Translate

Stiefel aus Görtz

Kolejna opowieść z cyklu: "Jak Kika wydała ciężko zarobione pieniądze", ku przestrodze dla wszystkich zainteresowanych wspólnotą majątkową.

Wczoraj kupiłam buty, ale jakie buty...w życiu nie byłoby mnie stać na takie :P 
W Złotych Tarasach jest taki sklep, mianowicie Görtz 17, który omijam szerokim lukiem,  bo jak patrzę na ceny, to dostaje depresji. Ale wczoraj jakoś tak wyjątkowo przeszłam obok niego, zmachana po dwóch godzinach szukania opaski na uszy i botków na jesień. Zaczęłam nawet sobie powtarzać, że jak czegoś potrzebuję, to mogę schodzić całą galerię i oczywiście niczego nie znajdę; i się okazało, ze jest likwidacja sklepu i wszystkie pary są obniżone o 70 %. To była jakaś masakra, wszystko rozwalone, te ekspedientki próbowały ustawiać te buty, ale zaraz ktoś przychodził i je rozwalał od nowa. Ja przyszłam, jak już było późno, ale podobno wcześniej ludzie w kolejkach do kasy stali. Strasznie dziwnie się czułam pośród tego bałaganu i nie wiedziałam za bardzo, czego mam szukać; botki były, ale nie uśmiechało mi się dawać 150 zł za cholewę do kostki, nawet jeśli to była skóra. Ale pani obok zachęciła mnie, że mają wszystkie rozmiary i może uda mi się coś znaleźć. Tak też było. Po półgodzinie przepatrywania znalazłam jedne kozaki, takie bardzo ładne, skórzane, brązowe, na idealnym obcasie 2 cm, lekko ściętym, który mam już przetestowany, ze najwygodniej mi się w takim chodzi. Normalnie kosztowałyby 470 zł, a ja je kupiłam za 140 ;) to jest po prostu nierealne, żeby kupić w Warszawie takie buty za taką kasę i to jeszcze w sezonie. Także jeszcze to do mnie nie dociera, ale mam buty na zimę :)
Oto te buty. Nie znalazłam na stronie Görtz odpowiedniego zdjęcia krystalicznej jakości, zatem musi wam wystarczyć to zrobione moim aparacikiem.

Było mi tylko strasznie żal pani przy kasie. Widać było, że była umęczona całym dniem sprzedaży. Powiedziała mi, że czuje się jak kasjerka w Carrefourze, ani chwili wytchnienia, a pewnie, jak się skończy ta wyprzedaż i zlikwidują sklep, to straci pracę. Powiedziałam jej parę życzliwych słów na pożegnanie. Oby znalazła coś lepszego.
Teraz pozostaje mi wbić zęby w parapet i czekać na wypłatę, gdyż zakończyłam kurs polskiego i dzisiaj powinien być przelew. (Aaaaaaa...jest! :D od tego momentu nie odpowiadam za swoje czyny :P)

Komentarze