niedziela, 30 marca 2014

Poznań - miasto banków i książek



Bardzo fajny, chociaż dla mnie bardzo krótki weekend w Poznaniu z zespołem. W tym roku mam zajęcia ze studentami dwa razy w miesiącu, więc jest trudno znaleźć zupełnie wolny weekend, żeby być na całej próbie. Musiałam jechać pociągiem dzisiaj rano. Dawno nie jechałam PKP, ale okazało się, że są połączenia szybkie, wygodne i tanie, bo za bilet kupiony przez internet z Poznania do Warszawy zapłaciłam tylko...39 zł :-) za tyle samo przejechałam w drugą stronę z blabla car. Jednak nie jest łatwo znaleźć przejazd w niedzielę rano, zatem InterRegio spadł mi jak z nieba. Jedynym mankamentem tej podróży była ostatnia stacja, gdyż od dnia dzisiejszego Dworzec Centralny i Zachodni jest zamknięty dla pociągów dalekobieżnych z powodu remontu mostu kolejowego i pociągi są puszczane przez dworzec Warszawa Gdańska. A żeby z Gdańskiej dostać się na Zachodni, trzeba wsiąść w SKM linii S9, która dojeżdża do tajemniczego peronu 8, oddalonego od pozostałych peronów o jakieś 300 m i pokonać zawiłą trasę, uciążliwą dla każdego z ciężkim i nieporęcznym bagażem. Katowice mają swój peron 5, a Warszawa peron 8...
Poznań jest tak różnorodnym miastem, że ilekroć go odwiedzam i wybiorę się na spacer, zauważam coś nowego i ciekawego. Tym razem zauważyliśmy, że idąc w stronę Starego Rynku nie było ani jednej ulicy, gdzie nie znajdowałby się bank. Banki znajdowały się w każdej kamienicy, nie dało się przejść choćby 50 metrów, żeby nie widzieć kolejnego szyldu, na czele z najpopularniejszym BZ WBK. Nigdy wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. To by do oszczędnych poznaniaków pasowało ;-) 
Inną osobliwością, którą zobaczyłam w Poznaniu, był regał na książki, stojący obok przystanku. Leżało w środku kilka książek i wyglądało na to, że można je sobie wziąć lub zostawić własną. Nie miałam za wiele czasu, żeby przjrzeć się temu dokładniej i było za ciemno, żeby zrobić zdjęcie, ale niezawodny google informuje o Miejskim Regale Książkowym . 
Oczywiście nie można nie wspomnieć o tradycyjnej poznańskiej gościnności, wyrażonej w fantastycznym obiedzie, pastach, deserach i najlepszym ketchupie na świecie z Primaviki :-) a skoro zeszło na kulinaria, polecam frytki belgijskie z sosem andaluzyjskim, łagodnym sosem musztardowym, zakupione w pobliżu rynku :) 
Kolejny daleki wyjazd to festiwal w Częstochowie już za kilka tygodni, gdzie też są słynne frytki :)


Ps. Smartfon to naprawdę sprytny telefon. Pomimo zmiany czasu udało się wstać o właściwej porze, bez obawy, że znowu zapomnę przestawić zegarka.

Brak komentarzy: