Przejdź do głównej zawartości

Brazilian state of mind

Uczę się portugalskiego od 8 miesięcy i czasami zadaję sobie pytanie: "czy kiedykolwiek ten język mi się do czegoś przyda?" Szanse na wyjazd do krajów portugalskojęzycznych rysują się marnie, rozmów w tym języku na razie nie prowadzę, więc pewnie uczę się dla hobby... No, może czasem odważę się i napiszę kilka zdań do Diego po portugalsku, ale ponieważ stworzenie ich zajmuje mi wieki, więc przechodzę na angielski. Nie potrafię jeszcze wyrażać myśli w tym języku, po angielsku idzie mi to zdecydowanie szybciej. Poza tym on jako native speaker jest okropnie dokładny i wymagający, co mnie zaraz peszy. Ale obiecuję sobie, któregoś dnia będę z nim rozmawiać po portugalsku!
Okazja do wypróbowania swoich umiejętności pojawiła się zupełnie niespodziewanie. Dzisiaj na nabożeństwie padło ogłoszenie: "mamy wśród nas gościa, siostrę z Brazylii, czy jest ktoś, kto mógłby tłumaczyć jej na hiszpański lub portugalski?" Rozglądałam się po sali, bo z hiszpańskim pewnie by się ktoś znalazł, ale jakoś nikt się nie zgłosił. Biłam się z myślami przez całą pierwszą część, w końcu zdobyłam się na odwagę, podeszłam do niej i zagadałam: "Olá, eu falo um pouco Português, eu posso ajudá-lo (witam, mówię trochę po portugalsku, mogę pomóc)". Wiedziałam, że to będzie bardzo ograniczona konwersacja, ponieważ pierwszy raz rozmawiałam na żywo z kimkolwiek w tym języku i potrafię poskładać bardzo proste, podstawowe zdania. Ale podczas kazania po prostu pomagałam znaleźć czytane wersety biblijne, co jakiś czas usiłowałam jednym zdaniem streścić wypowiedzianą myśl, np. "a salvação é simples, mas nós a complicamos" ('zbawienie jest proste, ale my je komplikujemy'. Oczywiście nie powiedziałam tego tak pięknie i poprawnie, później spytałam Diego, jak to powinno brzmieć i wytłumaczył mi, że to "a" to właśnie pojawia się jako zaimek osobowy zastępujący "a salvação"). Udało się nam też porozmawiać chwilę z Verą, wymienić adresami i zaśpiewać razem refren pieśni "Trąbcie wokoło" :) długo potem nie mogłam ochłonąć z emocji po tym, co zrobiłam. Znajomi podchodzili zdumieni, bo nigdy wcześniej nie widzieli mnie mówiącej po portugalsku. Ja sama się sobie dziwiłam, że to zrobiłam. Popełniłam masę błędów, zastanawiałam się długo nad każdym zdaniem i gdybym miała to zrobić jeszcze raz, to pewnie bym się nie zdecydowała, ale to była potrzeba chwili. Odważyłam się, pomogłam i to właściwie się liczy. Ale jak napisał na swoim blogu Mateusz Grzesiak: "Najlepszy sposób na naukę to mówić", więc muszę się przełamać i szukać okazji do mówienia. 


Portugalski i Brazylia staje się ostatnio moim stanem umysłu. Wczoraj w Tesco zobaczyłam tę szczoteczkę do rąk i aż wykrzyknęłam: "wow, niczym flaga Brazylii! Biorę!" Znajomi też zaczynają kojarzyć mnie z Brazylią i jak pada jakaś o tym wzmianka, to od razu myślą o mnie. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego :P 

Komentarze