środa, 20 sierpnia 2014

Little things

Jestem w Warszawie już drugi tydzień. Pracuję, czasem gdzieś wyjdę ze znajomymi, którzy nie wyjechali, ale tak właściwie niewiele się dzieje, więc podzielę się tymi drobnymi wydarzeniami, które tworzą codzienność.

Kupiłam kartę miejską, ale biletu na WKD nie, bo uznałam, że przez wakacje się nie opłaca. Jeżdżę więc rowerem do Opaczy, jedną stację do strefy karty miejskiej. Obiektywnie fajna sprawa, bo zajmuje mi to kwadrans w jedną stronę, więc więcej aktywności w ciągu dnia, ale pogoda się pogorszyła i nie zawsze jest przyjemnie. W weekend ciągle padało i czuć w powietrzu jesień. Podobno druga połowa sierpnia zawsze jest taka, dlatego lepiej nie planować urlopu na ten czas, chyba, że się jedzie w ciepłe kraje, a tam to obojętne.

Ola była z Szambelanami i Ronią w Bieszczadach. Chodzili po górach i mieli fantastyczne widoki. Trochę mi było żal, że nie pojechałam z nimi, ale wyjazdów miałam ostatnio całkiem sporo i kiedyś też trzeba pracować ;) Ola założyła instagrama i poniżej jej pierwsze zdjęcie :)



Po Warszawie jeżdzi w weekendy zabytkowy tramwaj z linii turystycznej T. Jest tak oldschoolowy, że chętnie wybrałabym się na przejażdżkę po całej trasie, bo uwielbiam zwiedzać Warszawę środkami komunikacji! Ja załapałam się na niego w niedzielę, kiedy jechałam do Oli i Agi do Ząbek.




Kupiłam mikser! Zrobiłam już zupę-krem, zmieliłam pomidory do mojego ulubionego sosu i zaczęłam namiętnie ubijać śmietanę do gofrów. Wiecie, że te gotowe gofry, które można kupić w sklepie, wystarczy podgrzać w opiekaczu, a potem staną się ciepłe i chrupiące? Ja nie wiedziałam :P 

Wczoraj wracałam z zakupami i wsiadłam do zatłoczonego 189 w kierunku Rakowa, a zaraz obok mnie stał pijak woniejący alkoholem na kilometr. Pomstowałam na niego w duchu przez całą drogę trwającą zaledwie jeden przystanek. Kiedy wysiadłam, do wukadki było jeszcze dobre 400 metrów, a ten człowiek podszedł do mnie i zaproponował, że mi pomoże nieść zakupy. "Ja nie pozwolę, żeby kobieta dźwigała ciężary. Ja swój honor mam. Nie to, żebym się chciał z panią umówić, ja to stary dziad jestem." Poopowiadał coś niewyraźnie o swoim życiu, przydźwigał zakupy do samej kolejki, a potem poszedł. Ten człowiek miał w sobie więcej ludzkiej życzliwości niż cała grupa eleganckich i pachnących ludzi wysiadających na tym przystanku. Tyle się jeszcze muszę nauczyć...

Brak komentarzy: