piątek, 30 maja 2014

The killing weekend.


Uff, jestem po pierwszym dniu z Mel B. Czuję każdy mięsień mojego brzucha, nóg i pośladków. Ale ćwiczy się fantastycznie. Kiedy ona to prowadzi, to robi to tak po prostu, bez tworzenia magicznej filozofii, jak to twój tłuszcz zamienia się w mięśnie dzięki tym wyjątkowym ćwiczeniom. Mel krzyczy, cieszy się, poci się i ma masę energii, co daje wrażenie, jakby była zwyczajną dziewczyną ćwiczącą jak ja. Robi przerwy na wypicie wody, co podczas takich ćwiczeń jest szalenie ważne. No i nie ma nudnego powtarzania tych sekwencji po kilka razy, co mnie strasznie zniechęcało w zestawach Chodakowskiej. Przez 10 minut ćwiczenia są tak urozmaicone, że nie wiadomo kiedy ten czas upływa. Tak jak mówiłam, nie obiecuję, że będę ćwiczyć codziennie, ale postaram się to robić 3 razy w tygodniu. 
Znalazłam też sposób na niejedzenie po 18 :) trzeba zjeść kolację przed 18. I potem jak dobrze się zagospodaruje czas, wcale się nie chce jeść :)
A przede mną morderczy weekend. Jutro zjazd dzieci w Podkowie, gdzie obsadzam każdą możliwą lukę, w niedzielę zajęcia ze studentami o 8 rano, a o 14 ślub na Foksal. Na łóżku leżą już naszykowane zestawy ubrań na wszystkie te okazje (to daje po dwa zestawy na dzień) i buty na wysokim obcasie i płaskie, bo musi być wygodnie w chwilach, kiedy nie trzeba wyglądać aż tak elegancko. Jak dobrze mieć z czego wybierać :)

Brak komentarzy: