Przejdź do głównej zawartości

Zapytaj Tych.

Historia zatoczyła koło i znowu zagraliśmy czerwcowe koncerty na Śląsku. Przed koncertami było tyle przeszkód, że aż się zastanawialiśmy, co się wydarzy na samym koncercie. 
Z radosnych wieści: mamy własne mikrofony :D przyszły w czwartek, ale nie w tej ilości, co zamawialiśmy, trzeba było dopożyczyć. W piątek zepsuł się samochód, który miał przywieźć sprzęt ze Szczecina, mamy od nich wypożyczoną konsolę, przez co ekipa ze Szczecina musiała jechać nocnym pociągiem i byli noc w plecy. Dawid zamówił nowe pianino Norda, też nie dojechało na czas. Mi i Oli opóźnił się transport z Warszawy, przez co byłyśmy w Pszczynie dopiero o pierwszej w nocy, też niewyspane i zmordowane po ciężkim tygodniu. Dawid P opowiadał o tym wszystkim na apelu i modliliśmy się wszyscy, żeby wieczorny koncert odbył się bez przeszkód, ale tak łatwo nie było. 
W sobotę graliśmy "Zapytaj tych" w Tychach ;) było trochę stresu, bo dopiero drugi raz graliśmy w nowym składzie i aranżacji, do tego na nowych mikrofonach, których nie mieliśmy wcześniej okazji przetestować. Tradycyjnie wywalalo nam prąd i musieliśmy grać bez punktowki :( No i niestety podczas koncertu mikrofony sprzęgały, trudno było ustawić poziomy, okazało się też, że zbierają z bliskiej odległości, a jak się trochę dalej od ust odsunie, to jest dużo ciszej. Ale i tak odbiór koncertu był bardzo dobry. Ludzie byli wzruszeni, podchodzili i dziękowali. Ja sama się wzruszyłam w trakcie, jak popatrzyłam na salę i zobaczyłam, jak jedna kobieta śpiewa z nami "Żyje Pan", a inna w pierwszym rzędzie płacze. W Tychach jest prowadzona ewangelizacja, więc nasz koncert był jednym z punktów realizowanego planu misyjnego. 
W niedzielę w Pszczynie było zupełnie inaczej. Weszliśmy na salę cztery godziny przed koncertem, było mnóstwo czasu na sprawdzenie sprzętu, ustawienia częstotliwości, tak że podczas koncertu żaden mikrofon nie sprzęgał, dopiero jak schodziliśmy ze sceny, zrobił się ogluszający pisk :P wszystko brzmiało tak wyraźnie i czyściutko, dialogi było tak wyraźnie słychać, że stojąc w ścianie podczas kwartetu dziewczyn zasłuchałam się :) to był jeden z nielicznych koncertów, który był zagrany w tak komfortowych warunkach. Na godzinę przed rozpoczęciem sprzęt juz był rozłożony i sprawdzony, był czas na spokojne i dłuższe nabożeństwo, wszyscy byli odprężeni i cieszyli się na samo granie. No i sala była duża, idealnie zaciemniona, chociaż to była dopiero szesnasta, nawet chwilami było absolutnie ciemno :) to był koncert charytatywny, zbierane były pieniądze na dzieci z ośrodka pomocy społecznej. Wszystko zakończyło się przed 18, potem powroty do domów, bo następnego dnia trzeba pójść do pracy i szkół. Weekend na wysokich obrotach, kolejny z rzędu, ale żyję ;) Teraz mamy przerwę wakacyjną, a we wrześniu może pojedziemy na koncert do Niemiec :)  

Dla rozluźnienia kabaret. Mój ulubiony cytat to: "Pomarańczowy, ale bardziej taki zachód słońca nad Łomżą czy może norweski łosoś?" :D

Komentarze