Przejdź do głównej zawartości

Reaguj!


Powiedzcie mi, o co chodzi z tą kwietniową pogodą? Świeci słońce, ale zaraz potem nadciągają chmury, sypnie gradem i robi się potwornie zimno. Nadal chodzę w czapce i kurtce z kożuchem, bo przecież inaczej nie da się wytrzymać. Przez te zawirowania dzisiaj obudziłam się z bolącym gardłem i ledwo miałam siłę się podnieść z łóżka. Dobrze, że najbliższy koncert dopiero za miesiąc... Wybaczcie to marudzenie, jak człowiek chory, to sobie folguje. Ale dobra nowina z dzisiaj jest następująca: wrócił internet :) mogę zatem zrealizować masę zaległych postów i spraw, a do tego nareszcie dotarł mój zamówiony parowar :)
Czytam sobie ostatnio książkę Elliota Aronsona "Człowiek - istota społeczna". Miałam z nią do czynienia na studiach, ale nie było wtedy czasu, żeby bardziej się w nią zagłębić. Teraz wiele więcej czasu nie mam, ale brakuje mi mądrej fachowej literatury, więc sobie wyszukuję takowe i nadrabiam. W pierwszym rozdziale dotyczącym konformizmu natrafiłam na temat "nie zainteresowanego" świadka. Chodzi o sytuację np. na ulicy leży poszkodowany człowiek, ludzie go mijają i nikt nie udziela mu pomocy. Psychologowie zbadali ten fenomen i okazało się, że im większa grupa, tym bardziej nabieramy przekonania, że zareaguje ktoś inny. W dodatku jeśli widzimy, że nikt nie reaguje, więc my też nie reagujemy, ponieważ tak działa wpływ informacyjny. Zastanowiło mnie to i postanowiłam na przekór temu reagować. Nie musiałam długo czekać na okazję. 
W niedzielę pojechałam sobie do pracy kolejką. Miałam jakiegoś wybitnego pecha, bo była zupełnie zapchana, a kiedy chciałam się przesiąść do drugiego wagonu, żeby znaleźć jakieś siedzące miejsce, drzwi się już nie otworzyły i kolejka odjechała mi sprzed nosa. Aż mną zatrzęsło z rozczarowania, bo spieszyłam się na zajęcia. Spędziłam więc pół godziny na przystanku, czekając na następną. Niedługo potem na przystanku pojawił się bardzo ruchliwy gość w dresie, który kurzył papierosa, snując się po całym peronie, nie było miejsca, gdzie nie byłoby czuć dymu. Nie miałam odwagi zwrócić mu uwagi, bo był lekko wstawiony i sprawiał wrażenie nerwowego, poza tym byłam tam sama. Wytrzymałam te bolesne dla płuc minuty i wsiadłam do następnej kolejki. Kiedy już zajęłam miejsce, okazało się, że obok mnie siedzi jakiś młody człowiek przypominający Laskę z "Chłopaki nie płaczą" i bezceremonialnie kurzy e-papierosa, dmuchając przy tym także na mnie. Popatrzyłam na obojętnych ludzi, książkowe potwierdzenia teorii Aronsona i miarka się przebrała. Po kilku stacjach zebrałam się na odwagę i spokojnie zwróciłam mu uwagę, że palenie w miejscu publicznym jest nie na miejscu. Przeprosił, schował faję do kieszeni i zamknął się w sobie. W kapturze naciągniętym na głowę przejechał aż do Podkowy, gdzie wysiadałam. 
Sytuacja mnie oburzyła na tyle, że opisałam ją na facebooku i wywiązała się dyskusja ideowo-zdrowotna. Dowiedziałam się przy tym, na czym polega szkodliwość e-papierosów, jakie są wobec nich restrykcje, a jakie jeszcze nie i że ogólnie ubolewamy nad takim stanem rzeczy, ale niewielu z nas odważyłoby się zwrócić komuś uwagę. Dlaczego, ja się pytam? Przecież to, co zrobił ten młodziak, to brak kultury i czysta bezczelność. Dymi na mnie i ja mam siedzieć cicho? 
Mogłabym jeszcze się rozpisać o innych irytujących sytuacjach z komunikacji miejskiej, jak słuchanie muzyki z telefonu bez słuchawek, głośne rozmowy przez telefon czy publiczne obściskiwanie się, gdzie popadnie, ale nie chcę wychodzić na jakąś zrzędliwą babę. Sami oceńcie, jak można reagować, żeby to zmienić. 

Komentarze