poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Przybij piątkę z jabłkiem!


Nie chwalę się zakupami ot, tak sobie. Dzielę się tym na blogu, ponieważ każdy większy zakup to dla mnie wydarzenie i najczęściej towarzyszy temu niezwykła historia. 
Wyniosłam z rodzinnego domu sentymentalne zamiłowanie do użytkowania przedmiotów aż do ich całkowitego zużycia i niezwykle trudno mi było zaakceptować fakt, że urządzenia elektroniczne są projektowane na określoną wytrzymałość. Po przekroczeniu tego okresu stają się przestarzałe, niekompatybilne, odmawiają współpracy i żądają wymiany na lepszy model. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że obecnie taki okres użyteczności jest skracany do minimum. W przypadku np. komputerów 5 lat to już trzymanie go na granicy zezłomowania. Jeszcze gorzej jest z telefonami: po 2 latach technologia idzie tak do przodu, że całkiem sprawny i niezniszczony model jedną lub dwie generacje starszy od najnowszego zaczyna nie wyrabiać. Tak się stało z moim malutkim iPhone 4s, nabytym 2 lata temu (historia tutaj). Oczywiście jest nadal piękny i nienaruszony, bo dbałam o niego. Jednak 8 GB przestało wystarczać, brakowało miejsca po ciągłych aktualizacjach programów i bateria zaczęła się bardzo szybko rozładowywać. W ciągu 2 lat Apple wypuściło wersję 6 i nowsze, ludzie rzucili się na nie i 4s szybko stał się reliktem. Nie ma co, telefon trzeba było wymienić. Oczywiście nie rzucam się na najnowszy, bo jest nieprzyzwoicie drogi i w życiu nie dałabym za telefon tyle, co za komputer, poprzestałam na modelu nowszym od czwórki, czyli 5s.

Do tej pory żyłam w nieświadomości, będąc przekonana, że iPhone'a nie można rozkręcić. Ten filmik zmienił moje spojrzenie na świat. Kolejny właściciel tego telefonu (siostra) otrzyma telefon z nową "duszą".

Gdzie szukać telefonów, jeśli chce się je kupić za gotówkę, a nie na złodziejską umowę u operatora sieci komórkowej? Oczywiście na allegro albo w komisach. Wybór jest teraz ogromny i jeśli się chce znaleźć coś pewnego, wystarczy dobrze przefiltrować oferty.  Ja zdecydowałam wybrać sprzedawców wyłącznie z pozytywnymi komentarzami. Na początku zastanawiałam się nad kupnem taniej, czyli od importerów z Azji. Takie telefony można było kupić za ok. 900 zł + 60 zł koszty przesyłki zagranicznej. Oczywiście poradziłam się znajomego, co sądzi o takim zakupie i odradził, opowiadając historie o nieoryginalnym oprogramowaniu na Androidzie, nierzetelnych częściach i inne. Wysłuchałam tego raczej bez podzielania jego obaw. Moją największą obawą było, czy przesyłka dojdzie nieuszkodzona i bez przygód, więc z tego powodu wstrzymałam się z kupowaniem z Azji. 
Kiedy przeszukiwałam allegro dalej, ustawiając już inne ceny, śledząc oferty z komisów i sprawdzając, czy dostawa jest z Polski, znalazłam jedną, jedyną ofertę od prywatnej osoby. Facet z Warszawy sprzedawał telefon, który kupił na prezent w tym samym komisie, w którym ja kupowałam mojego 4s. Musiałam tylko dokupić przejściówkę, bo telefon był z angielską wtyczką na 3 bolce, ale kto by się takim drobiazgiem przejmował? Był w cenie telefonu z Azji, ale na miejscu, w Warszawie, z odbiorem na Mokotowie, gdzie pracuję. Szybko wymieniłam wiadomości i nabyłam telefon w ciągu jednego dnia. Wierzycie w przypadki? Bo ja nie. Myślę, że Pan Bóg dba, abym rozsądnie wydawała pieniądze i tym razem też podsunął taką okazję.
A jak sprawuje się piątka? Jest zgrabna, leciutka (nie ma szklanego tyłu), również chodzi jak żyleta i tym razem konfiguracja była bajecznie prosta. Wymiana karty na NanoSIM w salonie, wgranie kontaktów z iCloud, aplikacje, zdjęcia i muzyka przez iTunes, ustawienie kilku rzeczy w obsłudze i gotowe. Niestety chwila roztargnienia sprawiła, że nie zrobiłam kopii zapasowej czatów z WhatsApp i straciłam pół roku konwersacji z menino, ale mówi się trudno. Ja mam lepszą pamięć niż on, więc konwersacje mam w głowie, a on ma swoją kopię :P 
I co dalej? Na nadchodzący długi weekend pojadę do Berlina i przywiozę Oli telefon z kupionymi częściami osobiście :) 

Brak komentarzy: