Przejdź do głównej zawartości

What's in your head, in your head, zombie, zombie, zombie ie ie.


Minął ponad tydzień bez żadnego posta z przyziemnego powodu: wyczerpałam mój miesięczny limit internetu i jego prędkość zwolniła tak, że nie dało się otworzyć żadnych stron. Myślałam, że taki detoks od internetu będzie dla mnie strasznym przeżyciem (nie będę mogła nic obejrzeć, posłuchać muzyki na spotify i śledzić wszystkich newsów na facebooku, straszne :P), ale okazało się, że był to dla mnie przyjemny i pożyteczny jednocześnie tydzień: przetłumaczyłam do połowy książkę, którą odkładałam od miesiąca, obejrzałam zaległe filmy i grałam w gry ;) oczywiście też chodziłam normalnie do pracy, ale nagle okazało się, że czas rano można bardzo efektywnie spożytkować :)
Ola się rozchorowała w tym tygodniu i postanowiłam ją odwiedzić w sobotę po południu, więc upiekłam ciasto. Znalazłam w zieleniaku mieszankę keksową i przyszedł mi pomysł na ciasto. Keksa jeszcze nie robiłam, więc nadarzyła się fantastyczna okazja. Przepis nie jest trudny (np. tutaj), a w smaku był całkiem, całkiem ;) ale dużo lepszy był na drugi dzień.  
Tytuł posta oczywiście łatwo skojarzyć z piosenką "Zombie" The Cranberries" (żurawina :P) Niestety noc z piątku na sobotę była dla mnie w większości nieprzespana i następnego dnia snułam się jak zombie. W sobotę po południu mieliśmy rekreacyjno-warsztatowy weekend z ekipą Młodzi DW i planowanie zjazdu młodzieży w marcu, a także granie w Sabotażystę, tym razem w hotelu koło Otwocka pod Warszawą. Ciekawe połączenie nazw ;)

Może w lutym już takich mrozów nie będzie?...

Komentarze