Przejdź do głównej zawartości

Nie święci ciasto pieką: Marchewkowe ciasto rosnąć nie chce, nie.



Są takie dni, kiedy najpierw nie możesz się zwlec z łóżka, potem snujesz się po domu, nie wiedząc, jak się zmusić do roboty, a potem pracujesz, aż furczy i jeszcze pieczesz ciasto. Taki był ten piątek. Zrobiłam placki ziemniaczane, a potem odkryłam, że na stryszku leży zapomniana marchewka i niedługo nie będzie zdatna do użytku, więc trzeba ją uratować i zjeść. 
Ciasto upiekłam z przepisu z Moje Wypieki. Jakimś dziwnym zrządzeniem losu wszystkie składniki miałam w domu. Nie zrobiłam tylko kremu, bo zabrakło mi serka. Ale zrobiłam pomarańczowy lukier, a przynajmniej już któryś raz próbuję go zrobić i zawsze wychodzi za rzadki. Wsiąkł za to w ciasto i dosłodził je porządnie. Użyłam mojej tortownicy ze spodem do babki, żeby sobie ciekawiej wyglądał. Nie wiem, czy to idealna wysokość, mam wrażenie, że trochę sobie siadło, nie był jednak ani trochę zakalcowaty. Smakował i pachniał obłędnie. I kto powiedział, że marchewki nie da się zjeść? Trzeba ją tylko dobrze zakamuflować ;)

Komentarze