Przejdź do głównej zawartości

Ja nie lubię nikogo, zawsze chodzę własną drogą.


Są takie dni, które najchętniej byś przespał, a kiedy się obudzisz, jesteś zły na ten przykry fakt. Magda miała dzisiaj wizytę pań z centrum zajmującym się rodzinami zastępczymi i chyba nie poszło, jak oczekiwali. Zburzyło to trochę jej plany, bo dowiedziała się dużo później, że nie jest to takie proste, jak na początku mówili. Ja obudziłam się o 7.30, a właściwie zostałam obudzona po zaledwie 6 h snu i też nie byłam za szczęśliwa z tego powodu. Oglądałam wczoraj Iron Mana 3 do późna, bo tak dawno nie oglądałam żadnego filmu. Dziwny pomysł robić taki film z dubbingiem, wytrzymałam tylko do połowy, potem dowiedziałam się, że istnieje wersja z napisami. Film dobrze zrobiony, chociaż trochę naciągany. Rozum, który jest fanem filmów o komiksowych bohaterach, Iron Mana nie polecał, podobnie jak "Man of steel" i nowego Wolverine, ale szkoda mi było przerywać w trakcie, więc obejrzałam do końca.
Jutro zamierzamy się wybrać z Olą i Kubą do jakiejś egzotycznej restauracji i Kuba rzucił hasło, żebym sobie kogoś do towarzystwa dobrała (a właściwie jemu do towarzystwa, żeby nie czuł się osaczony dwiema kobietami), ale mój apel do czwartego do brydża nie znalazł odzewu. Po cichutku liczę, że do jutra ma jeszcze czas na odpowiedź, chociaż pewnie lepiej byłoby zastosować zasadę "No expectations, no disappoitments", a nie znowu sobie głowę zawracać. Widać jestem niereformowalna. 
Dawid (tak, ten Dawid) się hajta 29 grudnia i kombinuję teraz, jak się dostać tego dnia na Śląsk, bo najpewniej będę wtedy w domu w Wojkówce. PKP ma zmiany w rozkładzie, ale i tak połączenia wyglądają niezwykle marnie, więc pozostają autobusy. Następnie po tej szalonej imprezie trzeba wrócić do Wawy na Sylwestra. Zatem gdyby ktoś próbował udaremnić te plany lub ściągnąć mnie gdzieś w inne rejony, będzie to bardzo trudne. 

Ps. Nie bierzcie tytułu za bardzo osobiście. Czasami miewam takie aspołeczne dni. 

Komentarze