Przejdź do głównej zawartości

Lubella - uwielbiam :))


Kolaż Oli Olesińskiej

To już piąty raz pojawiłam się na zjeździe w Lublinie, no i co tu dużo mówić - był ŚWIETNY :D

Piątek


Photo: Marta Krok

Przyjechałam busem po pracy, sama, bo Ola pojechała wcześniej. Podróż minęła niewiarygodnie szybko i bardzo przyjemnie dzięki budującej rozmowie z koleżanką i moim prywatnym wieczorze uwielbieniowym ze słuchawkami na uszach ;) ten zjazdowy mnie ominął i trafiłam akurat na kolację ;) (w tym miejscu podziękowania dla brata i Tomka Sz., którzy zorganizowali mi transport z dworca, sama po nocy bym raczej nie trafiła do kaplicy :P)
Moje pierwsze wrażenie było niezbyt przyjemne - zobaczyłam ludzi, których nie widziałam bodajże od wakacji i czułam się dość nieswojo. Nie bardzo mogłam się odnaleźć w takim tłumie ludzi. Ale chwilę potem przyszła Aga (taaak! poznałam słynną Agugę :) i zrobiłyśmy sobie z dziewczynami (Olą H., Olą O., Agą i Izą) babski pokój za szybą :) zadziwiająco szybko i zgodnie się umyłyśmy i rozpoczęłyśmy pogaduchy do poduchy ;) niezliczone wariacje na temat imienia Iza: Izi dizzy, Izis, I ZAmilknij, itd ;) podobno ogólnie szybko zrobiło się cicho i nie było tradycyjnego rozrabiania ;) ludzie się starzeją chyba :P

Sobota

Klasyczne już kolejki do łazienek i lustra... Prawie jak na campie :P
Nabożeństwo: najważniejsze dla mnie myśli opisałam w Homo viatorze ;) notowałam zachłannie, bo otrzymywałam wręcz odpowiedzi na wiele nurtujących kwestii... Jak zawsze były:
pieśni,


scenka,






modlitwy i doświadczenia.




I jak zawsze musiałam się trochę popłakać... Dobrze, że pieśń Oli i moja była trochę później ;)
Wyznanie życia pastora Siei: "Jestem uzależniony od jedzenia. Codziennie muszę jeść." :P


Photo: Marta Krok

Powyższe hasło było osnową licznych dyskusji podczas oczekiwania na swoja kolej na obiad ;) wyszukiwaliśmy teksty biblijne mówiące o jedzeniu i planowaliśmy szturm na drzwi :P obiad był wynagrodzeniem trudów oczekiwania, bowiem zupa z makaronem krajanką i pieczarkami (Lubella - tradycyjny makaron ;) i szeroki wybór ciast były wprost wyśmienite :)


Photo: Marta Krok

Kolejnym punktem programu był Bible Trial - jedyne w swoim rodzaju połączenie podchodów, spaceru śladami lubelskich zabytków, aktywności umysłowej polegającej na rozwiązywaniu biblijnych zagadek i zdrowej rywalizacji zakończonej zwycięstwem zaledwie pięcioosobowej grupy (w pozostałych siedmiu grupach było po ośmiu zawodników).


Photo: Marta Krok

Przekonaliśmy się jednak po perypetiach z poszukiwaniem Placu Wolności o prawdziwości hasła "Everybody lies" :P a królowali w tym taksówkarze :P był też akt agresji młodocianych rozrabiaków z Lubartowskiej, którzy zaatakowali Olę i zmieszali ją z błotem (dosłownie) :P ale i tak zapisaliśmy się jako słynna zaginiona druga grupa, która miała najciekawsze przygody ;)

Zmęczeni wróciliśmy do kaplicy na warsztaty o konformizmie. Temat ciekawy i zawsze aktualny wywołał wiele rozmaitych głosów.

Pastor: "Niektórzy uzasadniają różne teorie, podpierając się tekstami E. White, np. "A bo E. White napisała, że nie wolno oglądać telewizji."
Chwila ciszy.
Kiki spontaniczne stwierdzenie oczywistości: "Przecież za czasów Ellen White nie było telewizji" :P
Pastor: "A, tak, załapaliście?"
<śmiech całej sali>


Wieczór kończący sabat był również niezapomniany nie tylko ze względu na poruszające pieśni i przemówienie pastora Kroka, ale głównie przez osobę konferansjera-debiutanta Rafała ;) jeszcze nigdy nie szłam tak zmieszana, z tak dygoczącymi nogami do pianina, będąc wcześniej zapowiedziana niemalże jak gwiazda światowej sławy :P ale to był zaledwie wstęp, innym dostało się jeszcze więcej :P



Photo: Justine

Po kolacji odbył się tradycyjny lubelski punkt programu, czyli wieczorek na wesoło ;) tym razem scenki kabaretowe były nawiązaniem do zwycięstwa Adama Małysza w Vancouver i ukazujące polskiego piłkarza Jacka Krzynówka ;) nie jestem w stanie powtórzyć najcelniejszych tekstów, poczekam na zdjęcia, bo one mówią wszystko ;)



Photo: Justine

tradycyjnie pominęłam też swój udział w grach bardziej kontaktowych (przekazywanie jabłka itp.) obserwowałam tylko grę z łyżką, która była tematem licznych żartów następnego dnia ;) no i uwieńczeniem była gra w zoo i pojedynek stonki-biedronki oraz konia :P zmachana po całym dniu położyłam się spać wpół do pierwszej, nie uczestnicząc już w nocnym życiu towarzyskim :P zdecydowanie się starzeję :P

Niedziela


Poranne nabożeństwo prowadzone przez Filipa (Iz.43,1-7) poprawiło zdecydowanie samopoczucie wszystkim tym, którzy z rana nie mieli ochoty patrzeć na siebie w lustrze ;)



Photo: Marta Krok

Tradycyjnie też był przygotowany sposób na odreagowanie fizyczne - sala gimnastyczna w szkole naprzeciwko ;) tym razem się przełamałam i wybrałam ze wszystkimi :) i chociaż miałam siły tylko na dwa ognie i kosza, to dałam z siebie, ile mogłam ;) musiałam się nieźle nazwijać, kiedy zostałam sama na boisku i ładowali we mnie piłką :P

Photo: Marta Krok

Liczebnie w porównaniu z chłopcami dziewczyn było niewiele, ale ich honor obroniła Ola, walcząc na bramce w piłce halowej jako jedyna dziewczyna:P


Photo: Marta Krok


Photo: Marta Krok


Photo: Marta Krok

No i nadszedł ten czas, kiedy po zjeździe trzeba posprzątać... Również była niezła zabawa pt. "Czyje to spodnie?" :P ale ostatnia, w policjanta i zabójcę z mruganiem i umieraniem (Show me your PAPIREN!) przebiła nawet zabawę z łyżkami :P

Tradycyjnym lubelskim busem powróciliśmy do domu, omawiając liczne zjazdowe wrażenia i kwestie ogólnoludzkie. Pozostałych relacji szukać na FB w opisach i komentarzach ;)

Czekam na kolejny zjazd za rok :)

Komentarze