Przejdź do głównej zawartości

I like to be in America!




Powyższe zdjęcie udowadnia dobitnie, że weekend spędziłam w Warszawie. Gdyż to właśnie tu, na tej oto scenie pojawili się wykonawcy z całej Polski, którzy zanurzyli słuchaczy w atmosferze swinga, ragtime'u, monumentalnej muzyki filmowej z "Gwiezdnych wojen" i oczywiście klasyce Gershwina oraz wielu innych. Od 26 do 28 września Warszawa znalazła się w Ameryce :)


Nie mogłam być w piątek ani w sobotę z wiadomych względów, ale niedziela była satysfakcjonująca. Trafiłam na orkiestrę symfoniczną z Bielska-Białej, a wieczorem na koncert jazzowy Vistula River Brass Band. 
Dawno, oj dawno nie słuchałam orkiestry na żywo :) ostatni raz to chyba był koncert dyplomantów w Filharmonii Rzeszowskiej, czyli ze 4 lata temu, jak jeszcze chodziłam do muzyka. A zagrali imponująco suitę ze "Star wars" :) chociaż niestety sprawdziło się porzekadło, że jak ktoś sfałszuje w orkiestrze, to na pewno będzie to waltornia :P natomiast w rozrywce brzmieli porywająco, aż noga sama chodziła, kiedy grali Duke'a Ellingtona :)
Wieczorny koncert prowadzili starsi panowie w marynarskich czapkach i zrobił się klimat jak na dobrym rejsie :) lider, pan kapitan Szprot, oprócz tego, że wymiatał na klarnecie i saksofonie, to jeszcze śpiewał przyjemnym tenorem :) perkusista przeżywał drugą młodość, a kondycja panów dętych naprawdę godna pozazdroszczenia :) i przy tej okazji dowiedziałam się, jak wygląda i brzmi saksofon basowy. 



Niestety na koncerty biletowane zabrakło już miejsc. Za rok trzeba wcześniej śledzić plakaty, bo poziom wykonawców naprawdę był imponujący :)

Ps. Sobota też była bogata: miałyśmy z Olą recital po południu na Foksal :) w listopadzie gramy pełny koncert w Łodzi :)
Parapetówka u Oli i Agi była naprawdę radosnym wydarzeniem z przyjaciółmi: dużo smacznego jedzenia, Dubidu, gry i aż dziw, że to niewielkie mieszkanko pomieściło tyle entuzjazmu ;)

Komentarze