sobota, 8 lutego 2014

Iść, ciągle iść w stronę słońca.


Jak tylko zaświeci słońce, ciężko mi wysiedzieć w budynku. Dzisiaj po obiedzie w harcówce na Foksal nie mogłam już znieść leniwego oczekiwania na zbiórkę i wyszłam na samotny spacer w poszukiwaniu słońca. Niestety najwięcej o tej popołudniowej porze było go wzdłuż mostu Poniatowskiego, gdzie przejeżdżające bez przerwy samochody tworzyły ogłuszający huk, ale po prawej miałam Wisłę, za plecami słońce, a przed sobą Stadion Narodowy, a w powietrzu wiatr. I to mi zupełnie wystarczyło, żeby poczuć się wolna, nie zabierając torebki, jedynie dokumenty i telefon w kieszeni, idąc sobie  ku wyznaczonemu celowi. Moje wędrowanie od Muzeum Narodowego do stacji Warszawa Stadion to może nie jest dla kogoś imponująca odległość, ale zajęła mi 45 minut :) w drugą stronę pojechałam pociągiem. 
Chodzi mi mocno po głowie całodniowa piesza wędrówka z plecakiem w jakimś pięknym miejscu. Żeby tak iść i iść, i chłonąć, i oglądać. Może uda się to zrealizować za tydzień, jak wyjadę do domu na ferie, a może w tygodniu zrobię sobie taki pieszy rajd, np. do Kampinosu? Piątek 14 za tydzień byłby odpowiedni ;)

Brak komentarzy: