Przejdź do głównej zawartości

Whiplash




Poszłam za filmowym ciosem i obejrzałam "Whiplash". Czytając opis filmu nastawiałam się na emocje, które mnie czekały, ale i tak film mnie absolutnie zmiażdżył. Przesiedziałam jak na szpilkach i chyba nie było momentu, gdzie napięcie odpuszczało. Fakt, film jest świetnie zrobiony i oscar dla Simmonsa jest jak najbardziej zasłużony. Jednak, jak to napisał Mayki, to nie jest film o muzyce. Nie ma tam takiego momentu odpoczynku, cieszenia się muzykowaniem, nawet w najlepszych numerach czuć cały czas tę walkę bohatera o uznanie i lejącą się krew jako rezultat jego wysiłków. Gdzieś w trakcie pojawiła się taka myśl od Fletchera: "Nie przejmuj się tym całym liczeniem, po prostu graj", ale była to tylko prowokacja, bo cały czas chodziło o liczenie i przekraczanie swoich granic, bynajmniej nie o swobodne granie. No i strasznie ciężko się przebywa w otoczeniu człowieka, który nie szanuje nikogo, wrzeszczy, obraża, bije i prowokuje do najgorszych zachowań. Chyba każdy człowiek w obecności takiego typa jak Fletcher w końcu by nie wytrzymał i rzucił się na niego z pięściami. 
Nie wiem, jak w praktyce wygląda nauka gry na perkusji, ale przypuszczam, że odciski i otarcia to raczej norma, jak się ćwiczy coś długo i żmudnie. Zdarzyło mi się dwa razy w życiu trzymać w ręku pałeczki trochę dłużej i nawet coś tam bębnić i po półgodzinie takiego bębnienia czułam zmęczenie nadgarstków ;) przypomniała przy okazji moja szkoła muzyczna, kończyłam ją późno, w trakcie studiów. Dokonywałam cudów, żeby znaleźć czas pomiędzy zajęciami na ćwiczenie na fortepianie. Wymykałam się na okienkach między zajęciami biegiem do szkoły, brałam jakąkolwiek salę z pianinem i ćwiczyłam, w międzyczasie jadłam śniadanie, bo nie było kiedy, a na pulpicie obok nut były rozłożone notatki na studia, bo nawet w czasie sesji nie mogłam sobie pozwolić na przerwę w graniu, żeby nie stracić formy. Przychodziłam na lekcje, grałam zadane utwory, niestety w opinii mojej nauczycielki nigdy nie było dobrze, więc strofowała mnie, dorosłą kobietę, jak małe dziecko. W najcięższych momentach, kiedy na głowę zwaliły mi się egzaminy na studiach, wyjazdy, różne napięcia między ludźmi, po takiej lekcji wychodziłam z płaczem i miałam ochotę rzucić wszystko. Ale było mi żal odpuścić, wytrzymałam do końca, pokonałam swoje blokady i na koniec zagrałam tak, że nauczycielka była zdumiona. Ale kosztowało mnie to masę nerwów. W ogóle okres studiów był jednym z najcięższych czasów w moim życiu i jestem szczęśliwa, że mam to już za sobą. 

Wracając do "Whiplash" - jeśli zdecydujecie się go obejrzeć, nastawcie się, że zjecie własne paznokcie, dlatego lepiej weźcie kogoś do towarzystwa, w razie potrzeby użyczy wam swoje. 

Komentarze