Przejdź do głównej zawartości

O pracy słów kilka


Pozwoliłam sobie na zamieszczenie obrazka z mądrością Ferdka Kiepskiego, ponieważ obecnie poszukuję pracy.  Nie, nie jestem zdesperowana. Nadal mam zajęcia z uczniami i kilkanaście godzin pracy w biurze na Bemowie, przynajmniej przez ten miesiąc, więc żyję i mam się dobrze. Ale potrzebuję znaleźć nową pracę na wakacje i później. 
Z zawodu jestem nauczycielem niemieckiego. Od sześciu lat pracuję niczym freelancer, czyli wolny strzelec: dostaję zlecenia na różne zajęcia związane z moim wykształceniem. Byłam zatrudniana na umowy zlecenie lub prowadziłam własną działalność gospodarczą. Przez bardzo krótki czas pracowałam na etacie, czyli 8 godzin w biurze. Był to bardzo twórczy okres: zdążyłam napisać wtedy pracę magisterską i przygotować się do egzaminu z historii muzyki, czekając na nielicznych klientów. Po tym doświadczeniu nie przepadam za pracą na etacie. Lubię spędzać maksymalnie 4-5 godzin w jednym miejscu, a potem jechać do innego. Dlatego ciągle prowadzę zajęcia, chociaż nieraz oznacza to przemieszczanie się z Michałowic do Warszawy kilka razy dziennie. Z zasady nie marnuję czasu nawet w podróży, więc jadąc autobusem czy pociągiem uczę się czegoś lub czytam. Dzięki temu skończyłam teologię w Podkowie i zaczęłam się uczyć kolejnego języka obcego. 
Mając za sobą już kilka lat doświadczenia mogę podzielić się swoimi spostrzeżeniami i oczekiwaniami. 

Nie musisz kochać swojej pracy, wystarczy ją tylko lubić.

Ta myśl nie jest moja, powiedziała ją kiedyś moja siostra i bardzo mi się spodobała. Im bardziej jesteś emocjonalnie związany z pracą, tym trudniej ci będzie ją zmienić, jeśli okoliczności życia to na tobie wymuszą. A co, kiedy się wypalisz? Nie ożeniłeś się z pracą, więc nie musisz jej kochać i być jej wiernym do końca życia, po prostu możesz zacząć coś nowego. 
W tym temacie polecam kilka ciekawych artykułów:


Najcenniejszą rzeczą, jaką możesz kupić dzięki pracy, jest czas. Ceń go wysoko.

Większość ludzi, zastanawiając się nad ofertą pracy, pyta o to, ile może zarobić w miesiącu. Pracodawcy też zazwyczaj podają: na tym stanowisku może pan zarobić 3000-4000 brutto. Oczywiście mowa jest o pracy w pełnym wymiarze godzin, czyli ok. 160 godzin miesięcznie. Wszyscy pracują raczej tyle samo, różni się to więc stawką za roboczogodzinę. Czy przeliczaliście sobie kiedykolwiek, ile to wychodzi za godzinę pracy? 
Ja pokusiłam się o takie zestawienie.

12 zł/h - 1920 zł 
16 zł/h - 2560 zł
18 zł/h - 2880 zł
20 zł/h - 3200 zł
22 zł/h - 3520 zl
25 zł/h - 4000 zł
29 zł/h - 4640 zł
30 zł/h - 4800 zł
32 zł/h - 5120 zł

Oczywiste więc się wydaje, że chodzi o to, żeby zarabiać za godzinę jak najwięcej, a pracować tyle samo, czyli jak zrobić, żeby zarobić, ale się nie narobić. Ja swoją pracę wyliczam w godzinach, więc stawki godzinowe są dla mnie głównym przelicznikiem, czy warto jakieś zlecenie podjąć, czy nie. Nie chciałam być uwiązana w jednej pracy, ale wolałam mieć możliwość wyboru, za jaką stawkę wezmę jakie zajęcia i w jakim czasie. Taki przywilej freelancerów ;) 
Oczywiście są zawody, gdzie pełny etat to nie jest 40 godzin tygodniowo, a np. 18 lub 24. To praca nauczyciela w szkole, czyli tzw. pensum, ale do tego dochodzi praca w domu, spotkania z rodzicami, wywiadówki, co łącznie daje także 40 godzin tygodniowo. 
Wspomniałam o tym, że najcenniejszą rzeczą, jaką kupujemy za naszą pracę, jest czas. Tak, dobra praca to taka, to nie taka, w której zarabiasz grube pieniądze, ale taka, która oprócz pieniędzy daje ci czas na zajęcie się innymi rzeczami, bo pracujemy, żeby żyć, a nie odwrotnie. Wydaje się, że czasu mamy wszyscy tyle samo, ale nie do końca. Iluż z nas zaharowuje się w pracy, bierze nadgodziny, żeby podołać swoim finansowym oczekiwaniom, a potem nie mają nawet siły, żeby porządnie odpocząć lub wykorzystać wolny czas kreatywnie. Ja raczej  wolałam zarobić mniej, ale mieć czas na zajęcia dodatkowe, wyjazdy, spotkania. 

JakaPensja - Ciekawa strona ze średnimi stawkami w różnych zawodach.

Myślę, więc jestem w stanie nauczyć się wszystkiego. 

Edukacja nie kończy się z momentem odebrania dyplomu. Każda praca powinna nauczyć nas czegoś nowego. Sporo stanowisk bierze ludzi bez doświadczenia, szkoli, a potem zatrudnia. Jeśli spełniasz chociaż część wymagań na dane stanowisko, warto spróbować. Pracodawcy szukają pracownika idealnego, ale wiadomo, że taki nie istnieje, więc muszą ich doszkolić. Ja w mojej ostatniej pracy, nie związanej zupełnie z moim wykształceniem, nauczyłam się dużo z zakresu rachunkowości i księgowości, a także prowadzenia dokumentacji firmy, więc szkoliłam się i jeszcze mi za to zapłacili. Praca, w której się dokształcasz, jest inwestycją w kolejne, lepsze stanowisko.

W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem.

Niestety ta smutna prawda jest bardzo powszechna. Przeliczniki pensji i stawek godzinowych nie są obiektywne. Są stanowiska, w których student bez wyższego wykształcenia i osoba z wykształceniem kierunkowym oraz doświadczeniem dostaną tyle samo, bo nie liczy się dyplom, ale konkretna umiejętność i nikt cię nawet o dyplom nie zapyta. Wypadałoby zapewne osobę z wyższym wykształceniem potraktować inaczej, ze względu na jej osiągnięcia, ale w praktyce liczy się to, co faktycznie umiesz, a nie to, iloma tytułami się przedstawiasz. Wielka szkoda, że w większości ofert typu asystent, młodszy asystent, specjalista itp. może się odnaleźć każdy, niezależnie od wykształcenia (chyba, że jest to konkretnie wymagane). W takich chwilach przez moment żałuję, że zamiast studiować germanistykę nie wybrałam innego zawodu, a języka nie nauczyłam się w jakiś inny sposób. Ale ponieważ nie wszystko w życiu przelicza się na pieniądze, więc zaraz kończę z takimi myślami.


Żadna praca nie hańbi. Do czasu.

Niemal każdy zaraz po studiach chciałby znaleźć dobrze płatną pracę w zawodzie, ale rzeczywistość często okazuje się inna i wtedy łapiemy, co jest, żeby mieć za co żyć. Nie należy się tego bać, bo takie doświadczenie jest nam potrzebne. Uczy nas to dążenia do czegoś lepszego i szacunku do pracy. Ale po tym czasie musi przyjść moment, kiedy staniemy na nogi i podejmiemy się pracy, która jest naszą docelową, aby się w niej w pełni realizować. Potrzebujemy poczucia, że nasz wysiłek jest godnie wynagradzany, a nabyte umiejętności nie leżą odłogiem. Każdy, kto po kilku latach fuch wreszcie dostał pracę w zawodzie, będzie to sobie bardzo cenił i w pełni na to zasługuje. 

Nie powiedziałam jeszcze, jakiej konkretnie pracy teraz poszukuję, ale chyba poniższe myśli powiedziały wszystko. Praca jest jedynie narzędziem do osiągania innych celów, więc chciałabym, żeby nie zabierała całego czasu, dawała wystarczająco pieniędzy na realizowanie swoich planów i rozwój umiejętności. A gdzie, jak i za ile to już inna sprawa i mam nadzieję, że niedługo się rozstrzygnie :) 

Komentarze