Przejdź do głównej zawartości

Ciemna strona Greya


Co roku na walentynki wypuszczane są komedie romantyczne i w tym roku padło na ekranizację powieści "Pięćdziesiąt twarzy Greya" (pisiont, jak popularnie się mówi ;). Od dłuższego czasu unikam oglądania komedii romantycznych, bo nie chcę się faszerować wymyślonymi historiami obcych ludzi. Ale nie tylko z tego powodu nie zamierzam czytać ani oglądać losów Greya. 
Jestem osobą wierzącą i mam przekonanie, że większość filmów czy historii, gdzie pokazuje się niemoralność i przemoc, zapisuje się w naszej psychice i wypacza naszą osobowość oraz osłabia nasze relacje z Bogiem. Poza tym jest to w przeważającej części obrzydliwe. I nie tylko ja to zauważam. O książce już jakiś czas temu z oburzeniem pisała moja koleżanka z podstawówki: jak można się zaczytywać w takich powieściach, gdzie zasadniczą treścią jest wyuzdanie i pornografia. Czytając książkę można sobie jedynie to wyobrażać, natomiast oglądając film jesteśmy bombardowani obrazem bezpośrednio. 
Psycholodzy odnaleźli także inne ciemne strony Greya. W artykule w języku angielskim już na wstępie możemy przeczytać, że nie ma żadnej szarości w "50 twarzy Greya" (gra słów ang. "gray" - szary i Grey), wszystko jest czarne. Fabuła wprowadza zamieszanie w poglądach młodych ludzi na temat miłości. Kobiety wierzą w mity, że przemoc, wykorzystywanie, manipulacja uczuciami, seksualne eksperymenty pozamałżeńskie są w porządku, wprowadzają ekscytację i dzięki uległości można zmienić bad boya i uleczyć jego emocjonalne problemy. Nieprawda, nieprawda i jeszcze raz nieprawda. Nie można stworzyć zdrowej relacji z kimś, kto jest emocjonalnie niestabilny bądź uszkodzony. Nie uleczymy kogoś przez to, że się w nim zakochamy i będziemy spełniać jego chore zachcianki. Wreszcie miłość to nie jest układ, gdzie jedna strona ma kontrolę nad drugą i narzuca jej swoje poglądy. Wielu ludzi tkwi w rozmaitych toksycznych relacjach i myśli, że wszystko jest w porządku, ponieważ odczuwa uczucia, namiętność i zależność, a tego typu filmy czy książki utwierdzają ich w tym. 
Jeśli nie oglądaliście jeszcze "50 twarzy Greya", nie róbcie tego. Są takie filmy, których się żałuje potem po obejrzeniu i trudno jest wyrzucić z umysłu sceny, których się nie chce pamiętać. Ci, co czytali książkę, potwierdzą moje słowa. A jeśli mimo to zamierzacie, to robicie to na własną odpowiedzialność. 

Komentarze

Aneta Miśkowiec pisze…
Osobiście nie czytałam, nie widziałam i nie zamierzam. Skoro jesteś tym co jesz, to twój umysł jest tym, czym go karmisz.
Ostatnio czytałam gdzieś opinię, że ten film to pierwszy pornos który zdobędzie oscara. Świat się stacza, trzeba się mocno postarać by nie stoczyć się razem z nim.
Anonimowy pisze…
Bylam dzisiaj i jak nazywasz to pornosem, to dobrze, bo to znaczy ze raczej pornosow nie ogladalas Aneta ;)