poniedziałek, 1 maja 2017

Majówka w Bieszczadach




Moi rodzice dali się namówić na wyjazd w Bieszczady. Tym razem nie była to tylko wycieczka samochodem po wielkiej pętli bieszczadzkiej czy jazda kolejką, ale prawdziwa górska wspinaczka. Pojechaliśmy do Wołosatego, odstaliśmy ponad pół godziny w kolejce do wejścia do parku narodowego i ruszyliśmy na szlak. Nasza pierwotna trasa zakładała proste wspięcie się na Tarnicę i zejście z powrotem, żeby się nie zniechęcać na początek, ale po wejściu na szczyt nie chcieliśmy wracać tą samą drogą, więc poszliśmy czerwonym szlakiem po szczytach do Ustrzyk. Nie żałowaliśmy tej wyprawy, bo widoki z góry były fantastyczne. Jedynie pod koniec trasy, schodząc z góry, nogi odmawiały nam posłuszeństwa, bo zejścia były dosyć strome. Robiliśmy częste przystanki, żeby się nie zajechać i czas marszu wyniósł 5,5 h. 




Jeszcze na luzie, spokojnie, cieszymy się wycieczką...

Zaczynają się schody...

Na Tarnicę była prawdziwa pielgrzymka. Ludzie z małymi dziećmi, turyści i wycieczkowicze


Na szczytach jeszcze leżał śnieg, zeszłoroczna trawa - wiosna powoli dociera do Bieszczadów

Odpoczywamy na Tarnicy przed dalszą drogą

"Znaki Czasu" docierają na szczyt!

Widok na Tarnicę

Trasa na Szeroki Wierch

Taki mamy klimat ;)

Masyw Szerokiego Wierchu

Tak mi się spodobały te przestrzenie, że chciałabym wybrać się jeszcze na połoniny, Małą i Wielką Rawkę i inne ciekawe bieszczadzkie szlaki. Wstyd, że mieszkałam większość życia na Podkarpaciu, do gór było zaledwie 150 km, a ani razu tam nie byłam :P

_______________________
Więcej zdjęć na https://goo.gl/photos/aq3HyQSz9u5hMNZy9

Brak komentarzy: