywo, wynurzyły się tematy "spod osierdzia", takie "męskie rozmowy o życiu i śmierci", cytując Osła. Zupełnie niespodziewanie mi samej stanęły przed oczami wspomnienia z życia oraz pojawiły się myśli: a gdyby było możliwe zrobić tak, jak w tym filmie - wrócić do tamtych chwil, przeżyć je jeszcze raz, nie spotkać tej czy tamtej osoby albo spotkać ją w innych okolicznościach; może wtedy sprawy potoczyłyby się zupełnie inaczej? Wielka pokusa, aby móc samemu sterować swoim życiem, decydować o jego biegu swoją mądrością, doświadczeniem, technologiami,które pozwalają nam wszystko naprawić... Chodziłam jak odurzona po tej rozmowie, nie będąc w stanie skupić się na swoich obowiązkach, a było ich sporo... Zaczęłam nawet żałować, po co ja z nim w ogóle o tym rozmawiałam? Dlaczego mam takie zamieszanie w głowie?
Dostałam dziwną odpowiedź podczas sobotniego nabożeństwa, zawierającą się w jednym zdaniu: Bóg jest precyzyjny. Nietrudno to dostrzec, obserwując przyrodę czy badając strukturę atomu lub budowę człowieka; trudno jest uwierzyć, że w przypadku naszego życia Bóg jest tym samym precyzyjnym Bogiem, który ukształtował atom. Trudno zrozumieć, dlaczego pewne wydarzenia dzieją się tak długo, zbyt długo, a inne nie zdarzają się wcale; nieraz chciałoby się nanieść poprawki na nasz scenariusz życia i krzyknąć: "ale w tej sytuacji to się pomyliłeś, Boże, to wcale nie było dobre, że się tutaj znalazłam."
Był jednak dalszy ciąg tej odpowiedzi. Dzisiaj razem ze znajomymi studiowaliśmy historię Jakuba z Księgi Rodzaju, przyglądając się mu z różnych stron i analizując jego życie, dlaczego doszło do pewnych wydarzeń. I znowu posypały się spekulacje "co by to było, gdyby nie zrobił tego czy tego", aż w pewnym momencie dotarło do mnie, że ta cała dyskusja to wewnętrzny krzyk każdego z nas o uwolnienie od  naszej przeszłości, od wspomnień, które nam tkwią głęboko w pamięci. Jakbyśmy wierzyli, że jeśli wytłumaczymy zachowanie Jakuba, to znajdziemy rozwiązanie i dla nas.
I znowu jak bumerang powróciło do mnie hasło: Bóg jest precyzyjny. W życiu Jakuba, tak poplątanym jak tylna strona gobelinu, również widać Bożą precyzję, za którą Jakub dziękuje Bogu pod koniec swego życia, widząc piękny obraz Jego prowadzenia i troski.
Po tym wszystkim stwierdziłam, że  słowo "gdyby" jest niebezpieczne, jest wybiegiem do innej rzeczywistości, niż ta, która jest teraz. A przecież prawdziwe życie nie jest rozpamiętywaniem przeszłości, która odeszła, ani spekulacjami o przyszłości, której nie znamy, ale jest teraz, w tym momencie. Teraz jest jedyna szansa, żeby przeżyć to życie naprawdę, nie żałując i nie snując nierealnych marzeń.
Wiem, że jest to trudne dla mnie, bo jestem niepoprawnym marzycielem, ale nie chcę przegapić prawdziwego życia, marząc o nim.


Pozostawiam was na koniec z piosenką TGD "Panie nasz" i jej tekstem:

"My biegniemy, by poznać Ciebie,
my biegniemy, by zyskać życie swe
chcemy żyć naprawdę,
żyć naprawdę."

Komentarze