Przejdź do głównej zawartości

Warszawa festiwalowa

Kiedy zostajesz na weekend w Warszawie, nigdy nie wiadomo do końca, co się wydarzy. Dużo wcześniej miałam zaplanowany piątkowy wieczór i niedzielne zajęcia ze studentami w Podkowie, ale sobota była wolna i nie miałam żadnych specjalnych planów. W piątek wpadłam na pomysł, żeby zaprosić Olę na obiad, a potem wybrać się na wyprawę rowerami, ale pogoda się pogorszyła tak, że z rowerów tym razem nic nie wyszło. Był za to z nami Tomek i spędziliśmy miłe popołudnie, gawędząc o różnych ciekawych sprawach :) 
Warszawa była w ten weekend festiwalowa, bo na Stadionie Narodowym trwał Orange Warsaw Festival, a na stadionie Legii był Festiwal Nadziei. Przyznam jednak, że żaden z nich mi do końca nie leżał, a w kolejce czekają do obejrzenia festiwal z Częstochowy i festiwal w Opolu
W niedzielę zostałam bez komputera, bo pożyczyła go Ola i po zajęciach ze studentami wróciłam do domu, odespałam zaległości i zajęłam się masą pożytecznych rzeczy, które cierpliwie czekały, aż będę miała wolny dzień. Czekał rower do naoliwienia, szafy do przeglądnięcia, do tego w piątek dotarł zamówiony namiot, więc należało go rozłożyć i sprawdzić, czy wszystko w nim gra. Tak oto stałam się właścicielem czterech ścian i dachu nad głową oraz latarki czołowej ;) za 4 dni biwak, za 3 tygodnie camp, a za półtorej miesiąca camporee, więc muszę mieć schronienie. 



Mój kolejny zabiegany tydzień wygląda znowu przerażająco, ale chwytamy byka za rogi. Musimy potrafić ;)

Komentarze