środa, 11 listopada 2015

Spectre



Kina opanował Bond. Niełatwo jest zdobyć rezerwację na sensowne miejsca, w kinach w centrum nawet nie było co liczyć na to. Wybrałyśmy się więc z Olą S do kina "Wisła" na Żoliborzu. Zaledwie kilka stacji metrem, a o kilka ładnych złotych taniej. Lubię stare warszawskie kina. Ludzie przychodzą tutaj jak na wielkie wydarzenie, pachnie popcornem jak nigdzie indziej, a sala jest w starym stylu i przy fotelach nie ma miejsca na napoje :P
A jak kondycja Bonda? Pomimo upływu lat biega, skacze, lata, pędzi szybkimi samochodami, bije się w helikopterach i otoczony jest kobietami, czyli niby wszystko w normie, ale sam Bond nie jest jakiś bardzo tajemniczy czy zaskakujący. Realizatorzy oszczędzają także na gadżetach i Bond dostaje jedynie wybuchowy zegarek (aż szkoda, że taka ładna i droga Omega się zniszczyła) i sam zagarnia sobie szybki i błyszczący samochód. Zdając się przez to na własny instynkt i mięśnie jest bardziej ludzki, ale jednocześnie mniej efektowny. Efektowne natomiast są sceny, plenery, wybuchy i inne techniczne szczegóły. Jeśli już oglądać, to tylko na dużym ekranie. 
Mocno wkręciła mi się piosenka z filmu, chociaż narzekałam kilka dni temu, że śpiewa ją Sam Smith. Padło niestety na niego i teraz mam mieszane uczucia... Może i robi liryczny klimat, ale jego falset mi średnio do szpiegowskich filmów pasuje. Jednak tekst i czołówka filmu doskonale oddają treść fabuły. Może trzeba się przełamać i znieść ten upadek męskości?

Brak komentarzy: