poniedziałek, 1 grudnia 2014

Filmowy weekend.

Co za szalony weekend... Napiszę, co się działo tu w Warszawie, bo potem mi umknie ;)
W piątek brałam udział w LifeConnect. Podobno była dobra dyskusja, ciekawe myśli i na czacie były zachęcające komentarze, ale chyba to nie dla mnie :) nie potrafię jakoś szybko i błyskotliwie dyskutować, do tego z uśmiechem przyklejonym na twarzy, więc twarzą telewizji internetowej nie zostanę :) jak są lekcje szkoły sobotniej w Podkowie, to zdecydowanie lepiej to wychodzi. Jest konkretny temat, są rzeczowe przemyślenia, a nie temat ogólny i teraz trzeba tworzyć pytania i kontrowersje. 
W sobotę mieliśmy Dzień Pathfindersa i drużyna warszawska prowadziła całe nabożeństwo. Kiedy przyszłam na nauczycielskie, połowa nauczycieli to były nastolatki w mundurach. Mieli przygotowane konspekty lekcji, zabierali głos na nauczycielskim, a potem każdy dostał nauczyciela do pomocy i prowadzili lekcje we wszystkich klasach. Ja sama byłam jako asystent Karoliny Olszewskiej, piętnastolatki, która prowadziła lekcję w klasie. Na apelu był puszczony poniższy filmik. Kiedy go oglądałam, to uświadomiłam sobie, że to nie jest już ta sama drużyna, co przed pół roku. To już niemal instytucja :) wszyscy tak szybko rosną i zaczynają potężnie działać w tym zborze. W zasadzie mogłam sobie spokojnie usiąść i patrzeć, jak to wszystko się samo kręci :) Było przyrzeczenie zuchowe i przyrzeczenie pathfinder dla zastępu Ambasadorów, czyli urodziwych kobiet w wieku 23+, w większości mam pathfindersów, wszystkie w koszulach mundurowych, ołówkowych spódnicach i szpilkach :) 




W sobotę po południu mieliśmy też próbę u mnie w mieszkaniu. Prześpiewaliśmy musical, ale w większej części było to spotkanie przy "Sabotażystach" i nagrywanie kolejnego kawałka na konkurs zespołowy ;) padło na piosenki świąteczne, czyli "All I want for Christmas is you". 



No i jeszcze idą ostro przygotowania do 25-lecia pathfinder. Wczoraj też było śpiewanie, dziewczyny były padnięte po dniu pathfindersa, nocowaniu z drużyną, Zuzia razem z chórem nagrywali do trzeciej w nocy w zimnym kościele, więc wszyscy byli nieźle styrani :P fajnie jest działać, być aktywnym, ale chyba czasami mam wrażenie, że w tygodniu powinien być jeszcze jakiś jeden dzień na odpoczynek po weekendzie, bo sobota jest tak rzadko luźna. Albo muszę wcześniej chodzić spać, a nie zarywać noce na produkcje filmików :P

Brak komentarzy: