Przejdź do głównej zawartości

Majówka w Czechach - fotorelacja

Wczoraj wróciłam z małej emigracji do Czech :) na grupie Foksal pojawiła się jakiś czas temu informacja o wyjeździe do Pragi z okazji jubileuszu 10-lecia adwentystycznego zboru rosyjskojęzycznego w Pradze. Zborownicy zapraszali grupę z Polski, gwarantowali nocleg i obiady w sobotę i niedzielę. Zdecydowałam się tydzień przed majówką, że jadę z Anią i Dimą i Wiktorem, bo mieli wolne miejsce. Oni mają auto na gaz, więc podróż wyszła nas tanio. Nocowaliśmy w takim pensjonacie w miejscowości Lipnik 30 km od Pragi. Ciekawe miejsce, bo kupiło go małżeństwo adwentystów, żeby zrobić z niego sanatorium. Budynek był strasznie zaniedbany. Pracują tam wolontariusze i remontują kolejne pomieszczenia. W pierwszą noc nie działało nam ogrzewanie, drzwi się nie zawsze domykały, a w korytarzach wszędzie stały jakieś materiały budowlane, ale nasz pokój był odnowiony, z ładną podłogą, łóżkami i szafkami, więcej do spania nie było potrzeba, jeszcze za darmo :) 
Z Polski wyruszyliśmy już w czwartek, specjalnie się nie spiesząc. Za Wrocławiem zjechaliśmy z autostrady na nieco węższą drogę, ale bardzo atrakcyjną krajobrazowo. Nie odrywaliśmy oczu od szyby. Wiosna to najpiękniejsza pora roku, a jak przejeżdża się przez taki górzysty teren, gdzie co chwila patrzysz na zielone łąki i lasy, małe chatki i kwitnące drzewa, to aż się chce śpiewać z zachwytu :) Przejechaliśmy przez Bolesławiec, gdzie znajduje się fabryka ręcznie malowanej ceramiki, takie charakterystyczne niebieskie dzbanki w kropki ;) Zadzwoniłam do mamy, że jestem w tej okolicy, okazało się, że zawsze marzyła o ceramice z Bolesławca, więc kupiłam jej ładny czajniczek :) 


Za granicą też było ładnie. Czechy są nieduże, ale malownicze i bardzo zielone. Jak widać na mapie poniżej, większość kraju pokrywają góry, więc tereny są bardzo urozmaicone. Zobaczyliśmy to z bliska w niedzielę, kiedy pojechaliśmy do Czeskiego Raju :)


W piątek złaziliśmy miasto. Było troszkę chłodno i pochmurno, ale pogoda się poprawiła dosyć szybko. Nie będę robić tutaj sprawozdania z wyprawy, bo zdjęcia powiedzą więcej, niż moje słowa :) wstawię tutaj dosłownie kilka. Po całość zapraszam do oglądania mojego albumu, są tam opisy miejsc, w których byliśmy, można zobaczyć, jak się z dnia na dzień poprawiało światło i jakość zdjęć :)

Ponieważ byliśmy tam nie tylko krajoznawczo, ale jako uczestnicy zjazdu, więc w piątek wieczorem pojechaliśmy do kościoła na program. Budynek kościelny na Smichovie jest piękny i otoczony zielenią. Wykłady miał Artur Stele, który jest wiceprzewodniczącym Generalnej Konferencji, biblistą i niemieckim Rosjaninem. Jego przodkowie Niemcy osiedli w Rosji za czasów carycy Katarzyny, która sprowadziła ich, żeby krzewić europejską kulturę. O powstaniu kościoła w carstwie rosyjskim opowiadała jego żona. Adwentyzm dotarł tam właśnie przez Niemców, którzy po latach mieszkania musieli emigrować do Stanów, bo niestety warunki się zmieniły i nie mogli swobodnie mieszkać w Rosji. Tam zetknęli się z adwentystami i wysyłali do swoich krewnych w Rosji różne broszury i książki. Był tez tam misjonarz Louis Conradi, który nie znał rosyjskiego, ponieważ był Niemcem. Tłumacz znalazł się w niezwykły sposób: pewien młody człowiek otrzymał broszurę adwentową i postanowił tę naukę głosić w tym kraju. Znał niemiecki i rosyjski, wiec pomagał Conradiemu w pracy misyjnej. 
Byłam zdumiona swoją znajomością rosyjskiego. Uczyłam się go tylko dwa lata w podstawówce, ale słuchając Artura Stele rozumiałam praktycznie wszystko. Dima tłumaczył mi w razie potrzeby, jeśli jakaś myśl była dla mnie zagmatwana albo jakieś trudniejsze słowa, bo czasami po całym dniu chodzenia byłam tak zmęczona, że nie miałam siły się koncentrować. W Pradze rosyjskie napisy albo rosyjskojęzycznych ludzi można spotkać niemal na każdym kroku. Dochodzę do wniosku, że ten język w Europie Środkowej może doganiać popularnością angielski i może warto by było nauczyć się mówić. 
Poznaliśmy w tym pensjonacie Michała, Czecha, ale z rozumieniem czeskiego szło nam gorzej i z nim rozmawialiśmy po angielsku :P Czesi, jeśli mówią wyraźnie, to da się zrozumieć, ale jak mówią potocznie, to jest jeden szum. Jak na kilkudniowy pobyt to jednak mało tego czeskiego słyszeliśmy.
Tyle wrażeń z Pragi ;) Kilka zdjęć zostawiam, żeby nie tylko coś do czytania, ale i pooglądania było i zapraszam do albumów. 



 It's Viktor ;)



 A ty po ilu kostkach się uśmiechniesz? ;)


 Moja ulubiona Złota Uliczka :)

 Majowy słup 


Jest pięknie. It's beautiful :)

Komentarze