piątek, 17 października 2014

So ironic...


Jakiś czas temu oglądałam film z Tomem Hanksem "Terminal". Był oparty na prawdziwej historii i przedstawiał losy imigranta, który utknął na terminalu lotniczym w USA. Moja nie będzie tak dramatyczna, ale też z terenu lotniska.
To miał być mój pierwszy lot samolotem w życiu. Wybieraliśmy się na konferencję "The essence of worship" w Londynie/Bracknell i razem z Markiem mieliśmy lot o 8 rano z Okęcia. Na 45 minut przed odlotem podeszliśmy do odprawy bagażowej razem z biletami. Na stanowisku znajdowały się dwie osoby: kobieta i mężczyzna. Poinformowali nas, że właśnie zamknęli stanowisko, ale ponieważ mamy tylko bagaż podręczny, to możemy się zgłosić bezpośrednio do Gate, gdzie nadadzą nam miejsca w samolocie. Przedstawiliśmy tę informację na stanowisku Gate, ale pracownicy przy Gate nie uznali naszych biletów i kazali nam podejść jeszcze raz do stanowiska odprawy, aby wypisali nam choćby ręcznie karty pokładowe. Niestety kiedy zaraz po tym udaliśmy się z powrotem do stanowiska odprawy, pracowników już nie było. Kolejne próby interweniowania w Gate, a następnie w informacji niczego nie zdziałały. Udaliśmy się w końcu do kierownika terminalu, aby poinformować go o tym zdarzeniu. Pan kierownik przyjął do wiadomości nasze zgłoszenie i przekazał, że poinformowano go o tej sytuacji kilka minut wcześniej, ale niestety zgłosiliśmy się za późno i nie zdążyliśmy na lot. 
Usiedliśmy z Markiem zrezygnowani, poszukując kolejnych lotów i znaleźliśmy lot o 20.00 z LOT-u. Nie było to idealne rozwiązanie, ale jedyne sensowne, żeby się dostać jeszcze tego samego dnia do Londynu. Cóż było robić? Ja pojechałam do domu, a Marek gdzieś się ulokował w Warszawie do wieczora. Kiedy informowaliśmy znajomych, z którymi mieliśmy się spotkać po południu, o całej sytuacji, nie chcieli uwierzyć. Dla nas samych sytuacja była absurdalna o tyle, że nigdzie nie chcieli nam udzielić żadnych informacji, kto odpowiada za takie zachowanie pracowników ani nikt nie chciał być świadkiem tego zdarzenia. 
Niestety nie dane mi było zobaczyć Londyn tego dnia. Nasza wycieczka spełzła na niczym. Pocieszam się, że jutro cały dzień mamy być w mieście, więc w którejś przerwie będzie można pójść i coś pozwiedzać.

Brak komentarzy: