Przejdź do głównej zawartości

Our house in the middle of our street

 Nigdzie nie śpi się tak dobrze, jak w rodzinnym domu, w pokoju na wieży. Wstałam wyspana i szczęśliwa z planem sfotografowania ogrodu, który od wiosny pięknie się rozrósł.

 W tym tygodniu pogoda była deszczowa,więc kolorystyka zdjęć nie była za ciekawa, ale od czego są programy graficzne? ;) mama mówi, że to i tak zbyt mało deszczu jak na potrzeby ziemi, która właśnie przechodziła suszę, trzeba się jednak cieszyć z tego, co jest.

 Urokliwa kępa drzew, która od początku przyciągnęła naszą uwagę, nazywana świątynią dumania, zmieniła swój romantyczny charakter i stała się parkiem linowym do zabawy dla Roni i jej koleżanek.


Stare mury stodoły zyskały swojski charakter, koło nich mama zasadziła kwiaty i krzewy pnące, żeby wspinały się po ścianie i zdobiły ją.


Pięć kurek snuje się po podwórku i znosi jajka, a opieka nad nimi należy do obowiązków Roni.


Przepiękne kwietniki znajdują się w wielu punktach wokół domu.

 Mini sesja na bujanej ławce. Ronia z mamą...

 Kika z mamą...

...i Kika alone.


Schodki, które prowadzą do furtki, są zarośnięte z obu stron, jednak nikomu to nie przeszkadza. Na skarpie rosną drzewa owocowe.

 Zbliżenie na kolekcję kwiatów.


Nasz mały domek z roku na rok staje się coraz przyjemniejszym miejscem :) dobrze jest przyjechać tutaj choćby na kilka dni i spędzić beztrosko czas. Wakacje są takie krótkie...


Komentarze