Przejdź do głównej zawartości

Pożegnanie lata. 55. urodziny mamy

Udało się nam zjechać całą rodziną do Wojkówki w ostatni weekend sierpnia. Tak wypadło, że w sobotę były urodziny mamy. W naszym domu nie obchodzi się hucznie urodzin, więc nie celebrowaliśmy tego dnia. Wręczyliśmy praktyczny prezent od rodzeństwa - nowy telefon - już w piątek po przyjeździe, a sobota była czasem integracji. 
Poranne nabożeństwo zrobiliśmy w świątyni dumania - zadrzewionym zakątku ogrodu. Pomimo upału w tym miejscu było przyjemnie chłodno. 


Filip wpadł na pomysł, żeby się wybrać na wycieczkę do Zaborowa. Chciał pokazać Darii miejsca z dzieciństwa. Artem też nigdy nie był w Zaborowie. Pojechaliśmy pod miejsce, gdzie kiedyś stał nasz garaż i wspięliśmy się pod górę aż do naszego dawnego domu. Kiedy już lekko się zasapaliśmy po tym 15-minutowym spacerze pod górę, przypomnieliśmy sobie czasy, jak wspinaliśmy się tam codziennie, z zakupami, meblami i plecakami. Najlepsze cardio na świecie.


Odwiedziliśmy też naszych dawnych sąsiadów i sympatycznie pogawędziliśmy. Dobrze wiedzieć, że żyją spokojnie, rozbudowują dom i powiększa się im rodzina.


Popatrzyliśmy też z góry na jeden z najlepszych widoków, który towarzyszył nam z okna przez 14 lat. Będzie mi tego zawsze brakować.


Krążąc nieco po polach i lasach zeszliśmy w dół ścieżką wzdłuż strumyka. Bardzo chciałam się tamtędy przejść. W dzieciństwie była to moja ulubiona droga ze szkoły.


W drodze powrotnej do domu zboczyliśmy na chwilę do Stępiny, gdzie znajduje się największy na świecie schron kolejowy z czasów II wojny światowej. Zwiedzałam go dawno temu na szkolnej wycieczce. Od tamtego czasu w środku zamontowano tablice informacyjne ze zdjęciami i nieco wojskowego sprzętu, schron stał się więc unikatowym muzeum.



 Obiad czy kolacja? Trudno rozstrzygnąć, najważniejsze, że na powietrzu lepiej smakuje :)


 "A co to się tam w parku wyłania? Balon!" Tak Filip wypatrzył ponad drzewami największą atrakcję festynu w Wojkówce. Kiedy tam poszliśmy, okazało się, że jest darmowa. Można było wsiąść do gondoli i wznieść się na jakieś 20 m w górę. Nikt z nas dotychczas nie leciał balonem, więc nawet takie niewielkie wznoszenie było niesamowitą atrakcją :) 




Festyn na pożegnanie lata trwał do późna w nocy, a muzykę słychać było aż u nas w domu (niestety).
Szkoda, że weekend trwa tak krótko...
_____________________
Więcej zdjęć na https://goo.gl/photos/FcWfafKAC7YVnCPk8

Komentarze