Przejdź do głównej zawartości

Wagary


Jedna z moich uczennic pojechała dzisiaj na wycieczkę i rodzice nie powiadomili szkoły, że odwołują zajęcia. Miałam więc godzinę do kolejnych zajęć i przyszedł mi spontaniczny pomysł na przejażdżkę rowerową nad stawy raszyńskie. To oaza spokoju pośrodku zurbanizowanych podwarszawskich osiedli. Pływają tam łabędzie i kaczki, wokół brzegu kwitną żółto podbiały, a w tafli wody marszczonej wiatrem skrzy się słońce. Ponieważ w jedną stronę jedzie się 15 minut, więc nie pobyłam długo nad wodą, ale radość z przebywania na słońcu zdążyła się udzielić :) Michałowice są zazielenionym terenem, ale cała ta zieleń jest na prywatnych gruntach, więc żeby zaszyć się w dziką przyrodę, trzeba przejechać kawał drogi. A mi strasznie brakuje tej przyrody i przestrzeni. 


Komentarze