Przejdź do głównej zawartości

Handmade with love.

Podróże inspirują. Kiedy zimą tego roku mieliśmy spotkanie liderów w hotelu Relaks, moi znajomi pokazywali nam zdjęcia ze swojej podróży do Stanów Zjednoczonych w zeszłym roku. Jedno z nich bardzo mnie zafascynowało. Przedstawiało pomnik utworzony na miejscu zburzonych wież World Trade Center. To, co widzicie powyżej, to właśnie fontanna, wokół której wyryte są nazwiska ofiar katastrofy. Nietypowy pomnik, prawda? To jest właśnie podejście amerykańskie - nie posępna martyrologia, ale sztuka, która cieszy żywych. Przekuwać tragedię w piękno. 



Nie jest to dla mnie łatwe, ponieważ, jak wiecie, jestem na wskroś romantyczna i melancholijna. Przyznaję się bez bicia. Bujam w obłokach godzinami, mam zmienne nastroje i niekiedy abstrakcyjne dla innych zachowania, mieszkam na mojej wieży już prawie trzy lata i ciągle wierzę w księcia z bajki. Rozum, z którym się przyjaźniłam, próbował w jakiś sposób wywierać na mnie presję, żebym się kierowała bardziej rozumem, niż emocjami, bo twierdził, że utrudnia mi to codzienne życie. Było w tym sporo racji. Miałam zatem epizody w moim życiu, kiedy usiłowałam moje romantyczne podejście tłamsić lub wyrugować, ale nie da się całkowicie tego pozbyć, a wręcz nie trzeba, jak powiedział Mateusz Cuthbert w książce Ania z Zielonego Wzgórza: "Nie zatracaj całej romantyczności, Aniu. Zapewne niezbyt wiele... ale troszeczkę jej nie zawadzi". Staram się teraz używać własnego rozumu, a nie polegać na cudzym, jeśli chodzi o odbieranie rzeczywistości i przeżywanie różnych wydarzeń. Ale amerykańskie podejście bardzo, bardzo mnie zainspirowało. Cokolwiek się przykrego w życiu wydarzy, warto przekuwać to na coś pięknego i użytecznego. 

Dzisiejszy dzień był jednym z tych leniwych piątków, kiedy nie miałam nic konkretnego do roboty. Obiad zrobił się sam (pizza "Cztery sery" z Biedronki, mmm, rewelacja :), mieszkanie posprzątane było przez Martę, a moja potrzeba społeczności równa zeru. Po pracach tłumaczeniowych przemknęła mi przez głowę myśl o tabliczce na drzwi. W internecie istniały przeróżne tabliczki z napisami, ale wykonanie i ceny były niezbyt zachęcające. Postanowiłam więc zrobić tabliczkę własnoręcznie. Trochę inspiracji z google, własna inwencja w zakresie kolorystyki, abstrakcyjny kwiat z okładki z zeszytu i tak oto prezentuje się dzieło dzisiejszego popołudnia. 



Niestety korytarz prowadzący do moich drzwi jest dosyć ciemny, więc tabliczka nie nadaje się do eksponowania na drzwiach i na razie zawisła nad moim łóżkiem. Ale powstała nowa etykieta na blogu :)

Komentarze