wtorek, 21 października 2014

A foggy day in London town...


Wróciłam dzisiaj do kraju. Znowu wpadłam na lotnisko w ostatniej chwili, ale udało się zdążyć na samolot. Nie było widoków przez okno, jedynymi były chmury :) ale to niepowtarzalny widok: białe połacie błyszczące od słońca :) 
Większą część naszego pobytu w Anglii spędziliśmy w Bracknell, nie udało się gruntownie pozwiedzać Londynu, więc zamieszczam tylko kilka zdjęć, które udało mi się zrobić. Ale już sobie obiecałam, że wybiorę się jeszcze raz z Olą i wtedy wszystko sobie pozwiedzamy :) 
W piątek przylecieliśmy późno na Heathrow i stamtąd zabrali nas znajomi do Bracknell. Heathrow jest ogromne. Samo dojście z samolotu do terminalu zajęło nam z dwadzieścia minut ;P
Całą sobotę spędziliśmy w północnej części Londynu. Jechaliśmy do niej z Bracknell różnymi krętymi uliczkami, zwiedzając przy okazji kawałek miasta z okien autokaru. Północna część jest prawie nie brytyjska. Mieszkają tam głównie obcokrajowcy. Są tradycyjne domki szeregowe, ale większość sklepów to biznesy tureckie, azjatyckie i inne. 



Metro - jeden z najważniejszych symboli Londynu. Ten charakterystyczny znaczek jest widoczny w wielu miejscach. 



Banksy to brytyjski artysta street art. Używa on różnych technik do przekazywania swoich wiadomości, najczęściej humorystycznych lub związanych z polityką. Jego oryginalna forma sztuki ulicznej, łącząca ze sobą graffiti i charakterystyczną technikę szablonową oraz odważne i często bardzo ryzykowne umiejscowienie prac, zyskała uznanie artystów i została zauważona przez media. Do kupienia są kalendarze z jego dziełami. 

London Eye

Dzisiejszy poranek spędziliśmy w biegu, żeby dostać się na lotnisko kilkoma środkami lokomocji: pociągiem, metrem i autobusem. Nie miałam pojęcia, że to miasto jest tak ogromne. Trafiliśmy na wyjątkowo nieprzyjemną deszczową pogodę i przenikliwy wiatr. A w międzyczasie przeszliśmy ze stacji Waterloo przez Westminster Bridge i udało się zrobić kilka zdjęć z najważniejszymi obiektami :)



Pałac Westminster i Big Ben

Opactwo Westminster - z innej strony



Od tego miejsca udaliśmy się dalej metrem. Ale samo metro nie jest jakieś wyjątkowe. Pociągi są niskie i ciasne i miałam lekką klaustrofobię, jadąc dwie stacje dzisiaj rano. Może w Warszawie mamy tylko jedną linię, ale jak zadbaną :)


Słynna klasyczna czerwona budka telefoniczna, przy której wszyscy robią zdjęcia z widokiem na Big Bena.


Na Baker Street 221b (numer jest fikcyjny) mieszkał słynny detektyw Sherlock Holmes i jego przyjaciel doktor Watson. Znalazłam tylko statuę, muzeum było widocznie w innym kierunku. 

I'm alone with my millions.
Coco Chanel

Na koniec zdjęcie z naszego apartamentu w Bracknell. Przemiły czas spędziłyśmy z dziewczynami: Martą, Magdą i Klaudią i Lorą- kobietą-głosem z windy ;)



I'll back here :)


Brak komentarzy: