czwartek, 12 stycznia 2017

Bóg zawsze znajdzie ci pracę



Mam trzecią książkę Reginy Brett i tym sposobem mam komplet 😊  zaczęłam czytać dzisiaj pierwsze felietony. Trudna historia się autorce przytrafiła, nie wiedziałam wcześniej, jak wyglądało jej życie. Zaczęłam myśleć o swojej drodze, ale zdecydowanie nie mam na co narzekać. Bóg zawsze znajdował mi pracę. 
Jako dzieciaki sprzedawaliśmy na targu warzywa i owoce, których było w nadmiarze w naszym ogrodzie i dzięki temu gromadziliśmy pieniądze na podręczniki i zeszyty do szkoły. Wstawaliśmy wcześnie rano, żeby zebrać śliwki czy fasolę szparagową przed upałem i jechaliśmy do miasta. 
W czasie studiów nie miałam czasu na szukanie pracy, bo chodziłam jeszcze do szkoły muzycznej. Miałam jednak swój mały "biznes" - dostarczałam mleko sojowe do sklepu ze zdrową żywnością. Tam nauczyłam się wypisywać faktury z VAT - wcale nie takie proste, jak by się mogło wydawać...
W międzyczasie podczas jednych wakacji wyjechaliśmy z rodzeństwem na miesiąc do Warszawy i zmierzyliśmy się z kwestią pracy dorywczej. Nie było wtedy aplikacji "Jak dojadę" ani smartfonów, więc adresów szukaliśmy na mapie. Poznałam wtedy to miasto z najróżniejszych stron. Nasza praca nie była ambitna - wszyscy pracowaliśmy przy sprzątaniu, ale byliśmy rzetelni i nasza szefowa była z nas wszystkich bardzo zadowolona. No i zapachy perfum z Sephory do tej pory rozpoznaję. 
Na ostatnim roku przez kilka miesięcy dostałam pracę w sekretariacie w biurze tłumaczeń - nudy przez cały dzień, ale dzięki temu napisałam pracę magisterską i przygotowałam porządne opracowania tematów do egzaminu z historii muzyki. 
Po studiach przeprowadziłam się do Warszawy i zaczynałam od pracy w call center na Marynarskiej, gdzie wytrzymałam zaledwie dwa miesiące. Ciągle miałam problemy z gardłem, zdecydowanie nie była to praca dla mnie. Ale poznałam tam Gosię i nauczyłam się, jak rozmawiać z teleankieterami, aby delikatnie, acz stanowczo dać im do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana zmianą oferty przez telefon. 
Ostatnie kilka lat opisywałam już wiele razy na blogu: prowadzenie własnej działalności gospodarczej, szkoła językowa, zajęcia z uczniami oraz praca dorywcza w biurze. Dużo się działo i zmieniało z dnia na dzień. Wiele razy zastanawiałam się, czy następnego dnia będzie praca, czy nie, jak dam sobie radę w wakacje, kiedy nie będzie zajęć z uczniami, ale Bóg zawsze znajdował mi pracę i nie brakowało mi na chleb. Nauczyłam się masy rzeczy związanych z prowadzeniem firmy, nie mając żadnego finansowego wykształcenia.
Obecnie jestem w fazie stabilizacji z pierwszą pracą na umowę o pracę i cieszę się wszelkimi profitami z tego wynikającymi. Chociaż praca należy do tych żmudnych i mało urozmaiconych, to jednak wykorzystuję różne zdobyte do tej pory umiejętności. Jak mówi moja mama, siedzenie i dłubanie w komputerze nigdy nie było dla mnie męczące. W międzyczasie uczę się kilku nowych języków obcych, bo mam na to czas. Jedna koleżanka z pracy rezygnuje w tym miesiącu, inna planuje zostać tylko do końca rocznej umowy, ale ja nie planuję na razie zmiany. Miałam tych zmian dosyć sporo ostatnio i na razie nie tęsknię za rozmowami kwalifikacyjnymi. Cieszę się też, że nie mam problemów z wychodzeniem w piątki wcześniej z powodu szabatu. Jest spokojnie i bezpiecznie, nie czuję się obciążona, a to jest ważne. Jeśli przyjdzie mi myśl, że warto by coś zmienić, to będzie też na to czas. 

Brak komentarzy: